Moc poetów

Od wielu lat na początku sierpnia nad jeziorem Charzykowy tuż za Chojnicami spotykają się poeci, by porozmawiać, poczytać nowe wiersze, posłuchać ballad. Ktoś przywiózł gitarę, ktoś zaprosił śpiewającego przyjaciela – i tak niezobowiązujące warsztatowe dyskusje z roku na rok przekształciły się w czołową miejską imprezę. Dziś Chojnicka Noc Poetów to wizytówka miasta, popularna rozrywka dla czytających, przyciągająca setki mieszkańców oraz kilkudziesięciu autorów i aktorów z całej Polski. Poetka Łucja Gocek nie przypuszczała, że jej inicjatywa koleżeńskich wakacyjnych spotkań stanie się ogólnopolską poetycką biesiadą – cieszy się dziś z tego, snuje twórcze plany i dzielnie mobilizuje się do dalszych działań. W wierszu „Być” sprzed kilku lat napisała: bezdomność swoją z wygodnych pokoi / zaprosić pod dach słowa. Wielce pomocny w zapraszaniu gości okazał się Internet – kto z poetów ma swoją stronę internetową, może spodziewać się zaproszenia.
Tegoroczna XII Chojnicka Noc Poetów rozpoczęła się 5 sierpnia 2006 r. o godz. 19:00, a tylko oficjalnie zakończyła się około trzeciej nad ranem, debaty i spotkania towarzyskie trwały bowiem nieskończenie aż do rozstania. Każdy z występujących autorów i aktorów mógł zaprezentować cykl wierszy lub krótki monodram. Marek Czuku z Łodzi przeczytał swoje nowe utwory o zabarwieniu ironiczno-satyrycznym: wszystko już przecież było; obijamy się o ściany// i przepisujemy co smaczniejsze myśli, / a nowatorskie pomysły to jedynie // samobójcze skoki / na powierzchnię poematu. Poeta wyraziście wyartykułował swoją niezgodę na pominięcie „tu i teraz”; natomiast Dariusz T. Lebioda  odwołał się do długich cytatów z Biblii, by ukazać zagubienie człowieka w wielojęzyczności mowy. Wiesław Ciesielski rozbawił widzów anegdotami. Wybrałam motyw tożsamości i przedstawiłam „Krótkie żale”: moja ojczyzna jest zmęczoną kobietą [...]moja kobieta jest zmęczona ojczyzną / zapomina o makijażu obietnic. Publiczność najmocniej biła brawo strofom trafiającym wprost w prawdę naszych czasów, hojnie nagrodziła żarliwość i oryginalność prezentacji. 
Zabrałam z sobą w drogę tomik wierszy „Deus Kosmateus” Krystyny Stołeckiej i gdy jechaliśmy do Chojnic w ulewnym deszczu, odczytywałam kruche obrazki z dzieciństwa, wydobywane z pamięci jak pokruszona porcelana z kredensu zmarłej ciotki; urywki wspomnień składają się na ten oryginalny poetycki zbiór. Autorka obraca jak w kalejdoskopie migawki z przeszłości, przydając im barw i blasku; przymierza do siebie ocalałe fragmenty rzeczywistości i próbuje zbudować z nich niespójną całość: jak szybko odchodzi to, do czego byliśmy przywiązani, jak niepostrzeżenie dziecięca zabawa zmienia się w okrutną grę dorosłych. Opuszczone miejsca domagają się nowego właściciela, czekają na kogoś, kto je ożywi, kto odczytując ślady i zatarte znaki, wskaże ku nim drogę. „Uciekanie od siebie”, „przymierzanie siebie do ziemi” – to dla człowieka bolesne zadanie, zwłaszcza w mieście czujemy się oderwani od korzeni, zdeformowani. A jednak pojawiające się wątpliwości i nieustające zmaganie o własny człowieczy wizerunek dają nam szansę na przetrwanie poza ogrodami. Moc poetów przejawia się w tym, że wciąż pytają, że szukają „spotkania z Jego oczami”. Pisząc wiersze, rozmawiają z sobą znakami wieczności.
Poetyckie spotkania w Chojnicach zwykle odbywają się w plenerze na dużej scenie przy dawnej fosie. Starannie odrestaurowany rynek przyciąga turystów; mimo słotnej aury spacerowicze krążą przy okazałej fontannie przed ratuszem. Miasto dba o resztki przeszłości i próbuje nawiązać dialog z teraźniejszością. Z powodu ulewnego deszczu organizatorzy musieli przenieść imprezę sprzed zamku do hali sportowej w Parku Wodnym – w mig ustawiono aparaturę z nagłośnieniem i scenografię, a wierni widzowie przybyli nadspodziewanie licznie, z dziećmi, które radośnie podrygiwały przy ławkach w rytm pogodnych piosenek Oli Kiełb i „Młodego dobrego małżeństwa”. Przed północą wystąpili aktorzy: wyrazista Barbara Dziekan, żartobliwy Marian Opania i liryczny Krzysztof Kolberger, który mimo niedawnego pobytu w szpitalu postanowił recytować dla chojnickiej publiczności wiersze ks. Jana Twardowskiego. Mówił o przemijaniu, o pamięci, o mocy poezji pomagającej pojąć niewyrażalne. Gdy żegnaliśmy się po występach, ręce aktora były lodowate ze zmęczenia, ale jego promienny uśmiech i wdzięczność za serdeczne przyjęcie świadczyły o radości z tego spotkania, o mocnym zaangażowaniu w to, co robi, o wierności wybranej drodze. Spieszył się, musiał wracać czym prędzej do domu, by odpocząć – dał nam z siebie przecież tak wiele... Jesteśmy jak las na urwisku / w którym czai się nagły szelest / ostry kamyk / nieostrożne słowo – pisze Krystyna w wierszu „Garstka”. Nieoceniony jest dar serca i wyobraźni, dlatego potrzebujemy oczyszczenia przez współodczuwanie: w sierpniu, gdy lato w zenicie, gdy
widzimy siebie jaśniej i słuchamy uważniej tego, co inni mają nam do powiedzenia. Trudno wyobrazić sobie polską kulturę bez poezji księdza Jana od Biedronki i aktora o aksamitnym głosie mówiącego do nas jego wierszem: śpieszmy się kochać ludzi...
Młodzi poeci przybywają do Chojnic z nadzieją, kładą nieśmiało swoje debiutanckie tomiki na długim stole przykrytym zielonym suknem, gdzie panie bibliotekarki prezentują książki zaproszonych autorów. Widzowie biją brawo, gdy słyszą wiersze o niespełnieniu, o niepewności istnienia, o trudzie wydobywania się z zagubienia. Niektóre wersy mówią także o nich, o naszym wspólnym świecie, w którym każdy próbuje znaleźć godne miejsce. Znajdujemy także prawdę o nas w piosenkach – portugalskie ballady o namiętności i zdradzie porywająco zaśpiewała Marzena Nieczuja-Urbańska, a na zakończenie poetycko-muzycznej biesiady Jacek Wójcicki przypomniał nam swoje brawurowe interpretacje wierszy mistrzów. 
Ciekawie byłoby podczas finałowego wieczoru (chojnickie spotkania poetów trwają 3 dni) wysłuchać także głosu młodszych autorów. Z Jolą Stelmasiak, interesującą poetką z Grzybowa, mogłam porozmawiać dopiero przy pożegnalnej kawie. Napisała w wierszu: pójdę brzegiem morza / tak zazwyczaj odchodzą poeci. Wydaje mi się, że poezja pozostała w cieniu estradowych prezentacji, że zaistniałaby wyraziściej, gdyby można było stworzyć wspólny krąg autorów, by miał szansę wybrzmieć nie tylko dialog pokoleń, ale i poetyk, i wizji świata, i wrażliwości na obecność drugiego. Jednak warto było się spotkać – poezja wiedzie ku przyjaźni dzięki dialogowi, jaki podejmuje, ożywia nadzieję na zrozumienie i otwiera na nowe. Wyruszając z Chojnic w pochmurne niedzielne popołudnie, wybraliśmy trasę wiodącą na Wybrzeże, by chłodnym dotykiem fal pożegnać nasze lato i pójść brzegiem morza. W obliczu głębi natury cichną emocję, powraca miara istnienia, porządkują się wszelkie tymczasowe racje.
W niedawno wydanym zbiorze felietonów literackich Lucyny Skompskiej „Od róż do liter” wyczytałam, jak można cieszyć się swoim miastem i nie popadać w sentymentalizm, jak przemieniać się wraz z nim i zachować krytyczne spojrzenie na własny dorobek, jak żartobliwie, lecz z uznaniem traktować przyjaciół po piórze. To ciekawa, pouczająca i odważna książka eseistyczna, a jej niezaprzeczalnym walorem jest aktywność autorki w uczestniczeniu w toczących się wydarzeniach kulturalnych Łodzi i jej uważny komentarz pokazujący skutki i konsekwencje tych wydarzeń. Lucyna Skompska reaguje żywo, wyostrzając kontury przywoływanych obrazów, jasno i celnie określa postawy (dlaczego Dedecius nie dość interesuje się poezją współczesnej Łodzi?; czy władze miasta wesprą rzetelniej konkursy im. J. Bieriezina i Z. Dominiaka?). Poznajemy wraz z autorką pisarzy i malarzy w błysku zachwytu ich dziełem, otrzymujemy wskazówki, gdzie dalej szukać. Najtrudniej było zaakceptować opisanie osób bliskich, znanych z przyjacielskich, nie tylko z artystycznych spotkań, bo albo myśl o twórczości wydawała mi się zbyt ogólna, albo przywołanie osoby za dalekie. Ale najważniejsze, że są, że przemawiają do nas znowu swoim wierszem i zamyśleniem nie do końca wypowiedzianym. Poetom chojnickiej nocy spodobałby się fragment z tej książki o współpracy różnych środowisk twórczych i to, jak bezkompromisowo autorka domaga się obecności sztuki współczesnej w życiu miasta (Józef Robakowski, który w latach osiemdziesiątych pragnął wskrzesić w Łodzi dobre tradycje integracji artystów różnych pokoleń, dziś bardziej jest obecny w Bremie, gdzie jego ekspozycje multimedialne zajmują całe piętro w Muzeum Sztuki Nowoczesnej). Autorka zwraca uwagę, że istotne wydarzenia w sztuce nie wiążą się wprost z popularnością, że potrzeba więcej starań, by oryginalne widzenie zaistniało i pozostało na trwałe w miejscu, z którego wyrosło.
Na pożegnanie z Chojnicami otrzymałam poetycki zbiór „Od świtu do nocy”. Kazimierz Rink – radiowiec i współinicjator chojnickich spotkań – pisze w wierszu o ostatnim dniu lata:

wystarczy spojrzeć pod światło otworzyć na oścież
okno przed seledynowymi smugami zmierzchu
i w drgnieniach powietrza dojrzeć niewymuszoną
pod żadnym pozorem harmonię wszechrzeczy

Z Chojnic wyruszamy dalej, by trwać „niewymuszenie”, by w wolności słowa i sumienia odczytywać ład serca i porządek świata

Koszalin, 7 sierpnia 2006

Teresa TOMSIA

Teresa Tomsia – poetka, eseistka, animatorka kultury; autorka książek poetyckich: „Wieczna rzeka”, „Przed pamięcią”, „Skażona biel”, „Wątpiąc, idę”. Mieszka w Poznaniu. Była gościem XII Chojnickiej Nocy Poetów.


 

© Recogito, Rafaliga