Amfora

Dostojny Trojnatokles przebudził się i powstał z łoża. Rychło wspomniał na niezwykłej wagi decyzje, które dziś musiał powziąć. Nie można było w żadnym razie zwlekać i opóźniać podjęcia działań. Skoro zamierzał ubiegać się o miejsce na Agorze, konieczne było, aby nawiązał kontakt z Gakoklesem. Bynajmniej nie należało to do łatwych zamierzeń. To prawda, iż Gakokles spełniał niemal wszystkie warunki, za wyjątkiem jednego, nie mniej nieodzownego. Nie można było mieć pewności, że człowiek ten utrzyma w sekrecie imię zleceniodawcy.
Trojnatokles powoli sączył znakomite wino rozcieńczone wodą. Tak, zapewne, chcąc ośmieszyć Kochaklesa i sprawić, by lud odwrócił się od niego, był zmuszony skorzystać z usług sławnego demagoga, który nie zawsze wszak głosił swe własne słowa. Bywało, iż w jego usta wkładali własne poglądy politycy i ludzie majętni. Demagog, bowiem ponad miłość do pięknego słowa przedkładał upodobanie do dostatniego życia. Godził umiejętnie nieustanną walkę o uczciwość w spełnianiu publicznych urzędów, z pobieraniem wysokich opłat za kwieciste, acz zbudowane na mijaniu się z prawdą ataki, kierowane przeciw wskazanym przeciwnikom. Gdybyż jeszcze nie jego umiłowanie rzadkich win, które niekiedy przekraczało zwykłą miarę i powodowało nieopatrzne wypowiedzi! Tego obawiał się kandydat do Agory. Należało zatem, uniknąć spotkania z demagogiem twarzą w twarz. Pozostawało posłużyć się zaufanym człowiekiem, który uda się do Gakoklesa z misją i przekaże mu zapłatę. Gdyby ów nadużywszy wina, ujawnił sekret, w tajemnicy pozostanie to, iż za owym działaniem kryje się sam Trojnatos.

* * *

Demagog Gakokles zakończył płomienne przemówienie. Trojnatos wysłuchał go z zadowoleniem. Usłyszał większość kłamliwych zarzutów przeciw Kochaklesowi, które podsunął mówcy, a obok nich, pojawiły się takie, które zapewne w swej gorliwości dołożył sam demagog. Lud wykazywał wielkie zainteresowanie. Co ciekawe, w przemowie znalazły się także ataki na człowieka, którego imienia mówiący nie zdradził. Stwierdził jedynie, iż o ile kandydatura Kochaklesa jest największą tragedią w dziejach Aten, to jednak, on, zna kogoś, czyje knowania stanowią nie mniej wielkie zagrożenie. To człowiek, kryjący się w cieniu, który jednak stara się zdobywać coraz większy wpływ na politykę miasta. Prowadzi różne gry, a być może nie jest daleki od uciekania się do układów ze Spartą! Jeżeli natychmiast nie zaniecha swych zdradzieckich knowań, jego nazwisko zostanie publicznie ogłoszone.
Trojnatokles nie był do końca rad, iż owa ostatnia sprawa pojawiła się w tekście przemowy, mogła bowiem osłabić siłę ataków na Kochaklesa. Nie miał już jednak wpływu na demagoga, a też i nie chciał się jeszcze ujawniać. Wiedział, iż zasiane ziarno wyda wszakże jakiś plon.

* * *

Demagog Gakokles nie okazał zdumienia, gdy do jego drzwi zapukał dostojny Murganides. Doskonale znał jego związki z Markellosem. To o tym drugim mówił wszak w dzisiejszym wystąpieniu. To, on był owym zdrajcą mającym układać się ze spartanami. Markellos nie miał daru wymowy. Nie cieszył się również odpowiednią posturą, ani też twarzą, która mogłaby mu zjednywać głosy tłumu. Jako syn rzemieślnika i wyzwolonej niewolnicy, który w sobie jedynie wiadomy sposób, doszedł do znacznego majątku, z konieczności zaspokajał swoją ogromną chęć sprawowania władzy za pomocą machinacji pozostających w ukryciu. Mógł to czynić niezwykle skutecznie posługując się pieniędzmi oraz wyrafinowanymi intrygami. Toteż, jeżeli było coś, czego się obawiał, to z pewnością ujawnienia swych poczynań, ukrytych przed wzrokiem ludzi oraz wielkości posiadanego majątku. W tym pokładał swe nadzieje, łasy na pieniądz demagog. Żywił najgłębsze przekonanie, iż nie minie wiele czasu od przemówienia, a zjawi się emisariusz Markellosa i zaproponuje odpowiednią sumę za milczenie. 
Mówca powitał gościa bardzo uprzejmie. Pragnąć zachować wizytę Murganidesa w możliwie największym sekrecie polecił swej żonie, by ta podawała do stołu. Rychło zaczął żałować tego kroku. Wysłannik Markellosa bowiem, nim przystąpił do układów i skosztował wina, wydobył spod okrycia całkiem sporą amforę. Na jej widok zaświeciły się oczy gospodarza. Jego zachwyt wzrastał, gdy Murganides w barwnych słowach opisywał zalety owego napoju, który jako niezwykle rzadki i cenny, dostajmy ofiarodawca, który pragnie pozostać nie znany z imienia, w niewielkich ilościach sprowadza jedynie na swój stół. Tę amforę ofiaruje jednak, aby zaświadczyć jak dalece zainteresowany jest w nawiązaniu ze sławnym demagogiem pełnego porozumienia. Gakokles rad by skosztować tak zachwalonego napitku, jednakże żona porwała amforę mówiąc, iż nie godzi się, by gość pił przyniesione przez siebie wino, jakoby gdzie u biedaków, którzy nie mają dość zasobów, by móc podjąć gościa własnym poczęstunkiem. Cenią sobie wielkoduszność, ofiarodawcy i dostojnego Murganidesa, jednakże ich dom zaopatrzony jest w nie gorsze napoje, których gość zechce skosztować.
Gakokles, z wielkim bólem spoglądał w ślad za żoną, unoszącą amforę. Jeszcze raz okazała nad nim swą władzę, wystawiając go na ośmieszenie w oczach gościa. Czy przemówiło jej zwyczajne skąpstwo, czy też obawa, iż pan domu kolejny raz przebierze miarę w piciu wina? Z pewnym roztargnieniem przystąpił do rozmów o zasadach porozumienia z Markellosem.

* * *

Demagog Gakokles był niezmiernie niezadowolony, gdy obudzono go pośrodku nocy. To niesłychane! Pod osłoną ciemności przyszedł do niego jeden z kandydujących do agory, a mianowicie znany przed laty polityk Trojnatokles. Co skłoniło go do tak niespodziewanych odwiedzin? Czyżby, jednak... To być może. Demagog powoli łączył w całość drobne fragmenty. Czyżby zatem, to on był owym tajemniczym zleceniodawcą, zamawiającym krytyki Kochaklesa? Co spowodowało, iż zdecydował się ujawnić przed Gakoklesem?
Gość rychło zaspokoił jego ciekawość. Oto doszły do jego uszu wieści, iż nie może w pełni zaufać człowiekowi, którego uprzednio tu przysłał. Istniało poważne niebezpieczeństwo, iż ówże, owładnięty chytrością sprzeda swoje usługi, a zatem i wiedzę o poczynaniach Trojnatoklesa temu, kto solidniej potrząśnie kiesą. Miałby także być człowiekiem, który posunie się do żądania pieniędzy, w zamian za milczenie o sprawach, w których brał udział. Zrozumiałe staje się zatem, iż obecne, nowe zamówienie na usługi mówcy, Trojnatokles jest zmuszony złożyć sam, z dala od jakichkolwiek świadków. 
Demagog Gakokles z niezwykłym zadowoleniem wychylał kolejną porcję wina. Oto, teraz, wobec Trojnatoklesa, żona zmuszona była nie żałować napoju i milczeć, gdy według jej sądu sławny mówca sączył zbyt chętnie, nie tanie przecież wino. Toteż wielki był jego smutek, gdy w dzbanie dojrzał odsłonięte dno. Wypity już trunek dodał mu jednakowoż sporo odwagi, zatem zażądał od kobiety przyniesienia kolejnego. Po chwili, istotnie, żona wniosła kolejne, wypełnione naczynie. Nachylając się nad mężem wyszeptała kilka słów.
Dostojny Trojantokles nie odmówił i pozwolił sobie napełnić puchar. Długi dialog opiewający o wspólnych sprawach biegł obecnie o wiele żywiej. Opróżniwszy nareszcie dzban wina aż po samo dno rozstali się, każdy z poczuciem dobrze spożytkowanego czasu. Demagog wzbogacił się znowuż o pewną sumę, starający się o zasiadanie w Agorze, był bogatszy o pewność, iż kolejne przemowy Gacoklesa skoncentrują się na atakowaniu Kochalosa.

* * *

Demagog Gacokles przebudził się i powstał z łoża. O, bogowie, jakże dolegał mu ból głowy! Jednakże fortuna, posługująca się jego żoną, najwyraźniej mu sprzyjała. Gdyby bowiem, nie jej groźba, wyszeptana, ze względu na obecność Trojnatoklesa, zapewne wypiłby sporo wina przyniesionego na końcu. Napiłby się go i czułby się o wiele gorzej, boć przecie był to trunek dostarczony własnoręcznie przez Murganidesa. Skoro jednak posłuchał żony, zapewne to i lepiej.
Wstał i przywołał niewolnika. Po upływie krótkiego czasu znał już wieści przyniesione z miasta. Oto około świtania znaleziono ciało Trojnatoklesa. Mówiono, iż leżało u stóp świątynnego wzgórza. Sądzono, iż wypiwszy za dużo wina utracił orientację i równowagę, a idąc w ciemnościach runął ze skały. Wszelako byli i tacy, którzy już szerzyli wieść o tym, jakoby go otruto. Takiej przyczyny mieli upatrywać ci, którzy pierwsi znaleźli ciało.

* * *

Żona demagoga Gakoklesa nie posiadała się ze zdumienia, gdy po raz pierwszy, usłyszała, iż mąż jej przepełniony jest wdzięcznością dla niej, iże zabroniła mu wypicia wina z przyniesionej amfory. Sławny mówca nie wyjawił przyczyn swego zachowania. Kobieta jednak była mądra. O wiele bardziej swobodnie poruszała się w skomplikowanym labiryncie spraw publicznych, aniżeli chciała to okazać. Toteż, nie pytając o nic wylała resztę wina, zaś amforę potłukła.

* * *

Dostojny Markellos nie posiadał się z gniewu, gdy po raz czwarty wertował pismo, jakie dostarczono mu od Demagoga. Ówże domagał się nowych pieniędzy, w zamian za co, obiecywał nie mówić na rynku o pewnej amforze i chybionych zamiarach otrucia jego, jak i nad wyraz skutecznie przeprowadzonym planie wysłania do Hadesu niejakiego Trojnatoklesa. Niewiele zaprawdę zabrakło, by i sam Markellos, przeniósł się tam, na fali gorącej krwi, która uderzyła mu do głowy, gdy po raz pierwszy odczytywał treść listu.

Ksiądz BROWN

Za pseudonimem ukrywa się ksiądz metropolii krakowskiej i że napisał już ponad 100 niepublikowanych kryminałów-humoresek; pisze prace z zakresu historii Kościoła lokalnego.

42-1-2-1.jpg (27947 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Paryż, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga