Businessmani

Gus i Archie niezmiernie lubili pieniądze. Cecha ta, bynajmniej nie jest czymś niezwykłym w ludzkiej społeczności, z tym jednak zastrzeżeniem, iż dwaj panowie stosowali mniej upowszechnione, acz spotykane tu i ówdzie, sposoby zdobywania funduszy. Mówiąc krótko parali się różnymi formami kradzieży. Nie byli jednak zwykłymi złodziejami, co to napadają kobietę na ulicy i zabierają jej torebkę z portfelem, w którym znajdą, co najwyżej kilkadziesiąt dolarów. Co to, to nie! Archie i Gus pochlebiali sobie, iż tworzą zgodny zespół utalentowanych bussimesmenów, którzy zarabiają pieniądze wykorzystując bezmyślność lub głupotę innych ludzi. W ten sposób, określili to, co człowiek uczciwy i praworządny nazwałby oszustwem, naciąganiem albo też wyłudzeniem. Stopień zadowolenia z siebie, do jakiego doszli obydwaj panowie był na tyle wysoki, iż ostatnio postanowili spróbować swych sił w nieco innej, daleko bardziej ryzykownej i dostarczającej dreszczu ryzyka dziedzinie wyciągania pieniędzy z ludzkich kieszeni. Tym razem miała to być obszerna i zasobna, jak mówiono, kieszeń sędziego Parkera.
Dobrze poinformowani znajomi Gusa i Archiego powiadali, że na kontach sędziego spoczywają setki tysięcy dolarów. Niektórzy gotowi byli przysięgać, iż wiadomości podobne są całkowicie fałszywe, a to dla tej przyczyny, iż w rzeczywistości fortuna sędziego idzie w miliony dolarów. Dwaj „bussinesmani” zgodnie zdecydowali, iż taka ilość gotówki nie jest Parkerowi potrzebna, toteż może i powinien się z nimi podzielić. Ba, czy aby jednak zechce? Znalazł się sposób i na to. Miał na imię Hilary.
Hilary, jedyna córka sędziego Parkera, zamierzała w tym roku podjąć studia prawnicze. Decyzją tą rozczarowała w znacznym stopniu matkę, która oczekiwała, iż latorośl pójdzie w jej ślady i poświęci się studiowaniu nauk medycznych. Nie zmieniło to jednak w niczym faktu, iż nadal Hilary będąc oczkiem w głowie rodziców, stanowiła ich największą radość i przedmiot troski jednocześnie. Rodzicielskie przywiązanie, ze wszech miar chwalebne, stanowiło także punkt oparcia dla Archiego oraz Gusa, pragnących wzbogacić się kosztem kiesy sędziego. Plan narzucał się sam. Wystarczyłoby uprowadzić Hilary, zażądać rozsądnego okupu i czekać. Oczywiście, nie można zażyczyć sobie wszystkich milionów. Miłość miłością, być może jednak w takiej sytuacji, gdyby kwota była nadmiernie wysoka, sędzia i jego małżonka zwróciliby się do policji. Jeżeli zaś Archie i Gus zachowają zdrowy umiar i zadowolą się, dajmy na to, jednym milionem, wówczas Parker powinien przystać na zapłacenie okupu bez większych problemów. Oczywiście zagrożą mu odcinaniem uszu, palców i podobnymi historiami, a następnie przysłaniem córki w częściach, jeśli tylko poprosiłby o pomoc policję. Powinno poskutkować.

* * *

Archie i Gus raczyli się obficie napojem, którego odpowiedzialni rodzice stanowczo nie zezwoliliby pić swoim małym ani też dorastającym dzieciom. „Bussinesmani” mieli po temu wystarczający powód. Ukończyli już niemal przeliczanie sterty paczek banknotów, które w ramach okupu otrzymali od sędziego. Dorachowali się dotychczas, z niemałym trudem, dziewięćset sześćdziesięciu pięciu tysięcy. Zostały jeszcze trzy pakunki. Mogą poczekać. Przez te kilka nerwowych dni nie brali do ust ani kropli alkoholu, co nie zdarzyło się bodaj od czasu dzieciństwa, a w przypadku Archiego od lat pięciu, kiedy to w skutek kontuzji ręki musiał spędzić kilka dni w szpitalu, odcięty od źródeł ognistej wody. Odnieśli sukces i należało to uczcić. Niewiarygodny sukces! Wciąż, na dobra sprawę nie mogli w to uwierzyć! Oni, przez wielu uważani za nieudaczników, małych oszustów na niewielką skalę, albo też nawet pijaczków, zdołali wyprowadzić w pole sędziego, porwać jego córkę i zgarnąć okup! Właściwie łatwo poszło. Uwolnili dziewczynę, a teraz mieli kasę do końca życia! Przebywali w mieszkaniu brata Gusa, który wyjechał z miasta na kilkanaście dni. Tutaj z całą pewnością mogli czuć się bezpieczni. Gdyby sędzia wezwał gliny, zgarnęliby ich już dawno. Najwyraźniej stary grubas przestraszył się i dlatego z miejsca zapłacił. Milion dolarów! Odtąd już Archie nie będzie musiał uciekać się do podstępów, by wydobyć od żony, gorszej niż więzienny strażnik, te kilka marnych centów na jakikolwiek napitek. Cóż stąd, że od czasu do czasu organizował jakąś kasę do spółki z Gusem, skoro i tak musiał wszystko jej oddawać „na dom”, z którego inaczej po prostu by go wyrzuciła. Gus miał dobrze. Jego „baba” rzuciła go dawno. A, ile się wcześniej wykrzyczała i nawymyślała? Że gruby, leniwy, że łysieje, że rudy, że jak miał pracę to tracił, bo się ze wszystkimi kłócił i oczywiście, że tylko by pił. Nie pił znowuż tak dużo. Może dwa, góra trzy razy w tygodniu. A forsę przynosił. Teraz będą jej mieli po uszy i nic nie powiedzą jego żonie. No, może da jej jakieś dziesięć tysięcy, tak żeby jej zamknąć usta na pewien czas. Tyle i nic więcej. A, tak, Archie wrócił do rzeczywistości, trzeba wreszcie zobaczyć te ostatnie paczki.

* * *

Archie ze zdumieniem spoglądał na mały przedmiot, który wypadł po odklejeniu banderoli z ostatniej paczki banknotów. Właściwie nie było tam banknotów, a jedynie oklejone nimi pudełko, z tym czymś w środku. Zaraz, tak, hm, gdzieś już to widział i, niech kto mówi co chce, ale tak w filmach wyglądają aparaty do podsłuchu, a może nie?
Podsunął Gusowi tajemniczy przedmiot pod grube i nieco zaparowane okulary. Gus ograniczył się do wzruszenia ramionami. Archie, zamrugał oczami i wybełkotał coś, co brzmiało jak: „nie spocznę, dopóki nie znajdzie się za to odpowiedzialny. Ja pójdę na policję...”
Archie jednakże nie poszedł na policję. Odwrócił głowę na dźwięk przypominający otwieranie drzwi i zobaczył, że to do niego ktoś przyszedł. Jeszcze dwóch gości? A przecież w butelkach już nie za wiele zostało.
Archie trzeźwiał w miarę jak padały słowa, a jeszcze szybciej na widok pewnych przedmiotów, które pojawiły się w rękach dwóch niespodziewanych przybyszów. Nie był jeszcze aż tak pijany, by nie rozpoznać rewolweru i pistoletu, obydwóch przedmiotów zaopatrzonych w tłumiki. Nie, to z pewnością nie była policja. Zauważył też, iż Gus, przed chwilą bardziej pijany niż on, nagle jakoś dziwnie szybko wraca do formy. 
Archie rozumiał już każde słowo. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy ze wszystkich konsekwencji, ale dotarło do niego, iż porywając córkę sędziego, zadarli z niewłaściwym facetem. Tak się składa, że Parker współpracował z pewną organizacją, która bardzo nie lubi, gdy ktoś próbuje psuć jej interesy, a jeszcze bardziej, gdy ją okrada. Sędzia jest tak dalece pożyteczny, iż organizacja nie pozwoli go skrzywdzić. Wobec tego oni nie mają wyjścia, tylko muszą zastrzelić Archiego i Gusa. To będzie przestroga dla innych, którzy chcieliby kiedykolwiek mieszać się w interesy organizacji.

Ksiądz BROWN

Za pseudonimem ukrywa się ksiądz metropolii krakowskiej i że napisał już ponad 100 niepublikowanych kryminałów-humoresek; pisze prace z zakresu historii Kościoła lokalnego.

42-1-2-2.jpg (49206 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Paryż, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga