Miłosierdzie Boże: wyzwanie czy anachronizm?

 Cóż to jest miłosierdzie Boże? Zwykle mówi się, że jest to drugie imię Miłości. Miłości, która „wszystko wybacza i wszystko przetrzyma, i – nigdy nie ustaje”.
Miłosierdzie Boże to czuła i tkliwa miłość, która pragnie leczyć nasze wewnętrzne zranienia powodowane grzechem i życiowymi niepowodzeniami. Ta Miłość mówi: „ Jestem z tobą w każdej życiowej sytuacji; chciej tylko w to wierzyć.“
Już w Starym Przymierzu znajdujemy jego odblaski. Po grzechu pierworodnym Bóg czyni człowiekowi jedynie wyrzut i zapowiada, że będzie szukał sposobu wyprowadzenia go ze śmiertelnej pułapki. Dlatego Psalmista Pański mógł bez cienia przesady powiedzieć, że „miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy”.
Boże Miłosierdzie w najpełniejszy sposób objawiło się w Ofierze Krzyża. Wcześniej Pan mówi o nim we wzruszającej przypowieści o synu marnotrawnym, nazywaną niekiedy przypowieścią o ojcowskim oczekiwaniu na nasz powrót. Nasz, ponieważ jest to przypowieść o każdym z nas, o naszych odejściach i powrotach. Jej „morał” jest wielce budujący. Brzmi tak: nie ma takiej sytuacji, w której człowiek nie mógłby powrócić do Ojca. I drugie: nie ma takiego grzechu, który nie mógłby być odpuszczony, jeżeli jego następstwem jest skrucha grzesznika. 
„Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją”.
Prawdę o Bożym Miłosierdziu zechciał Bóg przypomnieć w naszych czasach, używając tak pokornego narzędzia jak, święta już dziś, siostra Faustyna. „Palą mnie ognie miłosierdzia; chcę je wylać na dusze... Bardziej od grzechów boli mnie nieufność w Miłosierdzie moje”. Z orędziem Miłosierdzia związany jest kult obrazu Chrystusa, Króla Miłosierdzia. Namalowany wedle wskazówek otrzymanych przez Faustynę w czasie objawień ma być widocznym znakiem Bożej łaski. Gdy Faustyna zobaczyła obraz po raz pierwszy, zapłakała: „Panie, nikt nie jest w stanie namalować Cię tak pięknym jak jesteś”. Słyszymy w odpowiedzi: „Córko, rzecz nie w barwach, ale w łasce mojej. Każdy kto będzie czcił ten obraz dostąpi miłosierdzia, a w dzień sądu będę go bronił jako swej własności”. Cześć obrazu to nie beztreściowe „kadzenie”. Cześć dla Bożego Miłosierdzia to postawa zgiętych kolan, która jest znakiem zerwania z grzechem. To postawa budowania Królestwa Bożego w sobie i wokół siebie. To także modlitwa za tych, którzy grzech mają jedynie za abstrakcję i nic nie mówiący frazes; taki sobie wytwór fantazji czasów minionych. Postawa pychy „obezwładnia” działanie łaski Miłosierdzia. Nie dostąpi go ten, kto nie zechce za Dawidem powiedzieć: „uznaję nieprawość swoją”. 
Czy orędzie miłosierdzia jest na nasze czasy? Jakoś tak „dziwnie” się złożyło, że właśnie w naszych czasach rozbłysło, po wielu wcześniejszych perturbacjach, pełnym blaskiem. Beatyfikacja, a potem kanonizacja siostry Faustyny poprzedzona encykliką „Bogaty w miłosierdzie Bóg”, dopełniona konsekracją Bazyliki Miłosierdzia w Krakowie i papieskimi homiliami, jednoznacznie wskazują na jego aktualność.
Jest ono swoistą „prowokacją” wobec świata nie uznającego grzechu i żyjącego jakby Boga nie było. Ocena moralnej wartości czynów jedynie wedle czysto osobistych kryteriów prowadzi do „rozminięcia się” z Bogiem na drogach życia. Odrzucenie prawdy jako wartości obiektywnej, niezależnej od zapatrywań człowieka, prowadzi do moralnego subiektywizmu i uznania zasady: to jest dobre, co aktualnie dla mnie pożyteczne. Oznacza to, że jutro dobrem może być to, co dziś jest złem. Takie są początki piekła w człowieku i tak generuje on powstanie piekła na ziemi. Opowiadanie w takim kontekście o grzechu, czy o Prawdzie, może budzić jedynie irytację i zniecierpliwienie. Czy więc należy „przekonywać świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie”?
Są tacy, którzy uważają, że nie należy, że lepiej zostawić wszystko własnemu biegowi rzeczy. Rodzi się wtedy bardzo wygodna postawa „pogodzenia” ze światem, uzasadniana nieraz bardzo wzniosłymi teoriami, mającymi tak naprawdę zamaskować zwykłe „lenistwo ewangeliczne” czy wręcz postawę tchórzostwa. Stajemy więc wobec problemu: Kim być? – „Znakiem sprzeciwu”, czy „zwietrzałą solą” i to bez względu na cenę. Odpowiedź jest chyba, w kontekście Ewangelii, oczywista. Piszę „chyba”, bo odnoszę wrażenie, że często taka nie jest.
Czym jest Boże miłosierdzie wie najlepiej ten, kto po wielu latach życia ze skamieniałym sumieniem doświadczył nagle dotyku Miłości. Łzy radości zmieszanej z żalem leją się wtedy same. Stąd usiłowania Złego, byśmy nigdy nie opuścili świata pozorów i żyli w złudnym przeświadczeniu, że jest OK.! Jak ten z Chrystusowej przypowieści, który zgromadziwszy wszelkie dobra, zamierza żyć w świecie doraźnych przyjemności i doznań. Osąd „z góry” był bardzo surowy. Brzmiał: „Głupcze!”
- Tak, jeszcze tej nocy mogą zażądać mojej duszy. Z czym stanę przed Panem? Spróbuję Go przekonać do swojej filozofii, a może powiem Mu, że jest staroświecki???
Orędzie Miłosierdzia próbuje potrząsnąć człowiekiem, obudzić go i uratować dla wieczności. Czy może być coś ważniejszego na tym świecie? Jak więc można go nie głosić albo deprecjonować jego znaczenie? Co jednak uczynić, jeśli „świat” odwraca się od Boga Miłosiernego plecami?
„Kto nie przejdzie przez bramę mego Miłosierdzia, będzie musiał przejść przez bramę Sprawiedliwości mojej”. 
Co ma na myśli św. Paweł, gdy mówi, że „straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego”? 
Pan mówi do Faustyny, że duszy pragnącej tego świata i żyjącej w grzechach daje w końcu to wszystko, czego pragnie i pozostawia ją samą. Kiedy patrzę na ludzi mających „wszystko” i równocześnie stroniących od Ewangelii, zawsze przychodzą mi na myśl te słowa i pytanie: co będzie z ich wiecznością, a raczej, jaka ona będzie? Nie ustawiam się bynajmniej w roli sędziego. Sąd należy do Boga. Tego typu pytanie ma być raczej inspiracją do modlitwy i intencji ludzi żyjących w grzechu.
Orędzie Bożego Miłosierdzia jest również wymagające względem tego, kto je przyjmuje. Przypowieść o nielitościwym dłużniku wskazuje na potrzebę naszego osobistego miłosierdzia wobec tych, którzy wobec nas zawinili. Nie mamy prawa oczekiwać Bożego Miłosierdzia, jeśli sami pozostajemy surowymi sędziami wobec innych. „Tak i Ojciec wasz niebieski nie przebaczy wam, jeśli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”. Parafrazując słowa modlitwy Pańskiej, można powiedzieć, że Bóg przebaczy nam tak, jak my przebaczamy naszym winowajcom.
Oprócz tego pojęcie miłosierdzia obejmuje też zaradzenie, na miarę naszych możliwości, duchowym i materialnym potrzebom naszych bliźnich. Przysłowiowy „grosik” czy talerz zupy ofiarowanej biednemu, słowa wsparcia dla kogoś, kto przeżywa trudności – wszystko to wpisuje się w chrześcijańską postawę miłosierdzia.
Orędzie przekazane siostrze Faustynie jest ponownym zaproszeniem do postawy głęboko apostolskiej, nakierowanej na ukazanie braciom Miłości Przebaczającej, do żarliwej modlitwy za współczesny świat. Jest przede wszystkim manifestacją zatroskania Boga o los człowieka na ziemi i po śmierci. To bardzo ważne stwierdzenia wobec spotykanej tu i ówdzie próby pomniejszania uniwersalnego charakteru Orędzia i zacieśniania do granic jednego tylko kraju czy środowiska, bądź sprowadzania do poziomu samej tylko pracy charytatywnej. Tego typu postawy świadczą o głębokiej nieznajomości treści Orędzia, co powinno nas mobilizować do pracy nad zaznajomieniem z nim naszych braci i sióstr.
Niech więc nasze koronki i komunie święte wynagradzające będą początkiem apostolskiego szlaku, który da jako owoc zniszczenie grzechu, zbawienie dusz, a Trójjedynemu Bogu odda chwałę nieskończoną. 
JEZU UFAM TOBIE!

Franciszek GOMUŁCZAK SAC

Ks. Franciszek Gomułczak. Urodził się w 1957 roku w Dobkowicach koło Przemyśla. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ołtarzewie koło Warszawy i Katolicki Uniwersytet Lubelski. Studiował teologię i historię. Pełnił urząd mistrza nowicjatu w Ząbkowicach Śląskich, pracował na parafiach w Sarnach i Żytomierzu. Przez ostatnie cztery lata był ojcem duchownym i wykładowcą Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie. Obecnie mieszka w Lublinie.

42-2-2.jpg (46487 Byte)


Na zdjęciu:

Autor tekstu
(Dorsten, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga