Święć się imię Twoje

W Piśmie Świętym wielkie znaczenie ma nadanie lub poznanie czyjegoś imienia. Imię w kulturze Izraela nie było tylko umowną nazwą określającą niejako numerycznie jakąś rzecz lub osobę. Było ono objawieniem wnętrza, ujawnieniem treści, odbiciem istotnej rzeczywistości.
W symbolicznej opowieści o raju natchniony autor chcąc powiedzieć, że Bóg ustanowił człowieka panem stworzenia, że dał mu możność poznawania rzeczywistości tego świata, ukazuje to w scenie, w której Bóg przyprowadza wszystkie zwierzęta do Adama, a Adam nadaje każdemu z tych stworzeń imię.
Gdy Pismo Święte ukazuje szczególny wybór jakiegoś człowieka przez Boga i przeznaczenie go do specjalnej misji, spotykamy się bardzo często ze zmianą imienia (na przykład Abram zostaje Abrahamem, Szymona Pan Jezus nazywa Piotrem), w innych wypadkach imię zostaje nadane przez anioła jeszcze nie narodzonemu dziecku (tak było na przykład z narodzinami świętego Jana Chrzciciela, podobnie też Maryja otrzymała polecenie nadania imienia Jezus naszemu Panu). Imię w tym wypadku określało misję, do jakiej Bóg powołuje.
Wreszcie Bóg objawia ludziom swoje własne imię. Mojżesz widzi krzak, który płonie i nie gaśnie – ten płomień jest znakiem obecności Boga. I z tego ognia Bóg mówi: „Jestem, Który Jestem”, po hebrajsku Jahwe (por. Wj 3,34). I dodaje, że jest Bogiem ojców, po czym wysyła Mojżesza; by w imię Boga wyzwolił swój lud.
Bóg objawiając swe imię okazuje niewyobrażalną wręcz łaskę – objawia coś najgłębiej związanego z Jego bytem, odsłania swoje oblicze. To „Jestem, Który Jestem” Izraelici rozumieli bardzo konkretnie – że mianowicie Bóg ojców jest z nimi, a zarazem rozumieli to dynamicznie – „jest” to zarazem i jest, i był, i będzie, przebywa razem i przychodzi... Obce im było filozoficzne rozważanie. Nawiązywali oni kontakt z Bogiem poprzez dane im Jego imię, które było Obecnością i Mocą wyzwalającą.
I właśnie dlatego, że imię tak się łączyło z obecnością Boga, czcili je do tego stopnia, że unikali nawet wymawiania go. Omawiali je w różny sposób.
Jezus Chrystus objawił nam jeszcze głębiej imię Boga: Ojciec. Ten, Który Jest, jest Ojcem – naszym Ojcem.
Wolno nam mówić do Boga Jego własnym imieniem: „Ojcze”, bez omówień i lęku. Wskazuje to na powołanie nas do niesłychanej bliskości – do bliskości synów, do takiej jedności, która przemienia nas w nowe stworzenia. Nasza cześć dla imienia Boga nie ma się już objawiać w lęku, lecz przeciwnie – w intymnej serdeczności i oddaniu. Ten nowy czas bliskości i serdeczności symbolizuje w Ewangelii rozdarcie się zasłony w świątyni, które nastąpiło w momencie śmierci Jezusa Chrystusa. Zasłona ta oddzielała „święte świętych” miejsce, do którego nikt nie wchodził prócz najwyższego kapłana – podobnie jak nikt nie wymawiał imienia Jahwe.
W życiu gminy chrześcijańskiej, owszem, było takie miejsce święte – tam, gdzie sprawowano Eucharystię – ale ono nie było zarezerwowane tylko dla wybranych. Świątynią przez Ducha Świętego stał się człowiek, jak o tym pisze święty Paweł w Liście do Koryntian. A święty Piotr nazywa wierzących „królewskim kapłaństwem”. Jan zaś pisze, że w sercach naszych mieszka Jezus i Duch, i Ojciec – cała Trójca. Tak więc przede wszystkim w sercach naszych powinno być miejsce „święte świętych”. Jeżeli więc mieszka w nas Duch Święty, mówiący w sercu naszym do Boga: „Ojcze”, możemy do Boga wołać z całą otwartością  i odwagą.
Nie znaczy to jednak, byśmy mieli wymawiać imię Boga z mniejszą czcią niż Izraelici. Podobnie jak miłość i serdeczność, jaką dzieci mają dla rodziców, nie oznacza, by ich mniej przez to szanowały niż te, które dzieli od rodziców dystans autorytetu i obawy.
Trzeba nam się radować Bożą bliskością i serdecznością – darem Jego imienia, który to dar jest zarazem Jego obecnością w nas. Ale trzeba też nam prosić, by Jego imię było w nas zawsze święte – szanowane, uwielbiane. Trzeba nam prosić o to, byśmy się z tym imieniem nie oswoili do tego stopnia, że stać by się mogło pustym dźwiękiem, maskującym traktowanie Boga jako środka do uzyskiwania własnych małych celów i zaspokajania potrzeb. Trzeba nam też prosić o to, by święte imię „Ojciec”, mieszkając w nas czyniło nasze serca świętymi – tak jak płonące światło czyni jasną lampę, w której płonie.
Prosząc: „święć się imię Twoje, Ojcze”, prosimy o to, by to Boże imię, które samo w sobie jest zawsze święte, było takim dla nas i w nas, i dla moich braci w wierze – dla wszystkich chrześcijan, którzy wymawiają to imię nauczeni przez Jezusa Chrystusa i z Nim razem, z Synem Pierworodnym. Prosimy także, by imię Boga było coraz szerzej znane i czczone jako święte przez wszystkich ludzi. Nie tylko my, chrześcijanie, czcimy imię Boga. W różnych religiach różnie ono brzmi – odsłaniając różne Boże przymioty. Wszędzie, gdzie wierzący w Boga wymawiają z czcią jako święte to imię, które zostało im dane, wszędzie tam Duch mieszka w ich sercach i dzieje się tajemnica spotkania człowieka z Bogiem.
Prosimy też, by imię Boże poznali ci, którzy dotąd go nie znają.
Objawiaj nam wszystkim, Panie, Twoje imię i spraw, byśmy je przyjmowali wraz z całą jego treścią, która czyni świat świętym i na nowo młodym.

Stanisława GRABSKA

Stanisława Grabska – publicystka, teolog, działaczka katolicka, żołnierz AK. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwersytecie w Louvain. W latach 1990–1994 wiceprezes Klubu Inteligencji Katolickiej. Współpracowniczka miesięczników „Więź”, „ Znak”, „Tygodnika Powszechnego”. Uczestniczka obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku. Wydała między innymi: „Nadzieja, która jest wezwaniem” (1980), „Pacierz w Biblii zakorzeniony” (1983), „Człowiek wobec Trójcy Świętej” (1990). Rozważania na temat Ośmiu Błogosławieństw były publikowane w pallotyńskim miesięczniku na przełomie 1984 i 1985 roku. Publikowany tekst ukazał się w „Naszej Rodzinie” 9 (516) 1987, s. 23.

42-1-3.jpg (37313 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Lejda, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga