Apollo i Marsjasz a rozmowa z kulturą

Patrząc na twórczość Zbigniewa Herberta, nie tylko na jego poezję, nie trudno zauważyć, że poeta często nawiązywał do biblijno-śródziemnomorskiej kultury. Jakby chciał powiedzieć, że oto w tej kulturze wyrósł i z nią prowadzi dialog. Nic więc dziwnego, że współcześni krytycy (zarówno zachodnioeuropejscy, jak i amerykańscy) Herberta uważają nie tylko za jednego z najwybitniejszych poetów, ale również za najbardziej europejskiego. Stąd zapewne jego dzieła były tak chętnie przekładane na inne języki. Niemniej częste nawiązywanie do kultury (aluzje do Biblii, historii, mitologii) – i chciałbym to podkreślić – nie należy rozumieć w sensie utożsamiania i czynienia rzeczy wtórnych, lecz w sposobie patrzenia na kulturę własnymi oczyma, z możliwością wypowiedzenia się nią, a nie o niej. Dla przykładu posłużę się arcydziełem poetyckim „Apollo i Marsjasz”, jednak zacznę od mitu. Otóż Atena, kiedy zobaczyła w nurcie strumienia, jak grając na flecie pobrzydła od wydęcia policzków, od razu wyrzuciła instrument. Znalazł go Marsjasz, zagrał i tak oczarował się tym instrumentem, że bez wahania uznał go za lepszy od liry Apollina. Takich pretensji Apollo nie mógł przyjąć i doszło do okrutnego pojedynku, po rozstrzygnięciu którego zwycięzca mógł uczynić z pokonanym, co tylko chciał. Wtedy Apollo wygrawszy przywiązał Marsjasza do drzewa i obdarł go ze skóry. Zbigniew Herbert w opisach śmierci subtelnie ujawniał szczyptę czułości i goryczy. Jeśli zaś przenosiła się śmierć w opowieść mityczną, to widok jej był bardziej naturalny, czasami z drobnymi szczegółami. Dla przykładu:

Kiedy Achilles przebił krótkim mieczem pierś Pentesilei, obrócił 
– jak należy – trzykrotnie narzędzie w ranie
[1],

również w innym miejscu:

Teraz Ikar głową w dół upada
ostatni widok po nim to widok dziecinnie małej pięty
którą połyka żarłoczne morze
[2]

Nie mniej dokładnie, wręcz skrupulatnie umiera Marsjasz. Widzimy:

 łyse góry wątroby
pokarmów białe wąwozy
szumiące lasy płuc
słodkie pagórki mięśni
stawy żółć krew i dreszcze
zimowy wiatr kości
nad solą pamięci
[3]

Przyzwyczailiśmy się do tego, że w mitach śmierć jest daleka, patrzymy na nią z dużej odległości, właściwie tak, jakby jej nie było. Istnieje tylko pojedynek podobny do gry w szachy, w którym bez czułości zdejmujemy figurę. Apollo, ten artysta z wyrobioną pozycją, mógł być nieco wzburzony pretensją młodego rywala z fletem. A że był bogiem, to rzecz jasna nie postąpił po ludzku. „Przywiązał wtedy pokonanego do gałęzi czy to sosny, czy może platana, i żywego obdarł ze skóry. Niekiedy mówiono, że zaraz pożałował swego gniewu (jak było też wtedy, gdy zabił Koronidę). W żalu roztrzaskał lirę i przemienił zabitego w rzekę”[4].
Herbert w wierszu nie zmienia mitu i biegu jego wydarzeń. Zwycięzcą pojedynku jest ten sam Apollo. Jednak poprzez pokazanie śmierci w sposób tak dokładny i osobliwy staje się nam Marsjasz bliski. I jest bliski na tyle, że zwycięskiego boga trudno już kochać. 

Cezary DOBIES

[1] Zbigniew Herbert, „Rovigo”, Wrocław 1997, s. 56.
[2] Zbigniew Herbert, „Struna światła”, Wrocław 1999, s. 78.
[3] Zbigniew Herbert, „Studium przedmiotu”, Wrocław 1997, s. 20.
[4] Zygmunt Kubiak, „Mitologia Greków i Rzymian”, Warszawa 1999, s. 274.

Cezary Dobies – urodzony w 1971 (Żuromin). Wydał tomy wierszy: „Portret okienny z chleba” (Toruń 2001) i „Joannie. Księga wejścia” (Toruń 2005). Przygotowuje do druku monografię o życiu Zbigniewa Herberta w Toruniu. Mieszka w Toruniu.


43-4-1.jpg (37406 Byte)

Na zdjęciu:

Autor tekstu
(Toruń, 2005)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga