Portrety Tycjana

Nie należał do artystów przeklętych ani biedaków. Przyjaciel królów i książąt, bywalec weneckich pałaców, obdarzany tytułami i zaszczytami – od pięciu stuleci jego dzieło zaświadcza o potędze weneckiej rzeczpospolitej, jej dumie i bogactwie. Tycjan – jego wiek i jego miasto. Miasto, które przyciąga i zniewala – i malarz Wenecji urzeczywistniający własny sen o wielkości. Malował wielkich i potężnych: władców Ferrary, Mantui, Urbino, weneckich dożów, papieży i cesarzy, a oni wszyscy chcieli być tylko przez niego malowani. Jego płótna są cennym „dokumentem” epoki, w której człowiek zaistniał w centrum świata, świat ten stawał się z kolei centrum kosmosu. Przywołują czas odległy, a zarazem jakby nietknięty, pełen splendoru i dumy – wszystko wokół miało olśniewać tych, którzy mieli szczęście w tym świecie się narodzić.
Tycjan posiadał własną wizję ludzkiej potęgi, nie malował wyłącznie insygniów i majestatu władzy. Penetrował duszę portretowanej postaci, ukazując prawdziwe, przemyślnie maskowane oblicze tych, którzy wówczas światem rządzili; począwszy od papieża Fernese i Karola V po jego syna Filipa. Malował tych, którzy ten świat opiewali i odkrywali, a więc poetów, artystów, uczonych i szczególnie kobiety, które ujmowały powabem i wdziękiem. 
Największy portrecista Wenecji i dworu Habsburgów nie dzięki formie i rysunkowi – czemu wierni byli artyści szkoły florenckiej – a dzięki operowaniu kolorem i jego kontrastami odsłaniał wnętrze swoich modeli. Radość, błysk inteligencji w oczach, zmysłowość, zawziętość, upór, zdecydowanie czy melancholię poznajemy przyglądając się postaciom bądź twarzom namalowanym przez artystę. Fenomenalny malarz, określany przez znawców najbardziej śmiałym i zdecydowanie nowatorskim twórcą włoskiego Renesansu objawia swój geniusz – jak pisze Ewa Bieńkowska – „rozstrzygając najtrudniejsze problemy malarskie, między perspektywą a frontalnością, między narracją a epifanią, między ruchliwością a znieruchomieniem w malarskiej podobiźnie”. Obcowanie z wielkim światem przydało mu maniery arystokraty, tak w zachowaniu jak i w malarstwie.
Musée du Luxemburg od 2000 roku zaprasza paryżan i  wszystkich miłośników sztuki do oglądania ekspozycji wyjątkowych, gromadzących dzieła pochodzące z najbardziej znanych i liczących się w świecie muzeów i kolekcji prywatnych. Pamiętać będziemy wystawy Rafaela z 2001 roku, Botticellego z 2003, czy Veronesa z 2004. Obecna wystawa jest prezentem na nowy sezon kulturalny (2006-2007). Honoruje „króla wśród artystów i artystę królów”; wraz z Tiziano Vecellio (1488-1576) honoruje Wenecję epoki Renesansu. Ponad 65 płócien w tym 35 portretów autorstwa Tycjana mówi nam o ambicji i rozmyślnym postanowieniu złożenia swego malarskiego geniuszu na usługi możnych tego świata. Ekspozycja nosi tytuł „Tycjan. Siła oblicza”. Niecodzienna atmosfera z bogatą oprawą scenograficzną przenosi odwiedzających wystawę do świata Tycjanowskich barw, ciepłych i magicznych kolorów. Ciemne złoto, purpura i brąz są idealnym tłem dla zamyślonych, dumnych, inteligentnych, czasami ponurych czy dostojnych twarzy patrycjuszy weneckich. Ich spojrzenia są nadzwyczaj żywe i frapujące. „Jego świat, święty i nie święty, jest światem mieszkalnym dla człowieka, jakby projekcją wewnętrznej energii, gdzie to, co fizyczne, i to, co duchowe, miesza się na granicy utożsamienia”. Każde dotknięcie pędzla było dla niego nie tyle ważne, co święte. W przeciągu długiej kariery ulegało ono zmianie. W młodości używał wielu barw, zbliżając się do starości – ograniczył się do kilku. Światło i kolor to zasadnicze atrybuty jego malarskiej, niepowtarzalnej sztuki. 
Wenecja nie była jego rodzinnym miastem, przybył do niej z Alp w poszukiwaniu pracowni, by kontynuować edukację malarską. Jego nauczycielem, doradcą i mistrzem, a także przyjacielem został Giorgio (Zorzi) di Castelfranco zwany Giorgionem. Obaj terminowali u Belliniego. Był to prawdopodobnie 1509 rok. 
W trzydziestym roku życia Tycjan otrzymał tytuł malarza państwowego. Stało się to po śmierci sędziwego Giovanni Belliniego. Ta nominacja otworzyła mu drogę do kariery. Na zamówienia nigdy nie narzekał i za obrazy otrzymywał bajońskie sumy, bo takich żądał. Nie zawsze zamówione u artysty dzieło trafiało do zamawiającego. Nie każdy był w stanie uiścić zażądanego przez mistrza honorarium. Tycjan kochał pieniądze i zaszczyty. Zgromadził wielką fortunę, którą niestety przetrwonił po jego śmierci, w przeciągu pięciu lat, syn Pomponi. Tycjan przeżył prawie jedno pełne stulecie. Kolejna epidemia dżumy szalejąca w Wenecji zabrała go z tego świata w 1576 roku.


43-4-2a.jpg (32472 Byte)

Na ilustracji:

"Portret
Izabeli Este"
(1534-36)
Tycjana
(1488-1576)


 © Musée du Luxembourg
Kunsthistorisches Museum 
Hofjagd-und Rüstkammer

Wenecja i Wschód

W epokę świetności Weneckiej Republiki przenosi nas inna paryska ekspozycja – przygotowana przez Instytut Świata Arabskiego. Organizatorzy wystawy zapraszają do interesującej podróży, jaką odbywały karawany między Wenecją a Wschodem. Wiele dróg do niej prowadziło. Z Tany nad Morzem Czarnym przez Konstantynopol, Bursę do Modonu i na Półwysep Apeniński. Z Bejrutu i Aleksandrii przez Kretę, a z Zachodu z Honeinu poprzez Algier, Tunis, Trypolis na Maltę do Argos i do weneckiego portu. Te szlaki znane były wędrowcom, kupcom, rycerzom i kapitanom karawel już w czasie czwartej wyprawy krzyżowej, a więc między 1202 a 1204 rokiem. Ekspozycja opowiada o kontaktach, jakie utrzymywała Wenecja na przestrzeni prawie tysiącletniej historii z Arabami, Turkami i Persami. Jej dzieje sięgają V wieku, kiedy to na małych wysepkach rozległej laguny szukała schronienia ludność uciekająca ze stałego lądu przed najazdami barbarzyńców. W późniejszym czasie, stając się wasalem Konstantynopola, szansa na rozkwit tego magicznego miasta była jedynie kwestią czasu. Wenecja łączyła Wschód z Zachodem, leżała na rozdrożu między dwoma cesarstwami i papiestwem. Każde mocarstwo swoją siłę i potęgę zawdzięcza przede wszystkim handlowi i mądrej dyplomacji. Tego akurat Wenecji nie brakowało. A jej szczególnie znaczący rozkwit datuje się na wiek IX, na czas, gdy relikwie, jak niektórzy uważają, zamęczonego w Aleksandrii św. Marka, spoczęły na jednej z weneckich wysepek. W tym samym czasie chronić ją zaczął Rzym, czyniąc Wenecję drugim świętym miastem Zachodu. Skuteczność i zręczność, mądrość i bystrość w kontaktach ze światem chrześcijańskim, a równocześnie światem muzułmańskim pomnażać zaczęła bogactwa młodej Republiki, na czele której przez wiele wieków stawali weneccy dożowie. Za ich rządów miasto piękniało, rozrastało się, bogaciło, przyciągając przybyszów zarówno ze Wschodu jak i Zachodu. Rozwijało rękodzielnictwo, zdobnictwo, sztuki piękne, architekturę, astronomię, medycynę. Dzięki wzorom zaczerpniętym z islamu kreowało modę w Europie. Słynne na cały świat do dzisiaj weneckie szkło z Murano narodziło się dzięki wiedzy, jaką przekazali w XIII wieku rzemieślnikom weneckim muzułmanie. Tak za panowania Mameluków jak i Ottomanów wschodnie dywany, wzorzyste jedwabie, ciężkie welury, przetykane złotą i srebrną nicią brokaty przywożono na dwór i do pałaców Wenecji ze stolic krajów islamskich leżących w basenie Morza Śródziemnego. Niestety nie tylko chwała i gloria przypadły jej w udziale. Nie ominęły Wenecji pożogi, epidemie, batalie i wojny. Jej najbardziej znacząca potęga polityczna, ekonomiczna i artystyczna to czasy Renesansu. Niestety koniec złotego wieku był schyłkiem potężnej Republiki. Upadek przypadł dokładnie na 1797 rok. 

Anna SOBOLEWSKA

Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.


43-4-2b.jpg (37693 Byte)

Na ilustracji:

"Portret
Giovanniego
della Volta
i jego rodziny"
(1547)
Lorenza Lotto
(1480-1556/7)


© Institut du Monde Arabe
 London,
The National Gallery

© Recogito, Rafaliga