Redaktor
W lipcu 2005 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił
rok 2006. Rokiem Jerzego Giedroycia. Przyszły redaktor
"Kultury" urodził się 27 lipca 1906 w Mińsku
Litewskim. W roku powołał do istnienia Instytut Literacki.
Instytut miał zajmować się prowadzeniem akcji wydawniczej w
dziedzinie kulturalnej, naukowej, literackiej i społecznej oraz
miał zbierać dorobek piśmiennictwa polskiego. W latach 1946-1947
Instytut działał w Rzymie. Pierwszy numer pisma Instytutu
Literackiego – „Kultury” - ukazał się w czerwcu
1947 (wówczas był to kwartalnik). W maju 1947 Giedroyc otrzymał
oficjalną zgodę generała Andersa na przeniesienie Instytutu
Literackiego do Paryża. Od tego czasu, aż do swojej śmierci żył
i pracował w podparyskim Maisons Laffitte. Zmarł 14 września
2000 roku w Maisons-Laffitte. Uroczystości pogrzebowe odbyły się
21 września 2000 roku w Le Mesnil-le-Rois, przewodniczył im
ówczesny przełożony Regii Miłosierdzia Bożego, mianowany w
roku 2005 arcybiskupem, ks. Henryk Hoser. W Roku Giedroycia
przypominamy słowa wypowiedziane przed trumną Redaktora.
Homilia na pogrzebie śp. Jerzego Giedroycia
W Starym Testamencie, w Pierwszej Księdze
Samuela, opisane jest zdarzenie o wyjątkowym, ponadczasowym
znaczeniu. Prorok Samuel otrzymuje od Boga polecenie: „Posyłam
cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem
sobie króla” (1 Sm 16,1). Spośród ośmiu synów Jessego
prorok ma wskazać wybrańca, a będzie to przyszły król Dawid.
Stoi Samuel wobec wieloważnego wyboru; zadania uwidocznienia słusznej
wartości człowieka, można by powiedzieć, jego wartości bezwzględnej.
Od śmierci Jerzego Giedroycia minęło kilka dni, prawie tydzień.
Prasa, radio i telewizja obfitują w lawinowo pojawiające się
wypowiedzi oceniające człowieka i dzieło; Jego życie i
znaczenie Jego śmierci.
Wszyscy jednak czujemy, jak osoba Redaktora wymyka się najbardziej
nawet przenikliwym, subtelnym czy błyskotliwym wypowiedziom. Jesteśmy
bezradni bezradnością Samuela, szukającego rozpaczliwie klucza
do rozeznania Bożych upodobań. I wówczas otrzymuje Samuel od
swego Pana konieczne światło, odpowiednią metodę, jedną z
najważniejszych zasad mających zastosowanie w odkrywaniu
tajemnicy człowieka. Zasada ta brzmi: „nie tak bowiem człowiek
widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla
oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7). A serce
oznacza w tym wypadku najbardziej skryte i intymne sanktuarium
ludzkiego istnienia i chcenia, źródło najgłębszej motywacji,
mieszkanie wolności.
My również przypatrzmy się sercu człowieka, który był tak
bardzo obecny w naszym życiu i naznaczył kończący się
dwudziesty wiek. Niech nam zatem będzie wolno odczytać Pana
Jerzego, tę postać monumentalną i historyczną, w świetle Bożych
kryteriów i ocen, w ostrym świetle Ewangelii. Oddajmy głos Jemu
samemu i słuchajmy głosu Jezusa, pomijając wszystkie osoby
postronne.
Śp. Jerzy Giedroyc był człowiekiem skromny; nie przeceniał
swej roli, a była ona wielka, nie stawiał się na piedestale,
unikał jak ognia pochlebców, odsuwał turyferarzy. Jego
zachowanie cechowało głęboko zakorzeniona wstydliwość,
odpowiadająca francuskiemu słowu pudeur. Mówił z dużą
autoironią: „jak dotąd z mojego miotania nic nie wychodzi.
Poza «Kulturą» zabieram głos, gdzie tylko mogę. Do
Maison Laffitte ciągną jak do cadyka z Góry Kalwarii różni
dygnitarze, ale to jałowa gadanina, z której nic nie
wynika”.
Jezus zaś nauczał: „Tak mówcie i wy, gdy uczynicie
wszystko, co wam polecono: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy;
wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać»” (Łk 17,10).
Zdawał się wtórować ewangelicznej radzie, uważając, że tylko
pełni swoją powinność.
Jerzy Giedroyc był człowiekiem utalentowanym. Talent
literacki, talent organizacyjny, wyjątkowa intuicja, bystra
inteligencja, poczucie smaku i estetyki, umiejętność słuchania,
zmysł humoru, godność osobista.
I o tym mówił, jak zwykle oszczędnie: „Jeżeli mam jakiś
talent , to jest to talent reżysera: umiejętność dobierania
tematów i ludzi. To sprawia, że mam nastawienie zespołowe i że
jeśli jestem przekonany, to zmieniam zdanie. [...] Zmieniam taktykę,
bo polityka nie jest sakramentem: jeśli chce się ją uprawiać,
to trzeba przylegać do rzeczywistości, która się zmienia.
Trzeba umieć zachowywać zasady i zmieniać poglądy”.
Dzisiaj słucha i dogłębnie rozumie przypowieść o talentach, bo
ona właśnie bezpośrednio poprzedza opis Sądu Ostatecznego.
„Podobnie też [jest] jak z pewnym człowiekiem, który mając
się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój
majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu
jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. [...] Po dłuższym
czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z
nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów.
Przyniósł drugie pięć i rzekł: «Panie, przekazałeś mi
pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem».
Rzekł mu pan: «Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny
w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości
twego pana!»" (Mt 25,14-15;19-29).
Jerzy Giedroyc był człowiekiem twórczym. Otrzymane od Stwórcy
talenty pomnażał gigantyczną, bendyktyńską pracą, bo tylko
ona talentów przysparza. Potomnizawsze będą mieli trudności w
zrozumieniu, jak jeden człowiek, ze szczupłym gronem współpracowników,
stanowiących rzeczywistą Jego rodzinę, mógł dokonać tak
wielkiego dzieła. Bo przecież dorobek Instytutu Literackiego
stanowi niewyczerpany „corpus” giedroyciowego życia
nie tyle mierzony długością książkowych półek, ile milionami
czytelników.
W tym momencie sięgnijmy do innej ewangelicznej zasady wejrzenia w
ludzkie serce, dotarcia do tajemnicy serca Pana Jerzego.
Jezus mówi: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy
przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi
wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z
ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre
owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać
złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde
drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień
wrzucone. A więc: poznacie ich po owocach” (Mt 7,15-20).
Dojrzałym owocem tego długiego, pracowitego i urodzajnego życia
było słowo: słowo wypowiedziane, słowo zapisane i słowo
skierowane do tych, którzy szukali orientacji, światła,
kierunku, a zwłaszcza uzasadnienia nadziei, nadziei na życie pełne,
życie sprawiedliwe i piękne życie.
Nostalgia za Polską wyśnioną, wyidealizowaną, prawie doskonałą
nasiliła się przy końcu życia Redaktora, gdy wydawało się, że
cel jest blisko, a spełnienie możliwe. Stąd nuty Jeremiaszowej
goryczy, stąd ostra, niecierpliwa krytyka: marzenie pozostawało
nadal i tylko marzeniem.
Redaktor wyraził wolę pogrzebu religijnego w Kościele
Katolickim, który tak często bezlitośnie krytykował. Zapewne
Jego wiara była trudna. Pozostanie ona tajemnicą serca, które
przestało bić i opisać jej nie sposób.
Powiem tylko, że dziennik „Rzeczpospolita” opublikował
już pośmiertnie zdjęcie Pana Jerzego w Jego gabinecie na tle dwóch
wizerunków Matki Bożej, a mówiący te słowa posyłał Mu, na
Jego prośbę, dokumenty kościelne dotyczące kultu maryjnego. W
Jego domu królowała na poczesnym miejscu Matka Boska
Ostrobramska, Ta z Wilna i z Pana Tadeusza, litewska postać Królowej
Polski Obojga Narodów. Servus Mariae numquam peribit.
I Ona zapewne wyciąga matczyne ręce, by przyjąć duszę
Redaktora w Niebieskie Bramy. On zaś staje tam z paszportem w ręku,
dziełem życia swego, miniaturką „Kultury”,
przenoszoną do Polski z narażeniem życia i wolności wielu, a
wydaną na biblijnym papierze. Głosem cichym i zażenowanym mówi
Pani Niebieskiej: „zrobiłem dla mojej ojczyzny, dla Polski,
coś dobrego”. I dodaje nieśmiało: „wszystko, co
zrobiłem, zrobiłem kosztem życia osobistego, którego nie miałem”.
I powiedział Pan: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś
życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13). Amen.
Le
Mesnil-le-Rois, 21 września 2000 roku
Henryk HOSER
SAC
Abp Henryk Hoser.
Urodził się 27 listopada 1942 roku w Warszawie. Akademię Medyczną
w Warszawie ukończył w roku 1966. W 1968 wstąpił do Seminarium
Duchowego w Ołtarzewie. Pallotyńską profesję złożył w 1970,
święcenia przyjął w 1974. W sierpniu 1974 wyjechał z Polski,
aby przygotować się, przechodząc jednocześnie kursy języka
rwandyjskiego oraz chorób tropikalnych, do pracy misyjnej w
Afryce. W 1975 roku podjął pracę duszpasterską w Rwandzie, która
trwała do roku 1993. W latach 1981-1988 pełnił urząd Przełożonego
Delegatury Rwandyjskiej, zaś od 1988 do 1991 roku Superiora Regii
Rwandyjskiej. W kwietniu 1994 został powołany na stanowisko
Wizytatora Apostolskiego w Rwandzie z zadaniem pomocy w życiu kościelnym
i religijnym po wojnie pomiędzy plemionami Hutu i Tutsi. W latach
1996-2002 pełnił urząd Przełożonego Regii Miłosierdzia Bożego
we Francji. W styczniu 2005 roku został mianowany przez Jana Pawła
II arcybiskupem tytularnym Tepelty oraz sekretarzem pomocniczym
watykańskiej Kongregacji Ewangelizacji Narodów i przewodniczącym
Papieskich Dzieł Misyjnych. Sakrę biskupią przyjął 19 marca
2005 roku.
|
Na zdjęciu:
Jerzy Giedroyc
(z prawej)
i Jan Lebenstein
w Centrum Dialogu
(Paryż, 1991)
Fot. Marek Wittbrot
|