Kim jestem dla Ciebie (3)

I. POSMAK PRZYGODY DUCHOWEJ W PIELGRZYMCE

4. Służba Wojskowa. „Oczekuję Pana, bardziej niż strażnicy świtu”.

Po ukończeniu pięciomiesięcznego kursu obsługi radarowej w Nimes, zostałem wcielony do Wojskowej Służby Pocztowej na okres jednego roku w Fort de Romainville (blisko Paryża). Ponieważ odmawiałem noszenia broni, zostałem listonoszem wojskowym. W tym czasie, odmawiający ze względów sumienia, poborowi nie byli zwalniani od służby wojskowej. Jeden z moich seminaryjnych przyjaciół, który odmówił ze względu na swoje pacyfistyczne przekonania służby wojskowej, nie został dopuszczony do posługi kapłańskiej. Moje pragnienie kapłaństwa było tak intensywne, że nie odważyłem się podjąć ryzyka tak jak mój przyjaciel. Poszedłem do wojska. Ówcześni biskupi odmawiali święceń kapłańskich tym poborowym, dla których zgoda z własnym sumieniem była istotniejsza niżeli regulamin wojskowy. W koszarach spotkałem rekrutów ze wszystkich zakątków Francji, reprezentujących różne zawody i wyznania religijne. Większość z nich była albo już po ślubie, czy też zaręczynach, a inni, jak to młodzi chłopcy, szukali towarzystwa dziewcząt. Z przyczyn oczywistych płeć odmienna była częstym tematem koszarowych rozmów. Miałem zatem, już od pierwszego dnia, znakomitą okazję do przemyśleń na temat mojego wyboru celibatu, wyboru, który był jedną z podstaw katolickiego kapłaństwa. Jak trudny był to dylemat przekonało się wielu wcielonych ze mną do wojska współseminarzystów. Wielu z nich, po ukończeniu służby wojskowej, już nie wróciło do Wyższego Seminarium Duchownego i założyło rodziny.
W tym właśnie okresie poznałem panią Plard, wdowę zarabiającą na utrzymanie jedynego syna dorywczą pracą księgowej. Ponieważ jej matka mieszkała w sąsiedztwie moich rodziców, któregoś dnia pani Plard, spotkawszy mnie u nas w domu, zaprosiła mnie do siebie. Mieszkała niedaleko naszych koszar. Odwiedziny w mieszkaniu pani Plard skończyły się dla mnie dość niezwykle, kiedy zwróciła się do mnie słowami: „Edwardzie, nie modlisz się wystarczająco! Dwadzieścia minut, czy pół godziny w ciągu dnia to zbyt mało! Zobacz, ile czasu poświęcają swoim żonom i narzeczonym inni młodzi ludzie, mimo koszarowego życia. Czyż ty Edwardzie nie pragniesz zostać księdzem, aby ofiarować  swoje życie Chrystusowi? Jeżeli faktycznie pragniesz połączyć swoje życie z Nim, powinieneś poświęcić Jemu więcej własnego czasu!”. Pani Plard była także przełożoną Nowicjatu Tercjarstwa Karmelitańskiego w Paryżu. Ona właśnie zachęciła mnie do lektury pism św. Teresy z Avila i św. Jana od Krzyża. [1] Dzięki niej też poznałem kilku z ojców karmelitów, wśród których mogłem oddawać się religijnej odnowie. Jedną z przyczyn mojego zainteresowania karmelitankami był oczywiście fakt, że siostra mojej matki była już wówczas karmelitanką. Mimo to nie zamierzałem wstąpić do tego, pełnego tradycji Bractwa Zakonnego. Być może dlatego, że wśród tych, których poznałem, wielu było skłonnych do intelektualizowania religii i wydawali mi się oni oderwani od codzienności życia.
Rady Pani Plard wziąłem sobie natomiast głęboko do serca i od tego spotkania poświęcałem przynajmniej godzinę dziennie modlitwom. Stopniowo też odkryłem, że tym samym pełniej podążałem przykładem ojca Antoine Chevriera, który na modlitwach i ewangelicznych studiach spędzał istotną część swojego dnia. Sądzę, że właśnie dzięki modlitwom byłem w stanie bardziej efektywnie zagłębić się w duchowości „chwili obecnej”, czy też, posługując się rzymskim przysłowiem, osiągnąć AGE QUOD AGIS: „Cokolwiek robisz, rób to właściwie”, czy też „Oddaj się sercem i duszą swoim zamiarom, chwila za chwilą! Przeszłość minęła, przyszłość jeszcze nie nadeszła, teraźniejszość, która i teraz przemija, jest właśnie tym, jedynym do naszej dyspozycji, czasem!”. W teraźniejszości chwili i w jej przemijaniu jest właśnie moment spotkania z Bogiem i doświadczenia Jego woli. Taka postawa sprzyja osiągnięciu zarówno duchowej, jak i intelektualnej koncentracji. Tutaj i teraz. Próby złapania kilku zajęcy na raz zazwyczaj są bezowocne. Wychodząc z podobnych założeń, starałem się unikać robienia wielu rzeczy naraz, a raczej świadomie oddałem się kształtowaniu własnej osobowości w obecności Jego, który mnie stworzył, który jest bliższy mojej istoty, niżeli ja sam.
Refleksje te zbliżyły mnie ku pismom św. Jana od Krzyża, które były dla mnie tak pomocne, jak i uderzające w swoim posłaniu: „Ktokolwiek by spytał Boga o nowe objawienie lub wizję, Bóg mógłby odpowiedzieć: Czyż już nie powiedziałem wszystkiego, co powinno być powiedziane, kto jest Synem moim; nic więcej nie mam wam do objawienia już teraz, wpatrujcie się w Niego, gdyż w Nim zostało objawione wszystko dla was, gdyż w Nim znajdziecie więcej, niż ode Mnie oczekujecie, więcej niżeli jesteście w stanie sobie życzyć.” [2]
„Ojciec wyraził tylko jedno Słowo: istota Jego Syna, w wiekuistej ciszy. On zawsze mówi to samo: dusza dlatego powinna słuchać pełnią skupienia.” [3]
„Kiedy godzina rozrachunku nadejdzie, będziecie żałować czasu, którego nie poświęciliście Bogu, dlaczegoż nie mielibyście zrobić użytku z danego wam czasu teraz, tak jak życzylibyście dopełnić w chwili śmierci ?” [4]
„By nasycić wasze pragnienia, zmierzajcie ku pielęgnacji waszych pragnień naśladowania Jezusa Chrystusa we wszystkim, oddajcie się życiu w takim duchu, w jakim On sam dopełniłby swojego życia wśród nas. By osiągnąć jednak pełnię w tak pojętym naśladownictwie Chrystusa, konieczne jest pozbycie się pożądliwości i tych wszystkich doczesnych przyjemności, które dalekie są od miłości Boga, i zagłębienie się w podobnej Jemu skromności, ubóstwie i życzeniu niczego więcej, niżeli dopełnienia woli Ojca, którą On określił jako ciało i krew Swoją.”  [5]„Nie ma dla trzymanego w niewoli ptaka różnicy, czy trzymające go więzy są duże lub małe, gdyż nawet jeżeli jest to jedynie wątła uwięź, pozostanie on skrępowany i niezdolny do lotu; podobnie jest z duszą naszą uwięzioną w czymś mniej lub bardziej małym.”  [6]
„Lepiej jest umrzeć niżeli grzeszyć! Wypowiadane w szczerości słowa te działają na dusze oczyszczająco, uśmierzając rany i pozwalając na pełnię miłości Boga, dopomagają nam w przełamaniu żalu za popełnione winy i trwaniu w pragnieniu poprawy !”  [7]
„I prawdą jest, że czym głębiej nasza dusza zwiąże się z Bogiem w miłości, tym głębszą będzie nasza miłość bliźniego.”  [8]
Poprzez moje studia „Drogi do doskonałości” – autobiografii św. Teresy, stopniowo zacząłem odkrywać znaczenie intymności życia w Panu. Według św. Teresy „modlitwa jest rodzajem przyjacielskiej rozmowy z Nim, w trakcie której nabiera ona przekonania, że jest przez Niego kochana”.[9] Ta właśnie definicja oświeciła moje myśli, pozwalając mi jednocześnie ograniczyć zbędną dozę wyobraźni i intelektualnej medytacji, która dała o sobie znać w czasie mojej modlitwy. Studia tych skromnych w swojej intymnej relacji z Bogiem świętych były dla mnie istotną pomocą. Mimo to byłem wówczas jednak jeszcze zbyt mało doświadczony w życiu duchowym, by być w stanie całkowicie ogarnąć i przyswoić sobie głębię opisanych przez nich zjawisk. W rezultacie kultywowałem w sobie iluzję, że już wówczas byłem w stanie praktykować całą swoją wiedzę, której jedynego posmaku znalazłem w tych pismach. Na moje szczęście, poprzez „Żywoty Świętych” dotarłem do św. Teresy z Lisieux, i tam odkryłem na czym polega „duchowe dzieciństwo”, które może wyzwolić mnie od klęski. Oto, jak opisywała ona swoje własne przeżycia:
„Zawsze pragnęłam zostać świętą, jednakże, kiedy zaczęłam porównywać siebie ze świętymi, zaczęłam odkrywać, że różnica między nimi a mną jest mniej więcej taka, jak między szczytem góry zagubionej w chmurach i mało zauważalnym pagórkiem piasku pod stopami wędrowca; nie odebrało mi to jednak odwagi, wręcz przeciwnie, powiedziałam sobie: „Dobry Bóg Ojciec nie inspirowałby nas ku niemożliwym celom, dlatego mimo własnej małości, ja też mogę aspirować do świętości; niemożliwością jest rosnąć ponad miarę, możliwe jest jednak rozpoczęcie wędrówki ku Bogu w całej mojej niedoskonałości, poprzez poszukiwanie nowej, malutkiej ścieżynki łączącej mnie bezpośrednio z niebem. Żyjemy w epoce wynalazków. Obecnie ludzie starają się unikać męczącej wędrówki ku wyższym piętrom klatką schodową. Zamożni zamieszkują domy z dostępem do windy, która jest praktycznym wynalazkiem. Podobnie i ja, pragnęłam wynaleźć ten rodzaj windy, która uniosłaby mnie prosto ku Chrystusowi, gdyż wydawałam się sama sobie zbyt słaba, by wdrapywać się męczącymi szczeblami doskonałości. W rezultacie oddałam się studiom świętych pism, by odnaleźć jakiś ślad windy, do której tęskniłam, i natrafiłam na słowa Wiekuistej Mądrości: «Pozwólcie maluczkim przyjść do mnie!». I ja też przyszłam zgadując, że odnalazłam to, czego szukałam, pragnąc dowiedzieć się od Ciebie, Boże Mój, co zamierzasz zrobić z tą małą moją istotą, która odpowiedziała na Twoje zawołanie. Kontynuowałam swoje poszukiwania i natrafiłam na następujące słowa «Jak matka pieszcząca swoje dzieciątko, tak ja rozwieję twoje smutki, przytulając cię do łona ukołysam cię w moim objęciu!». Ach!, nigdy wcześniej te pełne melodyjnej tkliwości słowa nie napełniły mojej duszy podobną radością. Winda, która zaprowadzić mnie miała ku niebu, o Jezu, to przecież nic innego niżeli Twoje objęcia. Nie ma potrzeby dążenia ku szczytom tego świata, odwrotnie, tą małą istotą, którą mnie stworzyłeś, powinnam nie tylko pozostać w swojej małości, ale stać się skromną, jeszcze skromniejszą.” [10] Te pełne prostoty słowa, uświadomiły mi wówczas, jak głęboko zakorzenione były we mnie tendencje tworzenia wokół mojej własnej osoby centrum otaczającego mnie świata. Zastanawianie się nad przesłaniem Teresy pozwoliło mi oddać się Chrystusowi w całości tego, kim byłem w istocie.
Rady Pani Plard poprowadziły mnie także ku studiowaniu życia i posłannictwa Ojca de Foucauld, z którego poglądami zapoznałem się dzięki opublikowanej wówczas książce ojca Voillaume „AU COEUR DES MASSES”. Szczególnie rozdziały „La Prière des Pauvres Gens” [Modlitwa ubogich] i „Permanents de la Priere” [Oddani ciągłej modlitwie] wydały mi się nie tylko interesujące, lecz także pomocne w moim życiu żołnierza-kleryka. Kilka fragmentów, przytoczonych poniżej, wywarło na mnie szczególne wrażenie:„Jezus żył modlitwą nawet wówczas, kiedy wciągany był w zawiłości przygniatającej go rzeczywistości. Lecz ponad wszystko, pozostaje On mistrzem twojej modlitwy dlatego, że w samotności, wolności i miłości, może wypełnić nie tylko twój intelekt i pamięć, ale także i serce, duchowością modlitwy. Nikt nie jest w stanie oddać się modlitwie bez wewnętrznie przeżytego udziału Chrystusa.” [11]
„Bóg nawołując  do co raz większego udziału w losie ubogich, wskazywał nam także na konieczność krystalizacji naszych dusz w modlitwie, jak również na ważkość czytania Pisma Świętego; wydawać się dlatego może, że życzeniem Jezusa nigdy nie było zrobienie z modlitwy rarytasu, dostępnego jedynie dla tych oddających się komfortowi i uspakajającej zmysły medytacji.”
„Przyjdźcie do mnie wy wszyscy zagubieni i dźwigający brzemię… a znajdziecie ukojenie w duszach waszych.” [12]
„Powinniśmy wierzyć, że prawdziwa esencja modlitwy leży w istocie w tym, co nazywamy łącznością z Bogiem. I tym samym przekracza sentymenty, słowa i idee. Czyż znajdują siłę na intelektualny komfort medytacji ci wszyscy powracający do domu, ogłuszeni łoskotem fabrycznej maszynerii, powracający na powierzchnię górnicy, spieczeni pracą w żarze słońca chłopi, zaczadzeni oparami chemicznymi robotnicy, niewyspani z powodu wielodobowych połowów rybacy? Czyż można oczekiwać od tych strudzonych fizyczną harówką ludzi pracy medytacji?
Jednakże wytrwałością i odwaga, prostymi środkami, wielu z nas nieodczuwających żadnej wiary ani miłości, jest w stanie wejść w położenie tych mniej uprzywilejowanych współbraci, i tam na miejscu otworzyć swoje serce ku Bogu, takim jakie ono jest, w oczekiwaniu na spotkanie z Nim” .[13]
„Dlatego właśnie nie powinniśmy spełniać naszego życia w przepracowaniu i biedzie, jak w przytłaczającej nieludzkimi warunkami egzystencji, wręcz odwrotnie, powinniśmy zrobić użytek z przywileju życia, by krystalizować dane nam wolą Boga dusze, i zmierzać ku połączeniu się z Nim”.  [14]
„W całości Jego działalności człowieczej na ziemi, wizja Boga była centrum Jezusowej duszy, dlatego któż inny niż On, Jezus Chrystus, mógłby być dla nas wzorem wiekuistej modlitwy i adoracji w oczach Ojca? W istocie Jezus był w stanie ciągłej modlitwy, do tego stopnia, że chwile modlitwy w jej krystalicznej formie, nie pozostawały w oddaleniu od codziennej rzeczywistości człowieczej, która była przecież częścią jego trwania wśród nas. Tym nie mniej, Jezus, kiedy tylko mógł, starał się oderwać od przytłaczającej rzeczywistości ludzkiej egzystencji, by w ciszy i skupieniu oddać się modlitwie w jej czystej formie: ‘Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić”(Mt 14,25). [15]
„Zbyt często jednak da się zauważnyć przepaść miedzy naszą modlitwą i życiem codziennym. Aby dopełnić naszego powołania, nie jest zatem wystarczające, by jedynie w określonych porach dnia oddawać się modlitwie. Niezbędne jest naśladowanie Chrystusa w nieustającej modlitwie, tak jak gdyby całe nasze życie było formą modlitwy.”  [16]
„Robotnik wybrany jako delegat związku robotniczego jest zawsze wzorem dla innych robotników będąc ich przedstawicielem. Żeby dopełnić swoich obowiązków we właściwym duchu, ten reprezentant robotników musi zawsze pamiętać, by wykonywać swój obowiązek jak najlepiej.”  [17]
Te właśnie słowa kierowały moim pragnieniem, by zostać „na stałe zatrudnionym modlącym się”, innymi słowy, oddać się posłudze kapłańskiej wśród tych mniej uprzywilejowanych i ubogich. Ale jakimi środkami miałem to osiągnąć? Pytanie to jeszcze bardziej kierowało mnie ku modlitwie. „Panie, odsłoń mi Wolę Twoją! I daj mi siły, bym mógł Twoją Wolę wypełnić!”

5. Powrót do Wyższego Seminarium Duchownego. „Poświęcam się w ofierze, aby oni byli uświęceni”

Po ukończeniu 18-miesięcznej służby wojskowej, mój powrót do Wyższego Seminarium Duchownego, zbiegł się z rozpoczęciem w Chamvres, niedaleko Joigny, nowego typu działalności religijnej, której poświęciły się cztery religijne siostry pod kierunkiem dominikanina, ojca Minguet. Miałem w zwyczaju wykorzystywać moje dni wolne na odwiedzanie ich, szczególnie, że byłem pod urokiem tego pełnego skromności, miłości i radości życia. Rozmowy z ojcem Minguet zwróciły także moją uwagę na ważność życia w łączności z Bogiem i rolę Maryi w formowaniu w naszych sercach duchowej dyscypliny. Podobnie jak Małe Siostry Betlejemskie, także i te siostry aspirowały do powszedniości życia poprzez dzielenie się Słowem Bożym i Ciałem Chrystusa z bliźnimi, których los zesłał w ich bliskości. Siostry te codziennie oddawały się odmawianiu całego różańca, zagłębione w medytacji nad radością, smutkiem i glorią misteriów, w tym powolnym rytmie skupienia, które i mnie samemu zaczęło się udzielać. Gdyby istniała podobna męska grupa, jak na przykład „Bracia Betlejemscy”, sądzę, że stałbym się jej członkiem. A jednak brakowało mi „charyzmatycznego” wyczucia, by zainicjować podobny rodzaj ruchu religijnego.
Codziennie grupa ta oddawała się modlitwie ułożonej przez Charlesa de Foucauld i traktującej o całkowitym oddaniu samego siebie Bogu. Piękno tej modlitwy już od pierwszego momentu tak bardzo mnie dotknęło, że nie tylko nauczyłem się jej szybko, lecz także stała się ona moja codzienną towarzyszką, pojawiającą się na moich wargach zawsze przy końcu moich modlitw. Takie są jej słowa: „Ojcze, oddaję samego siebie Tobie. Zrób ze mną co zechcesz, i cokolwiek zrobisz ze mną, dziękuję Ci. Jestem gotowy na wszystko, i wszystko zaakceptuję. Niech Twoja wola spełni się we mnie i w tych co stworzyłeś, gdyż poza tym nie mam innych życzeń, Boże mój. Oddając swoją duszę w Twoje ręce, oddaję się w pełnej miłości serca mego, gdyż serce moje przepełnione jest miłością do Ciebie, i miłość ta potrzebująca połączenia, powinna być oddana w Twoje ręce, bez zastrzeżeń i z  całkowitą ufnością, ponieważ jesteś moim Ojcem, Boże.”
„Małe Siostry” następnie zamieniły słowa „mój Ojciec” i „mój Bóg” słowami „moja Matka”, gdyż pragnęły zwracać się do Maryi w duchu św. Grignion de Montforta i jego traktatu „Prawdziwe oddanie się Błogosławionej Marii Dziewicy”. Podobnie zamieniły słowa „tych co stworzyłeś” słowami „dziećmi Twoimi”. Tym samym pragnieniem owych sióstr było więc pielęgnowanie dogłębnej komunii z Chrystusem, poprzez oddanie się Maryi z całkowitą ufnością. Dzieliły one przekonania św. Grigniona, który mówi, że „z konieczności Jezus prowadzi nas ku Ojcu tak, jak Maryja prowadzi nas ku Chrystusowi.”  [18]
W tym samym czasie, kiedy ja sam siebie zapytywałem, czy byłbym w stanie „trwać w nieustającej modlitwie” (1Th 5,17), siostry te wprowadziły mnie w ujmującą lekturę „Modlitw rosyjskiego pielgrzyma”[19]. Moim natychmiastowym pragnieniem było zagłębienie się w modlitwie wschodniego Kościoła, modlitwie, której korzenie sięgają Ewangelii: „Panie Jezu, Synu Boga, zlituj się nade mną, grzesznikiem!” Przyznaję ze smutkiem, że moje intencje nie trwały dłużej niżeli trwa kwiat róży. Z drugiej jednak strony odkryłem piękno tych psalmów, do których ojciec Gelinau SI. skomponował cudowną muzykę. Nie tylko z radością oddałem się psalmistycznym studiom, ale nauczywszy się ich na pamięć, często je sobie nuciłem. W rezultacie zaprowadziło mnie to do regularnego uczestnictwa w corocznych spotkaniach organizowanych przez Centrum Pastoralnej Liturgii. Szczególnie rozkochałem się w 119 Psalmie, który pozwala nam zastanowić się i rozsmakować się w Bożym Posłannictwie. Słowa tego Psalmu pozwalają nam osiągnąć jeszcze głębsze przywiązanie do Tego, który jest Słowem Boga zamienionym w Ciało, Jezusa Chrystusa, Uosobienie Mądrości. A oto kilka ulubionych przeze mnie zwrotek:
– „Szczęśliwi, których droga nieskalana, którzy postępują według Prawa Pańskiego” (Psalm 119, 1).
Panie, daj mi też tą radość!
– „Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś, bym się nauczył Twych ustaw” (Psalm 119, 71).
Boże, chcę być silny i zahartowany wobec różnych prób życiowych na tyle, by móc odkryć zamiary Twoje wobec mnie
– „Jakże miłuję Prawo Twoje: przez cały dzień nad nim rozmyślam” (Psalm 119, 97).
Więc medytuję tak długo nad Twoim prawem, aż dojdę do poznania go. Rozmyślanie każdego dnia nad Twoim prawem prowadzi mnie do ukochania go. O Panie, gdyby tylko ten wiersz stał się jedynym rzeczywistym wyrazem doświadczeń mego serca. Ale ja świadomy jestem, że jestem niestety owładnięty przez to, co nie jest Tobą, i dlatego moje oczy napełnione są łzami.
– „Strumienie łez płyną z mych oczu, bo nie zostało zachowane Twoje Prawo” (Psalm 119, 136).
– „Pragnę Twojej pomocy, o Panie, a Prawo Twoje jest radością moją” (Psalm 119, 174).
– „Błądzę jak owca, która zginęła, szukaj Twego sługi, bo nie zapominam o Twoich nakazach” (Psalm 119, 176).

Aby otrzymać łaskę modlitwy, odbyłem z moim bratem dwie pielgrzymki, z których każda trwała miesiąc. Pierwsza miała miejsce w trakcie Roku Świętego [20] w 1950 roku i wiodła do Fatimy poprzez St. Jacques de Campostelle. Za każdym razem pracowaliśmy, aby zarobić na wyżywienie w trakcie pielgrzymki. Spaliśmy przy drogach pod gołym niebem, jechaliśmy autostopem odmawiając różaniec, śpiewając pieśni i psalmy. Byliśmy przemęczeni, ale szczęśliwi. Temu doświadczeniu zawdzięczaliśmy poczucie bycia jedynymi pielgrzymami na ziemi. Ważne jest więc, abyśmy poznali ostateczny cel naszego życia. Celem naszych ziemskich pielgrzymek mógł być obraz Raju, jedyny i ostateczny cel naszego życia tutaj. Ale gdy zmordowani docieraliśmy do Rzymu czy Fatimy, przeżywaliśmy tajemnicze spotkanie z Jezusem, który nam stale towarzyszył w drodze i zaostrzył w nas głód Słowa i pragnienie wody życia. Nasze pielgrzymki umacniały w nas przekonanie, że „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie” (Flp 3, 20) i sprawiały, że smakowaliśmy głęboko słowa Piotra: „Umiłowani! Proszę, abyście jak obcy i przybysze powstrzymali się od cielesnych pożądań, które walczą przeciwko duszy” (1 P 2, 11). To doświadczenie ułatwiło mi wyrycie w moim sercu słów z listu do Diogeneta: „Dla chrześcijanina, zagranica jest ojczyzną, a ojczyzna jest zagranicą.”  [21]
Ten czas w seminarium był okresem usilnego studiowania Pisma Świętego, teologii i ojców Kościoła. Szczególnie uderzyło mnie zachowanie ojca Piault, naszego profesora dogmatyki. Przed wykładem zachodził do kaplicy, aby pomodlić się krótko. Praktykował więc słowa Atenagorasa, które lubił nam cytować: „nauczyć się od Boga rzeczy o Bogu”.  [22]
Wykłady wprowadzały mnie w modlitwę. Gdy przemawiał do nas, kierował nasze serca ku Wewnętrznemu Mistrzowi – Duchowi, dzięki któremu smakowałem słowa Jezusa. Ten bardzo augustyński sposób nauczania zachęcił mnie do czytania dzieł św. Augustyna. Zapamiętałam z nich kilka słów, do których często wracałem.
Panie, Ty nas stworzyłeś dla Siebie! A nasze serca będą niespokojne, zanim nie spoczną w Tobie!” [23]  Te słowa często mnie stymulowały w poszukiwaniu Pana i przypominały także ostateczny cel mojej ziemskiej wędrówki.
„Daj mi to, o co mnie prosisz. I proś o to, czego Ty chcesz.” [24] Te słowa często dodawały mi odwagi i przywracały zaufanie, gdyż ponad moje siły jest doskonała odpowiedź na wymagania Chrystusa. Ta modlitwa św. Augustyna przypomina mi, że sam Chrystus pozwala nam spełniać to, czego oczekuje od nas. W ten sposób Pan uznaje nasze zasługi i wieńczy Swoje własne dary, gdyż każde dobro, które jest w nas, jest czystym darem Jego Łaski.
„Jeśli mnie kochasz, nie musisz się wysilać. Jeśli czujesz ciężar tego wysiłku, pokochasz także ten wysiłek.” [25] Niechrześcijanie, którzy obserwują życie prawdziwego ucznia Chrystusa, czasami mówią: „Życie musi być ciężkie! Chrześcijaństwo jest religią bardzo wymagającą!”. Jednak w miarę jak uczeń zapłakał do Chrystusa, swojego Mistrza, wyrzeka się sam siebie, a niesienie krzyża staje się lekkim brzemieniem pomimo napotkanych przeszkód. To przypomina obietnicę Chrystusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28-30). To jest w harmonii z innymi słowami św. Augustyna: „Kochaj i rób co chcesz!” [26] Chrześcijaństwo nie jest zbiorem nakazów moralnych czy ciążących imperatywów. Nie, to przede wszystkim Miłość do Chrystusa i do bliźniego. „Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.” (Rz 13, 10) Kto kocha Chrystusa z całego serca pragnie tylko spełniać wolę Ojca. Zarazem to, co zechce zrealizować, będzie odpowiadać tej woli. Nie jest najważniejszy wysiłek naprawiania swoich błędów i panowania nad pasjami, lecz oddanie się Chrystusowi i Jego Miłości.
„Kto kocha, będzie smakował to, co mówię. Ale jeśli mówię do człowieka o zimnym sercu, on tego nie zrozumie!” [27] – stąd tak ważna jest postawa serca za każdym razem, gdy chcemy czytać Biblię, studiować teologię czy wysłuchać homilii! Są niestety czasami uczeni bibliści i wielcy teolodzy bez wiary. Natomiast są chrześcijanie mało wykształceni, gotowi na wszystko, aby naśladować Chrystusa i słuchać bardziej Jego Słów. Św. Augustyn wyrażał myśl cytowaną wyżej komentując słowa Jana (6, 44): „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał”. Studiowanie teologii to nie jest intelektualna analiza Słów Boga, ale przyjście do Chrystusa, wejście w głębsze relacje z Nim. I to jest manifestacja dzieła Ojca w nas.
„Dwie miłości zbudowały dwie ojczyzny. Miłość do siebie i lekceważąca Boga zbudowała ziemską. A miłość do Boga i lekceważąca siebie zbudowała niebiańską.” [28] Te słowa wywarły silny wpływ na historię Zachodu, ale niestety była ona często fałszywie interpretowana. Na przykład niektórzy w ostatnich czasach twierdzili: Związek Radziecki jest ojczyzną diabła, a Ameryka ojczyzną Boga. Albo świat teraz jest podzielony na dwa bloki: blok wyzyskujący i blok wyzyskiwanych. Podobna myśl dualistyczna, która chciałaby odnieść się do augustyńskiej doktryny ojczyzny Boga, byłaby błędem. Ponieważ sam Augustyn wierzył w ogrom miłosierdzia Ojca pragnącego nawrócenia wszystkich grzeszników, oraz w stałe oddziaływanie Ducha Świętego na serce każdego człowieka. Niektórzy na Ziemi sądzą, że są członkami ojczyzny Boga, a tymczasem są poza Nim, a ci, co myślą, że są w ojczyźnie diabła, są być może obywatelami Królestwa Boga. [29]
„Prawdziwe poświęcenie, to każdy dobry czyn wypełniony, aby wejść w święty związek z Bogiem jako Dobrem Najwyższym, zdolnym nas napełnić szczęściem.” [30] Długo sądziłem, że poświęcanie zawiera aspekt bolesny, aż do dnia, gdy odkryłem wspaniałą augustyńską definicję poświęcenia. Przyznaję, że to mnie wyzwoliło. Odkrywałem tak samo, że każdy dobry czyn, nawet jeśli jest przyjemny, może stać się prawdziwym poświęceniem, pod warunkiem, że mamy na uwadze połączenie z Bogiem. Oczywiście, nie zapominam, że największe Poświęcenie Chrystusa było bolesną Męką. Ale to nie intensywność bólu nadaje wartości poświęceniu. Przeciwnie, Jezus prosił o oddalenie tego kielicha cierpień (Mt 26, 39). To pokazuje dobrze, że cierpienie jest złem, od którego trzeba nas wyzwolić. Jednak jeśli kochamy wiernie Boga, z całych sił, będziemy gotowi przyjąć nieuniknione cierpienie z Chrystusem. W tej walce, aby wyzwolić ludzkość od wszelkiego zła, ludzie powinni stawić czoło trudnościom i wszelkim próbom. Czy to nie jest także jeden ze znaków miłości braterskiej – przyjęcie tych cierpień i doświadczeń z wierności do Boga, który staje w obronie słabych i w solidarności ze wszystkimi, którzy cierpią? „Miłość we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13, 7). To, co zbawia świat, to nie jest jako takie cierpienie, lecz Nieskończona Miłość, którą On okazuje poprzez cierpienie. „Na mocy tej woli uświęcenia jesteśmy prze ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze” (Hbr 10, 10). Chrystus więc przekształcił to niesprawiedliwe ukrzyżowanie, i pozornie nieuniknione, w wolną ofiarę samego siebie. Modląc się za swoich prześladowców, wybaczając swoim katom, Jezus został zwycięzcą nienawiści i zapewnił każdemu człowiekowi możliwość uczestnictwa w Jego zwycięstwie. Wydaje mi się, że historia całej ludzkości jest szukaniem po omacku sposobu prawdziwego poświęcenia i zdążaniem do ostatecznego zakończenia. Odtąd wielka była moja radość odkrycia, że Chrystus ofiarował samego siebie, aby raz na zawsze zapewnić każdemu człowiekowi możliwość ofiary „prawdziwego poświęcenia” łączności z Nim. Dlatego słowa, które napisałem na odwrotnej stronie obrazka upamiętniającego wyświęcenie, i które nadały kierunek mojemu życiu kapłańskiemu, były słowami Jana (17, 19): „A za nich ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”. [31] Jak Chrystus ofiarował Siebie Ojcu dla uświęcenia całej ludzkości, tak uczeń jest wzywany do poświęcenia siebie samego dla zbawienia wszystkich tych, którzy mu są powierzeni. Nie wiedziałem za bardzo wtedy, jak miała wyrażać się konkretnie ta ofiara ze mnie samego.
Według rzymskiej sentencji: „W zdrowym ciele zdrowy duch”, każdego dnia uprawialiśmy sport. Zresztą, po powrocie z wojska, byłem odpowiedzialny za codzienną gimnastykę kolegów. W dodatku wyznaczałem każdemu pracę do wykonania jako odpowiedzialny za podział obowiązków domowych. Co do mnie, brałem na siebie czyszczenie WC i czuwanie przy kaloryferach zimą. Lubiłem także prace ogrodowe i ścinanie drzew w naszym wielkim parku.
W tym czasie czułem we mnie rosnącą chęć działania na rzecz pokoju, jedności Kościołów i akcji misyjnej. Gdy o tym myślę teraz, wydaje mi się, że to było związane z moją postawą wobec Maryi Dziewicy. Rzeczywiście, każdego wieczoru spotykaliśmy się, aby medytować tajemnice różańca. Wydaje mi się, że Maryja powtarzała nam bez przerwy: „czyńcie wszystko, co wam rozkaże” (J 2/5), przypominając nam słowa swego Syna: „kochajcie się wzajemnie”, „szczęśliwi, którzy niosą Pokój”, „Ojcze, niech będą jednością”, „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię każdemu stworzeniu!”. Odczuwałam także inne skłonności, którym trudno było razem współistnieć. Jak również odkrywałem, że każde pragnienie pochodzące od Boga nie było wolą Boga i że każde pragnienie może być jako takie zrealizowane. Pragnąc zostać księdzem diecezjalnym, czułem także potrzebę życie kontemplacyjnego na wzór karmelitów, sióstr mniejszych z Betlejem czy braci ojca Charlesa de Foucauld. W dodatku pragnąłem zostać misjonarzem w Azji. Pan byłby bardzo okrutny, gdyby rodząc święte pragnienie w sercu człowieka nie dawał mu możliwości ich spełnienia w taki czy inny sposób. Każde z tych pragnień miało głęboki sens w moim życiu, nawet jeśli nie było realizowane w sposób oczekiwany. Uświadomiłem sobie także, że wstąpienie do Prado pozwoliło mi w pewien sposób realizować wszystkie te marzenia. Nie mogąc się zdecydować na zastosowanie formuły szablonowej, aby poprosić o święcenie kapłańskie, 6 maja 1955 roku wysłałem biskupowi, Jego Ekscelencji Lamy, następujący list, aby wyrazić w jakim stanie ducha pragnąłem zostać księdzem:

Ojcze,
W absolutnej wolności i zupełnie spontanicznie, ja Edward BRZOSTOWSKI, diakon Seminarium Duchownego w Sens, bardzo pokornie proszę o „lekki ciężar” kapłaństwa.
Zdecydowałem się pójść tą drogą po długim zastanawianiu się, szukaniu porady i modlitwie do Ducha Świętego… „Żniwo jest ogromne, tylko robotników mało… Dzieci proszą mnie o chleb, ale nikt z nimi nie chce się łamać…” Czy krew Chrystusa będzie płynąć daremnie dla niezliczonej rzeszy pogan, którzy jeszcze nie znają niewyczerpanego bogactw Zbawienie Pana Jezusa?
Posłuchałem wezwania Mistrza: „Jeśli chcesz być moim uczniem, wyrzeknij się samego siebie, sprzedaj wszystko co masz, rozdaj to biednym i chodź za mną!… Idź!! Zrób uczniami wszystkie narody świata, chrzcij je, ucz je zachowywać moje nakazy!”
Chcę być pasterzem dla całego świata i dla wszystkich, do których będę posłany tak, aby mogli oni poznać jedynego prawdziwego Boga oraz Jego posłanego Syna, Jezusa Chrystusa, w ten sposób osiągając życie wieczne w obfitości. Ponieważ chwała Boga polega na zbawieniu ludzkości, pragnę spędzić resztę mojego życia głosząc braciom moim Dobrą Nowinę zbawienia w Jezusie Chrystusie. Jak św. Paweł, „wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa Pana mojego”. Lecz aby jak najskuteczniej pracować w tym celu, chcę naśladować Chrystusa coraz dokładniej. Uczeń nie jest większy od Mistrza. Cena zwycięstwa nad szatanem, księciem tego świata są niezliczone cierpienia: pragnę je przyjąć z największą radością ufając w moc Ducha Świętego, któremu chcę być wiernym według przykładu Maryi i Wszystkich Świętych. Pragnę też codziennie ofiarować samego siebie w zjednoczeniu z Chrystusem, aby moi bracia też mogli stać się ofiarą świętą.
Całym sercem pragnę przyjąć od naszej Świętej Matki Kościoła następujące hasło jako „życiowe motto”: „Bądź świadomym znaczenia tego, co dokonujesz. Wprowadź w czyn celebrowane misteria”.  [32]
Aby przekazać moim braciom owoc kontemplacji tych „tajemnic”, chcę poświęcić się całkowicie studiowaniu Jezusa Ukrzyżowanego. Przez wyrzekanie się samego siebie, synowskie posłuszeństwo wobec Kościoła, pokorę i ubóstwo, chcę wprowadzić w czyn Tajemnicę Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego celebrowaną w codziennej mszy świętej. To będzie jedyną troską mojego życia. W ten sposób wybieram wąską ścieżkę, prowadzącą do Życia: Panie, czuwaj nade mną, abym nigdy nie opuścił tej ścieżki! Lepiej umrzeć, niż ciężko zgrzeszyć!
Wiem, że sam nie mogę nic dobrego uczynić. Świadom własnej słabości, pokładam całe zaufanie w Miłosierdziu Pana, w mocy Ducha Świętego, Miłości, w Matczynym Orędownictwie Maryi, w braterskiej miłości Wszystkich Świętych w Niebie i na Ziemi.
Ojcze, proszę powiedzieć mi, czy jestem godzien otrzymać to trudne posłannictwo, które staje się „lekkim ciężarem” przy pomocy Ducha Świętego. Czy wołasz mnie do Kapłaństwa Jezusa Chrystusa czy nie, ja zawsze będę odpowiadał: „Amen! Alleluja!”.

Czytając ponownie tę prośbę o święcenia kapłańskie 50 lat później, odczuwam ten naiwny entuzjazm, który mnie poruszał i wyrażał się poprzez te niezręczne zdania. Czuję się także bardzo zawstydzony, że nie zdołałem zrealizować „planów”, które założyłem sobie wcześniej. Lecz dziękuję Bogu, że w swoim wielkim Miłosierdziu, chciał prowadzić słabą i grzeszną istotę, jaką jestem. Ponieważ On mnie dotąd prowadził, jestem pewien, że nadal mnie poprowadzi, ponieważ jest wierny, nawet jeśli ja nie jestem mu zbyt wierny (Flp 1,6).

Edward BRZOSTOWSKI

[1] Jan od Krzyża (1542-1591) miał 25 lat, gdy spotkał Teresę d’Avila po raz pierwszy. Miała wtedy 52 lata. Od pierwszego spotkania zrozumieli się dobrze i połączyli energie, aby zreformować Karmal. Oboje, „doktorzy kościoła”, cudownie wzbogacili tradycję mistyczną ich nauczania i doświadczania. Ciekawostką jest, że mnisi ZEN, poważnie zaangażowani w swoje poszukiwania, czują się w harmonii z doktryna tych dwóch mistyków hiszpańskich. 
[2]Montée du Carmel, św. Jan od Krzyża, wyd. Desclée 1945, t. I, s. 246.
[3] „Dzieła duchowe błogosławionego Jana od Krzyża”, wyd. Desclée, t. II, s. 1314.
[4] Id. s. 1308.
[5] Id. s. 1310.
[6]Id. s. 1311.
[7] Id. s. 1365.
[8] Id. s. 1370.
[9]Życie św. Teresy napisane przez nią samą, rozdz. 8.
[10] Rękopisy autobiograficzne św. Teresy od Dzieciątka Jezus, wyd. Seuil 1957, s. 240-241.
[11]„Wśród mas”, Voillaume, wyd. Cerf 1950, s. 114.
[12] Id. s. 117.
[13] Id. s. 121.
[14] Id. s. 123.
[15] Id. s. 236-237.
[16] Id. s. 243.
[17] Id. s. 234.
[18] „Traktat o prawdziwym oddaniu się Świętej Dziewicy”, św. Louis – Marie Grignon de Mantfort, nr 164. Te siostry sprawiły, że poznałem ojca Kolbe, „szaleńca na punkcie Matki Boskiej”, jego biografię czytałem po polsku i zapoznałem z nią obszernie moich znajomych i przyjaciół.
[19] „Opowiadania o rosyjskim pielgrzymie”, wyd. Seuil 1955, reedycja wznowiona.
[20] Ta praktyka „Roku Świętego”, która ma miejsce w zasadzie co 25 lat, ma źródło w jubileuszowym roku wetero-testamentowego (Lew 25, 8-19). Jest ona apelem o nawrócenie (metanoia), o pojednanie, o głęboką odmowę całego kościoła • cf. List Jana Pawła II z okazji Roku Świętego z 1983 roku, „Otwórzcie drzwi Odkupicielowi”.
 „Ama et fac quod vis.”
[21]. „Da mihi amantem et sentit quid dico”. Tract. in Jo. 5, 44 - 26, 4. „A  Diognète”, Cert 1951, „Źródła Chrześcijańskie”, nr 33, s. 63.
[22] „Para Theou peri Theou mathein”, „Błaganie za chrześcijan”, Athénagore. P. G. 6, 904. VII.
[23] „Wyznania”, św. Augustyn, rozdz. I.
[24] „Da mihi quod jubes et jube quod vis”, Wyznania, 10, 29
[25] „Ubi amatur non laboratur, aut si laboratur, labor amatur” (De Bono Viduitatis, 26).
[26] „Ama et fac quod vis.”
[27] „Da mihi amantem et sentit quid dico”. Tract. in Jo. 5, 44-26, 4.
[28] „Miasto Boga”, św. Augustyn, 14, 28.
[29] „Quam multi non nostri adhuc quasi intus et quam multi nosti adhuc quasi foris”, „Miasto Boga” 1, 35 – Enarr, in Ps 106, 14.
[30] „Verum sacrificium est omne opus bonum quod agitur, ut sancta societate inhaereamus Deo, relatum scilicet ad illum finem bonum quo veraciter beati esse possimus”, „Miasto Boga”, 10, 6, P. L. 41. Cd. 283.
[31] Czasownik grecki agiazo znaczy zarazem błogosławić, uświęcać, ofiarować. Ten sam czasownik grecki, powtórzony dwa razy w wersecie, uważałem za słuszne przetłumaczenie go w sensie augustyńskiej ofiary i powtórzenie również dwa razy w moim tłumaczeniu.
[32] „Agnoscite quod agitis et imitamini quod tractatis”. W odpowiedzi na słowa św. Tomasza: „Contemplare et aliis contemplata tradere”, tzn.  „Kontemplować i dzielić się z innymi kontemplowanymi tajemnicami”.

Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała się w języku francuskim książka, która dwa lata wcześniej została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł: „Prier: un nouveau défi japonais”. Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski, jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju kwitnącej wiśni.

44-3.jpg (54078 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Sens, 2004)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga