Portrety
Ile charakterów, tyle obrazów – czy tak?
Jesteśmy rozpoznawalni, chociażby dzięki liniom papilarnym, dzięki
twarzy czy kształtom, jakie natura nadała naszemu ciału. Czy to
wystarczy, żeby – chociażby dla siebie – wiedzieć, jak z nami jest,
jacy jesteśmy?
Łudzi się ten, kto mniema, że fotografia jest jakby zwierciadlanym
odbiciem. Na pewno – jako jedna ze stosunkowo młodych sztuk –
zrewolucjonizowała sposób postrzegania, zwolniła malarzy z
obowiązku odzwierciedlania rzeczywistości, ale stała się przede
wszystkim nowym narzędziem, jeszcze jednym środkiem, dzięki któremu
możemy nieraz spojrzeć wprost albo raczej skonfrontować wizerunek
przedstawiony na fotografii z tym, jaki znamy z „natury”.
Sztuki wizualne nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa – zdjęcie,
niezależnie od tego, czy opowiada się za „starą” czy też za „nową”
sztuką, zaprasza nas refleksji, do pewnego rodzaju konfrontacji.
Ale nie możemy zapominać, że konfrontujemy własną wrażliwość z
cudzym oglądem. I tak najważniejsze pozostanie to, czy
zaproponowany nam obraz (wizerunek czy też portret) poruszy nas,
skłoni do myślenia. Prawda o nas różne przybiera formy,
najważniejsze, żeby dała się odczytać – i żeby umieć ją
zaakceptować.
Anna SOBOLEWSKA

|

Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Montereau-Fault-Yonne,
2006)
Fot. Michael Wittbrot
|