Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi

Ta prośba znajduje się tylko w tekście Mateuszowym. Łukasz je nie przytacza. Jednakże w pewien sposób zawiera się ona także w Łukaszowym tekście, gdyż mieści się w prośbie o przyjście królestwa Bożego. Boże królestwo to Boże panowanie, to dzianie się Bożej woli w całej jej pełni. Ale sformułowanie z Ewangelii Mateusza jest jednak pożyteczne dla nas. Uświadamia nam bowiem podstawową konsekwencję proś by o królestwo, jaką jest pełnienie tu, na ziemi, w naszym życiu, woli Boga tak, jak spełnia się ona w królestwie Bożym – czyli w niebie.
W życiu chrześcijan utarło się łączyć te słowa z sytuacjami, w których trzeba się zgodzić na cierpienie, nieszczęście, śmierć. Przypominamy sobie wtedy zgodę Jezusa na wolę Ojca, w Ogrójcu, wobec nadchodzącej męki – i traktujemy tę prośbę jako wyraz rezygnacji z naszych pragnień wobec tego, co nieuniknione, na co nie mamy wpływu. W takim dość częstym  pojmowaniu woli Bożej kryją się dwa błędne ujęcia. Pierwsze dotyczy samej woli Bożej. Traktujemy Boga jak fatum albo jak kogoś, komu nasze cierpienie przynosi radość i chwałę – kto pozytywnie chce naszego cierpienia. Traktujemy wtedy Boga jako srogiego Pana. Tym czasem Biblia – a już w pełni sam Jezus – ukazuje nam Boga jako tego, który wybawia z nieszczęść. Wolą Bożą jest – jak uczy Ewangelia – nasze zbawienie, wybawienie z wszelkiego zła. Bóg jest miłością. Kocha nas bardziej niż matka dziecko – nie może więc chcieć dla nas cierpienia dla cierpienia. Jeżeli jednak na ziemi spotykamy cierpienie, smutek, nieszczęścia to dlatego, że tu i te raz, na ziemi, wola Boża nie dzieje się tak w pełni jak w niebie. Bóg ukazał nam w Jezusie Chrystusie, jak dalece poddaje się On i oddaje swojemu stworzeniu. Okazał się w Jezusie Chrystusie tym, który zwycięża zło i śmierć – ale po przez krzyż i śmierć ciała. Okazał się nam wszechmocnym poprzez słabość. Jego wola nie dzieje się na ziemi w pełni i bez przeszkód, ponieważ Bóg szanuje wolę swych stworzeń i do niczego ni kogo nie zmusza, a jedynie zaprasza. Dopiero w królestwie Bożym – w niebie – wola Boża będzie się działa w absolutnej pełni i dopiero tam Bóg otrze wszelką łzę i napełni swe stworzenie pełnią szczęścia. Toteż nie patrzmy na wolę Bożą jak na fatum wiszące nad nami, ale jak na moc, której możemy zaufać.
Drugie skrzywienie naszej po stawy dotyczy jej bierności. Jeżeli słowa: „bądź wola Twoja”, bywają słowami rezygnacji, to tchną biernością. Rezygnuję z mojej woli, ale i z wszelkiej aktywności. Bywa tak, gdy dążymy przez całe życie raczej do pełnienia naszej woli niż Bożej – i z tej woli i aktywności rezygnujemy dopiero wobec zupełnej niemożności jej zrealizowania, ewentualenie wobec wyraźnego zakazu Dekalogu. Tymczasem nasz stosunek do woli Bożej powinien być aktywny, po winien być współdziałaniem z Bogiem w tworzeniu królestw –  współdziałaniem   czynnym i codziennym.
Przykład współpracy z Ojcem w niebie dał nam Pan Jezus. Apostoł Jan opowiada w Ewangelii, jak to uczniowie wracając z miasteczka, do którego poszli po za kupy, zastali Jezusa rozmawiającego z kobietą samarytańską. Kobieta pobiegła do miasteczka, a wtedy uczniowie prosili: „Mistrzu, jedz". Ale Jezus odpowie dział im, że już się nasycił, bo wiem jego pokarmem jest pełnie nie woli Ojca. Przez czas nieobecności uczniów Jezus rozmawiał z Samarytanką i objawił jej Dobrą Nowinę o nadejściu czasu, w którym wszyscy będą czcić Boga w Duchu i Prawdzie. To właśnie – nawracanie  ludzi, służba  i –  to   był  Jezusowy   pokarm i pełnienie woli Ojca. Jezus przez całe swe życie, dzień za dniem, czynił to, co rozpoznawał jako wolę Ojca, jako to, co się Ojcu podoba, jako działanie takie, jak Ojciec działa. Czynił tak, gdy przez trzydzieści lat żył w ukryciu Nazaretu i gdy podjął misję Mesjasza – inaczej, niż się spodziewano, a tak właśnie, jak chciał Bóg. O Jezusie napisano w Ewangelii, że przeszedł przez ziemię czyniąc dobrze. I nam zostawił On to jedno zlecenie, byśmy czynili dobrze wszystkim, miłując się wzajemnie i wybaczając nie przyjaciołom. Czynić wolę Bożą to znaczy czynić dobrze; wszędzie i zawsze, na każdym kroku. To czynienie dobrze wymaga nieraz rezygnacji z naszych chęci: jeśli nie są to chęci dobre, jeśli ulegając im wyrządzany komuś krzywdę lub jeżeli skłaniają nas do pominięcia kogoś, kto nas potrzebuje, do zaniedbania jakiegoś dobra. Czynić mamy dobrze wedle naszych sił i zdolności, wedle darów, które otrzymaliśmy od Boga: sił fizycznych, inteligencji, wyobraźni, sytuacji życiowej, która takie lub inne działanie umożliwia. Jeśli staramy się wciąż czynić dobrze, to – parafrazując słowa świętego Pawła – wszystko jest nasze, a my Chrystusowi, a Chrystus – Boży (por. 1 Kor 3, 22-23). Czynienie woli Bożej nie jest więc jakimś strachliwym pytaniem: ,,co też Pan Bóg mi dziś trudnego rozkazuje?”, lecz radosnym i swobodnym tworzeniem dobra z tego, co Bóg nam dał, aby ziemia była światem piękniejszym i lepszym, co dzień lepszym, co dzień bliższym królestwa Bożego. W tej zaś twórczości możemy w każdej chwili liczyć na Bożą moc, daną nam w Duchu Świętym zamieszkującym nasze serca.
Jezus całe życie pełnił wolę Ojca. Ale i On – nie znający grzechu – przeszedł przez sytuację, w której Jego ludzka natura zgłaszała swój własny protest wobec podjętej misji. Było to w Ogrójcu. Czekał tam na aresztowanie – i bał się. Mógł jeszcze uciec, choćby do Galilei, w której miał wielu zwolenników. Mógł uniknąć ostatecznej konfrontacji z władzami Jerozolimy i władzą rzymską. Mógł prosić Ojca o ocalenie cudowne. Ale wiedział, iż takie wycofanie się z misji Mesjasza, odrzuconego, skazanego  i zwyciężającego po przez śmierć w zmartwychwstaniu, nie byłoby zgodne z Bożą wolą. Dlatego mówił: „Ojcze, je żeli możliwe, niech ten kielich ode mnie odejdzie – ale nie moja, a Twoja wola niech się stanie” (Łk 22,42). W najgłębszym swym „ja” Jezus zgadzał się z wolą Ojca. Przez trzy lata nauczania szedł ku tej chwili, ku tej konfrontacji, z całą świadomością jej wyniku. Wielokroć zapowiadał apostołom, że zostanie wydany Rzymianom i ukrzyżowany, a po trzech dniach zmartwychwstanie. Wiedział, że tylko w taki sposób może zapoczątkować nową epokę, w której Boża Miłość wybaczająca, jednająca, ożywiająca to, co umarło, zacznie żyć w ludzkości, jak drożdże w cieście. A jednak bał się. Wziął na siebie strach nas wszystkich przed cierpieniem, przegraną, śmiercią. W takich chwilach kryzysowych i nam wola Boże ukazuje się jako trudna – i my nieraz chcielibyśmy od niej uciec. I wtedy w naszym: „bądź wola Twoja" słusznie zjawia się też akcent rezygnacji. Ale ten akcent rezygnacji nie powinien nam przesłaniać wiary, że jest to wola nas wyswobadzająca i w ostatecznym rezultacie dająca dobro nam i przez nas innym, że jest zawsze jakaś misja twórcza i pełna miłości, w której Bóg sam jest z nami i udziela nam swojej mocy.
Prośmy więc: Ojcze, bądź wola Twoja tu, na ziemi, tak samo jak u Ciebie, w niebie – w Twoim Królestwie. Daj, byśmy byli tak zjednoczeni z Tobą już tu, by wszystkie nasze czyny były Twoimi – wedle Twojej myśli. Daj, byśmy stawali się narzędziami Twojego zbawczego działania i byśmy przemieniali ziemię na coraz podobniejszą do nieba, coraz bardziej napełnioną Duchem Świętym i Jego największym darem – miłością pełną zaufania do Ciebie, a z Tobą skierowaną do wszystkich naszych braci i sióstr na ziemi. Daj, by przez nasze posłuszeństwo Twojej woli, świat ludzki stawał się coraz bardziej ucztą Boga z ludźmi, światem sprawiedliwości i pokoju, radości i miłosierdzia – w oczekiwaniu na powtórne przyjście Pana i nowe w Nim na rodzenie do pełni życia w Twoim Królestwie.

Stanisława GRABSKA

Stanisława Grabska – publicystka, teolog, działaczka katolicka, żołnierz AK. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwersytecie w Louvain. W latach 1990–1994 wiceprezes Klubu Inteligencji Katolickiej. Współpracowniczka miesięczników „Więź”, „ Znak”, „Tygodnika Powszechnego”. Uczestniczka obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku. Wydała między innymi: „Nadzieja, która jest wezwaniem” (1980), „Pacierz w Biblii zakorzeniony” (1983), „Człowiek wobec Trójcy Świętej” (1990). Rozważania na temat Ośmiu Błogosławieństw były publikowane w pallotyńskim miesięczniku na przełomie 1984 i 1985 roku. Publikowany tekst ukazał się w „Naszej Rodzinie” 11 (518) 1987, s. 16-17.

44-2-3.jpg (72993 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Paryż, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga