W ciernistej ciszy – o tożsamości w poezji Zbigniewa Dominiaka
Mieszkaniec miasta
robotników pisze wiersz o próbie, na jaką został wystawiony,
skazany na „światło złej nocy”. Pyta w nim o swoją
tożsamość poety i obywatela Europy, starając się ze słów
uczynić tarczę, by stawić czoło narzuconym podziałom,
ideologicznym nakazom, społecznym stereotypom. Kim jestem tu i
teraz, skoro moja wolność jest ograniczona? To podstawowy
dylemat, który stanie się dla niego celem i drogą. Poeta stwarza
duchową przestrzeń bez paszportu do salonu kultury Zachodu, zdany
wyłącznie na siebie i pamięć o historii swojego narodu
przemilczanej przez polityków i sąsiadów ojczyzny. Odczytując
znaki czasu w autoironicznym portrecie „Przyjaciele” z
marca 1987 roku, jest świadomy, że nie gdzie indziej, tylko
tutaj, w łódzkim wieżowcu, musi domagać się prawdy o współczesności
i zaświadczać ją w wierszu:
Doprawdy byliśmy chyba ślepi i
głusi
Nazbyt
głusi jak na ironię Za słabi
Jak
na historię My trzydziestoletni
Opozycjoniści
lat siedemdziesiątych
Na
sierpień jadący do Poronina
Dylematy związane z
odpowiedzialnością za „małą ojczyznę” Polskę z
lat osiemdziesiątych, a więc tuż po stanie wojennym, wzmacniają
jeszcze w poecie poczucie niezawinionego uwikłania, czuje on mocno
swoją duchową przynależność
do kultury środkowoeuropejskiej, a jednocześnie zdaje sobie sprawę
z zakazów i geopolitycznych ograniczeń państwa socjalistycznego,
w jakim przyszło mu żyć. Zatrzymanie ruchu w metaforycznym
obrazie (jak w wierszu „Krótki sen” czy „Oglądając
fotografię zrobioną w Rodrysinie”) staje się w wielu jego
utworach przenośnią życiowej sytuacji: skomplikowany świat
trzeba pojąć w całej złożoności, nie wyzbywając się marzeń
o lepszym jutrze, sny stanowią bowiem integralną część naszej
rzeczywistości, są fragmentem dopełniającym całość „w
naszych ponurych miastach Wschodu”: To nie mgła córko to
sen / Który skończy się dobrze / W ciernistej ciszy słyszę / Równy
zaśpiew serca; W wierszu „ Apostrofa do Anioła Stróża”
problem wolności i zniewolenia człowieka umieszcza poeta w
obszarze metafizycznym: A kiedy uwierzę że wybierać mogę /
Nie tylko między dniem a nocą / Szewską pasją i cierpliwym
pasjansem / [...] / Wówczas porzucę sen Wówczas twarz odsłonię.
Zbigniew Dominiak (25 IV 1947 – 5 II 2002) stworzył poezję wielu wątków,
różnorodną językowo, z przewodnią strukturą stanu niepewności
i oczekiwania, z oskarżeniem o niezawinione uwikłanie jakie
towarzyszy bohaterowi jego wierszy w codziennej egzystencji. Znajdujemy w tej poezji tajemnicze metaforyczne
tropy i nie wyprowadzone ścieżki znaczeń. Czytelnik często
staje bezradny wobec spiętrzonych obrazów, których nie potrafi
rozszyfrować. Blisko nich jednakże wybrzmiewają jasne, klarowne
frazy – jakby poeta wyszedł właśnie z podziemi na światło
i śpiewał swoją orficką pieśń życia o tym, „że bieg
spraw świata zwycięża wszelkie rozterki serca”, że szukać
miary trzeba także w sobie. Sztuka nie odpowie na wszystkie
pytania, lecz może być drogowskazem, gdzie szukać, a także
nadzieją, że w odbiciu świata możemy się przejrzeć: Po to
we śnie domilczam słowo / By je z ciemności wywieść / W jasność
nową.
Zaludniony bliskimi ludźmi
(krewnymi, poetami, spotkanymi w drodze podróżnymi, cieniami z
przeszłości) świat przedstawiony staje się dla bohatera lirycznego lustrem, w którym przygląda się
swojemu życiu, bada sens istnienia, porównuje „zdarzenia i
sny”. Zbyszek był człowiekiem otwartym, impulsywnym,
reagował wprost, nie stroniąc od celnego żartu. Dla poezji
zachowywał w języku najtkliwsze słowa. Jego poetyckie rozmowy z
córkami Różą i Aliną okazują się strofami czerpiącymi
wprost swój rodowód z miłości staropolskiego mistrza Jana do
utraconej Urszuli. Lecz trwamy jeszcze – chciałby powiedzieć
poeta – razem tu jesteśmy, unieruchomieni w wierszu jak
motyl w kościelnej lampie, z rozpaczliwą niewiedzą o sobie
podrzucamy w niebo pytania jak piłkę: Ach Różo Za trudne
pytanie Niebo jest przepaścią / Nasze zmysły kłamią Nie
wszystko jest takie // Jakie nam się zdaje.W miłości
do córek, a więc w umacnianiu wiary w przyszłość miałoby się
spełnić ocalenie przed rozpaczą? Gdy „dusza w
rozproszeniu”, sposobem na przetrwanie nadziei mogłoby się
stać opisywanie ojcowskiej miłości – poeta przyjmuje
bowiem na siebie rolę przewodnika po labiryncie świata, pragnie
być grajkiem krzepiącym życie przy łóżku chorej córki,
„w ciernistej ciszy” doświadcza tajemnicy istnienia i
znaczenia poetyckiej mowy. Wie, że tylko pogodzenie z przemianą,
z nieuchronnym przemijaniem może stanowić miarę i wagę słów.
O poszukiwaniu miary mówi ojciec swojej córce. O dopełniających
się sprzecznościach, bez których świat nasz nie mógłby istnieć,
szepcze poeta światu swoje ”tak” zmęczony czuwaniem: Ci
co bajkom nie wierzą / Nie zasługują na wiarę / Jak po nocy
jest dzień / Tak po mnie ty dziecko // W tobie i dla ciebie /
Odwraca się ciemność. Jednak przestrogi wypowiadane na użytek
następnego pokolenia mają jedynie moc zaklęć, nie można nikogo
uchronić przed pospolitością bytu, przed czyhającym złem w
duszy człowieka. Chociażby ojciec chciał ukierunkować myślenie
córek o świecie, pomóc wybrać, podpowiedzieć, co ważne i
ponadczasowe, przychodzą mu na myśl jedynie nieprzydatne w
codzienności rady filozofów i metaforyczne wizje. Każdy swoje życie
musi przeżyć sam i być czujnym. Sam wybiera drogę i środki
porozumiewania się z innymi. Być czujnym, to znaczy świadomym
swoich wyborów, zdecydowanym na stratę i pogodzonym: Na dnie
nocy jest spokój / To znaczy śmierć / Odgarniamy ciemności by
nie zginąć we śnie.
Dążenie do świadomego wyboru,
do poczucia odpowiedzialności za każdy gest i słowo stwarza u
Dominiaka typ bohatera ważącego klęski i zwycięstwa, znajdującego
proporcje w rozpaczy i zachwycie. Ale dopiero przekraczanie miary w
ironicznym oglądzie świata pozwala osiągnąć poecie
indywidualny język zespolenia z rzeczywistością, która
pozostaje zagadką. Ironia staje się jego środkiem poznawczym
– ważne, że rozpoznałeś swoje miejsce, choćbyś nigdy
nie zaakceptował go do końca, choćbyś musiał pochować
przyjaciela, wiesz, gdzie i kim jesteś: Ach piękna jest Europa / Nawet z okna karawanu Gdy świt kładzie na
polach opatrunki / Z mgły Jej pięknu nie dorówna nic Tylko
wsiadać i jechać. O
możliwościach człowieka poeta pisze z gorzkim dystansem, że tak
wiele się nie powiodło, ale i z szacunkiem dla wszelkich zmagań,
dlatego zapewne tak często zwraca się do swoich córek, by w
nich, w przyszłości, dostrzec nadzieję przeobrażeń na lepsze i
zaczyn przemian, które „tu i teraz” nie mogły się
dokonać. W kruchym ciele dorastającej Róży zauważa piękno i
moc, zmienność kształtów, całe bogactwo świata: Róża
jest kwiatem stworzonym przeciw ziemi jałowej / Sama jest ogrodem
z którego niegdyś wygnał
nas upadek.
Poeta-ojciec chciałby być dobrym opiekunem i przewodnikiem,
przekazać córkom godne wiano, lecz zdaje sobie sprawę z ułudy
zmysłów, z okrucieństwa przypadku, z omamów wyobraźni. Trudzi
się, by nazwać rzeczy po imieniu, szuka odpowiednich słów.
Zaskoczony niezwykłym pytaniem dziecka („Po co się łudzimy?”)
milknie w zachwycie i zadziwieniu otwartością nowego spojrzenia.
Ostatnie wiersze poświęcone Alince („Kruszynko którą kołyszę”
i „Ponad cierniem”) należą do najpiękniejszych
polskich liryków miłosnych. Jest w nich metafizyczna trwoga i
ostateczne ofiarowanie, wtopienie się w materię i wychylenie ku
Absolutowi. To również ważne wiersze rozrachunkowe, w których
poeta uświadamia nam, że tylko poprzez wydzieranie się z własnych
egzystencjalnych ograniczeń możemy ujrzeć więcej nieskończonego,
że jedynie walka ze swoją, a nie cudzą niemożnością może nas
poprowadzić dalej niż tymczasowe racje: Był Powiesz I kochał Nie pragnę innego zbawienia.
Jest zatem coś trwałego, nienaruszalnego w naszym bytowaniu, co
oparło się niepokojom czasu i ukazało nieprzemijającą wartość – nasze pragnienie
wznoszenia się z rozczarowania w prześwit wiary, z cierpienia w
ostateczną radość miłości. W „ciernistej ciszy”
poeta zdobywa ufność, że przyjdzie ukojenie, przemawia więc do
córki słowami baśni, ale nie daje się zwieść stylistycznym
tropom języka, bo dla niego najważniejsza jest rzeczywistość ze
snu i jawy jednocześnie, dialog widzialnego z niewidzialnym,
retoryczne pytanie, droga, przemiana.
Poznań, 30 sierpnia 2006
Teresa TOMSIA
Wszystkie cytaty pochodzą z wyboru wierszy Zbigniewa Dominiaka
„Zdarzenia i sny”, Biblioteka „Tygla
Kultury”, Łódź 2001
Teresa Tomsia – poetka, eseistka, animatorka kultury; autorka książek
poetyckich: „Wieczna rzeka”, „Przed pamięcią”,
„Skażona biel”, „Wątpiąc, idę” oraz
projektów literacko-edukacyjnych. Należy do Stowarzyszenia
Pisarzy Polskich. Mieszka w Poznaniu. Opublikowała szkic pożegnalny
o Zbigniewie Dominiaku „Obudź
się i mów” w internetowym „Recogito” (www.recogito.l.pl
„Koperta
z wierszem” (17); archiwum: Świat
|
Na zdjęciu:
Zbigniew Dominiak
(Paryż, 1994)
Fot. Marek Wittbrot
|