Sprawa arcybiskupa Wielgusa

...I jeszcze jedna sprawa, o której nie można i nie wolno dziś milczeć. Sprawa ks. arcybiskupa Wielgusa. Nie będę Księdza Arcybiskupa bronił. Niechaj sam to czyni, jeśli wie, że powinien. Nie będę go też sądził abym nie był sądzony. Chcę wszakże zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy. Uważam, że sytuacja dojrzała do tego, aby publicznie, także z ambony zadać parę pytań. Oto one:
– Jak długo jeszcze komunistyczni zbrodniarze, ludzie, którzy łamali sumienia i moralne kręgosłupy, będą czuli się bezkarni?
– Jak długo jeszcze będą pobierać krociowe emerytury?
– Jak długo jeszcze będą się śmiać w twarz człowiekowi poczciwemu?
Ludzie okrutni, cyniczni i perfidni; apologeci „mniejszego zła” ze swoim hersztem w generalskim mundurze... Dzisiaj pan Jaruzelski obrusza się na to, że w ogóle czegoś od niego chcą. A przecież on wybrał tylko mniejsze zło! Mógł zabić sto tysięcy a zabił tak niewielu. Mógł połamać kości następnym tysiącom a połamał tylko niektórym... „Jak nie wyjedziesz z kraju, to cię zniszczymy...”. Iluż to wspaniałych ludzi wypędził w ten sposób, i kto dał mu prawo decydowania o tym, kto może mieszkać nad Wisłą a kto nie. Tych drani należy najpierw wywlec przed szereg!
Mówię wam to kochani, także i dlatego, że sam na własnej skórze odczułem czym jest SB. Ja 19. letni chłopak po maturze wyrwany z Seminarium i wcielony do „ludowego” wojska (kolejne mniejsze zło – generał mógł mnie wywieźć za Ural a wywiózł jedynie do Bartoszyc na Świętej Warmii). Tam wątpliwa przyjemność rozmów z funkcjonariuszami SB. Zainteresował się mną nawet kontrwywiad – takim byłem zagrożeniem dla Polski Ludowej! Wierzcie mi – oni potrafią przestraszyć. Spytajcie o to moją znerwicowaną mamę. Ileż to niepokoju było wśród nas: bo ubecy znowu przyjechali, bo znów będzie poklepywanie po ramieniu, niedwuznaczne propozycje czy zawoalowane groźby. Gdzie oni teraz są panie premierze Mazowiecki?! W jakich spółkach Skarbu Państwa, w jakich korporacjach i firmach?! – A gdzie są ich ofiary?! 
Patrzę dziś na osobę ks. arcybiskupa Wielgusa. Katoliccy i prawicowi dziennikarze wystąpili w roli prokuratorów, sędziów a teraz wykonują wyrok. Bez względu na to co myśleć o zachowaniu ks. Arcybiskupa w ostatnich dniach, wiem jedno – nie chcę takich sędziów, nie chcę samosądu. Dość mam już jazgotliwego zgiełku medialnych hien, dość „aroganckiej postawy sędziów” panów Terlikowskich i Sakiewiczów. A może zlikwidować sądy i przekazać kompetencje w ich ręce? Są tacy pewni swego i jednoznaczni w ocenach. Mam też do nich pytanie: w jaki sposób weszli w posiadanie dokumentów i dlaczego chronią swoich informatorów; jednak cel uświęca środki? Czy upomnieli „brata” w cztery oczy i przy świadkach? Czy powiedzieli najpierw Kościołowi. A może zapomnieli o tym fragmencie Ewangelii? Bo przecież inaczej nie zastosowaliby metody: „do gazety i na krzyż!”. 
Proszę tych słów nie odczytywać jako próby obrony czy usprawiedliwiania  Arcybiskupa. Chcę jedynie w tym całym zgiełku zwrócić uwagę na moralne czy raczej niemoralne aspekty sprawy. Coś mi tu nie gra w obozie „patriotów”.
I jeszcze jedno – to co teraz powiem nie jest dogmatem wiary i obym się mylił. Przypuszczam że casus arcybiskupa Wielgusa staje się powoli wygodnym pretekstem do ataku na ostatni żywy Kościół w Europie. Wasza tłumna obecność na niedzielnych Mszach Świętych dla wielu wcale nie jest powodem do radości. Ten jazgot i prasowe zapowiedzi nowych rewelacji jak i ogólna atmosfera nastrajają do takich przypuszczeń. Oby się wkrótce nie okazało, że Kościół był główną podporą dawnego systemu a wszyscy księża to kapusie i karierowicze. Nie dajmy się ponieść emocjom. Módlmy się raczej – za Kościół, za siebie samych i za ks. Arcybiskupa. Pomódlmy się też za ludzi mediów, aby czas od czasu napisali czy powiedzieli coś dobrego, aby młodemu pokoleniu pokazali też jakieś pozytywne wzorce do naśladowania, bo mnie i chyba nie tylko mnie, męczą ciągłe sensacje i afery. Niech nam to dzisiaj wystarczy...

* * *

Kiedy pisałem swój artykuł o lustracji do poprzedniego numeru „Recogito”, nie przypuszczałem, że tak szybko będę mógł zawołać: „a nie mówiłem?!”. Ale wcale nie mam zamiaru tak wołać. Bo i nie przypuszczałem też, że jako zdecydowany zwolennik lustracji w Kościele, będę kiedykolwiek musiał podejść do sprawy z mieszanymi uczuciami. Cóż więc się stało?
Oto nowo mianowany arcypasterz warszawski zostaje oskarżony przez prasę o podpisanie aktu współpracy i współpracę z wywiadem PRL i to ze względu na chęć osiągnięcia określonych korzyści osobistych. Jak wielu innych ludzi tak i ja zareagowałem z niedowierzaniem. Chodzi przecież bez wątpienia o najwybitniejszy intelekt w Episkopacie, wielkiego humanistę, człowieka o szerokim spojrzeniu, a poza tym prawdziwy „młot na czarownice”. Pasterz głęboko ortodoksyjny i katolicki w każdym calu. Wymarzony na czasy, w których wszyscy są nieomylni oprócz papieża, jak to ktoś celnie swego czasu ujął. Nie rozumiem do dziś dlaczego tak światły człowiek nie potrafił przyznać się do podpisu, dlaczego konsekwentnie zaprzeczał... Jeszcze w ostatnim tygodniu przed ingresem była szansa na rozwiązanie problemu. Powiadają niektórzy, że miał zapewnienie, iż wszystko jest „wyczyszczone”. Wtedy należałoby zakładać, że chciał nas okłamać. Ale to na razie tylko założenie...
Oświadczenie, które powinien był złożyć w poniedziałek złożył dopiero w sobotę, po formalnym objęciu Urzędu. I nagle w niedzielę rezygnuje. Wszystko to jak na filozofa jest zbyt irracjonalne i chaotyczne. 
Tak, Arcybiskup popełnił błąd, że podpisał, ale jest to błąd do wybaczenia. Popełnił też błąd wahając się zbyt długo z przyznaniem się i to ten błąd zaważył na dalszej kolei rzeczy. Jeszcze w sobotę po południu mówiłem: „lepiej, żeby zrezygnował”. Dzisiaj już nie wypowiedziałbym tych słów z takim przekonaniem... 
Sprawie towarzyszył nieprawdopodobny jazgot mediów. Z jednej strony sprawa jasna - chodzi o, de facto, najważniejszą stolicę biskupią w kraju. A z drugiej... 
A z drugiej ten właśnie, przekraczający granice zdrowego rozsądku histeryczny wrzask, te niekończące się komentarze, ten permanentny samosąd wykluczający jakąkolwiek możliwość błędu. „Winien jest śmierci!”. Jazgot jak przed domem Piłata.
A on milczy... Może dlatego milczał? A może tym milczeniem chciał zwrócić naszą uwagę na coś czego na razie nie zauważamy? Rzucili się na niego jak sfora głodnych psów na kawałek mięsa. Zrobiło mi się go żal... I zrobiło mi się żal ludzi i Kościoła tracącego wybitnego pasterza; zrobiło mi się tez żal ludzi zwalniających się z obowiązku myślenia i powtarzających cudze myśli jako swoje. I papieża zrobiło mi się żal. Naprędce powołane komisje w „try miga” orzekły: „współpracował”. Czy współpracował? – Po przeczytaniu internetowych fotokopii, wątpię. Zbyt dobrze znam kreatury spod znaku bezpieki. Ale przecież wysokie komisje też ich znają. No właśnie... Ostatecznie Grey został skreślony jako agent nieużyteczny, a jeśli już współpracował to raczej z ludźmi podziemnej „Solidarności” w Lublinie; warto ich spytać, bo stanęli w jego obronie.
Czego ja tu więc nie rozumiem?
Pani profesor Gilowska miała proces, pani Niezabitowska procesowała się 20 miesięcy; wyrok uniewinniający w jej sprawie „media” przyjęły z ulgą. Nie było taśmowych wywiadów, przypuszczeń, histerii... Dzisiaj (31.01) Sąd Najwyższy uniewinnił pana Oleksego. Wyrok problematyczny, ale wyrok. Wszystko co dotąd przemyślałem jestem w stanie przełknąć. Przychodzi wszakże moment w którym muszę zapytać i ciągłe pytam: „dlaczego  w sprawie arcybiskupa NIKT nie zaproponował odniesienia się do sądu. Nie wiem jaki byłby wyrok, ale ja chciałbym przeczytać wyrok sądowy. Przecież arcybiskup mógł ustąpić po ewentualnym wyroku sądowym; i tak już był na urzędzie. A może „ktoś” bał się werdyktu i możliwości pozostania arcybiskupa? Plotę trzy po trzy? Patrząc z perspektywy czasu, nie sądzę. Wszyscy zasłaniali się argumentem, że na tej stolicy musi zasiadać człowiek poza podejrzeniem. Zgadzam się. Tylko czy dla wielu, bardzo wielu był to najważniejszy motyw gwałtownego sprzeciwu? Wątpię.
Może się mylę, ale wątpię i muszę zaznaczyć, że z biegiem czasu moje wątpliwości się potęgują. Ksiądz Prymas wygłosił na niedoszłym ingresie homilię. Jedną z najlepszych w czasie swojej posługi. Też pytał o sąd. Odpowiedziała mu cisza ze strony, z której miał prawo oczekiwać odpowiedzi. Spłycono potem sprawę próbując sugerować, że Prymas sprzeciwia się papieżowi. Skrzętnie za to omijano i omija się do dziś ten fragment oświadczenia Stolicy Apostolskiej, który mówi o prześladowaniu Kościoła i o „dziwnym sojuszu”.
W całej sprawie osobliwą rolę odegrał „laikat”, a w zasadzie kilku medialnych torreadorów i to z prawej strony sceny. Szczególnie im niepotrzebny był jakikolwiek sąd, wzięli sprawę w swoje ręce, wyręczyli adwokatów, sędziów i prokuratorów. Wyglądali na bardzo pewnych siebie, chwilami aroganckich i pogardliwie traktujących ludzi nie podzielających ich zdania. Napisałem do nich. Pytałem czy ewngelicznie upomnieli brata w cztery oczy, potem przy świadkach, czy następnie powiedzieli Kościołowi, czy też – od razu popędzili do gazety. Nie otrzymałem odpowiedzi. Pycha.
Tak, jestem przerażony sposobem potraktowania sprawy. Żeby było jasne – nie chcę umniejszać winy arcybiskupa, nie chcę go bronić jak niepodległości, ale nie zniosę też atmosfery nagonki i linczu. Każdy grzesznik zasługuje najpierw na szacunek i cierpliwość. Ileż to trzeba nieraz „naszarpać się” z grzesznikiem w konfesjonale zanim odważy się wyrzucić grzech z siebie... Dla medialnych i politycznych twarzy ważne jest tylko jedno: piec pieczeń skoro jest z czego. A wszystko pod wzniosłymi hasłami...
Katoliccy i prawicowi czynownicy odnieśli w końcu zwycięstwo. Oby jednak nie okazało się ono zwycięstwem pyrrusowym, a oni by nie okazali się, jak mawiał towariszcz Uljanow, „pożytecznymi idiotami”.
A ja? Ja straciłem lustracyjny zapał. Bo jeśli mamy biegać za ludźmi i wieszać ich na najbliższym medialnym drzewie przy bezwładzie albo aprobacie instytucji państwowych i jak w tej sprawie, osób publicznych (!), to lepiej niech IPN podzieli los biblioteki aleksandryjskiej. Nie chcę już koszmaru. Bez względu na to, czy dotyczy to arcybiskupa czy wikarego z Pcimia.
Tak oto sprawa na pozór oczywista, z różnych względów zaczyna mi coraz bardziej „pachnieć inaczej”. I tak czy owak, tekst dedykuję tym, którzy w tej sprawie, sprawie lustracji, najbardziej zawinili i, choć może nie zdają sobie z tego sprawy, bardziej niż inni skrzywdzili arcybiskupa Wielgusa. I nas. Sapienti sat

Franciszek GOMUŁCZAK SAC

Ks. Franciszek Gomułczak. Urodził się w 1957 roku w Dobkowicach koło Przemyśla. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ołtarzewie koło Warszawy i Katolicki Uniwersytet Lubelski. Studiował teologię i historię. Pełnił urząd mistrza nowicjatu w Ząbkowicach Śląskich, pracował na parafiach w Sarnach i Żytomierzu. Przez ostatnie cztery lata był ojcem duchownym i wykładowcą Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie. Obecnie mieszka w Lublinie.


45-2-1.jpg (43190 Byte)

Na zdjęciu:

Arcybiskup
Stanisław
Wielgus


Fot. Archiwum "FG"

© Recogito, Rafaliga