Henri Grues zwany abbé Pierre
(1912 – 2007)
Odszedł do domu Ojca. 26 stycznia 2007 roku ciało abbé
Pierre’a spoczęło na cmentarzu w Esteville. Dom doczesnej
pielgrzymki ojca Piotra już się rozpadł. Jego domem stworzonym
tu na ziemi było „Emaus”. W tym epizodzie paschalnego
wieczoru – jak mówił kardynał Filip Barbarin –
ojciec Piotr dostrzegł swoją misję, misję całego swojego życia.
W homilii pogrzebowej Kardynał wspomniał słowa skierowane niegdyś
przez abbé Pierre’a do Georgesa: „chodź ze mną, ty,
tak bardzo zraniony, razem zdołamy pomóc innemu”. I taki był
początek domu – schroniska dla najuboższych, dla nędzarzy.
Zamieszkali wspólnie: dawny więzień i zakonnik, niedoszły samobójca
powstrzymany przez duchownego i kapłan odkrywający swoją misję.
Ślady ojca Piotra przywiodły mnie do Charenton-le-Pont, gdzie
uczestniczyłem we Mszy świętej celebrowanej w tak skromnej
dekoracji jak tylko można to sobie wyobrazić. Zastąpiła mi ona
wigilijną, polską pasterkę 1989 roku. Byłem zaskoczony, że dla
kilku osób chciał ją odprawiać w czasie świąt. Kim zatem jest
ten sympatyczny staruszek, ksiądz o głębokim spojrzeniu, o
dobrotliwym uśmiechu? Odpowiedzi na to zaciekawienie przynosiły
spotkania, rozmowy i lektura jego książek oraz tego, co napisano
o nim, o ojcu. To człowiek odważny, zdolny przeciwstawiać się
niesprawiedliwości, walczący o ludzką godność, niejednokrotnie
płynący pod prąd. To kapłan doznający cierpienia, ale –
jak mówił w swoim „Testamencie” – doświadczający
także niezwykłej radości. Zdążyłem jeszcze odczuć atmosferę
z Esteville, gdzie „Testament” powstawał, a później
odwiedzić jego autora, kilka razy w Alfortville. Mieszkał tu
bardzo skromnie, jak zresztą wszędzie.
Sięgam raz jeszcze po jego książki. Oglądam pamiątkowe
fotografie, przypominam okolicznoœci, w jakich powstawały.
Wspominam słowa ojca Piotra, miejsca, w jakich były wypowiadane.
Co pozostało po tych kilku spotkaniach, po wspólnych rozmowach,
po wzajemnych spojrzeniach? Usiłuję złożyć w całość liczne
obrazy i stworzyć ten jeden, samego abbé Pierre’a,
niepowtarzalny. Te same słowa znalazłem w jakimś periodyku,
opisującym ceremonię pogrzebową w paryskiej katedrze Notre Dame:
„on n’aura pas d’autres abbes comme lui”.
Innego, kto jak on cierpliwie znosił słowa krytyki płynące z różnych
stron, często także kościelnych. Innego, który nie zwracałby
uwagi na ironię niektórych swoich współbraci, skoncentrowany na
pomocy bliźnim i walce o ich godność. Wiem, skąd czerpał do
tego swoją siłę. Sam także niejednokrotnie wskazywał na istotę
modlitwy i zaufanie Bogu wyniesione z zakonnej reguły. Były one
źródłem jego siły i stanowiły zrąb jego duchowości.
Pożegnałem się z jego twarzą i z uściskiem dłoni. Już nie
dostrzegę owego krótkiego zamyślenia, jakie wywoływało
przypominane mu moje imię: Georges, jak tamten z początków
„Emaus”. Dom doczesnej pielgrzymi ojca Piotra się
rozpadł, ale pozostało po nim „Emaus”, mieszkanie
przygotowane dla bliźnich. W tym doczesnym domu trwa pamięć o człowieku
i kapłanie, który tak umiłował bliźnich, że był gotów oddać
za nich swoje życie. Aby mogli żyć i uczyć się miłości,
bowiem: „la vie – jak powiedział kończąc
„Testament”- c’est apprendre à aimer”.
Za to wszystko znalazł on w niebie przygotowane wieczne
mieszkanie, bo przecież tylko o to chodzi w tym ziemskim życiu,
aby zwyciężyć śmierć. I widząc, jak odchodzą bliscy i najbliżsi,
nieustannie pytać: śmierci, gdzie jest twój oścień?
Jerzy MIKOLUC
Jerzy Mikoluc. Urodził się w Opolu. Studia
humanistyczne odbywał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i na
Uniwersytecie Jagiellońskim, zaś filozofię i studia
politologiczne na Uniwersytecie Paryskim. Działa we francuskich
organizacjach pomocy humanitarnej.
|
Na zdjęciu:
Ojciec Piotr
i Jerzy Mikoluc
(Paryż, 1999)
Fot. Archiwum "JM"
|