Kim jestem dla Ciebie (5)

II: Dzisiaj, kim jest dla mnie Jezus?

3. „Prawda cię wyzwoli.”

Oto co mi się przydarzyło w trakcie mszy odprawianej z okazji miesięcznego spotkania księży diecezjalnych. Jeden z nich, w momencie znaku pokoju powiedział mi: „Edwardzie, przestań stwarzać nam problemy!” O co chodziło? Wezwał mnie po mszy, w trakcie Formacji Apostolskiej, zwołanej w intencji ludzi świeckich, dwie kobiety z mojej ekipy ACO (Action Catholique Ouvrière) zostały poproszone o zabranie głosu. Byłem tam, aby je wspierać. W czasie przerwy rozdzieliłem ludziom z najbliższego otoczenia kilka ulotek z prośbą o podpisy wsparcia dla nauczyciela szkoły katolickiej, zwolnionego za stworzenie związku zawodowego. Myślałem, że jeśli słuchacze przyjęli z takim spokojem wypowiedzi tych dwóch kobiet, to będą także zadowoleni złożyć podpisy wsparcia. Ale o tej akcji dowiedzieli się świeccy organizatorzy odpowiedzialni za sesję. Ponieważ to nie spodobało się jednemu z nich, przewodniczący Komitetu Szkolnego chciał podać się do dymisji. Oto problem, który stworzyłem.
Spytałem wtedy mojego przyjaciela: „Ty, który znasz Pismo św., odpowiedz mi! Czy Jezus przyszedł na ziemię, aby nie stwarzać problemów, czy aby wypełniać Wolę Ojca, za wszelką cenę?” Uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo i zachował ciszę. Sadzę, że zrozumiał.
Czytając Ewangelię odkrywam, że Jezus przez swoje zachowanie wytworzył wokół siebie napięcie, tak że starzec Symeon nazwał go „Znakiem sprzeczności” (Łk 2, 35). Nauczając nas, abyśmy kochali się wzajemnie tak, jak on nas kochał, jego pragnienie wypełnienia woli Ojca stwarzało wiele problemów. Od początku jego działalności, czyż nie widzimy, jak przeciwstawia się faryzeuszom à propos szabatu? Człowiek ze sparaliżowaną ręką był w synagodze. Kiedy wszedł, spytał: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” (Mk 3, 4). Jeśli faryzeusze odpowiedzą, że wolno uzdrawiać, będą krytykowani za lekceważenie prawa szabatu. Jeśli odpowiedzą, że nie wolno uzdrawiać, będą uważani przez publiczność jako ludzie bez litości. Więc przyparci do muru mogli tylko milczeć. Wtedy to Jezus spojrzawszy po wszystkich z gniewem, zasmucony zatwardziałością ich serc, uzdrowił chorego. Ale „faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób go zgładzić” (Mk 3, 6). Decyzja była podjęta: Jezus musi umrzeć. Pozostaje dowiedzieć się, w jaki sposób to się dokona. Dla Jezusa, konkretny człowiek, chory cierpiący przed Nim, jest ważniejszy niż religijne prawo szabatu. „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2, 27). Poprzez tę postawę Jezusa odkrywamy serce Ojca, Stworzyciela wszechświata, Mistrza historii ludzkiej. To jest serce, które staje po stronie słabego, uciśnionego, wdowy, sieroty i cudzoziemca.[1]
W 12-tym wieku przed narodzeniem Jezusa Chrystusa, kiedy Hebrajczycy byli niewolnikami Egipcjan, błagali Boga swoich przodków o przybycie i uwolnienie. Wtedy rzekł On do Mojżesza: „Napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie. Nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców. Postanowiłem go wyzwolić... Idź, posyłam cię oto do faraona i wyprowadź mój lud z Egiptu” (Wj 3, 7-10). Tak samo nasz Ojciec Niebios i sam Jezus, widząc swój naród jak zmaga się z nieszczęściem, nie mogli pozostać obojętni. Gdyby Jezus mógł pozostać „neutralny” wobec niesprawiedliwej dominacji, opresji, wyzysku, dyskryminacji, czy mógłby nauczyć nas wołania do Ojca: „Wybaw nas od złego!” Dlaczego więc podczas swojej pierwszej homilii w Nazarecie zacytował słowa proroka Izajasza, aby wyjaśnić sens swojej ziemskiej misji? „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie, uciśnionych odsyłał wolnymi” (Łk 4, 18 cyt. Iz 61, 1).
Bóg, który jest samą Miłością, może tylko manifestować swoje miłosierdzie ludziom, którzy cierpią. „Pan jest łagodnością i litością, nieskory do gniewu i pełen miłości... Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją” (Ps 103, 8-13).
Miłosierdzie, po hebrajsku „RAHAMIM”, oznacza „łono matki”. Pan czuły i pełen miłości cierpi w pewnym sensie wewnętrznie i jest ogarnięty współczuciem, gdy widzi cierpienie sieroty, wdowy, obcego, słabego, uciśnionego. Chce natychmiast przyjść mu z pomocą i go uratować. Wg Mateusza Jezus jest sługą Jahwe, o czym mówił Izajasz 53/4: „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby” (Mt 8, 17). Aby zgładzić grzechy świata musiał je wziąć na siebie [2]. To właśnie „w Jego ranach jest nasze zbawienie” (Iz 53, 5).
Słowo „RAHAMIM” zdaje się brzmieć podobnie jak słowo „JIHI” po japońsku, które p. Nakamura określa tak: „Przyjaźń nie ogranicza się do kilku osobników, ale dotyczy wszystkich ludzi”[3]. „Ten, kto doznał cierpień egzystencjalnych, może naprawdę zrozumieć cierpienie innego, współczuć mu i złagodzić jego ból. Podobne współczucie nazwane jest JIHI” [4.
Ludzie z Okinawy używają wyrazu „CHIMUGULSAN” (mieć ból wątroby). W odróżnieniu od japońskiego wyrazu „KAWAISO” oznaczającego uczucie kogoś, kto pochyla się z litości nad cierpieniem innego, „CHIMUGULSAN” oznacza postawę kogoś, kto jest w styczności duchowej z cierpiącym do tego stopnia, że „boli mu wątroba” [5].
Gdy Jezus uzdrawia chorych, karmi głodnych, wybacza grzesznikom, nie stara się zadziwiać, pokazywać z próżnością swoją Moc. Wzruszony współczuciem, bierze na siebie cierpienia innych. To współczucie każe Mu działać. Cechą charakterystyczną całej Jego ziemskiej egzystencji jest najwyższa wolność [6]. Jest wolny nie po to, aby spełniać zachcianki, lecz aby iść za głosem Ojca, który rozbrzmiewa w Jego sumieniu człowieka. Jego pokarmem jest spełnianie woli Ojca (J 4, 34). Świadomie czyni to, co podoba się Ojcu (J 8, 29). Od 12 roku życia wiedział, że musi poświęcić się całkowicie sprawom Ojca. To było tak zaskakujące, że nawet Maryja tego nie zrozumiała (Łk 2, 49-54). Po opuszczeniu miasta, rodziny, aby wypełnić misję, był tak zajęty, że nie miał czasu się posilić. Jego bliscy mówili: „Odszedł od zmysłów” (Mk 3, 21). Jego matka i bracia przybywszy go powstrzymać usłyszeli: „Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3, 35).
Czasami obserwował On zwyczaje, prawa, przepisy judaizmu, a czasami nie brał tego pod uwagę, aby zamanifestować, że jest po stronie człowieka cierpiącego. Wybacza grzechy (Mk 2, 5), jada z grzesznikami i celnikami (Mk 2, 16), nie każe pościć swoim uczniom (Mk 2, 18). Tyle zachowań, które wywołują sprzeciw faryzeuszy bardziej dbających o przestrzeganie prawa niż integralny rozwój człowieka. Zarzuca im „zaniedbanie tego, co jest najważniejsze w prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiara” (Mt 23, 23). Wypędzając kupców ze świątyni, krytykuje fałszywe poczucie bezpieczeństwa, którego możni szukają w świątyni „czyniąc z niej jaskinię zbójców” (Mk 11, 15-19; Jr 7, 11). Uczestnicząc w nabożeństwie w świątyni, a nic nie zmieniając w ich codziennym życiu, wierzą niesłusznie w bezpieczeństwo. Jezus przychodzi zachwiać tym fałszywym poczuciem pewności.
Nawet jego najbliżsi uczniowie nie uwierzyli w zapowiedzi męki (Mk 8, 31-33). To nie pasowało do obrazu Mesjasza, który sobie stworzyli. Niezdolni zrozumieć drogę, którą Jezus chce kroczyć, karcą się nawzajem. Gdy spierają się o to, kto jest największy wśród nich, zdają się nie rozumieć lekcji Mistrza: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9, 35). Jezus pyta ludzi: „Cóż chcecie, żebym wam uczynił?” (Mt 20, 32). Ale nie spełnia ich wyraźnych oczekiwań. Widzimy to, na przykład, po rozmnożeniu chleba. Usuwa się w góry, ponieważ nie chce stać się królem, który rozwiązuje wszystkie problemy finansowe i polityczne swego narodu (J 6, 15, 25).
Nawet jego nieprzyjaciele byli wrażliwi na tę wolność Jezusa. Słyszymy jak go chwalą: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką” (Mt 22, 16). Taka swoboda wypowiedzi, aby dać świadectwo prawdzie, mogła tylko wywołać gwałtowne prześladowanie wobec niego. Spełniło się to, co mówił autor Księgi Mądrości: „Jest potępieniem naszych zmysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne... Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony!” (Mdr 2, 14-15, 20). Skazanie na śmierć nie było nieszczęśliwym przypadkiem, wynikiem błędu sprawiedliwości. Lecz nieuniknioną konsekwencją zachowania, które chciało zamanifestować serce Boga, stojącego po stronie słabych i uciśnionych. Otóż, „Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20). „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i ja was posyłam” (J 20, 21). Wspólnota uczniów, którą stanowi Kościół, otrzymuje więc misję świadczenia prawdy z całą swobodą i manifestowania poprzez całą egzystencję miłosierdzia Ojca wobec tych, którzy cierpią. Chcąc wypełnić tę odpowiedzialność, ożywieni także odczuciami Chrystusa, my także napotykamy na różne opozycje. Uczestnicząc w bitwach Jezusa, ponosimy różne prześladowania.
4 września 1984 roku André Jarlan (44 lata), po półrocznym pobycie w Santiago w Chili, został zabity przez żołnierzy Pinocheta. Jego współtowarzysz znalazł go przy biurku z głową podziurawioną kulami i spoczywającego na biblii na stronie psalmu 130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie!” Był w Chili od lutego 1983 r. w biednej dzielnicy Wiktoria, gdzie bezrobocie osiągało 60%. Z Pierre’m Dubois, któremu pomagał, w kontakcie z JOC, znajdował bezrobotnym zatrudnienie w dzielnicy. Każdego protestującego, prowokował do refleksji nad motywami, aby uniknąć abreakcji i narastania przemocy. Powadził równocześnie walkę z narkomanią organizując rozrywki nudzącej się młodzieży [7].
Miesiąc później, 19 października ojciec Jerzy Popiełuszko był ofiarą porwania kierowanego przez funkcjonariuszy Ministerstwa Wewnętrznego. 30 października odnaleziono jego ciało ze śladami tortur. Mordercy usprawiedliwiają swoje zachowanie wściekłością odczuwaną wobec Ministerstwa, trochę zbyt gorliwego w usuwaniu księdza, który tak otwarcie wyrażał wrogość wobec reżimu [8]. W ciągu lata 1980 roku, podczas gdy strajkowali pracownicy Huty Warszawa, kardynał Wyszyński poprosił go o udanie się na miejsce i odprawienie mszy za strajkujących. Miał więc okazję nawiązać bliski i regularny kontakt z członkami związku „Solidarność”. Od lutego 1982, w ostatnią niedzielę miesiąca odprawiał mszę za ojczyznę. W czasie mszy 27 maja 1984 roku mówił w swojej homilii:
„Ważnym warunkiem wyzwolenia człowieka, aby mu pozwolić żyć w prawdzie, jest zdobycie odwagi. Walka dla Prawdy jest symbolem odwagi chrześcijańskiej. Cnota odwagi jest zwycięstwem nad słabością człowieka, zwycięstwem nad strachem i obawą. Ponieważ zdrada Chrystusa dla kilku nędznych srebrników jest jedyną rzeczą, której powinien obawiać się” [9].
W czasie modlitwy wiernych, odmawianej w trakcie innej mszy mówił: „Panie, oświeć serca tych, którzy służą kłamstwu, niesprawiedliwości i uciskowi. Oświeć ich serca i daj im łaskę nawrócenia! [...] Wyzwól nas od strachu, trwogi i chęci zemsty!”[10]
W kraju socjalistycznym tak jak Polska, czy w kraju kapitalistycznym jak Chile, człowiek za każdym razem, gdy staje po stronie słabego, uciskanego i pragnie jego rozwoju, sam ponosi uciemiężenie, krytykę i prześladowanie ze strony tych, którzy pilnują „ustalonego porządku”. My nie szukamy prześladowania za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie, próbujemy uniknąć konfliktów walki. Najważniejszym jest przede wszystkim słuchanie głosu naszego sumienia i wypełniania misji danej przez Jezusa. Przez całe życie chcemy odkrywać Jego miłosierną Miłość. Jeśli ten styl życia powoduje sprzeciw, prześladowanie, to pokładamy nadzieję w Duchu Świętym, który obdarzy nas światłem i siłą potrzebną, aby stawić czoła.
Jest prawdą, że chrześcijanin jest powołany do kochania wszystkich ludzi. Ale nie sposób ich kochać wszystkich tą samą miarą. Miłość do biednych, którzy cierpią, którzy są uciskani, wymaga szukania z nimi środków wyzwolenia się z przyczyn nędzy i agresji. Ale miłość do ciemięzcy polega na uświadomieniu mu zła wynikającego z ciemiężenia oraz na walce o jego nawrócenie i przerwanie niesprawiedliwości. W konsekwencji, solidarna walka wyzyskiwanych z całym złem i agresją jest okazją dla wyzyskujących do uświadomienia zła, które czynią i do zmiany zachowania .
Liczni chrześcijanie, poprzez wieki, na Wschodzie i Zachodzie, zrywali się, aby walczyć o godność człowieka. Jeszcze obecnie liczne ruchy wyzwoleńcze w Ameryce Łacińskiej, w Polsce, w Korei, na Filipinach, itd... ukazują światu jaką rolę spełniają chrześcijanie poprzez wierność głosowi sumienia. „Ich wiara nie jest już „opium narodu”. Jest raczej źródłem światła, odwagi i energii w działaniu.
Wracam myślami do KIM Dji Ha, katolickiego poety koreańskiego, który w 1974 r. został skazany na śmierć, bo poprzez swoje dzieła literackie krytykował rząd PARK jako przyczynę nędzy narodu. W nie opublikowanej sztuce pt.: „Złota korona Jezusa”, oto co mówi ustami samego Jezusa:
„Długo byłem zamknięty w marmurowym posągu. Chciałem rozmawiać z ubogimi o prawych sercach, takimi jak wy. Chciałem dzielić wasze cierpienia. Ponieważ tego pragnąłem, w dniu, w którym wyzwolony z tego więzienia, zmartwychwstały ponownie, zapłonę w waszych sercach jak ogień w centrum waszego nieszczęścia. Teraz ten moment nadszedł. Przybyliście i otworzyliście mi usta...

„Biada tym, którzy dążą do potęgi i sławy!
Biady tym, którzy chcą wejść do raju sami, a odwracają plecy na nędzę narodu!
Biada tym, którzy nie kochają sprawiedliwości!
Biada tym, którzy igrają z niesprawiedliwością, i tym, którzy ją widząc, nie robią nic, aby temu zapobiec!
Biada tym, którzy nie mają odwagi!
Biada tym, którzy tylko się modlą. Bo trzeba modlić się i działać!” [11]

Kim Dji Ha przedstawia siebie w „Deklaracji sumienia” jako „myśliciela, zwolennika wolności”, przekonany, że „człowiek musi cieszyć się wolnością sumienia i myśli” [12]. Ojciec OSHIDA mówi na ten temat: „On pisze, ponieważ ma ochotę pisać. Nie może powstrzymać się od pisania. Pisząc jest tylko posłuszny potężnej sile, która mu się narzuca. Może to tylko robić, gdy pisze. Nie można inaczej objaśnić jego zachowania” [13]. Oto co KIM Dji Ha mówił w sądzie 15 czerwca 1975 roku: „Skoro władza przeciwstawia się sprawiedliwości albo narodowi, sprawiedliwość wymaga, abyśmy stanęli po stronie narodu. Stanąć po stronie władzy byłoby partycypowaniem w niesprawiedliwości... Myślę, że wielką zasadą działalności literackiej jest jasne ukazanie ukrytych prawd. Podobna zasada jest także w głębokiej zgodzie z wiarą katolicką... Skoro rząd despotyczny naraża widocznie przez dłuższy okres dobro wspólne, naród ma więc prawo przeciwstawić się i go przewrócić przez rewolucję. To jest sprawiedliwość. To jest główny punkt nauczania kościoła katolickiego w materii myślenia politycznego od czasów św. Tomasza z Akwinu. Chrześcijaństwo jest zasadniczo religią, która przeciwstawia się uciskowi i wyzyskowi... Jedyna przemoc, którą akceptuję, to przemoc miłości, która czyni człowieka wolnym, która budzi świadomość i zaprasza do nawrócenia... 18 biskupów z Ameryki Łacińskiej w liście otwartym do Trzeciego świata pisało: „Sytuacja, w której znaczna mniejszość bogatych posiada większość dóbr ze szkodą dla ogromnego tłumu skazanego na nędzę, jest absolutnie sprzeczna z wolą Boga. Chrześcijaństwo jest religią, która zniża ludzi wyniosłych, mocarzy, a przyjmuje gnębionych, głodnych i sprzyja rewolucji w celu wyzwolenia” [14].
KIM Dae Jung jest innym Koreańczykiem, który byłby wybrany na prezydenta republiki na miejsce PARK, gdyby wtedy nie manipulowano wyborami. Skazany także na śmierć w 1982 r, z powodu buntu w KWANGJU, otrzymał zgodę na krótki azyl w Stanach Zjednoczonych na leczenie. Pod presją międzynarodowego ruchu wsparcia, jego kara została zamieniona na 20 lat więzienia. Oto 8 lutego 1985 roku po dwóch latach nieobecności wraca do swego kraju chcąc przeżyć ewentualnie jeszcze 17 lat w więzieniu, niż cieszyć wolnością pozostając wygnańcem. Telefonicznie wyjaśnił swoje motywy przyjaciołom japońskim: „Wracam do rodzinnego kraju, aby móc walczyć razem z moimi rodakami na rzecz demokracji i aby współuczestniczyć w ich obecnych cierpieniach”[15]. Mówi to łącząc się głęboko z metodą non-violente Gandhiego i chcąc nawiązać dialog między dwiema Koreami (Północną i Południową), aby połączyć je w jedną autonomiczną Republikę Federalną[16]. W liście pisanym w więzieniu 21 listopada 1980, adresowanym do żony, potwierdza, że wiara w Jezusa Zmartwychwstałego dodaje mu odwagi, aby działać tak, jak to czyni [17]. 13 grudnia 1976 głosił w sądzie: „Słowa wg św Mt 25, 40 «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili», wyrażają głębokie przekonanie, które podtrzymuje całą moją służbą na rzecz zbawienia ojczyzny. Jeśli nic nie zrobimy dla wyzwolenia biednych i uciskanych, to nie zasługujemy nazywać się chrześcijanami” [18]. Później został wybrany prezydentem Korei Południowej.
W trakcie mszy celebrowanej w pierwszą rocznicę buntu w KWANGJU, tutejszy biskup, Jego Eminencja YUN, mówił w kazaniu: „Zrzucanie odpowiedzialności za bunt tylko na naród, prowadzenie nieuczciwego dochodzenia w sprawie tych wydarzeń metodą dzikiej brutalności, karanie niewinnych ekstremalnie surowo, są akcjami, które można nazwać tylko aktami kryminalnymi... „Jedynie prawda może być źródłem sprawiedliwości, pokoju, wolności i siły. Gwałt i opresja mogą ukryć i przyćmić prawdę tylko na relatywnie krótki czas. Ukazać prawdę na światło dziennie jest wysiłkiem godnym człowieka, absolutnie koniecznym, aby poprowadzić człowieka i społeczeństwo do jego rozwoju.” W przeddzień tego kazania, deklaracja podpisana przez księży diecezji oświadczała: „To co nazywają buntem z dnia 18 maja 1980 w KWANGJU, jest tylko wspólną reakcją spontaniczną 8000 mieszkańców tego miasta, protestujących przeciw gwałtom armii i pragnących ochronić demokrację. Ta reakcja całkiem normalna jest tylko wyrazem prawa do życia, pragnienia respektowania godności ludzkiej... a tak oto mówi św. Jan: „Prawda uczni was wolnymi!” (8, 32). Prawda o tych wydarzeniach pozwoli uleczyć rany narodu, przyniesie wzajemne wybaczenie i zabudowanie społeczeństwa sprawiedliwego, wyzwolonego od kłamstwa i nieufności” [19].
16 lutego 1980 miałem okazję odwiedzić ojca Edicio de la TORRE, internowanego w obozie Bicutan (Filipiny). Profesor seminarium Edicio nie mógł znieść ucisku narzucanego przez stan wojenny ogłaszony przez Markosa w 1972 roku. Organizował więc konferencje i publikował artykuły o respektowaniu Praw Człowieka, w 1974 roku zgodził się zostać członkiem komitetu przygotowującego konstytucję „Frontu Narodowego”, grupującego robotników, studentów, chłopów i intelektualistów dążących do obalenia rządu Markosa. Potraktowany przez władze jako „niebezpieczny element”, został zatrzymany w 1974 roku i osadzony w więzieniu bez żadnego procesu, bez żadnego wyroku, bez żadnej przyczyny skazania. Jednak nawet w więzieniu nie stracił swojej szczerości. Mogłem przeczytać na murach jego celi cudownie ozdobione napisy:

„Możecie uwięzić rewolucjonistę,
ale nie możecie uwięzić rewolucji!”...

„Tak, jak ptak jest stworzony do fruwania,
 tak ludzi są stworzeni do wolności!”...

 „Jeśli chcecie naprawdę nas zrozumieć,
słuchajcie uważnie tego, czego nie możemy wyrazić!” [20]

Odwaga jego świadectwa wywarła na mnie silne wrażenie. Nie mogłem o nim zapomnieć. Został uwolniony pod warunkiem, że zgodzi się wyjechać na studia do Rzymu. Ale skoro wrócił na Filipiny, był znowu zatrzymany w 1982 roku. [21]
Jego ekscelencja CLAVER, biskup z Mindanao (Filipiny), po zamknięciu przez władze jego radiowej stacji nadawczej oświadczył: „Jedyną drogą zachowania wolności słowa, skoro jest ono tłumione, jest swoboda mówienia” [22]. Dlatego po tym zaczął redagować tygodniowy list pasterski, poświęcony refleksji ewangelicznej nad trudnymi problemami aktualnymi. Miał w sercu słowa, które Jezus kierował do faryzeuszy, gdy ci prosili Go, aby uczniowie zaprzestali adoracji: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19, 40). To zachowanie mogło mu tylko przysporzyć kłopotów i prześladowań. Ale mówił dalej: „To dobra sprawa, że my jako kościół znosimy prześladowania. To wykazuje po prostu, że jesteśmy żywym kościołem, nie martwym”[23]. W czasie wizyty w Japonii na konferencji zwołanej w listopadzie 1984 roku głosił nam: „Przez 15 lat, razem z narodem byłem świadkiem licznych wymuszeń, rzezi dokonanych przez rząd i jego armię. Ale nie przestałem powtarzać mojemu ludowi, któremu nakazywano milczenie: Nie bójcie się ich! Wstańcie i mówcie, co należy!”[24]. Także liczni chrześcijanie, zakonnicy, księżą w Ameryce Łacińskiej, stali się głosem ludzi bez głosu, którzy nie mogli znieść ciszy, pasywnej rezygnacji, ucisku, wyzysku, nędzy, chorób, ignorancji całego ludu zdominowanego przez wieki[25]. Wśród nich szczególnie znani to biskupi: FRAGOSO, CAMARA, CASALDALIGA, ROMERO.
Jego Ekscelencja ROMERO, biskup z San Salvador głosił w kazaniu 23 marca 1980 roku: „Żaden żołnierz nie musi być posłuszny porządkowi sprzeniewierzającemu prawo Boże. Nadszedł czas zapanować nad sobą i słuchać się raczej własnego sumienia niż niesprawiedliwych rozkazów”[26]. Nazajutrz został zamordowany, gdy odprawiał mszę. Przeczuwając swoje męczeństwo wyraził przekonanie, że po jego śmierci nadal będzie walczył dla narodu salwadorskiego [27].
Panie, dziękuję za tę łaskę bycia otoczonym tak licznym tłumem prawdziwych świadków! Niech ich odważne świadectwo nie będzie nadaremne! Napełnij nas obficie Twoim Duchem, Duchem, którym Ty obdarzasz obficie każdego z nas, Duchem, który nas wyzwala z wszelkiej obawy! Spraw, abyśmy teraz mogli stać się Twoimi świadkami, świadkami Prawdy, tam, gdzie jesteśmy, cokolwiek się stanie i bez względu na cenę!

4. „Przyszedłem rzucić ogień miłości na ziemi.” (Łk 12/49)

8 maja 1982 otrzymałem pozwolenie na pobyt stały w Japonii. Musiałem skierować list do Ministerstwa Sprawiedliwości, aby wyjaśnić powody, dla których poprosiłem o taką wizę. Oto co napisałem:
„Gdy przybyłem do portu w Yokohamie 28 stycznia 1963 na zaproszenie Jego Eminencji ARAÏ, biskupa Yokohamy, miałem zamiar spędzić resztę życia w Japonii. Potem, oddałem się nauce języka, literatury, kultury japońskiej. Wtedy powiedział mi, że upłynie co najmniej 10 lat wytrwałych wysiłków, zanim zacznę pracę misyjną w Japonii. Chciałbym więc służyć Japończykom tym wszystkim, czego uczyłem się tak długo.
To przede wszystkim misja wyjaśnia moje przybycie do Japonii, misja otrzymana od Chrystusa: „Idźcie! Czyńcie uczniów z wszystkich narodów!” Są oczywiście tutejsi księża, ale wg episkopatu japońskiego jest ich niewiele i nie zapewniają realizacji tej misji.
Z drugiej strony słyszałem, że Japonia jest wyspą zbyt zamkniętą w sobie. Chciałbym więc przyczynić się do otwartości Japonii na inne kraje Azji i świata, pomagając we wzajemnym zrozumieniu między Wschodem i Zachodem.
W czasie moich wypraw do pracy do sąsiednich krajów Azji, słyszałem często wyrazy silnej antypatii wobec Japończyków. Była ona motywowana 3 następującymi powodami:

1) Okrucieństwo japońskiej armii cesarskiej w czasie drugiej wojny światowej pozostawiło głębokie rany w sercach tych narodów. 
2) Nieludzka postawa techników i szefów japońskich wysyłanych do międzynarodowych filii sprawia, że przeciwnicy czują się traktowani jak maszyny, zwykłe instrumenty produkcyjne. Ich złość wzrosła, gdy pod pretekstem „pomocy w rozwoju”, widzą swoje ziemie i swoje surowce grabione przez kapitalistów japońskich.
3) Turyści japońscy wykorzystują biedę tych narodów, przybywają wyzwolić się seksualnie i tak przyczyniają się do rozwoju prostytucji.

Lubię Japonię i Japończyków, życzyłbym, aby stała się narodem lubianym i respektowanym przez kraje sąsiednie. Chcę współpracować w tym celu z wszystkimi ludźmi dobrej woli.
W końcu, o ile będzie okazja ku temu, chętnie będę współpracować przy akcji socjalnej. Podczas studiów w Japonii pomagałem trochę w sierocińcu. Potem przyjmowałem przez 3 dni w tygodniu, w kościele w Asadzie, ludzi z porażeniem mózgowym, pragnących wsparcia i czynienia czegoś pożytecznego. To trwało około 1-2 lata. Nie mam dóbr, ale służę moją osobą.

Oto więc co motywuje moją prośbę o stały pobyt. Będę panu bardzo wdzięczny, Panie Ministrze za zgodę.”
Jezus przyszedł na ziemię, aby rozpalić ogień miłości w sercu każdego człowieka (Łk 12/49). Ten ogień miłości jest rozlany w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5/5). Ojciec nie czyni wyjątku nikomu i obdarza Duchem Świętym każdego, ale szczególnie obficie obdarza tych, którzy go o to proszą żarliwie. „Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała” (1J 2, 5).
W miarę jak człowiek spełnia wolę Boga, nawet jeśli nie zna Boga i Jego Syna Jezusa, jest już wypełniany tym Duchem Miłości. Czego Bóg, obrońca słabych i maluczkich, oczekuje od człowieka? „Czegoż żąda Pan od ciebiem jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim” (Mi 6, 8). Św. Jan mówi nam: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci” (1J 3/14). Te słowa zdają się stanowić klucz do lektury życia i czynności napotkanych ludzi. Redagując książkę „Modlitwa, nowe wyzwanie Japończyków”, to właśnie pod tym kątem odczytywałem czyny wspomnianych osób. Tam, gdzie istnieje autentyczna miłość, tam jest obecny Chrystus zmartwychwstały, z którym współuczestniczymy w Jego męce i zmartwychwstaniu. To nie jest dla mnie wyraz abstrakcyjnej ideologii, lecz konkretne przeżyte realia w życiu codziennym. Chciałbym to wykazać tutaj prezentując działalność 2 przyjaciół, działaczy ACO, walczących przeciw niesprawiedliwemu zwalnianiu.
Taninaka Masato, listonosz od 8 lat w biurze poczty i Telekomunikacji Tsurumi (Yokohama), dostał 28 stycznia 1975 roku zawiadomienie o zwolnieniu. To było w czasie, gdy pracownicy musieli przyśpieszyć wydajność w imię kampanii wzrostu produktywności. Coraz bardziej zaostrzona kontrola ich pracy była dokonywana przez coraz większą liczbę pilnujących. Gdy zatrudniony szedł do WC, towarzyszył mu wartownik, który notował czas spędzony w WC, jak również czas rozmów z innymi pracownikami. Zdarzało się, że wartownik mówił do pracującego: „Nie krzyżuj nóg, gdy sortujesz listy”. Ten odpowiadał: „Jaki to ma związek z wydajnością?” Jego riposta była od razu notowana przez wartownika. Gdy pracownik palił, papieros był natychmiast wyciągany z ust przez pilnującego i zgaszony. Gdy pracowsnik pozostał w łóżku, w domu ze zmęczenia lub choroby, wartownik miał prawo odwiedzić go i zapytać: „Byłeś u lekarza?” Poza związkiem Zenyusei („żółty”), był związek „normalny” Zentei, który był dyskryminowany. Dyrekcja Poczty i Telekomunikacji odmawiała negocjacji z nimi. Zresztą wymagała od nowych zatrudnionych zapisania się do Zenyusei. W tym czasie jakość usług pocztowych malała, zważywszy że część listów i małych paczek była rozdzielana i dostarczana przez osoby prywatne[28]. Na prośbę Zentei ekipa międzynarodowa przybyła zbadać sytuację. Była zaskoczona odkryciem tego nieludzkiego „sposobu działania, nieistniejącego nawet w krajach zacofanych”. Zaapelowano do Międzynarodowej Organizacji Pracy (OIT), która wykryła aferę w poprosiła rząd japoński o zaprzestanie tych dyskryminujących praktyk i ucisku związkowców [29]
Taninaka był wtedy związkowym opiekunem grupy młodych pocztowców. Mógł więc działać jako delegat swoich kolegów, a to go mocno narażało w oczach dyrekcji. Oto co zdarzyło się 1 stycznia 1975 roku według zwyczaju listonosze przedłużali przerwę południową o 10-15 min, aby świętować Nowy Rok, największe święto roczne w Japonii. Ale tym razem szef Yamada zbliżył się do nich i nakazał im powrót do pracy. Taninaka odpowiedział w imieniu kolegów: „Och! W porządku! Zrozumieliśmy! Idziemy!” Szef powtórzył 2-3 razy nakaz i zbliżył się do Taninaki ocierając się o jego ciało. Dwie godziny później Yamada poszedł do szpitala zakładowego i zażądał od lekarza 5 dni zwolnienia. Lekarzowi, który zarzucił brak ran, Yamada odpowiedział: „Potrzebuję tego jako dowodu”. 28 stycznia Taninaka otrzymał zawiadomienie o zwolnieniu. Kiedy o tym informował telefonicznie swoją żonę Térué, ta nie mogła w to uwierzyć. „Oszołomiona zaczęłam płakać. Kiedy o tym myślę teraz, moje łzy zmywały całą moją przeszlość” – mówiła przypominając słowa ze swego dziennika tego okresu: „To sprawiło, że wybrałam solidarność. Świat zupełnie inny od świata moich zamożnych rodziców odsłaniał się w ten sposób przede mną. Optowałam za solidarnością z mężem myśląc, że Bóg nie chce nas doświadczyć ponad nasze siły. Daje nam siłę, aby przezwyciężyć tę próbę!” Rodzice Térué radzili Masato, aby szukał innego zatrudnienia i w ten sposób wystartował w nowe inne życie zawodowe. Ale on wolał walkę z niesprawiedliwością w obronie słabych, w łączności z klasą robotniczą. Térué przypomniała wtedy słowa Chrystusa: „Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3, 35).
W łączności z lokalną sekcją związkową i Unią departamentalną, Taninaka zaapelował 26 marca 1975 do sądu pracy. Od kwietnia 1976, związek Zentei przyznał mu normalne wynagrodzenie i znalazł zatrudnienie jako sekretarza w Społecznym Centrum Pracowników Poczty i Telekomunikacji na cały region Tokyo. Aż do kwietnia 1976 jego koledzy płacili składki, aby mu zapewnić pobory i bonusy. Niestety lokalna Sekcja Związkowa (około 300 członków), podczas swego plenarnego zebrania 25 września 1977 zdecydowała zawiesić pomoc w walce Taninaki. Odtąd trzeba było liczyć na pomoc małego komitetu wsparcia utworzonego 20 stycznia 1978 przez wolontariuszy.
W trakcie posiedzenia Sądu Pracy sędzia spytał szefów, jakież to „obelżywe słowa” i czynne zniewagi są zarzucane Taninace. Przy czym uśmiechał się, co zdawało się znaczyć: „To więc tylko to? Nie ma tu doprawdy wystarczających przyczyn, aby zwolnić pracownika!” Tak jak inni pomyślałem: jeśli sędzia jest bezstronny, powinien wydać wyrok sprzyjający Taninace. Ale wyrok, który przesłano listem poleconym 30 grudnia 1981 roku odtworzył tylko wszystkie zarzuty dyrekcji i potwierdził jej decyzję. Taki sąd pracy jak ten, złożony tylko z przedstawicieli dyrekcji PTT i rządu, nie mógł bezstronnie rozważyć zeznania pracownika. Nasze zaufanie zostało zdradzone. Sędziowie woleli stanąć po stronie możnych niż iść za głosem ich sumienia.
Tak samo „Solidarność” została stłumiona przez stan wojenny Jaruzelskiego i jego armię, tak samo skarga Taninaki została stłumiona przez możnych. Ta walka trwała 5 lat i pozwoliła uczestnikom odkryć i docenić przyjaźń i solidarność przeżytą między kolegami. To jest skarb, który pozostanie w naszej historii. Niesprawiedliwy wyrok pozostanie także jako haniebna plama w historii kierownictwa poczty. On zrodził w nas słuszny gniew i stał się apelem do kontynuowania walki innym sposobem.
Nie zadowoliliśmy się złożeniom rąk w modlitwie: „Wyzwól nas od zła!” My działaliśmy, walczyliśmy ze wszystkich sił, aby uzyskać powrót Taninaki do PTT. Poprzez tę akcję odkryliśmy trochę oblicze Boga, który broni maluczkich. Wypełniając tak jego wolę przyczyniliśmy się do poznania i umiłowania Jego Imienia.
Przypominam, że w trakcie pewnego zebrania jeden z jego młodych kolegów zadeklarował: „Mój ojciec jest teraz ciężko chory. Chciałbym więc porzucić pracę aktualną i wrócić do dalekiego rodzinnego miasteczka, aby być z nim. Ale nie zrobię tego zanim Taninaka nie wróci do PTT.” Słysząc to zastanawiałem się, skąd miał tyle potrzebnej siły, aby przydać w danej chwili więcej znaczenia koledze niż własnemu choremu ojcu? Byłem pewien podziwu. Smakowałem znowu słowa Jezusa: „Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (M 3, 35). Czułem, że ten młodzieniec nie był daleko od Królestwa Bożego i że miłość była w jego sercu.
Dzięki MMTC (Światowy Ruch Pracowników Chrześcijańskich) echo Taninaki dotarło do innych krajów. Słowa wsparcia i pomoc finansowa dotarły do niego poprzez sekretariat MMTC i ACO z Francji i Korei. Otrzymaliśmy sprawozdanie ze strajku pocztowców francuskich, który miał miejsce w 1974 r. i trwał 6 tygodni. Zostało przetłumaczone na japoński i rozdane kolegom Taninaki. Miesięcznik „Témoignage” francuskiego ACO opublikował także sprawozdanie z naszej walki
Walka na rzecz Tinaki oznaczała dla nas walkę na rzecz klasy robotniczej w całości, na korzyść uciskanych i obrony godności ludzkiej. Mogłem zauważyć jak bardzo udział w takiej walce wyzwalał głębokie oddanie dla kolegów i przyczyniał się do rozwoju uczestników. Przypominałem często słowa św. Jana: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci” (1J 3, 14). Wszyscy koledzy, którzy mu się tak poświęcają, nawet jeśli jeszcze nie wierzą w Boga, nawet jeśli nie znają jeszcze Chrystusa, czyż nie „przechodzą właśnie ze śmierci do życia”, czyż nie uczestniczą w życiu Boga i zmartwychwstaniu Chrystusa?
Nasza walka była okazją dla dyrekcji PTT do pokornego skorygowania swojego postępowania i przyznania się do błędu, do niesprawiedliwości. Niestety, nie popisała się na tym polu. Jak więc moglibyśmy manifestować naszą miłość wobec nieprzyjaciela, o co prosi Ewangelia?
Także zwolnienie z pracy odbiło się okropnie na życiu Taninaki: brak apetytu, bezsenność, zmęczenie, poczucie niemocy, utrata zaufania do instytucji sprawiedliwości. W dodatku, przyjmując nowe miejsce pracy, nie tylko zerwał kontakty z kolegami, ale widywał mało dwóch synów, gdyż codziennie tracił 4 godziny na dojazd. Zmęczony, tracił ochotę na odważną walkę. Nie potrafiliśmy wystarczająco go pocieszyć w cierpieniu. On przeżył tam chwilę nadzwyczajnej łaski, której nie potrafiliśmy dostatecznie doecenić. Chrystus został skazany na śmierć, ponieważ bardziej upodobał chorych, pogardzonych przez społeczeństwo niż religijne prawa szabatu (por. Mk 3, 1-8). Taninaka, jako przedstawiciel związkowy, starał się chronić swoich młodych kolegów przed agresywnymi manewrami spowodowanymi przez nieludzką „racjonalizację” i został usunięty! Uczeń nie jest większy od Mistrza. Chrystus, akceptując z Bezkresną Miłością niesprawiedliwe skazanie na śmierć, dał nam możliwość przeżycia tej samej Miłości.
Identyfikując się z cierpieniem, poczuciem niemocy Taninaki, możemy pogłębić, poszerzyć i umocnić naszą miłość do człowieka. Wierzę, że ta cudowna Miłość do Boga objawiana poprzez naszą słabość, oczyszcza nas i wyzwala.
Jan Paweł II podczas pobytu w Hiroshimie 25 lutego 1981 powtórzył 3 razy w swoim apelu o Pokój: „Przypomnienie przeszłości prowadzi nas do wzięcia odpowiedzialności za przyszłość”. Czyż przypomnienie przeszłej walki Taninaki w momencie gdy Japonia zmierza do remilitaryzacji, w momencie gdy związki coraz bardziej stają po stronie władzy, nie jest zaproszeniem do wzięcia odpowiedzialności za niepokojącą przyszłość?
Chciałbym teraz odpowiedzieć, jak Miłość zapłonęła w sercu Takahashi Masao poprzez jego robotniczą walkę [30]. Oto jak on sam relacjonuje wydarzenia:

1) Na początku działalności,
była decyzja przedsiębiorstwa  Ikuno (około 100 pracowników), podwykonawcy, pracującego m. in. dla Toshiby, ogłoszona 30 sierpnia 1977 roku. Proszono pracowników o pracę bez wynagrodzenia w każdą sobotę września i października. Mężczyźni byli wściekli. W czasie naszego zgromadzenia ogólnego 8 września, większość głosów była za odrzuceniem decyzji właściciela. Dlatego sobota 10 września była dniem wolnym zgodnie z przepisami przedsiębiorstwa. Lecz potem przewodniczący związkowi w trakcie 2 zgromadzenia usiłowali nakłonić pracowników do współpracy na rzecz ożywienia ekonomicznego przedsiębiorstwa poprzez skrócenie urlopów. Drugie głosowanie znowu było za respektowaniem urlopu sobotniego. Widząc to, przewodniczący związku zaczęli przekonywać robotników w czasie zwoływanych zebrań każdego dnia w południowej przerwie. Mężczyźni ustąpili. Na tablicy ogłoszeń ukazała się decyzja właściciela prosząca pracowników o przepracowanie 3 sobót w listopadzie i grudniu.
Miyazaki, koleżanka, czując potrzebę kultywowania prawdziwej świadomości robotniczej, zaczęła prowadzić koło badawcze z kilkoma kolegami. Było nas 5 w czasie naszego pierwszego zebrania 18 września. Oczywiście pierwszym omawianym problemem była praca bez wynagrodzenia w sobotę oraz akcja wspierania kolegów w proteście. Taka praktyka była sprzeczna z regulaminem przedsiębiorstwa, więc Miyazaki poszła z kolegą 12 listopada donieść o tej niesprawiedliwości do Inspekcji Pracy.

2) Wizyta Inspekcji Pracy i przeniesienie Miyazaki. 

Powiadomiona Inspekcja Pracy, przybyła na miejsce zbadać sytuację. Nie zwlekając 16 listopada w czasie południowej przerwy, dyrekcja oświadczyła: „Ktoś doniósł na nas do Inspekcji Pracy. Anulujemy decyzję o pracy w sobotę!” Zaczęła szukać autora donosu. Odkryto, że to Miyazaki, przeniesiono ją do innego warsztatu i odizolowano.
Na początku 1978 roku rozdzielono nam nowe grafiki. Spostrzegliśmy, że mamy 3 dni pracy więcej, 4-e soboty lipca, września i grudnia. Dyskutowaliśmy o tym na łamach naszego koła. Przewodniczący związkowi obiecali robotnikom postarać się o pisemne potwierdzenie, iż ta sytuacja jest wyjątkiem ważnym tylko na 1978 rok. W rzeczywistości, zgodzili się zmienić w sekrecie regulamin zakładu. W czasie negocjacji wiosennych dyrekcja odmówiła wydania nam pisemnej obietnicy.
Co do nas, próbowaliśmy pogłębić nasze więzy przyjaźni organizując wyjścia, rozgrywki w palanta i w kręgle. To przyczyniło się do stworzenia weselszej atmosfery w miejscach pracy. Wtedy, 13 marca zostałem wybrany delegatem związkowym w moim warsztacie.

3) Druga wizyta Inspekcji Pracy i zwolnienie Miyazaki.

Zbliżał się 29 lipca, tzn. pierwsza sobota, w którą mamy pracować za darmo, próbowałem skontaktować się z przewodniczącymi związkowymi, którzy nie reagowali. Po rozmowie naszego koła zdecydowaliśmy, że Miyazaki pójdzie tym razem sama donieść znowu o tym Inspekcji Pracy. Inspektor pojawił się 2 i 7 sierpnia na kontrolę! Później Miyazaki była wzywana prawie codziennie przez szefów. Ci robili wszystko, aby ją zmusić do porzucenia zakładu. Widząc nieugiętość, zwolnili ją 5 września. Podany powód był natury ekonomicznej. Miyazaki odrzucając tę decyzję stawiała się codziennie do pracy, ale dyrekcja nie dopuszczała jej do stanowiska pracy. 21 września szef przyszedł mi powiedzieć: „Powiedz związkowi, niech uporządkuje sprawę z Miyazaki, ponieważ jej codzienne najście nas niepokoi i zakłóca pracę.” Spełniłem tę misję jako delegat związkowy, ale przewodniczący związkowy nie chciał mieszać się w tę sprawę.

4) Moja odmowa pilnowania wejścia do fabryki.

Po zwolnieniu Miyazaki, szefowie pilnowali po kolei wejścia do fabryki, aby uniemożliwić jej wejście. Ale dość szybko przewodniczący związkowi poprosili nas o stróżowanie. Sam odmówiłem zdecydowanie, mówiąc im, że to nie moja rola. Więc byłem coraz bardziej pilnowany. Jeden szef zamieszkał w sali sypialnej fabryki, z której korzystałem. 19 i 20 października byłem wezwany przez właściciela, który nalegał poważnie, abym opuścił zakład. Ponieważ odmawiałem, Kato, drugi szef obecny przy rozmowie mi rzekł: „Wiesz, że możemy cię zawsze zwolnić”. Tegoż wieczoru, rozmawiałem o tym z naszym kołem i zdecydowaliśmy oddać sprawę w ręce Związkowego Komitetu Arbitrażowego. Ten mi obiecał przemyśleć tę kwestię. Co do mnie, wniosłem skargę do sądu, aby prosić o ochronę.

5) Związek odmawia poparcia.

W listopadzie zostałem wezwany do biura związku. Tam w obecności wszystkich przewodniczących byłem przepytany. Przewodniczący mi mówi: „Sprawdziliśmy twój życiorys i stwierdziliśmy, że napisałeś w nim, jak utrzymuje dyrekcja, fałszywą deklarację o twojej przeszłości”. Próbowałem przez godzinę im wytłumaczyć mój punkt widzenia. Ale na próżno. W końcu powiedział: „Jeśli nam przniesiesz zaświadczenie pracownika etatowego z poprzedniego miejsca pracy (Tsurami Kogyo), wtedy zgodzimy się przeanalizować nasze stanowisko[31]. A na temat Miyazaki dodał: „Ona nigdy nie zwróciła się do nas ze swymi problemami! My nie mamy nic wspólnego z nią”. Potem dowiedziawszy się, że wniosłem skargę do sądu powiedział: „Zważywszy, że wszcząłeś proces, poczekamy na decyzję sądu! My odtąd nie możemy już tutaj zajmować się tobą!” Dalej zabronił mi uczestnictwa w zebraniach delegatów związkowych, a w sypialni zakładowej zostałem poddany kwarantannie. Szefowie przychodzili kolejno tu spędzić noc, aby kontrolować moje czyny i gesty. Pytali także kolegów z sypialni, dokąd chodziłem spędzać wieczory.
Począwszy od końca września , inny szef, pan Baba starał się usilnie stwarzać mi kłopoty prawie każdego dnia. Ta sytuacja i postawa przewodniczących związkowych zmęczyły mnie tak bardzo, że nie miałem już ochoty pracować. Dyrekcja też starała się nagromadzić dowody, aby wyrzucić mnie za drzwi.

6) Zwolniony.

Pod koniec grudnia dyrekcja zorganizowała posiłek zakładowy w dużej restauracji miejskiej. W czasie posiłku byłem otoczony przez szefów Baba i Kato. Więc żaden kolega nie śmiał odezwać się do mnie. Pod koniec posiłku Baba mi rzekł: „Mam do pomówienia z tobą” i zaprosił do innej restauracji. Tam rzekł: „Zostaw Miyazaki! Jeśli ją zostawisz, obiecuję ci, że wstawię się za tobą”. Odpowiedziałem mu: „Życzę, abyście zaczęli najpierw od rozwiązywania jej problemu!” Tak właśnie 5 stycznia 1979 roku otrzymałem zawiadomienie o zwolnieniu. Dyrekcja chciała więc rozwiązać problemy wzmacniając swój ucisk. Poczułem całym sobą ogromną złość przeciw tej metodzie postępowania. Chciali więc zniewolić nasze serca i dusze. Walka z tą opresją wydała mi się koniecznością, aby każdy człowiek był traktowany jak człowiek, aby pokazać, że zysk nie musi być zmonopolizowany przez mniejszość.
Podejrzewam, że czytelnik będzie zaskoczony odkryciem tej „odwrotnej strony cudu japońskiego”. To tylko jeden typowy przypadek wśród mnóstwa innych. Znając życie, działalność, pracę Masao, byłem pewien, że przyznają mu rację. Po zwolnieniu z pomocą kolegów rozdawał ulotki i organizował zebrania protestacyjne u drzwi fabryki i w innych miejscach. Pozywał do sądu i odrzucał kompromisy, bo chciał, aby sprawiedliwość mogła istnieć w człowieku i w miejscach pracy. Dyrekcja, poprzez sędziego oczywiście, zaproponowała mu wypłatę za dni po zwolnieniu , ale pod warunkiem, że zgodzi się wrócić do pracy u Ikuno. Ostatecznie 30 marca 1984 roku wyrok końcowy sędziego potwierdził zwolnienie podjęte przez dyrekcję. Nie mogłem w to uwierzyć. Czułem złość i sądziłem, że sprawiedliwość nie istnieje! Co do Masao, nie zniechęcił się, odwołał się od wyroku. Wydaje mi się, że taka walka przybiera głębokie znaczenie w takim kraju i w takiej epoce, gdzie trudno żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Przyjęcie podobnego wyroku w ciszy i rezygnacji oznaczało zgodę na rosnący ucisk pragnący zdominować nawet serce człowieka, na wzmocnienie kryzysu sektora samochodowego, metalurgicznego, budowy statków w Europie i w USA oraz na umocnienie się antypatii do Japonii w krajach Azji.
Z drugiej strony, gdy widzimy, że związek zawodowy stawia na pierwszym miejscu politykę ekonomiczną dyrekcji, aby ją narzucić robotnikom nie zważając na ich żądania, to można tylko współczuć podobnej zdrady istotnej misji Ruchu Związkowego. 
Przewodniczący związku, który potraktowałby poważnie swoją misję, mógłby oczywiście stać się osobą niewygodną dla dyrekcji, ale jego działanie nie powinno w żaden sposób przyczynić się do zwolnień [32].
Każdy pracownik, który jak Taninaka lub Takahashi, stara się prowadzić normalną działalność związkową, spełniać samym czynem wolę Boga. Czy zna Boga lub nie, czy wierzy w Chrystusa lub nie, nie zaszkodzi obiektywnej istocie walki związkowej zdążającej do ochrony podstawowych praw człowieka. Ta walka jest sama w sobie odpowiedzią na oczekiwanie Boga. Konsekwencją podobnej postawy jest odosobnienie, ucisk, niskie płace, przeniesienie, zwolnienie, etc... Tak więc Męka Chrystusa trwa w tych, którzy walczą o sprawiedliwość i godność człowieka. Ich pokorne cierpienie daje świadectwo o wartości człowieka i o solidarności. Po grecku słowo martyr oznacza świadek, jak również oznacza tego, kto godzi się na śmierć z powodu swoich przekonań. Wszyscy ci, którzy jak Taninaka i Takahashi, odrzucają pieniądze i spokojne życie i nie zniechęcają się uderzeniami kijem, stają się „świadkami wiernymi głosowi sumienia, głosowi Boga”. Traktowani jako „intruzi”, „dywersanci”, „istoty niebezpieczne” przez możnych tego świata, wpisują się w ten anonimowy tłum świadków i męczenników, którzy na wzór Chrystusa rozpalającego ogień miłości na ziemi, dają świadectwo Prawdzie, Sprawiedliwości, Godności człowieka.

Edward BRZOSTOWSKI


[1] Zobacz Rozdział: „Bóg, obrońca słabych”.
[2] „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1/29). Słowo greckie „airein” zostosowane tutaj znaczy zarazem nieść, brać na siebie oraz unosić, zabierać, chować.  
[3] NAKAMURA Hajime, „Shin Bukkyo-jiten” (słownik buddyjski) Sheishin-Shobo 1962, s. 241.
[4] Id. Ten sam autor cytuje słowa Buddy: „Jak matka ryzykuje życiem, aby chronić swoje dziecko, tak my powinniśmy być miłosierni wobec każdej istoty we wszechświecie” (Kokoro o yomu, NHK Book, 1985, s. 14).  Cytowane przez o. Ruben ABITO w „La Théologie de la libération nousemet en cause”, wyd. St Paul,  Tokyo 1985, s. 35.[5] Cytowane przez o. Ruben ABITO w „La Théologie de la libération nousemet en cause”, wyd.  St Paul,  Tokyo 1985, s. 35.
[6] C. Duquoc, „Jezus, wolny człowiek”, Cerf 1978, s. 27-40.  
[7] Leonardo Boff „Jezus Chrystus wyzwoliciel”, wyd. Cerf 1983 r., s. 74-77. „Chrześcijańskie świadectwo”, 10-16 wrzesień 1984, „La Vie”, 13-18 wrzeień 1984, nr 2037. „Świadectwo ACO”, wrzesień-październik 1984.  
[8] Asahi Shinbun, 5 luty 1985 r, „La Vie”, 1-7 listopad 1984, nr 2044: „Szef jednostki policyjnej miałby popełnić  morderstwo z powodów politycznych, ponieważ ksiądz „siał ziarno niezgody” i dlatego, że władze polskie „działały zbyt ospale”
[9] Jerzy Popiełuszko „Moja droga krzyżowa”, wyd. Cana 1984 r., s. 180. 
[10] Id. s. 123. Odnajdujemy analogiczne odczucia w „Notatkach więziennych” kardynała Wyszyńskiego, internowanego bez powodu w latach 1953-1955 (wyd. Dialogue, Paryż 1982 r).[11] Asahi Journal 1976, przetłumaczony przez Shin Yon San.  
[12] KIM Dji Ha, „FUKI”, Chuo – Koron – sha, 1975 r., s. 357-58.  
[13]  Id. , s. 376. 
[14] Asahi Journal, 23 lipiec 1976.
[15] W czasie jego przylotu na lotnisko w Seulu, złożył deklarację o takiej samej wymowie. Cf. „Kankoku Tsushin”, 20 luty 1985 r., nr 108.    
[16] Asahi Shinbun, 9 luty 1985. List adresowany do redakcji.
[17] KIM Dae Jung „List do żony”, napisany w więzieniu 21 listopada 1980 roku.  
[18] Minshu kyoku no muchi, Shinkyo – Shuppan 1980 r., s. 134, cf. także s. 117.  
[19] Opublikowany przez japońską komisję „Sprawiedliwość i Pokój”.  
[20] „You can jail a revolutionary, but you cannot jail a revolution”. „As birds are born to fly, so are people born to be free”.„If you want to really understand us, listen closely to what we cannot say”.  
[21] Mainichi Shinbun, 28 kwiecień 1984.
[22] Bishop Claver „The stones will cry out”, Orbis Books 1978 r., s. 11.
[23] Id. 7. Dodaje dalej : „Obywatele, którzy wybierają nieposłuszeństwo cywilne, aby protestować przeciw prawu, uważanego przez nich za niesprawiedliwe, mogą spodziewać się kar nakładanych przez rząd za ich nieposłuszeństwo” (id. s. 21).
[24] .„Remis en cause par la Théologie de la libération”, P. Yamada, Abito, wyd. St-Paul 1985 r. Przekaz Claver’a, s. 151-67.[25] .„Krzyki i walki kościoła w Ameryce Łacińskiej”, M. Duclerq, wyd. Cerf 1978 r.  „Krew i nadzieja”, Ch. Antoine, wyd. Centurion 1978 r. „Wierzę w sprawiedliwość”, P. M. Casaldaliga, wyd. Cerf 1978.
[26] .„Zamordowany z biednymi”, Oscar Romero, wyd. Cerf 1981 r., publikuje niektóre jego homilie.
[27] .„Si me matan, resuscitare en la lucha de pueblo salvadoreno”. Słowa wypowiedziane do Jose Calderon Salazar, wysłannika specjalnego gazety meksykańskiej i opublikowane w „Orientation” (13 kwiecień 1980 r.), cf. także  „Wyzwolenie przez wiarę” Guttierez, wyd. Cerf 1985, s. 45.
[28] Ówczesna epoka jest dobrze opisana w dziele zbiorowym pt.: „Kokuhatsu suru Zentei Rodosha” („Pracownicy Zentei oskarżają”), wyd. Doyo bijutsu-sha, 1974. 
[29] Ważna prasa w owym okresie (1972-73) opisywała tę sytuację publikując liczne artykuły relacjonujące wskazane wydarzenia. 
[30] Także członek ACO (Katolicka Akcja Robotnicza) w Yokohamie, był z Térué (małżonka Taninaki) jedynym z 5 delegatów przybyłych na spotkanie ACO w Marsylii na początku stycznia 1981 r., cf. „Documents ACO”, nr 115, grudzień 1981.[31] Ikuno utrzymuje, że pewien etatowy pracownik Tsurumi – Kogyo był dostatecznie wykształcowny, aby uniknąć błędów produkcyjnych, pociągających wielkie straty finansowe. Masao twierdzi, że będąc jednym z pracowników ekipy podwykonawczej, kierowanej przez jego młodszego brata, pobierał wypłatę w Tsurumi – Kogyo, więc mógł się uważać za właściciela tego zakładu. Jeśli chodzi o jego kompetencje techniczne, jego szef ekipy u Ikuno, Aoki, oświadczył: „Masao posiada kompetencje weterana, który ma 10 lat doświadczenia”.
[32] „Jeśli struktury i funkcjonowanie systemu ekonomicznego kompromitują godność ludzką tych, którzy zatrudniają się, osłabiają w nich poczucie odpowiedzialności, odbierają im wszelką inicjatywę osobistą, my uważamy ten system za niesprawiedliwy, nawet jeśli produkowane bogactwa osiągają wysoki poziom i są rodzielane wg praw sprawiedliwości i bezstronności” (Mater et Magistra, Jan XXIII, wyd. Spes 1962, s. 91, nr 83).
„Z pewnością czuwając nad respektowaniem godności ludzkiej, przedsiębiorstwo musi mieć jednomyślną dyrekcję potrzebną w jego dobrym funkcjonowaniu, ale to nie znaczy, że ci, którzy przychodzą dzień po dniu tu pracować, muszą być traktowani jako proste milczące roboty, bez możliwości wyrażania opinii, uczestniczenia w eksperymentach, całkowicie pasywne wobec decyzji, które dotyczą ich przeznaczenia i organizacji ich pracy” (id. s. 99, nr 92).
„Taka solidarność robotników i z robotnikami musi zawsze istnieć tam, gdzie tego wymaga degradacja społeczna podmiotu pracy, wykorzystywanie robotników i rosnące obszary nędzy, a nawet głodu. Kościół jest żywo zaangażowany w tę sprawę, ponieważ traktuje ją jako swoją misję, służbę, jako test wierności Chrystusowi” („Laborem exercens”, Jan Paweł II, nr 8).

Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała się w języku francuskim książka, która dwa lata wcześniej została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł: " Prier: un nouveau défi japonais ". Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski, jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju Kwitnącej Wiśni. 


46-3.jpg (128353 Byte)

Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Paryż, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga