Kim jestem dla Ciebie (5)
II: Dzisiaj, kim jest dla mnie Jezus?
3.
„Prawda cię wyzwoli.”
Oto
co mi się przydarzyło w trakcie mszy odprawianej z okazji miesięcznego
spotkania księży diecezjalnych. Jeden z nich, w momencie znaku
pokoju powiedział mi: „Edwardzie, przestań stwarzać nam
problemy!” O co chodziło? Wezwał mnie po mszy, w trakcie
Formacji Apostolskiej, zwołanej w intencji ludzi świeckich, dwie
kobiety z mojej ekipy ACO (Action Catholique Ouvrière) zostały
poproszone o zabranie głosu. Byłem tam, aby je wspierać. W
czasie przerwy rozdzieliłem ludziom z najbliższego otoczenia
kilka ulotek z prośbą o podpisy wsparcia dla nauczyciela szkoły
katolickiej, zwolnionego za stworzenie związku zawodowego. Myślałem,
że jeśli słuchacze przyjęli z takim spokojem wypowiedzi tych dwóch
kobiet, to będą także zadowoleni złożyć podpisy wsparcia. Ale
o tej akcji dowiedzieli się świeccy organizatorzy odpowiedzialni
za sesję. Ponieważ to nie spodobało się jednemu z nich,
przewodniczący Komitetu Szkolnego chciał podać się do dymisji.
Oto problem, który stworzyłem.
Spytałem wtedy mojego przyjaciela: „Ty, który znasz Pismo
św., odpowiedz mi! Czy Jezus przyszedł na ziemię, aby nie
stwarzać problemów, czy aby wypełniać Wolę Ojca, za wszelką
cenę?” Uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo i zachował
ciszę. Sadzę, że zrozumiał.
Czytając
Ewangelię odkrywam, że Jezus przez swoje zachowanie wytworzył
wokół siebie napięcie, tak że starzec Symeon nazwał go „Znakiem
sprzeczności” (Łk 2, 35). Nauczając nas, abyśmy kochali
się wzajemnie tak, jak on nas kochał, jego pragnienie wypełnienia
woli Ojca stwarzało wiele problemów. Od początku jego działalności,
czyż nie widzimy, jak przeciwstawia się faryzeuszom à
propos szabatu? Człowiek ze sparaliżowaną ręką był w
synagodze. Kiedy wszedł, spytał: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie
ocalić czy zabić?” (Mk 3, 4). Jeśli faryzeusze
odpowiedzą, że wolno uzdrawiać, będą krytykowani za lekceważenie
prawa szabatu. Jeśli odpowiedzą, że nie wolno uzdrawiać, będą
uważani przez publiczność jako ludzie bez litości. Więc
przyparci do muru mogli tylko milczeć. Wtedy to Jezus spojrzawszy
po wszystkich z gniewem, zasmucony zatwardziałością ich serc, uzdrowił chorego. Ale „faryzeusze wyszli i
ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki
sposób go zgładzić” (Mk 3, 6). Decyzja była podjęta:
Jezus musi umrzeć. Pozostaje dowiedzieć się, w jaki sposób to
się dokona. Dla Jezusa, konkretny człowiek, chory cierpiący
przed Nim, jest ważniejszy niż religijne prawo szabatu. „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla
szabatu” (Mk 2, 27). Poprzez tę postawę Jezusa
odkrywamy serce Ojca, Stworzyciela wszechświata, Mistrza historii
ludzkiej. To jest serce, które staje po stronie słabego, uciśnionego,
wdowy, sieroty i cudzoziemca.[1]
W 12-tym wieku przed narodzeniem Jezusa Chrystusa, kiedy
Hebrajczycy byli niewolnikami Egipcjan, błagali Boga swoich przodków
o przybycie i uwolnienie. Wtedy rzekł On do Mojżesza: „Napatrzyłem
się na udrękę ludu mego w Egipcie. Nasłuchałem się narzekań
jego na ciemięzców. Postanowiłem go wyzwolić... Idź, posyłam
cię oto do faraona i wyprowadź mój lud z Egiptu” (Wj
3, 7-10). Tak samo nasz Ojciec Niebios i sam Jezus, widząc swój
naród jak zmaga się z nieszczęściem, nie mogli pozostać obojętni.
Gdyby Jezus mógł pozostać „neutralny” wobec
niesprawiedliwej dominacji, opresji, wyzysku, dyskryminacji, czy mógłby
nauczyć nas wołania do Ojca: „Wybaw nas od złego!”
Dlaczego więc podczas swojej pierwszej homilii w Nazarecie
zacytował słowa proroka Izajasza, aby wyjaśnić sens swojej
ziemskiej misji? „Duch
Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,
abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność,
a niewidomym przejrzenie, uciśnionych odsyłał wolnymi”
(Łk 4, 18 cyt. Iz 61, 1).
Bóg, który jest samą Miłością, może tylko manifestować
swoje miłosierdzie ludziom, którzy cierpią. „Pan jest łagodnością
i litością, nieskory do gniewu i pełen miłości... Jak się
lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go
boją” (Ps 103, 8-13).
Miłosierdzie, po hebrajsku „RAHAMIM”, oznacza „łono
matki”. Pan czuły i pełen miłości cierpi w pewnym sensie
wewnętrznie i jest ogarnięty współczuciem, gdy widzi cierpienie
sieroty, wdowy, obcego, słabego, uciśnionego. Chce natychmiast
przyjść mu z pomocą i go uratować. Wg Mateusza Jezus jest sługą
Jahwe, o czym mówił Izajasz 53/4: „On
wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”
(Mt 8, 17). Aby zgładzić grzechy świata musiał je wziąć na
siebie [2].
To właśnie „w Jego
ranach jest nasze zbawienie” (Iz 53, 5).
Słowo „RAHAMIM” zdaje się brzmieć podobnie jak słowo
„JIHI” po japońsku, które p. Nakamura określa tak:
„Przyjaźń nie ogranicza się do kilku osobników, ale
dotyczy wszystkich ludzi”[3].
„Ten, kto doznał cierpień egzystencjalnych, może naprawdę
zrozumieć cierpienie innego, współczuć mu i złagodzić jego ból.
Podobne współczucie nazwane jest JIHI” [4.
Ludzie z Okinawy używają wyrazu „CHIMUGULSAN” (mieć
ból wątroby). W odróżnieniu od japońskiego wyrazu „KAWAISO”
oznaczającego uczucie kogoś, kto pochyla się z litości nad
cierpieniem innego, „CHIMUGULSAN” oznacza postawę kogoś,
kto jest w styczności duchowej z cierpiącym do tego stopnia, że
„boli mu wątroba” [5].
Gdy
Jezus uzdrawia chorych, karmi głodnych, wybacza grzesznikom, nie
stara się zadziwiać, pokazywać z próżnością swoją Moc.
Wzruszony współczuciem, bierze na siebie cierpienia innych. To
współczucie każe Mu działać. Cechą charakterystyczną całej
Jego ziemskiej egzystencji jest najwyższa wolność [6].
Jest wolny nie po to, aby spełniać zachcianki, lecz aby iść za
głosem Ojca, który rozbrzmiewa w Jego sumieniu człowieka. Jego
pokarmem jest spełnianie woli Ojca (J 4, 34). Świadomie czyni to,
co podoba się Ojcu (J 8, 29). Od 12 roku życia wiedział, że
musi poświęcić się całkowicie sprawom Ojca. To było tak
zaskakujące, że nawet Maryja tego nie zrozumiała (Łk 2, 49-54).
Po opuszczeniu miasta, rodziny, aby wypełnić misję, był tak zajęty,
że nie miał czasu się posilić. Jego bliscy mówili: „Odszedł
od zmysłów” (Mk 3, 21). Jego matka i bracia przybywszy go
powstrzymać usłyszeli: „Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi
jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3, 35).
Czasami
obserwował On zwyczaje, prawa, przepisy judaizmu, a czasami nie
brał tego pod uwagę, aby zamanifestować, że jest po stronie człowieka
cierpiącego. Wybacza grzechy (Mk 2, 5), jada z grzesznikami i
celnikami (Mk 2, 16), nie każe pościć swoim uczniom (Mk 2, 18).
Tyle zachowań, które wywołują sprzeciw faryzeuszy bardziej dbających
o przestrzeganie prawa niż integralny rozwój człowieka. Zarzuca
im „zaniedbanie tego, co jest najważniejsze w prawie:
sprawiedliwość, miłosierdzie i wiara” (Mt 23, 23). Wypędzając
kupców ze świątyni, krytykuje fałszywe poczucie bezpieczeństwa,
którego możni szukają w świątyni „czyniąc z niej
jaskinię zbójców” (Mk 11, 15-19; Jr 7, 11). Uczestnicząc
w nabożeństwie w świątyni, a nic nie zmieniając w ich
codziennym życiu, wierzą niesłusznie w bezpieczeństwo. Jezus
przychodzi zachwiać tym fałszywym poczuciem pewności.
Nawet
jego najbliżsi uczniowie nie uwierzyli w zapowiedzi męki (Mk 8,
31-33). To nie pasowało do obrazu Mesjasza, który sobie stworzyli.
Niezdolni zrozumieć drogę, którą Jezus chce kroczyć, karcą się
nawzajem. Gdy spierają się o to, kto jest największy wśród
nich, zdają się nie rozumieć lekcji Mistrza: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze
wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9, 35). Jezus pyta
ludzi: „Cóż chcecie, żebym wam uczynił?” (Mt 20, 32). Ale
nie spełnia ich wyraźnych oczekiwań. Widzimy to, na przykład,
po rozmnożeniu chleba. Usuwa się w góry, ponieważ nie chce stać
się królem, który rozwiązuje wszystkie problemy finansowe i
polityczne swego narodu (J 6, 15, 25).
Nawet
jego nieprzyjaciele byli wrażliwi na tę wolność Jezusa. Słyszymy
jak go chwalą: „Nauczycielu,
wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz.
Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką”
(Mt 22, 16). Taka swoboda wypowiedzi, aby dać świadectwo prawdzie,
mogła tylko wywołać gwałtowne prześladowanie wobec niego. Spełniło
się to, co mówił autor Księgi Mądrości: „Jest potępieniem naszych zmysłów, sam widok jego jest dla nas
przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne...
Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił –
będzie ocalony!” (Mdr 2, 14-15, 20). Skazanie na śmierć
nie było nieszczęśliwym przypadkiem, wynikiem błędu
sprawiedliwości. Lecz nieuniknioną konsekwencją zachowania, które
chciało zamanifestować serce Boga, stojącego po stronie słabych
i uciśnionych. Otóż, „Sługa
nie jest większy od swego pana. Jeżeli mnie prześladowali, to i
was będą prześladować” (J 15, 20). „Jak
Ojciec Mnie posłał, tak i ja was posyłam” (J 20, 21).
Wspólnota uczniów, którą stanowi Kościół, otrzymuje więc
misję świadczenia prawdy z całą swobodą i manifestowania
poprzez całą egzystencję miłosierdzia Ojca wobec tych, którzy
cierpią. Chcąc wypełnić tę odpowiedzialność, ożywieni także
odczuciami Chrystusa, my także napotykamy na różne opozycje.
Uczestnicząc w bitwach Jezusa, ponosimy różne prześladowania.
4 września 1984 roku André Jarlan (44 lata), po półrocznym
pobycie w Santiago w Chili, został zabity przez żołnierzy
Pinocheta. Jego współtowarzysz znalazł go przy biurku z głową
podziurawioną kulami i spoczywającego na biblii na stronie psalmu
130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie!” Był w
Chili od lutego 1983 r. w biednej dzielnicy Wiktoria, gdzie
bezrobocie osiągało 60%. Z Pierre’m Dubois, któremu pomagał,
w kontakcie z JOC, znajdował bezrobotnym zatrudnienie w dzielnicy.
Każdego protestującego, prowokował do refleksji nad motywami,
aby uniknąć abreakcji i narastania przemocy. Powadził równocześnie
walkę z narkomanią organizując rozrywki nudzącej się młodzieży
[7].
Miesiąc
później, 19 października ojciec Jerzy Popiełuszko był ofiarą
porwania kierowanego przez funkcjonariuszy Ministerstwa Wewnętrznego.
30 października odnaleziono jego ciało ze śladami tortur.
Mordercy usprawiedliwiają swoje zachowanie wściekłością
odczuwaną wobec Ministerstwa, trochę zbyt gorliwego w usuwaniu
księdza, który tak otwarcie wyrażał wrogość wobec reżimu [8].
W ciągu lata 1980 roku, podczas gdy strajkowali pracownicy Huty
Warszawa, kardynał Wyszyński poprosił go o udanie się na
miejsce i odprawienie mszy za strajkujących. Miał więc okazję
nawiązać bliski i regularny kontakt z członkami związku
„Solidarność”. Od lutego 1982, w ostatnią niedzielę
miesiąca odprawiał mszę za ojczyznę. W czasie mszy 27 maja 1984
roku mówił w swojej homilii:
„Ważnym warunkiem wyzwolenia człowieka, aby mu pozwolić żyć w prawdzie,
jest zdobycie odwagi. Walka dla Prawdy jest symbolem odwagi chrześcijańskiej.
Cnota odwagi jest zwycięstwem nad słabością człowieka, zwycięstwem
nad strachem i obawą. Ponieważ zdrada Chrystusa dla kilku nędznych
srebrników jest jedyną rzeczą, której powinien obawiać się”
[9].
W
czasie modlitwy wiernych, odmawianej w trakcie innej mszy mówił: „Panie, oświeć serca tych, którzy służą kłamstwu,
niesprawiedliwości i uciskowi. Oświeć ich serca i daj im łaskę
nawrócenia! [...] Wyzwól nas od strachu, trwogi i chęci zemsty!”[10]
W
kraju socjalistycznym tak jak Polska, czy w kraju kapitalistycznym
jak Chile, człowiek za każdym razem, gdy staje po stronie słabego,
uciskanego i pragnie jego rozwoju, sam ponosi uciemiężenie,
krytykę i prześladowanie ze strony tych, którzy pilnują „ustalonego
porządku”. My nie szukamy prześladowania za wszelką cenę.
Wręcz przeciwnie, próbujemy uniknąć konfliktów walki. Najważniejszym
jest przede wszystkim słuchanie głosu naszego sumienia i wypełniania
misji danej przez Jezusa. Przez całe życie chcemy odkrywać Jego
miłosierną Miłość. Jeśli ten styl życia powoduje sprzeciw,
prześladowanie, to pokładamy nadzieję w Duchu Świętym, który
obdarzy nas światłem i siłą potrzebną, aby stawić czoła.
Jest
prawdą, że chrześcijanin jest powołany do kochania wszystkich
ludzi. Ale nie sposób ich kochać wszystkich tą samą miarą. Miłość
do biednych, którzy cierpią, którzy są uciskani, wymaga
szukania z nimi środków wyzwolenia się z przyczyn nędzy i
agresji. Ale miłość do ciemięzcy polega na uświadomieniu mu zła
wynikającego z ciemiężenia oraz na walce o jego nawrócenie i
przerwanie niesprawiedliwości. W konsekwencji, solidarna walka
wyzyskiwanych z całym złem i agresją jest okazją dla wyzyskujących
do uświadomienia zła, które czynią i do zmiany zachowania
.
Liczni
chrześcijanie, poprzez wieki, na Wschodzie i Zachodzie, zrywali się,
aby walczyć o godność człowieka. Jeszcze obecnie liczne ruchy
wyzwoleńcze w Ameryce Łacińskiej, w Polsce, w Korei, na
Filipinach, itd... ukazują światu jaką rolę spełniają chrześcijanie
poprzez wierność głosowi sumienia. „Ich wiara nie jest już „opium narodu”. Jest
raczej źródłem światła, odwagi i energii w działaniu.
Wracam
myślami do KIM Dji Ha, katolickiego poety koreańskiego, który w
1974 r. został skazany na śmierć, bo poprzez swoje dzieła
literackie krytykował rząd PARK jako przyczynę nędzy narodu. W
nie opublikowanej sztuce pt.: „Złota korona Jezusa”,
oto co mówi ustami samego Jezusa:
„Długo
byłem zamknięty w marmurowym posągu. Chciałem rozmawiać z
ubogimi o prawych sercach, takimi jak wy. Chciałem dzielić wasze
cierpienia. Ponieważ tego pragnąłem, w dniu, w którym wyzwolony
z tego więzienia, zmartwychwstały ponownie, zapłonę w waszych
sercach jak ogień w centrum waszego nieszczęścia. Teraz ten
moment nadszedł. Przybyliście i otworzyliście mi usta...
„Biada tym, którzy dążą do potęgi i sławy!
Biady tym, którzy chcą wejść do raju sami, a odwracają
plecy na nędzę narodu!
Biada tym, którzy nie kochają sprawiedliwości!
Biada
tym, którzy igrają z niesprawiedliwością, i tym, którzy ją
widząc, nie robią nic, aby temu zapobiec!
Biada
tym, którzy nie mają odwagi!
Biada
tym, którzy tylko się modlą. Bo trzeba modlić się i działać!”
[11]
Kim
Dji Ha przedstawia siebie w „Deklaracji sumienia” jako
„myśliciela, zwolennika wolności”, przekonany, że
„człowiek musi cieszyć się wolnością sumienia i myśli”
[12].
Ojciec OSHIDA mówi na ten temat: „On pisze, ponieważ ma
ochotę pisać. Nie może powstrzymać się od pisania. Pisząc
jest tylko posłuszny potężnej sile, która mu się narzuca. Może
to tylko robić, gdy pisze. Nie można inaczej objaśnić jego
zachowania” [13].
Oto co KIM Dji Ha mówił w sądzie 15 czerwca 1975 roku: „Skoro władza przeciwstawia się sprawiedliwości albo narodowi,
sprawiedliwość wymaga, abyśmy stanęli po stronie narodu. Stanąć
po stronie władzy byłoby partycypowaniem w niesprawiedliwości...
Myślę, że wielką zasadą działalności literackiej jest jasne
ukazanie ukrytych prawd. Podobna zasada jest także w głębokiej
zgodzie z wiarą katolicką... Skoro rząd despotyczny naraża
widocznie przez dłuższy okres dobro wspólne, naród ma więc
prawo przeciwstawić się i go przewrócić przez rewolucję. To
jest sprawiedliwość. To jest główny punkt nauczania kościoła
katolickiego w materii myślenia politycznego od czasów św.
Tomasza z Akwinu. Chrześcijaństwo jest zasadniczo religią, która
przeciwstawia się uciskowi i wyzyskowi... Jedyna przemoc, którą
akceptuję, to przemoc miłości, która czyni człowieka wolnym,
która budzi świadomość i zaprasza do nawrócenia... 18 biskupów
z Ameryki Łacińskiej w liście otwartym do Trzeciego świata pisało:
„Sytuacja, w której znaczna mniejszość bogatych posiada większość
dóbr ze szkodą dla ogromnego tłumu skazanego na nędzę, jest
absolutnie sprzeczna z wolą Boga. Chrześcijaństwo jest religią,
która zniża ludzi wyniosłych, mocarzy, a przyjmuje gnębionych,
głodnych i sprzyja rewolucji w celu wyzwolenia” [14].
KIM
Dae Jung jest innym Koreańczykiem, który byłby wybrany na
prezydenta republiki na miejsce PARK, gdyby wtedy nie manipulowano
wyborami. Skazany także na śmierć w 1982 r, z powodu buntu w
KWANGJU, otrzymał zgodę na krótki azyl w Stanach Zjednoczonych
na leczenie. Pod presją międzynarodowego ruchu wsparcia, jego
kara została zamieniona na 20 lat więzienia. Oto 8 lutego 1985
roku po dwóch latach nieobecności wraca do swego kraju chcąc
przeżyć ewentualnie jeszcze 17 lat w więzieniu, niż cieszyć
wolnością pozostając wygnańcem. Telefonicznie wyjaśnił swoje
motywy przyjaciołom japońskim: „Wracam
do rodzinnego kraju, aby móc walczyć razem z moimi rodakami na
rzecz demokracji i aby współuczestniczyć w ich obecnych
cierpieniach”[15].
Mówi to łącząc się głęboko z metodą non-violente
Gandhiego i chcąc nawiązać dialog między dwiema Koreami (Północną
i Południową), aby połączyć je w jedną autonomiczną Republikę
Federalną[16].
W liście pisanym w więzieniu 21 listopada 1980, adresowanym do żony,
potwierdza, że wiara w Jezusa Zmartwychwstałego dodaje mu odwagi,
aby działać tak, jak to czyni [17].
13 grudnia 1976 głosił w sądzie: „Słowa
wg św Mt 25, 40 «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych
braci moich najmniejszych, mnieście uczynili», wyrażają głębokie
przekonanie, które podtrzymuje całą moją służbą na rzecz
zbawienia ojczyzny. Jeśli nic nie zrobimy dla wyzwolenia biednych
i uciskanych, to nie zasługujemy nazywać się chrześcijanami”
[18].
Później został wybrany prezydentem Korei Południowej.
W
trakcie mszy celebrowanej w pierwszą rocznicę buntu w KWANGJU,
tutejszy biskup, Jego Eminencja YUN, mówił w kazaniu: „Zrzucanie
odpowiedzialności za bunt tylko na naród, prowadzenie
nieuczciwego dochodzenia w sprawie tych wydarzeń metodą dzikiej
brutalności, karanie niewinnych ekstremalnie surowo, są akcjami,
które można nazwać tylko aktami kryminalnymi... „Jedynie
prawda może być źródłem sprawiedliwości, pokoju, wolności i
siły. Gwałt i opresja mogą ukryć i przyćmić prawdę tylko na
relatywnie krótki czas. Ukazać prawdę na światło dziennie jest
wysiłkiem godnym człowieka, absolutnie koniecznym, aby poprowadzić
człowieka i społeczeństwo do jego rozwoju.” W
przeddzień tego kazania, deklaracja podpisana przez księży
diecezji oświadczała: „To co nazywają buntem z dnia 18
maja 1980 w KWANGJU, jest tylko wspólną reakcją spontaniczną
8000 mieszkańców tego miasta, protestujących przeciw gwałtom
armii i pragnących ochronić demokrację. Ta reakcja całkiem
normalna jest tylko wyrazem prawa do życia, pragnienia
respektowania godności ludzkiej... a tak oto mówi św. Jan: „Prawda
uczni was wolnymi!” (8, 32). Prawda o tych wydarzeniach
pozwoli uleczyć rany narodu, przyniesie wzajemne wybaczenie i
zabudowanie społeczeństwa sprawiedliwego, wyzwolonego od kłamstwa
i nieufności” [19].
16 lutego 1980 miałem okazję odwiedzić ojca Edicio de la TORRE,
internowanego w obozie Bicutan (Filipiny). Profesor seminarium
Edicio nie mógł znieść ucisku narzucanego przez stan wojenny ogłaszony
przez Markosa w 1972 roku. Organizował więc konferencje i
publikował artykuły o respektowaniu Praw Człowieka, w 1974 roku
zgodził się zostać członkiem komitetu przygotowującego
konstytucję „Frontu Narodowego”, grupującego robotników,
studentów, chłopów i intelektualistów dążących do obalenia
rządu Markosa. Potraktowany przez władze jako „niebezpieczny
element”, został zatrzymany w 1974 roku i osadzony w więzieniu
bez żadnego procesu, bez żadnego wyroku, bez żadnej przyczyny
skazania. Jednak nawet w więzieniu nie stracił swojej szczerości.
Mogłem przeczytać na murach jego celi cudownie ozdobione napisy:
„Możecie
uwięzić rewolucjonistę,
ale
nie możecie uwięzić rewolucji!”...
„Tak,
jak ptak jest stworzony do fruwania,
tak
ludzi są stworzeni do wolności!”...
„Jeśli
chcecie naprawdę nas zrozumieć,
słuchajcie
uważnie tego, czego nie możemy wyrazić!” [20]
Odwaga
jego świadectwa wywarła na mnie silne wrażenie. Nie mogłem o
nim zapomnieć. Został uwolniony pod warunkiem, że zgodzi się
wyjechać na studia do Rzymu. Ale skoro wrócił na Filipiny, był
znowu zatrzymany w 1982 roku. [21]
Jego
ekscelencja CLAVER, biskup z Mindanao (Filipiny), po zamknięciu
przez władze jego radiowej stacji nadawczej oświadczył: „Jedyną
drogą zachowania wolności słowa, skoro jest ono tłumione, jest
swoboda mówienia” [22].
Dlatego po tym zaczął redagować tygodniowy list pasterski, poświęcony
refleksji ewangelicznej nad trudnymi problemami aktualnymi. Miał w
sercu słowa, które Jezus kierował do faryzeuszy, gdy ci prosili
Go, aby uczniowie zaprzestali adoracji: „Jeśli ci umilkną,
kamienie wołać będą” (Łk 19, 40). To zachowanie mogło
mu tylko przysporzyć kłopotów i prześladowań. Ale mówił
dalej: „To dobra sprawa, że my jako kościół znosimy prześladowania.
To wykazuje po prostu, że jesteśmy żywym kościołem, nie
martwym”[23].
W czasie wizyty w Japonii na konferencji zwołanej w listopadzie
1984 roku głosił nam: „Przez
15 lat, razem z narodem byłem świadkiem licznych wymuszeń, rzezi
dokonanych przez rząd i jego armię. Ale nie przestałem powtarzać
mojemu ludowi, któremu nakazywano milczenie: Nie bójcie się ich!
Wstańcie i mówcie, co należy!”[24].
Także liczni chrześcijanie, zakonnicy, księżą w Ameryce Łacińskiej,
stali się głosem ludzi bez głosu, którzy nie mogli znieść
ciszy, pasywnej rezygnacji, ucisku, wyzysku, nędzy, chorób,
ignorancji całego ludu zdominowanego przez wieki[25].
Wśród nich szczególnie znani to biskupi: FRAGOSO, CAMARA,
CASALDALIGA, ROMERO.
Jego
Ekscelencja ROMERO, biskup z San Salvador głosił w kazaniu 23
marca 1980 roku: „Żaden
żołnierz nie musi być posłuszny porządkowi sprzeniewierzającemu
prawo Boże. Nadszedł czas zapanować nad sobą i słuchać się
raczej własnego sumienia niż niesprawiedliwych rozkazów”[26].
Nazajutrz został zamordowany, gdy odprawiał mszę. Przeczuwając
swoje męczeństwo wyraził przekonanie, że po jego śmierci nadal
będzie walczył dla narodu salwadorskiego [27].
Panie, dziękuję za tę łaskę bycia otoczonym tak licznym tłumem
prawdziwych świadków! Niech ich odważne świadectwo nie będzie
nadaremne! Napełnij nas obficie Twoim Duchem, Duchem, którym Ty
obdarzasz obficie każdego z nas, Duchem, który nas wyzwala z
wszelkiej obawy! Spraw, abyśmy teraz mogli stać się Twoimi świadkami,
świadkami Prawdy, tam, gdzie jesteśmy, cokolwiek się stanie i
bez względu na cenę!
4. „Przyszedłem rzucić ogień miłości na ziemi.”
(Łk 12/49)
8 maja 1982 otrzymałem pozwolenie na pobyt stały w Japonii. Musiałem
skierować list do Ministerstwa Sprawiedliwości, aby wyjaśnić
powody, dla których poprosiłem o taką wizę. Oto co napisałem:
„Gdy przybyłem do
portu w Yokohamie 28 stycznia 1963 na zaproszenie Jego Eminencji
ARAÏ, biskupa Yokohamy, miałem zamiar spędzić resztę życia
w Japonii. Potem, oddałem się nauce języka, literatury, kultury
japońskiej. Wtedy powiedział mi, że upłynie co najmniej 10 lat
wytrwałych wysiłków, zanim zacznę pracę misyjną w Japonii.
Chciałbym więc służyć Japończykom tym wszystkim, czego uczyłem
się tak długo.
To przede wszystkim misja wyjaśnia moje przybycie do Japonii,
misja otrzymana od Chrystusa: „Idźcie! Czyńcie uczniów z
wszystkich narodów!” Są oczywiście tutejsi księża, ale
wg episkopatu japońskiego jest ich niewiele i nie zapewniają
realizacji tej misji.
Z drugiej strony słyszałem, że Japonia jest wyspą zbyt zamkniętą
w sobie. Chciałbym więc przyczynić się do otwartości Japonii
na inne kraje Azji i świata, pomagając we wzajemnym zrozumieniu
między Wschodem i Zachodem.
W czasie moich wypraw do pracy do sąsiednich krajów Azji, słyszałem
często wyrazy silnej antypatii wobec Japończyków. Była ona
motywowana 3 następującymi powodami:
1) Okrucieństwo
japońskiej armii cesarskiej w czasie drugiej wojny światowej
pozostawiło głębokie rany w sercach tych narodów.
2) Nieludzka postawa techników i szefów japońskich wysyłanych do międzynarodowych
filii sprawia, że przeciwnicy czują się traktowani jak maszyny,
zwykłe instrumenty produkcyjne. Ich złość wzrosła, gdy pod
pretekstem „pomocy w rozwoju”, widzą swoje ziemie i
swoje surowce grabione przez kapitalistów japońskich.
3) Turyści
japońscy wykorzystują biedę tych narodów, przybywają wyzwolić
się seksualnie i tak przyczyniają się do rozwoju prostytucji.
Lubię Japonię i Japończyków,
życzyłbym, aby stała się narodem lubianym i respektowanym przez
kraje sąsiednie. Chcę współpracować w tym celu z wszystkimi
ludźmi dobrej woli.
W końcu, o ile będzie okazja ku temu, chętnie będę współpracować
przy akcji socjalnej. Podczas studiów w Japonii pomagałem trochę
w sierocińcu. Potem przyjmowałem przez 3 dni w tygodniu, w kościele
w Asadzie, ludzi z porażeniem mózgowym, pragnących wsparcia i
czynienia czegoś pożytecznego. To trwało około 1-2 lata. Nie
mam dóbr, ale służę moją osobą.
Oto
więc co motywuje moją prośbę o stały pobyt. Będę panu bardzo
wdzięczny, Panie Ministrze za zgodę.”
Jezus przyszedł
na ziemię, aby rozpalić ogień miłości w sercu każdego człowieka
(Łk 12/49). Ten ogień miłości jest rozlany w sercach naszych
przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5/5). Ojciec
nie czyni wyjątku nikomu i obdarza Duchem Świętym każdego, ale
szczególnie obficie obdarza tych, którzy go o to proszą żarliwie.
„Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża
jest doskonała” (1J 2, 5).
W miarę jak człowiek spełnia wolę Boga, nawet jeśli nie zna
Boga i Jego Syna Jezusa, jest już wypełniany tym Duchem Miłości.
Czego Bóg, obrońca słabych i maluczkich, oczekuje od człowieka?
„Czegoż żąda Pan od
ciebiem jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości
i pokornego obcowania z Bogiem twoim” (Mi 6, 8). Św. Jan
mówi nam: „My wiemy,
że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci” (1J
3/14). Te słowa zdają się stanowić klucz do lektury życia i
czynności napotkanych ludzi. Redagując książkę „Modlitwa,
nowe wyzwanie Japończyków”, to właśnie pod tym kątem
odczytywałem czyny wspomnianych osób. Tam, gdzie istnieje
autentyczna miłość, tam jest obecny Chrystus zmartwychwstały, z
którym współuczestniczymy w Jego męce i zmartwychwstaniu. To
nie jest dla mnie wyraz abstrakcyjnej ideologii, lecz konkretne
przeżyte realia w życiu codziennym. Chciałbym to wykazać tutaj
prezentując działalność 2 przyjaciół, działaczy ACO, walczących
przeciw niesprawiedliwemu zwalnianiu.
Taninaka
Masato,
listonosz od 8 lat w biurze poczty i Telekomunikacji Tsurumi
(Yokohama), dostał 28 stycznia 1975 roku zawiadomienie o
zwolnieniu. To było w czasie, gdy pracownicy musieli przyśpieszyć
wydajność w imię kampanii wzrostu produktywności. Coraz
bardziej zaostrzona kontrola ich pracy była dokonywana przez coraz
większą liczbę pilnujących. Gdy zatrudniony szedł do WC,
towarzyszył mu wartownik, który notował czas spędzony w WC, jak
również czas rozmów z innymi pracownikami. Zdarzało się, że
wartownik mówił do pracującego: „Nie krzyżuj nóg, gdy
sortujesz listy”. Ten odpowiadał: „Jaki to ma związek
z wydajnością?” Jego riposta była od razu notowana przez
wartownika. Gdy pracownik palił, papieros był natychmiast wyciągany
z ust przez pilnującego i zgaszony. Gdy pracowsnik pozostał w łóżku,
w domu ze zmęczenia lub choroby, wartownik miał prawo odwiedzić
go i zapytać: „Byłeś u lekarza?” Poza związkiem
Zenyusei („żółty”), był związek „normalny”
Zentei, który był dyskryminowany. Dyrekcja Poczty i
Telekomunikacji odmawiała negocjacji z nimi. Zresztą wymagała od
nowych zatrudnionych zapisania się do Zenyusei. W tym czasie jakość
usług pocztowych malała, zważywszy że część listów i małych
paczek była rozdzielana i dostarczana przez osoby prywatne[28].
Na prośbę Zentei ekipa międzynarodowa przybyła zbadać sytuację.
Była zaskoczona odkryciem tego nieludzkiego „sposobu działania,
nieistniejącego nawet w krajach zacofanych”. Zaapelowano do
Międzynarodowej Organizacji Pracy (OIT), która wykryła aferę w
poprosiła rząd japoński o zaprzestanie tych dyskryminujących
praktyk i ucisku związkowców [29]
Taninaka
był wtedy związkowym opiekunem grupy młodych pocztowców. Mógł
więc działać jako delegat swoich kolegów, a to go mocno narażało
w oczach dyrekcji. Oto co zdarzyło się 1 stycznia 1975 roku według
zwyczaju listonosze przedłużali przerwę południową o 10-15
min, aby świętować Nowy Rok, największe święto roczne w
Japonii. Ale tym razem szef Yamada zbliżył się do nich i nakazał
im powrót do pracy. Taninaka odpowiedział w imieniu kolegów:
„Och! W porządku! Zrozumieliśmy! Idziemy!” Szef powtórzył
2-3 razy nakaz i zbliżył się do Taninaki ocierając się o jego
ciało. Dwie godziny później Yamada poszedł do szpitala zakładowego
i zażądał od lekarza 5 dni zwolnienia. Lekarzowi, który zarzucił
brak ran, Yamada odpowiedział: „Potrzebuję tego jako dowodu”.
28 stycznia Taninaka otrzymał zawiadomienie o zwolnieniu. Kiedy o
tym informował telefonicznie swoją żonę Térué, ta nie mogła
w to uwierzyć. „Oszołomiona zaczęłam płakać. Kiedy o
tym myślę teraz, moje łzy zmywały całą moją przeszlość” –
mówiła przypominając słowa ze swego dziennika tego okresu: „To
sprawiło, że wybrałam solidarność. Świat zupełnie inny od świata
moich zamożnych rodziców odsłaniał się w ten sposób przede mną.
Optowałam za solidarnością z mężem myśląc, że Bóg nie chce
nas doświadczyć ponad nasze siły. Daje nam siłę, aby przezwyciężyć
tę próbę!” Rodzice Térué radzili Masato, aby szukał
innego zatrudnienia i w ten sposób wystartował w nowe inne życie
zawodowe. Ale on wolał walkę z niesprawiedliwością w obronie słabych,
w łączności z klasą robotniczą. Térué przypomniała wtedy słowa
Chrystusa: „Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”
(Mk 3, 35).
W
łączności z lokalną sekcją związkową i Unią departamentalną,
Taninaka zaapelował 26 marca 1975 do sądu pracy. Od kwietnia
1976, związek Zentei przyznał mu normalne wynagrodzenie i znalazł
zatrudnienie jako sekretarza w Społecznym Centrum Pracowników
Poczty i Telekomunikacji na cały region Tokyo. Aż do kwietnia
1976 jego koledzy płacili składki, aby mu zapewnić pobory i
bonusy. Niestety lokalna Sekcja Związkowa (około 300 członków),
podczas swego plenarnego zebrania 25 września 1977 zdecydowała
zawiesić pomoc w walce Taninaki. Odtąd trzeba było liczyć na
pomoc małego komitetu wsparcia utworzonego 20 stycznia 1978 przez
wolontariuszy.
W
trakcie posiedzenia Sądu Pracy sędzia spytał szefów, jakież to
„obelżywe słowa” i czynne zniewagi są zarzucane
Taninace. Przy czym uśmiechał się, co zdawało się znaczyć:
„To więc tylko to? Nie ma tu doprawdy wystarczających
przyczyn, aby zwolnić pracownika!” Tak jak inni pomyślałem:
jeśli sędzia jest bezstronny, powinien wydać wyrok sprzyjający
Taninace. Ale wyrok, który przesłano listem poleconym 30 grudnia
1981 roku odtworzył tylko
wszystkie zarzuty dyrekcji i potwierdził jej decyzję. Taki sąd
pracy jak ten, złożony tylko z przedstawicieli dyrekcji PTT i rządu,
nie mógł bezstronnie
rozważyć zeznania pracownika. Nasze zaufanie zostało zdradzone.
Sędziowie woleli stanąć po stronie możnych niż iść za głosem
ich sumienia.
Tak
samo „Solidarność” została stłumiona przez stan
wojenny Jaruzelskiego i jego armię, tak samo skarga Taninaki została
stłumiona przez możnych. Ta walka trwała 5 lat i pozwoliła
uczestnikom odkryć i docenić przyjaźń i solidarność przeżytą
między kolegami. To jest skarb, który pozostanie w naszej
historii. Niesprawiedliwy wyrok pozostanie także jako haniebna
plama w historii kierownictwa poczty. On zrodził w nas słuszny
gniew i stał się apelem do kontynuowania walki innym sposobem.
Nie
zadowoliliśmy się złożeniom rąk w modlitwie: „Wyzwól
nas od zła!” My działaliśmy, walczyliśmy ze wszystkich sił,
aby uzyskać powrót Taninaki do PTT. Poprzez tę akcję odkryliśmy
trochę oblicze Boga, który broni maluczkich. Wypełniając tak
jego wolę przyczyniliśmy się do poznania i umiłowania Jego
Imienia.
Przypominam,
że w trakcie pewnego zebrania jeden z jego młodych kolegów
zadeklarował: „Mój
ojciec jest teraz ciężko chory. Chciałbym więc porzucić pracę
aktualną i wrócić do dalekiego rodzinnego miasteczka, aby być z
nim. Ale nie zrobię tego zanim Taninaka nie wróci do PTT.” Słysząc
to zastanawiałem się, skąd miał tyle potrzebnej siły, aby
przydać w danej chwili więcej znaczenia koledze niż własnemu
choremu ojcu? Byłem pewien podziwu. Smakowałem znowu słowa
Jezusa: „Bo kto pełni
wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (M
3, 35). Czułem, że ten młodzieniec nie był daleko od Królestwa
Bożego i że miłość była w jego sercu.
Dzięki
MMTC (Światowy Ruch Pracowników Chrześcijańskich) echo Taninaki
dotarło do innych krajów. Słowa wsparcia i pomoc finansowa dotarły
do niego poprzez sekretariat MMTC i ACO z Francji i Korei.
Otrzymaliśmy sprawozdanie ze strajku pocztowców francuskich, który
miał miejsce w 1974 r. i trwał 6 tygodni. Zostało przetłumaczone
na japoński i rozdane kolegom Taninaki. Miesięcznik „Témoignage”
francuskiego ACO opublikował także sprawozdanie z naszej walki
Walka
na rzecz Tinaki oznaczała dla nas walkę na rzecz klasy
robotniczej w całości, na korzyść uciskanych i obrony godności
ludzkiej. Mogłem zauważyć jak bardzo udział w takiej walce
wyzwalał głębokie oddanie dla kolegów i przyczyniał się do
rozwoju uczestników. Przypominałem często słowa św. Jana: „My
wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci”
(1J 3, 14). Wszyscy koledzy, którzy mu się tak poświęcają,
nawet jeśli jeszcze nie wierzą w Boga, nawet jeśli nie znają
jeszcze Chrystusa, czyż nie „przechodzą właśnie ze śmierci
do życia”, czyż nie uczestniczą w życiu Boga i
zmartwychwstaniu Chrystusa?
Nasza
walka była okazją dla dyrekcji PTT do pokornego skorygowania
swojego postępowania i przyznania się do błędu, do
niesprawiedliwości. Niestety, nie popisała się na tym polu. Jak
więc moglibyśmy manifestować naszą miłość wobec
nieprzyjaciela, o co prosi Ewangelia?
Także
zwolnienie z pracy odbiło się okropnie na życiu Taninaki: brak
apetytu, bezsenność, zmęczenie, poczucie niemocy, utrata
zaufania do instytucji sprawiedliwości. W dodatku, przyjmując
nowe miejsce pracy, nie tylko zerwał kontakty z kolegami, ale
widywał mało dwóch synów, gdyż codziennie tracił 4 godziny na
dojazd. Zmęczony, tracił ochotę na odważną walkę. Nie
potrafiliśmy wystarczająco go pocieszyć w cierpieniu. On przeżył
tam chwilę nadzwyczajnej łaski, której nie potrafiliśmy
dostatecznie doecenić. Chrystus został skazany na śmierć,
ponieważ bardziej upodobał chorych, pogardzonych przez społeczeństwo
niż religijne prawa szabatu (por. Mk 3, 1-8). Taninaka, jako
przedstawiciel związkowy, starał się chronić swoich młodych
kolegów przed agresywnymi manewrami spowodowanymi przez nieludzką
„racjonalizację” i został usunięty! Uczeń nie jest
większy od Mistrza. Chrystus, akceptując z Bezkresną Miłością
niesprawiedliwe skazanie na śmierć, dał nam możliwość przeżycia
tej samej Miłości.
Identyfikując
się z cierpieniem, poczuciem niemocy Taninaki, możemy pogłębić,
poszerzyć i umocnić naszą miłość do człowieka. Wierzę, że
ta cudowna Miłość do Boga objawiana poprzez naszą słabość,
oczyszcza nas i wyzwala.
Jan
Paweł II podczas pobytu w Hiroshimie 25 lutego 1981 powtórzył 3
razy w swoim apelu o Pokój: „Przypomnienie przeszłości prowadzi nas do wzięcia
odpowiedzialności za przyszłość”. Czyż przypomnienie
przeszłej walki Taninaki w momencie gdy Japonia zmierza do
remilitaryzacji, w momencie gdy związki coraz bardziej stają po
stronie władzy, nie jest zaproszeniem do wzięcia odpowiedzialności
za niepokojącą przyszłość?
Chciałbym
teraz odpowiedzieć, jak Miłość zapłonęła w sercu Takahashi
Masao poprzez jego robotniczą walkę [30]. Oto jak on sam relacjonuje wydarzenia:
1) Na początku działalności,
była decyzja przedsiębiorstwa Ikuno (około 100 pracowników), podwykonawcy, pracującego
m. in. dla Toshiby, ogłoszona 30 sierpnia 1977 roku. Proszono
pracowników o pracę bez wynagrodzenia w każdą sobotę września
i października. Mężczyźni byli wściekli. W czasie naszego
zgromadzenia ogólnego 8 września, większość głosów była za
odrzuceniem decyzji właściciela. Dlatego sobota 10 września była
dniem wolnym zgodnie z przepisami przedsiębiorstwa. Lecz potem
przewodniczący związkowi w trakcie 2 zgromadzenia usiłowali nakłonić
pracowników do współpracy na rzecz ożywienia ekonomicznego
przedsiębiorstwa poprzez skrócenie urlopów. Drugie głosowanie
znowu było za respektowaniem urlopu sobotniego. Widząc to,
przewodniczący związku zaczęli przekonywać robotników w czasie
zwoływanych zebrań każdego dnia w południowej przerwie. Mężczyźni
ustąpili. Na tablicy ogłoszeń ukazała się decyzja właściciela
prosząca pracowników o przepracowanie 3 sobót w listopadzie i
grudniu.
Miyazaki,
koleżanka, czując potrzebę kultywowania prawdziwej świadomości
robotniczej, zaczęła prowadzić koło badawcze z kilkoma kolegami.
Było nas 5 w czasie naszego pierwszego zebrania 18 września.
Oczywiście pierwszym omawianym problemem była praca bez
wynagrodzenia w sobotę oraz akcja wspierania kolegów w proteście.
Taka praktyka była sprzeczna z regulaminem przedsiębiorstwa, więc
Miyazaki poszła z kolegą 12 listopada donieść o tej
niesprawiedliwości do Inspekcji Pracy.
2) Wizyta Inspekcji Pracy
i przeniesienie Miyazaki.
Powiadomiona
Inspekcja Pracy, przybyła na miejsce zbadać sytuację. Nie
zwlekając 16 listopada w czasie południowej przerwy, dyrekcja oświadczyła:
„Ktoś doniósł na nas do Inspekcji Pracy. Anulujemy decyzję
o pracy w sobotę!” Zaczęła szukać autora donosu. Odkryto,
że to Miyazaki, przeniesiono ją do innego warsztatu i odizolowano.
Na
początku 1978 roku rozdzielono nam nowe grafiki. Spostrzegliśmy,
że mamy 3 dni pracy więcej, 4-e soboty lipca, września i grudnia.
Dyskutowaliśmy o tym na łamach naszego koła. Przewodniczący związkowi
obiecali robotnikom postarać się o pisemne potwierdzenie, iż ta
sytuacja jest wyjątkiem ważnym tylko na 1978 rok. W rzeczywistości,
zgodzili się zmienić w sekrecie regulamin zakładu. W czasie
negocjacji wiosennych dyrekcja odmówiła wydania nam pisemnej
obietnicy.
Co
do nas, próbowaliśmy pogłębić nasze więzy przyjaźni
organizując wyjścia, rozgrywki w palanta i w kręgle. To
przyczyniło się do stworzenia weselszej atmosfery w miejscach
pracy. Wtedy, 13 marca zostałem wybrany delegatem związkowym w
moim warsztacie.
3) Druga wizyta Inspekcji
Pracy i zwolnienie Miyazaki.
Zbliżał
się 29 lipca, tzn. pierwsza sobota, w którą mamy pracować za
darmo, próbowałem skontaktować się z przewodniczącymi związkowymi,
którzy nie reagowali. Po rozmowie naszego koła zdecydowaliśmy,
że Miyazaki pójdzie tym razem sama donieść znowu o tym
Inspekcji Pracy. Inspektor pojawił się 2 i 7 sierpnia na kontrolę!
Później Miyazaki była wzywana prawie codziennie przez szefów.
Ci robili wszystko, aby ją zmusić do porzucenia zakładu. Widząc
nieugiętość, zwolnili ją 5 września. Podany powód był natury
ekonomicznej. Miyazaki odrzucając tę decyzję stawiała się
codziennie do pracy, ale dyrekcja nie dopuszczała jej do
stanowiska pracy. 21 września szef przyszedł mi powiedzieć:
„Powiedz związkowi, niech uporządkuje sprawę z Miyazaki,
ponieważ jej codzienne najście nas niepokoi i zakłóca pracę.”
Spełniłem tę misję jako delegat związkowy, ale przewodniczący
związkowy nie chciał mieszać się w tę sprawę.
4) Moja odmowa pilnowania
wejścia do fabryki.
Po
zwolnieniu Miyazaki, szefowie pilnowali po kolei wejścia do
fabryki, aby uniemożliwić jej wejście. Ale dość szybko
przewodniczący związkowi poprosili nas o stróżowanie. Sam odmówiłem
zdecydowanie, mówiąc im, że to nie moja rola. Więc byłem coraz
bardziej pilnowany. Jeden szef zamieszkał w sali sypialnej fabryki,
z której korzystałem. 19 i 20 października byłem wezwany przez
właściciela, który nalegał poważnie, abym opuścił zakład.
Ponieważ odmawiałem, Kato, drugi szef obecny przy rozmowie mi
rzekł: „Wiesz, że możemy cię zawsze zwolnić”. Tegoż
wieczoru, rozmawiałem o tym z naszym kołem i zdecydowaliśmy oddać
sprawę w ręce Związkowego Komitetu Arbitrażowego. Ten mi obiecał
przemyśleć tę kwestię. Co do mnie, wniosłem skargę do sądu,
aby prosić o ochronę.
5) Związek odmawia
poparcia.
W
listopadzie zostałem wezwany do biura związku. Tam w obecności
wszystkich przewodniczących byłem przepytany. Przewodniczący mi
mówi: „Sprawdziliśmy twój życiorys i stwierdziliśmy, że
napisałeś w nim, jak utrzymuje dyrekcja, fałszywą deklarację o
twojej przeszłości”. Próbowałem przez godzinę im wytłumaczyć
mój punkt widzenia. Ale na próżno. W końcu powiedział: „Jeśli
nam przniesiesz zaświadczenie pracownika etatowego z poprzedniego
miejsca pracy (Tsurami Kogyo), wtedy zgodzimy się przeanalizować
nasze stanowisko[31].
A na temat Miyazaki dodał: „Ona nigdy nie zwróciła się do
nas ze swymi problemami! My nie mamy nic wspólnego z nią”.
Potem dowiedziawszy się, że wniosłem skargę do sądu powiedział:
„Zważywszy, że wszcząłeś proces, poczekamy na decyzję sądu!
My odtąd nie możemy już tutaj zajmować się tobą!” Dalej
zabronił mi uczestnictwa w zebraniach delegatów związkowych, a w
sypialni zakładowej zostałem poddany kwarantannie. Szefowie
przychodzili kolejno tu spędzić noc, aby kontrolować moje czyny
i gesty. Pytali także kolegów z sypialni, dokąd chodziłem spędzać
wieczory.
Począwszy
od końca września , inny szef, pan Baba starał się usilnie
stwarzać mi kłopoty prawie każdego dnia. Ta sytuacja i postawa
przewodniczących związkowych zmęczyły mnie tak bardzo, że nie
miałem już ochoty pracować. Dyrekcja też starała się
nagromadzić dowody, aby wyrzucić mnie za drzwi.
6) Zwolniony.
Pod
koniec grudnia dyrekcja zorganizowała posiłek zakładowy w dużej
restauracji miejskiej. W czasie posiłku byłem otoczony przez szefów
Baba i Kato. Więc żaden kolega nie śmiał odezwać się do mnie.
Pod koniec posiłku Baba mi rzekł: „Mam do pomówienia z tobą”
i zaprosił do innej restauracji. Tam rzekł: „Zostaw
Miyazaki! Jeśli ją zostawisz, obiecuję ci, że wstawię się za
tobą”. Odpowiedziałem mu: „Życzę, abyście zaczęli
najpierw od rozwiązywania jej problemu!” Tak właśnie 5
stycznia 1979 roku otrzymałem zawiadomienie o zwolnieniu. Dyrekcja
chciała więc rozwiązać problemy wzmacniając swój ucisk. Poczułem
całym sobą ogromną złość przeciw tej metodzie postępowania.
Chciali więc zniewolić nasze serca i dusze. Walka z tą opresją
wydała mi się koniecznością, aby każdy człowiek był
traktowany jak człowiek, aby pokazać, że zysk nie musi być
zmonopolizowany przez mniejszość.
Podejrzewam,
że czytelnik będzie zaskoczony odkryciem tej „odwrotnej
strony cudu japońskiego”. To tylko jeden typowy przypadek wśród
mnóstwa innych. Znając życie, działalność, pracę Masao, byłem
pewien, że przyznają mu rację. Po zwolnieniu z pomocą kolegów
rozdawał ulotki i organizował zebrania protestacyjne u drzwi
fabryki i w innych miejscach. Pozywał do sądu i odrzucał
kompromisy, bo chciał, aby sprawiedliwość mogła istnieć w człowieku
i w miejscach pracy. Dyrekcja, poprzez sędziego oczywiście,
zaproponowała mu wypłatę za dni po zwolnieniu , ale pod
warunkiem, że zgodzi się wrócić do pracy u Ikuno. Ostatecznie
30 marca 1984 roku wyrok końcowy sędziego potwierdził zwolnienie
podjęte przez dyrekcję. Nie mogłem w to uwierzyć. Czułem złość
i sądziłem, że sprawiedliwość nie istnieje! Co do Masao, nie
zniechęcił się, odwołał się od wyroku. Wydaje mi się, że
taka walka przybiera głębokie znaczenie w takim kraju i w takiej
epoce, gdzie trudno żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Przyjęcie
podobnego wyroku w ciszy i rezygnacji oznaczało zgodę na rosnący
ucisk pragnący zdominować nawet serce człowieka, na wzmocnienie
kryzysu sektora samochodowego, metalurgicznego, budowy statków w
Europie i w USA oraz na umocnienie się antypatii do Japonii w
krajach Azji.
Z
drugiej strony, gdy widzimy, że związek zawodowy stawia na
pierwszym miejscu politykę ekonomiczną dyrekcji, aby ją narzucić
robotnikom nie zważając na ich żądania, to można tylko współczuć
podobnej zdrady istotnej misji Ruchu Związkowego.
Przewodniczący
związku, który potraktowałby poważnie swoją misję, mógłby
oczywiście stać się osobą niewygodną dla dyrekcji, ale jego
działanie nie powinno w żaden sposób przyczynić się do zwolnień
[32].
Każdy
pracownik, który jak Taninaka lub Takahashi, stara się prowadzić
normalną działalność związkową, spełniać samym czynem wolę
Boga. Czy zna Boga lub nie, czy wierzy w Chrystusa lub nie, nie
zaszkodzi obiektywnej istocie walki związkowej zdążającej do
ochrony podstawowych praw człowieka. Ta walka jest sama w sobie odpowiedzią na oczekiwanie Boga.
Konsekwencją podobnej postawy jest odosobnienie, ucisk, niskie płace,
przeniesienie, zwolnienie, etc... Tak więc Męka Chrystusa trwa w
tych, którzy walczą o sprawiedliwość i godność człowieka.
Ich pokorne cierpienie daje świadectwo o wartości człowieka i o
solidarności. Po grecku słowo martyr oznacza świadek, jak
również oznacza tego, kto godzi się na śmierć z powodu swoich
przekonań. Wszyscy ci, którzy jak Taninaka i Takahashi, odrzucają
pieniądze i spokojne życie i nie zniechęcają się uderzeniami
kijem, stają się „świadkami wiernymi głosowi sumienia, głosowi
Boga”. Traktowani jako „intruzi”, „dywersanci”,
„istoty niebezpieczne” przez możnych tego świata,
wpisują się w ten anonimowy tłum świadków i męczenników, którzy
na wzór Chrystusa rozpalającego ogień miłości na ziemi, dają
świadectwo Prawdzie, Sprawiedliwości, Godności człowieka.
Edward BRZOSTOWSKI
[1]
Zobacz Rozdział:
„Bóg, obrońca słabych”.
[2]
„Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”
(J 1/29). Słowo greckie „airein” zostosowane tutaj
znaczy zarazem nieść, brać na siebie oraz unosić, zabierać,
chować.
[3]
NAKAMURA Hajime, „Shin Bukkyo-jiten” (słownik
buddyjski) Sheishin-Shobo 1962, s. 241.
[4]
Id. Ten sam autor cytuje słowa Buddy: „Jak matka ryzykuje
życiem, aby chronić swoje dziecko, tak my powinniśmy być miłosierni
wobec każdej istoty we wszechświecie” (Kokoro o yomu,
NHK Book, 1985, s. 14). Cytowane przez o. Ruben ABITO w
„La Théologie de la libération nousemet en cause”,
wyd. St Paul, Tokyo 1985, s. 35.[5]
Cytowane przez o. Ruben ABITO w „La Théologie de la libération
nousemet en cause”, wyd. St Paul, Tokyo 1985, s. 35.
[6]
C. Duquoc, „Jezus, wolny człowiek”, Cerf 1978, s.
27-40.
[7]
Leonardo Boff „Jezus Chrystus wyzwoliciel”, wyd. Cerf
1983 r., s. 74-77. „Chrześcijańskie
świadectwo”, 10-16 wrzesień 1984, „La Vie”,
13-18 wrzeień 1984, nr 2037. „Świadectwo ACO”,
wrzesień-październik 1984.
[8]
Asahi Shinbun, 5 luty 1985 r, „La Vie”, 1-7 listopad
1984, nr 2044: „Szef jednostki policyjnej miałby popełnić
morderstwo z powodów
politycznych, ponieważ ksiądz „siał ziarno niezgody”
i dlatego, że władze polskie „działały zbyt ospale”
[9]
Jerzy Popiełuszko „Moja droga krzyżowa”, wyd.
Cana 1984 r., s. 180.
[10]
Id. s. 123. Odnajdujemy analogiczne odczucia w „Notatkach
więziennych” kardynała Wyszyńskiego, internowanego bez
powodu w latach 1953-1955 (wyd. Dialogue,
Paryż 1982 r).[11]
Asahi Journal 1976, przetłumaczony przez Shin Yon San.
[12]
KIM Dji Ha, „FUKI”, Chuo – Koron – sha,
1975 r., s. 357-58.
[13]
Id. , s. 376.
[14]
Asahi Journal, 23 lipiec 1976.
[15]
W czasie jego przylotu na lotnisko w Seulu, złożył deklarację
o takiej samej wymowie. Cf. „Kankoku Tsushin”, 20
luty 1985 r., nr 108.
[16]
Asahi Shinbun, 9 luty 1985. List adresowany do redakcji.
[17]
KIM Dae Jung „List do żony”, napisany w więzieniu
21 listopada 1980 roku.
[18]
Minshu
kyoku no muchi, Shinkyo – Shuppan 1980 r., s. 134, cf. także
s. 117.
[19]
Opublikowany przez japońską komisję „Sprawiedliwość i
Pokój”.
[20]
„You can jail a revolutionary, but you cannot jail a
revolution”. „As birds are born to fly, so are
people born to be free”.„If you want to really
understand us, listen closely to what we cannot say”.
[21]
Mainichi Shinbun, 28 kwiecień 1984.
[22]
Bishop Claver „The stones will cry out”, Orbis Books
1978 r., s. 11.
[23]
Id. 7. Dodaje dalej : „Obywatele, którzy wybierają
nieposłuszeństwo cywilne, aby protestować przeciw prawu, uważanego
przez nich za niesprawiedliwe, mogą spodziewać się kar nakładanych
przez rząd za ich nieposłuszeństwo” (id. s. 21).
[24]
.„Remis en cause par la Théologie de la libération”,
P. Yamada, Abito, wyd. St-Paul
1985 r. Przekaz Claver’a, s. 151-67.[25]
.„Krzyki i walki kościoła w Ameryce Łacińskiej”, M. Duclerq,
wyd. Cerf 1978 r. „Krew
i nadzieja”, Ch. Antoine, wyd. Centurion 1978 r. „Wierzę
w sprawiedliwość”, P. M. Casaldaliga, wyd. Cerf 1978.
[26]
.„Zamordowany z biednymi”, Oscar Romero, wyd. Cerf 1981 r.,
publikuje niektóre jego homilie.
[27]
.„Si me matan, resuscitare en la lucha de pueblo
salvadoreno”. Słowa
wypowiedziane do Jose Calderon Salazar, wysłannika specjalnego
gazety meksykańskiej i opublikowane w „Orientation”
(13 kwiecień 1980 r.), cf. także „Wyzwolenie przez wiarę” Guttierez, wyd.
Cerf 1985, s. 45.
[28]
Ówczesna epoka jest dobrze opisana w dziele zbiorowym pt.:
„Kokuhatsu suru Zentei Rodosha” („Pracownicy
Zentei oskarżają”), wyd. Doyo bijutsu-sha, 1974.
[29]
Ważna prasa w owym okresie (1972-73) opisywała tę sytuację
publikując liczne artykuły relacjonujące wskazane wydarzenia.
[30]
Także członek ACO (Katolicka Akcja Robotnicza) w Yokohamie, był
z Térué (małżonka Taninaki) jedynym z 5 delegatów przybyłych
na spotkanie ACO w Marsylii na początku stycznia 1981 r., cf.
„Documents ACO”, nr 115, grudzień 1981.[31]
Ikuno utrzymuje, że pewien etatowy pracownik Tsurumi –
Kogyo był dostatecznie wykształcowny, aby uniknąć błędów
produkcyjnych, pociągających wielkie straty finansowe. Masao
twierdzi, że będąc jednym z pracowników ekipy podwykonawczej,
kierowanej przez jego młodszego brata, pobierał wypłatę w
Tsurumi – Kogyo, więc mógł się uważać za właściciela
tego zakładu. Jeśli chodzi o jego kompetencje techniczne, jego
szef ekipy u Ikuno, Aoki, oświadczył: „Masao posiada
kompetencje weterana, który ma 10 lat doświadczenia”.
[32]
„Jeśli struktury i funkcjonowanie systemu
ekonomicznego kompromitują godność ludzką tych, którzy
zatrudniają się, osłabiają w nich poczucie odpowiedzialności,
odbierają im wszelką inicjatywę osobistą, my uważamy ten
system za niesprawiedliwy, nawet jeśli produkowane bogactwa osiągają
wysoki poziom i są rodzielane wg praw sprawiedliwości i
bezstronności” (Mater et Magistra, Jan XXIII, wyd. Spes
1962, s. 91, nr 83).
„Z
pewnością czuwając nad respektowaniem godności ludzkiej,
przedsiębiorstwo musi mieć jednomyślną dyrekcję potrzebną
w jego dobrym funkcjonowaniu, ale to nie znaczy, że ci, którzy
przychodzą dzień po dniu tu pracować, muszą być traktowani
jako proste milczące roboty, bez możliwości wyrażania opinii,
uczestniczenia w eksperymentach, całkowicie pasywne wobec
decyzji, które dotyczą ich przeznaczenia i organizacji ich
pracy” (id. s. 99, nr 92).
„Taka
solidarność robotników i z robotnikami musi zawsze istnieć
tam, gdzie tego wymaga degradacja społeczna podmiotu pracy,
wykorzystywanie robotników i rosnące obszary nędzy, a nawet głodu.
Kościół jest żywo zaangażowany w tę sprawę, ponieważ
traktuje ją jako swoją misję, służbę, jako test wierności
Chrystusowi” („Laborem exercens”, Jan Paweł
II, nr 8).
Ks. Edward Brzostowski. Urodził
się w 1932 roku we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na
rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts
at japanese Literature na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest
misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała się w języku
francuskim książka, która dwa lata wcześniej została napisana
po japońsku. Nosi ona tytuł: " Prier: un nouveau défi
japonais ". Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski, jest członkiem
Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju Kwitnącej Wiśni.
|
Na zdjęciu:
Bez tytułu (Paryż, 2006)
Fot. Michael Wittbrot
|