Lech Majewski
Kino, tak jak je przez wiele lat postrzegano, było nie tyle oknem na świat,
co konglomeratem różnych zapotrzebowań, możliwości czy tęsknot.
Łączyło w sobie nowe sposoby ekspresji, techniczne nowatorstwo,
ludzką pomysłowość – z tym, co niskie i z tym, co wysokie.
Miało wnikać w zakamarki duszy, pokazywać dobro i zło,
przekonywać albo wychowywać, a jednocześnie dostarczać rozrywki.
Niekiedy zaspokajało najbardziej wysublimowane potrzeby, niekiedy
zadowalało się zwykłą tanizną i na ogół wiadomo było, gdzie
zaczyna się kino ambitne a gdzie chodzi wyłącznie o zwykłą
produkcję, popularność, szybką i zyskowną sprzedaż.
Dziś
znacznie trudniej wyznaczyć granice. Obok niebywałego rozwoju środków
technicznych, pojawienia się kolejnych, nieznanych dotąd narzędzi
ułatwiających stosowanie „efektów specjalnych”,
obecnie mamy do czynienia z czymś, co można by określić mianem
przesytu. Paradoksalnie przesytu połączonego z głodem i
znudzeniem, a niekiedy z potrzebą epatowania się wszelkimi możliwymi
ekstrawagancjami.
Lech Majewski zdaje się pod wieloma względami twórcą wyjątkowym.
Nie płynie bowiem wraz z nurtem czasu, nie stara się nikogo
zaszokować, ale też nie rezygnuje z prawa do wypowiadania się własnym
głosem – głosem częstokroć popartym wizerunkami, scenami
czy obrazami, które nie są nam ani obce, ani obojętne. Do
nierzadko i nie bez powodu przypisywanej jemu malarskości dołączyłabym
magiczność. Jego filmy bowiem to nie tylko magia ruchomego obrazu,
lecz – poza kunsztem, warsztatową sprawnością, precyzją i
czystością przekazu – to
głęboka refleksja, zaproszenie do namysłu i uwagi. Autor „Zwiastowania”,
„Ewangelii według Harry’ego”, a ostatnio „Szklanych
ust” nie poucza, nie banalizuje, nie ucieka od przeszłości
czy teraźniejszości, lecz dołącza swoją niepowtarzalną,
oryginalną wizję. Nie udaje, że jest demiurgiem albo jakimś deus
absconditus, z ukrycia sterującym ludzkimi popędami czy
emocjami. Nie boi się mówić o problemach ponowoczesności i
historycznym, niejednokrotnie wstydliwym dziedzictwie, a także o
współczesnych mitach, fobiach, lękach czy zabobonach. Ale też
nie ucieka, nie stroni od tej kategorii, jaka i w filozofii sztuki
i w estetycznych kanonach XX i XXI wieku uznana została za nieco
przestarzałą, a nawet niezbyt przekonującą. Nie ucieka od piękności
– nie tylko w fizycznych jej przejawach. I dzięki temu każdy
jego film jest wyjątkowym przeżyciem.
Anna SOBOLEWSKA
Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły
Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z
Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.

|
Na zdjęciu:
Lech Majewski
(Białystok, 2007)
Fot. Archiwum "LM"
|