Don Kichot i chrześcijanie
Postać powszechnie znana, choć
wcale nie z bilbordów i spotów reklamowych. W krótkim okresie
czasu, stała się nawet symbolem i obrazem dekadencji hiszpańskiego
baroku. Dla współczesnych potomków Cervantesa stał się źródłem
ciekawej obserwacji natury iberyjskiej. Cytowany, zasila tysiące
aforyzmów hiszpańskich. Ostatnio jako pierwsza na świecie
fikcyjna postać literacka doczekała się swojego szlaku,
asygnowanego przez Radę Europy jako „ruta kichotańska”.
Jaki zatem żywot wiedzie rycerz Cervantesa dzisiaj? Kim jest Don
Kichot w społeczności postmodernistycznej?
„Nikt nie jest większy
od drugiego, chyba, że czyni więcej” mawiał nasz
bohater. Paradoks czy głęboka analiza życia ludzkiego? W uszach
martwiącego się o utrzymanie swojej rodziny na godziwym poziomie
oraz regularnie płacącego hipotekę, słowa te brzmią z pewnością
niezwykle dobitnie. Czynić jeszcze więcej? Przecież wystarczy
to, co tak często prowokuje zmarszczki na czole, ów dobrze znany
i „familiaryzowany” trud dnia codziennego. Wiatraki
niech pozostaną wiatrakami, przeciętna uroda Dulcynei przeciętną
urodą zwykłej kobiety, proza życia znaną i trudną rzeczywistością.
A jednak Don Kichot z uporem maniaka proponuje inne spojrzenie na
świat i człowieka.
„Czynić więcej”
– mówi – jeśli chodzi o jakość życia, a wielkim będzie
wówczas ten, kto nie podda się tyranii minimalizmu, „średniej
krajowej” gdy chodzi o moralność czy hegemonii „nie
wychodzenia przed szereg”. Odrzucając nieco na bok konwencje
i kontekst powieści Cervantesa, można byłoby pokusić się o
charakterystykę pomysłu na życie, który przebija z kart tej
hiszpańskiej epopei, bo to pomysł, który dokonuje ciekawej
diagnozy również naszej sytuacji.
Nie wiemy, co powiedziałby Herbertowski pan Cogito gdyby spotkał
Don Kichota, ani co powiedziałby nasz rycerz gdyby spotkał chrześcijanina
XXI wieku. Czy znalazłby wspólne linie, wspólne tematy?
Hiszpanie mają ciekawe słowo na określenie tego wszystkiego, co
stanowi o wyjątkowości postaci z powieści Cervantesa: „quijotescamente”,
co w szczególnym sposób chce ukazać skądinąd normalną postawę:
zobowiązywać się bez rezerwy wobec tego kogo kochamy i dla którego
żyjemy. Miłość idzie w parze z odpowiedzialnością za „drugiego”,
za jego wzrost, za jego drogę wiary, za środowisko, które
stwarzam, by osoba kochana w pełni stawała się sobą. To zobowiązanie
względem kochanej osoby, o którym mówi postawa Don Kichota, jest
chyba wówczas istotne, gdy nieraz idzie w poprzek naszym planom i
założeniom. Właściwie, „dopiero” wówczas...gdy
wymaga zmiany naszego kursu, naszej rezygnacji, naszego – mówiąc językiem
już pewnie nieco staroświeckim, ale bardzo głębokim –
„wyrzeczenia”. Don Kichot chce powiedzieć, że wielkie
sprawy buduje się na wyrzeczeniu, nieraz szalonym w oczach
postronnych obserwatorów, na wymaganiu od siebie, zwłaszcza gdy
inni od nas nic nie wymagają albo gdy im tak popularnie „wszystko
jedno”.
Chrześcijanin ma w sobie coś z „szalonej mądrości”
Don Kichota: dostrzega piękno w tym co powszednie i co nie zawsze
eksponuje się jako modne. Uczymy się tego piękna, które
odkrywamy im bardziej kochamy. A im bardziej kochamy, tym bardziej
przemieniamy świat wokół nas i siebie samych. I nie dziwimy się,
jeśli nasza wierność i nasza odpowiedzialność popycha nas na
drogi heroizmu. Gdy popularnie mówiąc „dostajemy cięgi”
gdy tak jak Don Kichot bronimy wartości ludzkiego ducha, które
nic nie znaczą w oczach współczesnych, albo gdy tak jak on
oponujemy przeciw demoralizacji i wycierającej się jak stare
„jeansy” normalności moralnej. On nie boi się ośmieszenia,
nie boi się pozostać sam na placu boju o wartości, nie przerażają
go masowo idący za sloganami materialistycznymi. Idzie „ wyprostowany wśród tych, co na kolanach”...
Pewnie dlatego miał rację nasz „hidalgo” z La Manchy,
gdy mówił, że „nie istnieje zmarnowana miłość”. Miłość nie marnuje
naszego życia, a ją samą „zmarnować” co prawda można,
ale ma to do siebie, że z tego „zmarnowania” ma siłę
podźwignąć się, a przez to odnowić również nas samych. Ona
niejako ciągle stoi u drzwi i kołacze... Don Kichot wie, że
kochając nie czuje się ciężaru...Gdy wczytamy się trochę dłużej
niż zwykle w Ewangelie, zrozumiemy to jeszcze doskonalej.
Piotr ROSZAK
Ks. Piotr Roszak urodził się w Toruniu. Jest
absolwentem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Święcenia
kapłańskie przyjął w 2003 roku. Obecnie jest doktorantem teologii
dogmatycznej na Uniwersytecie w Nawarze. Zajmuje się św. Tomaszem z
Akwinu. Prowadzi działalność duszpasterską w Pamplonie, także wśród
hiszpańskiej Polonii. Współpracuje z pismem
www.swojskiestrony.eu,
jest to bezplatny dwutygodnik dla Polakow mieszkajacych w
Hiszpanii, z tego pisma pochodzi "Don Kichot...".
|
Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Biskupice Jeziorne
2007)
Fot. Michael Wittbrot
|