Światło
Światło
– ciemność. Wiara – niewiara. Miłość –
nienawiść. Niby proste, nazbyt proste przeciwstawienia, ale
Ewangelista nie upraszcza, nie banalizuje problemu dobra i zła,
lecz przypomina, że Chrystus pokonał moce ciemności i otworzył
nas na światło. Pragnie, byśmy uwolnili się od tego, co w nas
ciemne, bezduszne, a jednocześnie, abyśmy zwrócili się ku Bogu
– miłującemu i odkupiającemu. Otworzyli się do tego
stopnia, żeby nasza dusza i ciało mogły świecić, rozświetlać
ciemności.
Człowiek, który jest esencją stwórczego aktu Boga, został
wyposażony we właściwą dla swego bytu formę. Obok wymiaru
witalnego istnieje wymiar duchowy. W tym wymiarze odrębne
rzeczywistości tworzą jedną całość. Mózg, serce czy wątroba
są miejscem zamieszkiwania dla duszy; rozświeca je światło o różnej
intensywności. Nasza witalność w dużym stopniu wpływa na nasz
intelekt i nasze emocje. W odróżnieniu od roślin czy zwierząt
człowiek posiada zdolność wznoszenia się coraz wyżej,
doskonalenia się. Tak we wszechświecie jak i w ludzkim świecie
odbywa się droga wzwyż: od stwarzania, poprzez kształtowanie, do
wytwarzania. Bóg jest źródłem światła i zarazem jaśnieje
takim Światłem, jakiego w gruncie rzeczy nikt nie jest w stanie
poznać ani zobaczyć. My świecimy światłem odbitym. Od tego, co
jest w nas, zależy to, jak będzie przedostawało się to Światło,
które dociera, przychodzi do nas z samego źródła, czyli od
samego Boga. Mobilizując, ćwicząc swoje ciało, swoją duszę i
swoją wolę, stajemy się bardziej przydatnymi narzędziami, świecimy
jaśniejszym światłem, zatem więcej jasności jest w nas i wokół
nas.
„Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry, szczęśliwy człowiek,
który znajduje w Nim ucieczkę” – mówi Psalmista. Pan
bowiem zachęca, żebyśmy mimo różnych utrapień i cierpień
pokonywali, przezwyciężali własny lęk, strach czy trwogę i,
nie wynosząc się ponad innych ani nie gardząc bliźnimi, szukali
światła, karmili się Bożym Światłem. Stopień, w jakim zbliżymy
się do Boga, zależy i od naszego ciała, i od naszej duszy. Również
dzięki nam Światło Boże może rozświetlić największe ciemności.
Arcykapłani i
ich zwolennicy, stronnicy saduceuszów – jak czytamy w
Dziejach Apostolskich – nie mogli pogodzić się z tym, że
ktoś ich pomija, przemawia nie w ich imieniu. Z zazdrości wtrącili
apostołów do więzienia. Jednak, dzięki Bożej interwencji,
apostołowie odzyskali wolność i mogli dalej, w nieskrępowany
sposób, głosić Dobrą Nowinę. Kiedy znowu znaleźli się pośród
ludzi, w świątyni, nawoływali nie do zemsty, lecz do nawrócenia,
otwarcia się na Boże Światło.
Panem i Władcą wierzących jest nie bóg zemsty, bóg chwytający
za miecz, walczący podstępem czy zawiścią, lecz Bóg miłujący,
przebaczający, kształtujący sumienia i stwarzający nowego człowieka.
Odnosząc się do współczesnych realiów i mówiąc współczesnym
językiem: Bożymi synami i córkami mamy się stawać, a nie
jakimiś aktywistami, ideologami czy propagandzistami.
Bóg Ojciec posłał na świat Syna Swego nie po to, „aby świat
potępił, lecz po to, by świat został przez Niego zbawiony”,
by tam, gdzie panuje ciemność – zajaśniało światło,
gdzie brakuje zaufania – rozszerzać się i wzrastać mogła
prawdziwa wiara, gdzie rządzi prawo zemsty, gdzie panoszy się
zawiść i nienawiść – mogła wreszcie zapanować zgoda, ład
i Boża harmonia. Albowiem Bóg miłosierny, Bóg wybaczający i
odkupiający dopiero wtedy pociągnie nas wzwyż, kiedy
zrezygnujemy z tego, co w nas niskie, ciemne, niegodne istnienia,
pozbawione stwórczej siły.
18-04-2007
Marek WITTBROT
Marek Wittbrot – w latach 1991-1999 prowadził "Naszą Rodzinę",
obecnie zaś jest redaktorem "Recogito".
|
Na zdjęciu:
Bez tytułu (Paryż, 2007)
Fot. Michael Wittbrot
|