O łasce i wolnej woli (VI) 
De gratia et libero arbitro

Trzy rodzaje wolności: wolność przyrodzona, wolność łaski i wolność chwały

VI. Aby pragnąć dobra, konieczna jest pomoc łaski Bożej.

16. Wydaje mi się, że wyłożyłem dostatecznie jasno, iż wolność sądu – wolnej woli ludzkiej – dopóty pozostaje w nas skrępowana, jakby była uwięziona, dopóki dwie inne wolności nie złącza się z nią, albo znajdą się z nią w mniejszym stopniu.
O tym braku współmierności mówi Apostoł: „tak, że nie czynicie tego, co chcecie” (Ga 5, 17).
Oczywiście, wolność sądu daje nam możność chcieć czegoś, ale nie daje nam mocy dokonać tego, co chcemy.
Nie mówię, że sąd wolny udziela nam możności chcieć dobra lub chcieć zła, to znaczy postępować naprzód lub błądzić i cofać się, ale daje nam jedynie możność tylko samej chęci – to znaczy wyrażenia samego aktu woli.
Chęć istnieje w nas dzięki łasce, jako dar łaski Bożej i postępuje, i rozwija się w nas jako łaska zbawcza. Jeśli zawiedzie - jest temu winna sama.
A więc sąd wolny daje nam samo chcenie (chęć), łaska zaś udziela nam możności chcieć dobra. Dzięki niemu posiadamy chcenie, przez łaskę zdobywamy chęć dobrą.
Całkiem inną rzeczą jest tylko się obawiać, niż obawiać Boga – mieć bojaźń Bożą.
Co innego jest po prostu miłować, niż miłować Boga. Bojaźń i miłość, jako takie, nie są niczym innym, jak tylko uczuciem, z chwilą jednak, kiedy się weźmie pod uwagę przedmiot tego uczucia – staje się ono cnotą. W ten sposób jest co innego chcieć, a całkiem co innego – chcieć dobra.
17. Uczucia, ujmowane jak najogólniej, dziedziczymy razem z naszą naturą, wyrastają one z głębi naszego przyrodzenia, ale dopiero łaska przyczynia się do ich pełnego rozwoju, jest bowiem rzeczą pewną, że łaska uszlachetnia i podnosi to, cośmy już otrzymali – przy stworzeniu. Cnota zatem nie jest niczym innym, jak tylko uczuciem ukształconym, uformowanym i utwierdzonym w prawości.
Pismo opowiada o kilku mężach, którzy drżeli ze strachu, choć nie mieli powodu do lęku (Ps 3-5). Istniało nich samo poczucie bo jaźni, tyle że nie było właściwie uformowane w ich świadomości.
Takiej właśnie dobrze pojętej – ukształconej – bojaźni uczył Chrystus, powiadając do uczniów: „ja wskażę wam, kogo się lękać macie” (Łk 12, 5). To samo miał na względzie również i Dawid, wołając: „pójdźcie dzieci moje i słuchajcie, a ja was nauczę bojaźni Pańskiej” (Ps 33, 2). Ten, co powiedział o Chrystusie: „światłość przyszła na świat, ale ludzie umiłowali bardziej ciemność, niż światłość” (J 3,19) – wyrzucał ludziom ich miłość ślepą i nieukształconą w prawości.
Dlatego właśnie oblubienica z Pieśni nad Pieśniami woła: „oświećcie miłość moją” (Pnp 2, 4).
Chrystus, kiedy widzi w uczniach wolę zabłąkaną, powiada do nich: „nie wiecie, czego pragniecie, nie wiecie, o co prosicie” (Mt 10, 39). Ale zaraz skierowuje wolę uczniów na drogę właściwego zrozumienia, bo wyjaśnia im: „czy możecie pić kielich, który ja piję”.
Na razie udziela uczniom tylko nauki, jak mają urabiać swoją wolę, później dopiero, w czasie męki – da im siebie za przykład, da im przykład woli oświeconej i prawej. Błagając Ojca, by usunął od Niego kielich, doda natychmiast: „wszakże nie jako ja chcę, ale jako Ty (Mt 26, 39).
Otrzymaliśmy od Stwórcy razem z darem życia zdolność do przejawiania chcenia. Jak również i zdolność bojaźni i miłości, co sprawia, że jesteśmy stworzeniem, ale dopiero działanie łaski Bożej, która nas nawiedza, sprawia, że chcemy dobra, możemy bać się Boga i Boga miłować. Łaska przemieniła nas i podnosi do godności stworzeń naprawdę Bożych.
18. Jako istoty stworzone obdarzone wolną wolą, należymy tylko do siebie i kształcimy siebie w pewnym sensie, ale przez wolę, która ukształcona zostaje w prawości, zaczynamy należeć do Boga, stajemy się naprawdę stworzeniem Bożym.
Ten, co uczynił w nas wolną wolę, sprawia, że staje się ona dobrą, abyśmy mogli przez to stać się Jego stworzeniem.
Zaprawdę byłoby lepiej dla nas w ogóle nie istnieć, niż pozostawać w miejscu takimi, jakimi jesteśmy, bez postępowania wzwyż. Ci, co chcieli być sami jako bogowie, co znają dobro i zło – stali się nie tylko swymi niewolnikami, ale gorzej, bo niewolnikami szatana. Wolna wola sprawia, że jesteśmy – stajemy się  swymi własnymi niewolnikami, wola zła czyni z nas niewolników szatana, ale wolna wola – dobra przekształca nas w służebników Bożych. Tak, jak powiada Apostoł: „Pan zna tych, którzy są Jego” (2 Tym 2, I9).
Kiedy Pan zwraca się do tych, co nie są Jego, mówi: „zaprawdę mówię wam, Ja was nie znam” (Mt 25, 12).
Przez naszą wolę – złą stajemy się sługami szatana i przez ten czas w pewnym sensie przestaliśmy należeć do Boga. Ale kiedy przez działanie naszej woli – dobrej wrócimy do Boga, przestajemy już należeć do szatana. „Albowiem nikt nie może służyć dwu panom jednocześnie” (Mt 6, 24). Należymy zatem albo do Boga, albo wpadliśmy w ręce szatana, ale w jednym, jak i w drugim wypadku nie przestajemy należeć do siebie samych, gdyż w obydwu wypadkach nasza wolna wola pozostała nienaruszona, i dzięki temu właśnie zaistniał powód do naszej zasługi lub kary. Jeśli jesteśmy źli, słusznie zostaniemy ukarani, bo będąc wolni – popełniliśmy występek z naszej własnej woli – wolnej.
Jeśli byliśmy prawi, zdobyliśmy zasługę z tego samego powodu – byliśmy wolni i działaliśmy z naszej własnej woli wolnej.
Na skutek aktu naszej woli wpadliśmy w niewolę szatana, ale bynajmniej nie na skutek jego mocy, ale nie z naszej woli – tylko w wyniku otrzymanej łaski stajemy się na nowo sługami Bożymi.
Stwierdzić należy, że jeśli nasza wola jest z natury swej dobra, to dlatego, że jest dziełem dobrego Boga, ale doskonałą stanie się dopiero wówczas, kiedy całkowicie pojedna się z wolą swego Stwórcy. Daleki jestem od myśli przypisywania doskonałości samej tylko woli ludzkiej. Ograniczam ją do stworzenia, jako dzieła Boga. Bez porównania lepiej jest stać się doskonałym, niż być tylko stworzonym, ale byłoby zuchwalstwem uważać, że Bóg mógłby w nas stworzyć tylko rzeczy pomniejsze, a dopiero my sami i to bez Jego pomocy osiągnęlibyśmy doskonałość.
Dlatego Apostoł powiada: „łatwo mi bowiem chcieć, ale by dobrze wykonać, nie znajduję sposobu” (Rz 7, 18). Święty Paweł doskonale wiedział, że chcenie powstało w nim samym, w jego własnej woli, ale łaska była mu koniecznie niezbędna, by wola jego mogła pragnąć dobra tylko, i by chcenie stało się w ten sposób doskonałe.
Jeśli chęć zła wynika ze słabości woli, to chęć dobra odwrotnie przyczynia się do jej zahartowania i postępu, ale doskonałość wola osiągnie dopiero wtedy, kiedy wystarczy jej mocy, aby przyzwolić na każde dobro, którego tylko zapragnie.
19.  A zatem, by wolna wola ludzka mogła stać się doskonała, potrzebujemy dwóch łask, pierwszej, która by nas skłoniła do dobra, bo na tym polega istota nawrócenia woli naszej na drogę cnoty. Wreszcie potrzebujemy tej drugiej łaski, która by nas stale utrzymała w zdobytej cnocie, bo na tym znowu zasadza się utwierdzenie woli w dobru.
Wola nawraca się wtedy właśnie, kiedy czuje zadowolenie tylko w tym, co jest  uczciwe i dozwolone, a całkiem utwierdza się w dobru wówczas, kiedy jej  nie brakuje  już niczego w zadowoleniu.
A więc wola, aby być doskonałą, musi stać się całkowicie dotrą, a jednocześnie  musi być  pełna dobra.
Sama w sobie jest wola – w zasadzie –  podwójnie dobra. Jest dobra najpierw dlatego, że została stworzona przez Dobrego Boga. Z rąk Bożych nie mogło  wyjść dzieło, które nie byłoby dobre. I tak było istotnie, bo jak mówi Pismo, Stwórca obejrzawszy swoje stworzenie uznał je za dobre (Rdz 1, 51).
Następnie jest wola dobra i dlatego również, że objawia się w człowieku jako wola – wolna, posiadająca całkowitą wolność sądu i postępowania, i jako taka została w nim  stworzona na obraz Samego Stwórcy. Do tych dwóch właściwości woli dodajmy jeszcze trzecią – jej nawrócenie do Boga, będziemy mogli wtedy słusznie uważać wolę, jako dobrą w pełni, dobrą z natury swego stworzenia, dobrą ze swego nawrócenia się do Boga. Przez nawrócenie się woli do Boga – rozumiem jej poddanie się Bogu, jej całkowitą, dobrowolną, żarliwą i wierną uległość woli Bożej. Z tą doskonałą prawością woli łączy się  pełnia chwały. Idą one ze sobą w parze. Są nierozłączne tak dalece, że nie mogłaby dusza ludzka posiąść doskonałej prawości bez chwały, ani pełni chwały bez całkowitej prawości w oddaniu się Bogu.
Jest rzeczą słuszną, że sprawiedliwości – prawości – towarzyszy nieodłącznie chwała, bo i prawdziwa chwała nie mogłaby istnieć, gdyby nie było pełni sprawiedliwości.
Powiada Pismo Święte: „błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5, 6).
2O. Takie są dwa dobra, o których mówiłem wyżej, a które należy określić jako prawdziwą mądrość i pełną moc.
Prawdziwą mądrość należy zastosować do sprawiedliwości – prawości – a pełną moc – do chwały.
Użyłem określeń – prawdziwa mądrość i pełna moc.
Mówiąc o prawdziwej mądrości, chcę wskazać na to, że nie mam na myśli ani mądrości ciała, która jest tylko śmiercią, „bo mądrość ciała Jest śmierć" (Rz 8, 6), ani tej innej mądrości,00 uchodzi w oczach Boga za szaleństwo, choć jest miła ludziom, a która uczy człowieka jedynie przewrotności i wprawia go do zła (1Kor 3, 19).
Używając drugiego określenia – pełna moc – nie mam na myśli takich mocnych, o których mówi Pismo, że „będą okrutnie dręczeni i doświadczani” (Mdr 6, 3).
Mądrość prawdziwa i moc pełna znajdują się tam, gdzie już się zespoliły w wolnej woli ludzkiej rada wolna i upodobanie wolne. A zatem, jeśli o mnie chodzi, uznałbym za mądrego i naprawdę mocnego tego jedynie, kto nie tylko może chcieć w wyniku swej woli wolnej, objawiającej się w jej akcie – sądzie wolnym, ale zdolny byłby tak swe chcenie wyćwiczyć w doskonałości, że już w ogóle nie pragnąłby zła, a miałby zawsze moc uczynić tak jak tego chce i postanawia.
W takim wypadku pierwsze chcenie zależałoby od rady wolnej (nieodłącznego komponentu naszej woli wolnej), to znaczy od jej mądrości prawdziwej.
A drugie chcenie zależałoby od upodobania wolnego, nieodłącznego komponentu, składnika naszej woli wolnej – to znaczy od jego mocy pełnej posiadającej siłę dokonania.
Ale gdzie można znaleźć człowieka o takiej świętości, który mógłby już teraz poszczycić się doskonałością.
Gdzie i kiedy rzecz taka byłaby możliwa. Czy można osiągnąć pełną doskonałość w życiu doczesnym.
Gdyby to było możliwe, człowiek, który „by osiągnął taki stopień doskonałości, stałby większy niż sam święty Paweł, który przecie użalał się ze smutkiem: „łatwo mi bowiem chcieć, ale by dobro wykonać, nie znajduję sposobu” (Rz 7, 18).
Czy przynajmniej Adam w raju ziemskim używał tej potrójnej wolności swej woli wolnej. Gdyby z niej korzystał, nie zostałby chyba wypędzony z raju. 

Św. Bernard z Clairvaux

Przełożył
Władysław PELC

Św. Bernard z Clairvaux (1090-1153), teolog i mistyk cysterski; doktor Kościoła; kanonizowany w 1174 roku; od 1115 opat w Clairvaux. Założył 63 nowe klasztory, w których przeprowadził reformę, kładąc nacisk na kontemplację. Jako doradca papieży, królów i książąt był nazywany „niekoronowanym władcą Europy”. Wybitny kaznodzieja, w 1146 nawoływał do drugiej wyprawy krzyżowej. Jest uważany za ojca mistyki średniowiecznej i twórcę mistyki cysterskiej. Swoją oryginalną koncepcję teologiczną oparł na „Listach św. Jana”, poglądach Cycerona, monastycznej tradycji benedyktyńskiej oraz na patrystyce augustyńskiej i wschodniej; występował przeciw poglądom Gilberta de la Porée i Piotra Abelarda. Do najsilniej oddziałujących pism Bernarda należą traktaty ascetyczno-mistyczne „O stopniach pokory i pychy”, „O miłowaniu Boga” i kazania poświęcone „Pieśni nad pieśniami”. Traktat „De gratia et libero arbitro” powstał około roku 1128. Swoim przekładem, jak zaznaczał tłumacz przekazując go formie maszynopisu, „nie rości sobie żadnej pretensji do uczoności, jest to przekład – spolszczenie – literata”. Zostało dokonane w 1988 roku


46-2-2-1.jpg (73652 Byte)

Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Brema, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga