I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom
Tekst
naszej codziennej modlitwy:
„I odpuść nam nasze winy, jako
i my odpuszczamy naszym winowajcom”,
w tym miejscu idzie za
wersją Łukaszową: odpuść nam
nasze nieprawości, nasze grzechy –
pisze Łukasz (w języku greckim hamartija).
Tekst
Mateusza mówi o odpuszczeniu
długów. Polskie słowo „winy”
pierwotnie miało też pewne
odniesienie do długów. Można
być komuś winnym spłatę długu
i można być winnym wobec kogoś. Dobrze jest pamiętać
o tym szerszym
znaczeniu słowa „wina".
Prosimy bowiem o to, by Bóg
odpuścił nam, czyli wybaczył i darował
nasze wobec Niego winy,
nasze grzechy i nasze wobec Niego długi: zmarnowane
Jego dary, zaniedbania,
nie uczynione dobro, a jako jedyny z naszej
strony gest wdzięczności za owo darowanie, gest jakiegoś małego
bodaj „wyrównania” –
to zobowiązanie
do odpuszczenia win i długów naszym dłużnikom i winowajcom.
óre teksty ewangeliczne.
Przypowieść
o nielitościwym słudze. Święty Mateusz (18, 21 – 35)
opowiada, jak to
Piotr zapytał Pana, ile
razy ma odpuścić bliźniemu,
Jezus odpowiada, że „aż
do siedemdziesięciu siedmiu razy” –
która to liczba praktycznie
oznacza „zawsze”, a ma symboliczne
odniesienie do grzesznego
prawa zemsty siedemdziesięciosiedmiokrotnej,
ogłoszonej przez
syna Kaina, o czym opowiada
Księga Rodzaju.
Pan
Jezus przynosi zbawienie od
przekleństwa grzechu i zemsty i
ogłasza przebaczenie wszędzie tam, gdzie
panowała zemsta.
Po tej
odpowiedzi Piotrowi umieszcza
Mateusz Jezusową przypowieść
o dłużniku, któremu jego pan (symbolizujący w przypowieści
Ojca Niebieskiego) darował olbrzymi
dług. Ów dłużnik-sługa, gdy
tylko opuścił dom swego pana,
rzucił się na swego współsługę,
który był mu winien niewielką
sumę pieniędzy, żądając zwrotu,
a w końcu wtrącił go do więzienia.
W rezultacie pan cofnął nielitościwemu
słudze darowiznę długu. Pan Jezus zapowiada, iż podobnie uczyni
Ojciec Niebieski z nami, jeśli nie odpuścimy naszym
winowajcom i dłużnikom.
Przypowieść
mówi o długach pieniężnych,
ale jej znaczenie jest szersze.
Stanowi odpowiedź na pytanie
Piotra o odpuszczenie win.
Każda wina jest jakimś długiem,
ale nie każdą krzywdę da się wyrównać –
nie każdy dług spłacić.
Często, bardzo często, możemy
liczyć tylko na darowanie nam win przez ludzi, naszych bliźnich – i
przez Boga. Przy tym przypowieść
wskazuje na nie-współmierność
pomiędzy naszym długiem
wobec Boga a jakimikolwiek
długami, które mogą mieć wobec nas bliźni.
Bogu
zawdzięczamy wszystko, co
mamy i kim jesteśmy. Nie mamy
niczego –
włącznie z samym
istnieniem –
czego byśmy nie
otrzymali od Niego. W samym więc istnieniu
jesteśmy Jego dłużnikami.
A cóż mamy „własnego”,
czym moglibyśmy Jemu się
wypłacić? Cóż mamy, co by nie było
i tak Jego?
Gdybyśmy
chociaż uznawali, że to wszystko, co mamy, to Jego dar.
Tymczasem jakże często przywłaszczamy
sobie to, cośmy otrzymali: siły, zdrowie, zdolności, wychowanie i wykształcenie, traktując to jako własną zasługę i tytuł do chwały, do „należnych" od innych świadczeń,
praw i przywilejów.
Bogu płacimy za te dary drobną
monetą paru modlitw, uczestnictwem
w niedzielnej Mszy
świętej –
nie zawsze te pobożne
czynności łącząc w
jedno z całym życiem. Nasz dług wobec Boga tym bardziej rośnie,
im więcej Jego darów przywłaszczamy
sobie jako zasługę
i własność, a nie jako depozyt
ku służbie dany.
Pan Jezus w przypowieści
o słudze-dłużniku
nie proponuje nam mnożenia
aktów pobożnych. Nasze
uznanie się za dłużników Boga
nie może przejawiać się tylko
w elokwencji modlitewnej, lecz
w takim stosunku do wszelkich
długów naszych bliźnich, jak sami byśmy pragnęli, by Bóg potraktował
nasz dług wobec siebie.
Miłujcie
waszych nieprzyjaciół. W
Kazaniu na Górze (Mt 5,43-48) Pan
Jezus poucza nas, że mamy miłować
naszych nieprzyjaciół
i modlić
się za tych, którzy nas prześladują.
Mamy tak czynić dla tego,
że tak postępuje
nasz Ojciec w niebie, dając deszcz i słońce dobrym
i złym. Bóg miłuje i obdarowuje wszystkich. Jeżeli chcemy być
Jego synami. Jego dziećmi, winniśmy
postępować tak, jak On –
miłować wszystkich. W tym miłowaniu nieprzyjaciół mamy być
doskonali, jak nasz Ojciec w
niebie jest doskonały w swej absolutnej
miłości. Na ogół ludzie kochają tych, którzy dobrze im czynią,
ale Jezus wzywa swych uczniów, by przekraczali
ten „próg"
warunkujący miłość tym, co się otrzymuje. W miłości bliźniego ten,
kto chce być
uczniem Jezusa i synem Boga, musi przekroczyć
wszelkie granice –
miłować nie tylko darmo, ale miłować wbrew
poniesionym stratom i
doznanym krzywdom. Wtedy tylko będzie naprawdę synem Boga,
mówiącym śmiało: „Ojcze".
Jest to zresztą jedyna forma „doskonałości", jakiej Jezus domaga się od swych uczniów
–
doskonałości w darowaniu i przebaczeniu.
Nie
sądźcie, abyście nie byli sądzeni. To
wezwanie z Kazania na
Górze z Ewangelii według Mateusza (Mt 7,1)
łączy się z
wezwaniem do wybaczenia i zawiera
tę samą zasadę: Bóg nie będzie nas sądzić, jeżeli my nie będziemy
sądzić bliźnich. Jezus mówi
w tym miejscu Ewangelii o tym, że mamy zwyczaj sądzić bliźnich
i upominać ich, mimo że nie
widzimy naszych własnych błędów,
nieraz o wiele większych niż
te, które wypominamy bliźnim. Nie
sądzić wydaje się czasami nawet trudniej
niż wybaczyć.
Czasem
gotowiśmy nawet darować komuś
winę, ale
tylko w taki sposób,
by nam przypadała za to chwała –
a bliźni został upokorzony.
Ileż procesów toczy się tylko
o udowodnienie własnej racji
i winy drugiego, ile wieloletnich sporów
rodzinnych toczy się o to samo –
z wiecznie powtarzanym: ,,bo
ty zawsze" i wyliczaniem wzajemnych
błędów i wad...
Tymczasem
nie ma prawdziwego przebaczenia
bez rezygnacji z sądu. Sam Bóg obiecuje nie sądzić
nas –
nie oceniać naszych win,
nie rozliczać wobec swej sprawiedliwości –
jeśli my w taki sposób
będziemy odnosić się do bliźnich: nie rozliczać, nie oceniać z takim czy innym
kodeksem w ręku,
a przeciwnie, otworzyć dla wszystkich
serca
Nikt
z nas nie może sądzić sprawiedliwie,
bo sami nie jesteśmy
dobrzy. Nasz wzrok skierowany
na bliźniego jest zmącony naszymi
własnymi grzechami, niechęciami,
głodami, kompleksami, pychą
czy zazdrością... naszą ciasnotą pojęć i ciasnotą serc. Sądząc,
nigdy nie sądzimy sprawiedliwie,
bo nigdy nie widzimy bliźniego
w całej jego prawdzie, lecz
tworzymy sobie jego obraz, w
którym jest wiele z nas samych. Bóg – gdy sądzi – sądzi
sprawiedliwie,
bowiem jest samą Miłością
i Prawdą. A jednak obiecuje
nie sądzić, a okazać samo tylko
miłosierdzie, jeżeli tylko my
– nie mający
prawa sądzenia – zrezygnujemy z tego tak nam miłego
bezprawia i okażemy samo
tylko współczucie, szacunek,
miłość, zaufanie i przebaczenie
tego, co nam złego uczynili.
Prośmy
więc: „Ojcze, odpuść nam nasze
winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" – wybacz
nam, że tak mało Ciebie
kochamy, jak i my wybaczamy, gdy
się czujemy mało i źle kochani,
daruj nam długi wobec Ciebie,
jak i my darowujemy długi bliźnim, daruj niewdzięczność, jaki
my nie domagamy się wdzięczności
za to, co uda nam się dobrego
komuś zrobić, nie sądź nas,
a okaż miłosierdzie, jak i my nie sądzimy i nie oskarżamy bliźnich.
Stanisława GRABSKA
Stanisława Grabska – publicystka, teolog, działaczka katolicka, żołnierz
AK. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwersytecie w Louvain. W
latach 1990–1994 wiceprezes Klubu Inteligencji Katolickiej.
Współpracowniczka miesięczników „Więź”, „
Znak”, „Tygodnika Powszechnego”. Uczestniczka
obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku. Wydała między innymi:
„Nadzieja, która jest wezwaniem” (1980), „Pacierz
w Biblii zakorzeniony” (1983), „Człowiek wobec Trójcy
Świętej” (1990). Rozważania na temat Ośmiu Błogosławieństw
były publikowane w pallotyńskim miesięczniku na przełomie 1984
i 1985 roku. Publikowany tekst ukazał się w „Naszej
Rodzinie” 9 (516) 1987, s. 23.
|
Na zdjęciu:
Bez tytułu (Brema, 2006)
Fot. Michael Wittbrot
|