Jak wygląda prawda o mormonach?
Pochodzenie ruchu
Tak zwany „Kościół Jezusa Chrystusa – świętych dni
ostatnich” (Church of Jesus Christ of Latter Day Saints),
obecnie bardzo dynamicznie rozwijająca się sekta jest mniej znana,
szczególnie w Polsce. Wiele osób już doświadczyło tego, że jeżeli
ktoś puka z książką do naszych drzwi – w USA, Kanadzie,
czy innym kraju, nawet i w jakimś mieście w Polsce, nie są to już
tylko Świadkowie Jehowy, często są to mormoni.
„Największym odgałęzieniem religijnym będzie jednak kościół
mormonów, założony przez Josepha Smitha, wysokiej rangi masona.
Smith zaangażowany był w okultyzm zanim został masonem.
Opublikował swoją „Book of Mormon” [Księgę
mormonów] w 1830 roku, na dwanaście lat przed przystąpieniem
do Zakonu. Jednak 15 marca 1842 roku Smith otrzymał pierwszy
stopień masoński, a następnego dnia został podniesiony do rangi
Najwyższego Mistrza Królewskiej Tajemnicy. Rzecz bez precedensu.
Sześć tygodni później 2 maja 1842 roku Smith uczył mormońskich
przywódców masońskich tajemnic, prezentowanych jako własne
‘odkrycia’. Wplótł w materię masonerii swój
dziwaczny rodzaj okultyzmu i twierdził, że było to objawienie z
Nieba. Brigham Young, inny ważny wczesny przywódca mormonów, także
był masonem. Wniósł swój wkład w rozwój tej okultystycznej
doktryny.
W ciągu ostatnich kilku lat byli mormoni napisali kilka książek
ujawniających powiązania pomiędzy mormonami i wolnomularzami.
Należą do nich „What’s
Going On in There?” [Co tam się dzieje?]
Chucka Sacketta, „The
God Makers” [Stworzyciele Boga] Eda Deckera i
Dave’a Hunta, który nie jest mormonem. Książki te ujawniają,
w jaki sposób masońska tradycja mormonów odzwierciedlona jest w
ich symbolach, rytuałach i tajnych doktrynach.
Mormoni mają
dzisiaj ponad 10 milionów członków i są relatywnie najbogatszym
‘kościołem’ na świecie. Ich wpływy polityczne i
inne są trudne do wyobrażenia.” [1]
Początki mormoństwa
Pierwsi
mormoni osiedlili się w stanie Utah, USA, mniej więcej półtora
wieku temu. Stan Utah to kraina surowego pejzażu z wieloma wzgórzami
i skalistymi łańcuchami górskimi, kanionami, jaskiniami, klifami,
a także parkami. Nazwa stanu pochodzi od Indian, którzy żyli tu
od dwóch tysięcy lat. Najliczniejszy był szczep Ute. W XIX wieku
zostali tak, jak wielu innych Indian wyparci przez białych do
rezerwatów.
Obecnie większość
ludności w stanie Utah to mormoni. W stolicy stanu, czyli mieście
Salt Lake City mają odpowiednik swojego Watykanu, Historic Temple
Square, skąd kierują swoim kościołem na obszarze całego świata.
A więc kim są mormoni? Dla przeciętnego człowieka, któremu coś,
gdzieś, kiedyś obiło się o uszy – są to ludzie uczciwi,
pracowici, mili, o wysokich standardach moralnych, dumni ze swojego
życia rodzinnego. Jednym słowem chrześcijanie, za których się
zresztą podają, żyjący, na co dzień swoją wiarą. Ktoś,
gdzieś może słyszał jakieś pogłoski o poligamii i na tym się
raczej nasza wiedza kończyła.
Na kasecie video „The God Makers” [Stworzyciele Boga] Eda Deckera i Dicka
Beara w formie konsultacji w firmie prawniczej w Los Angeles
przedstawiają oni w imieniu, jak mówią, „rosnącej liczby
ofiar tej organizacji”, której sami też są ofiarami[2],
udokumentowane dowody, które podają historię nieprawdopodobną a
prawdziwą. Mówią, że mamy tu do czynienia z bardzo bogatą
multimiliardową korporacją, której bogactwo ma zasięg ogólnoświatowy,
wpływy w świecie zawrotne, a techniki prania mózgów
nieprawdopodobnie efektywne. Posiadają całe zbiory dowodów
dotyczących tragedii rozbitych rodzin, których członkowie
przedstawiają swoją historię. Uważają, że jest to najbardziej
zwodnicza i niebezpieczna grupa w świecie. A to, że na zewnątrz
wygląda, że rodziny są dobrze ułożone i żyją zgodnie, jest właśnie
częścią nieprawdopodobnego oszustwa. Dlatego uważają, że muszą
wyeksponować i ujawnić prawdę.
Kościół
mormonów rozsyła dziesiątki tysięcy misjonarzy, których celem
jest propagowanie mormoństwa w świecie. Większość z nich
odbywa kursy instruktażowe w BYU – Brigham Young University,
w Centrum Treningu Misjonarzy [3].
Bardzo rozbudowany program misji gromadzi wielu nowych członków
– dr Herold Goodman, profesor BYU, były biskup mormoński,
obecnie prezydent ds. misji, mówi o 28 tysiącach misjonarzy w 186
krajach świata. Od 1900 roku ilość mormonów wzrasta w tempie 60
procent, co 15 lat. W niedalekiej przyszłości, w ciągu najbliższych
dziesięcioleci spodziewają się 100 milionów członków. Goodman
twierdzi dalej, że młodzi są siłą kościoła w przyszłości,
więc gromadzi się ich w niedziele na różnych zajęciach,
organizuje się różne imprezy rekreacyjne, rozrywkowe, sportowe,
społeczne, gry, tańce i tym przyciąga tych młodych ludzi. W
samej Irlandii w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba członków
wzrosła o ponad 1000 procent.
Różne
imprezy społeczne i wydarzenia kościelne odbywają się w
kaplicach, które buduje się z szybkością dwóch dziennie na świecie.
Jeżeli jednak chodzi o świątynie, których jest tylko kilka
tuzinów w świecie, to już całkiem inna sprawa. Nie odbywają się
tam żadne ceremonie kościelne – jedynie owiane tajemnicą
rytuały, zarezerwowane dla nielicznych wybranych. Goodman mówi,
że celem „świętych dni ostatnich” jest być małżeństwem,
jako jednostka rodzinna w domu Boga, gdzie otrzymują błogosławieństwa,
które pozwalają ostatecznie, jeżeli jesteśmy tego warci,
przebywać i mieszkać w obecności naszego „ojca
niebieskiego”. Nie każdy jednak może przebywać w świątyni,
trzeba wpierw uzyskać „rekomendację do świątyni”.
Goodman mówi dalej, że taki kandydat musi przejść
satysfakcjonujący wywiad u swojego biskupa i prezydenta stanu,
musi odpowiedzieć na niektóre wnikliwe pytania na temat swojej
wartości i moralności oraz bieżących zajęć. Potem jedynie można
przebywać w obecności „ojca niebieskiego”, w
przeciwnym razie nie możemy być w jego obecności. Po przyjęciu
do świątyni kandydaci dowiadują się o różnych regulacjach,
jak np., że muszą się wstrzymać od picia kawy i herbaty, płacić
na świątynię znaczną część swoich zarobków, pracować
dobrowolnie dla różnych organizacji kościoła mormońskiego.
Mormon, który zasłuży, stanie się sam bogiem w następnym życiu,
kierując swoją własną planetą ze swoimi boginiami – żonami.
Dlatego taka ważna jest świątynia dla „świętych dni
ostatnich”, ponieważ jeżeli ktoś zasłuży na to, żeby się
do niej dostać, przyjmie ich reguły, złoży ślubowanie i
zachowa je, to w końcu może wzrastając stać się sam bogiem.
Smith nauczał, że kiedyś mormońscy bogowie i boginie byli po
prostu ludźmi tak, jak my i wypracowali swoją drogę w „górę”,
stając się bogami. Gdzieś rzekomo są miliony tych rozwiniętych
„humanoids” w przestrzeni, doglądających swoją własną
planetę.
Brzmi to jak
„science fiction” albo grecka mitologia i trudno
uwierzyć w to, że przeciętny mormon może w to wszystko wierzyć,
ale jak zapewnia jeden z byłych mormonów Ed Decker, on sam wierzył
w to wszystko przez 19 lat.
Mormońska iluzja
Autor
książki „Mormon’s Illusion” [Mormońska iluzja]
mówi w tym momencie, że funkcjonuje takie stwierdzenie u mormonów:,
„Kim bóg był – człowiek jest, kim bóg jest –
człowiek będzie.”
Kościół
mormonów naucza, że kobieta, żeby stać się boginią, musi
zostać żoną mormona o odpowiedniej pozycji w kościele. Mąż i
żona, którzy z sukcesem osiągną „boskość”, będą
musieli zaludnić swoją własną planetę tak dużą ilością
swojego duchowego potomstwa, jak to tylko możliwe. Mormoni są
sami tą kwestią zakłopotani i niechętnie o niej mówią. Na dowód
jak daleko mormonizm odszedł od ortodoksyjnego chrześcijaństwa
przytaczamy fantastyczną historię powstania tej religii.
Mormonizm
naucza, że w przestrzeni kosmicznej są tryliony planet rządzonych
przez niezliczonych bogów, którzy kiedyś byli ludźmi tak, jak
my. Dawno temu na jednej z tych planet niezidentyfikowany bóg i
jedna z jego bogiń-żon mieli duchowe dziecko o imieniu Allochim.
To duchowe dziecko urodziło się potem u ludzkich rodziców, którzy
dali mu fizyczne ciało. Poprzez posłuszeństwo mormońskiemu
nauczaniu, śmierć i zmartwychwstanie Allochim udowodnił, że
jest wart wyniesienia do boskości, tak jak jego ojciec przed nim.
Mormoni wierzą, że Allochim jest ich niebieskim ojcem i że
mieszka ze swoimi boginiami-żonami na jednej z planet. Tutaj bóg
mormonów i jego boginie-żony poprzez boże pożycie powołali do
istnienia miliony duchowych dzieci. Należało zdecydować o ich
przyszłości. Przywódca mormońskich bogów zwołał, więc
wielkie zebranie boskiej rady. Byli tam też obecni synowie
Allochima: Lucyfer i jego brat Jezus.
Zaprezentowano
plan powstania planety Ziemi, gdzie będą posłane duchowe dzieci
przyjmując śmiertelne ciała i ucząc się odróżniać dobro od
zła. Lucyfer zaproponował swoją ofertę: on będzie zbawicielem
tego nowego świata. Chciał dla siebie chwały i planował zmusić
każdego, żeby stał się bogiem. Tej propozycji sprzeciwił się
mormon Jezus. Zasugerował on danie ludziom wolnego wyboru tak, jak
i na innych planetach. Nastąpiło głosowanie, zatwierdzające
propozycję mormona Jezusa, który miał stać się zbawicielem
planety Ziemi. Rozzłoszczony Lucyfer przekonał jedną trzecią
duchów przeznaczonych do zaistnienia na Ziemi do buntu przeciw
niemu. W ten sposób stał się diabłem, a jego zwolennicy
demonami. Wysyłając ich na Ziemię odmówiono im na zawsze śmiertelnych
ciał. Ci, którzy byli neutralni w tej bitwie zostali przeklęci i
rodząc się na Ziemi otrzymali czarną skórę – to jest
wyjaśnienie mormonów, co do rasy murzyńskiej. Te duchy, które
walczyły bardziej zdecydowanie przeciwko Lucyferowi urodzą się w
mormońskich rodzinach na planecie Ziemi i będą to ludzie z jaśniejszą
skórą lub biali – jak opisuje to Księga mormonów.
Jeden z wcześniejszych mormońskich proroków uczył, że Allochim
i jedna z jego bogiń-żon przybyli na ziemię jako Adam i Ewa[4],
żeby zapoczątkować rasę ludzką. Tysiące lat później
Allochim w ludzkiej postaci jeszcze raz dokonał podróży na ziemię
ze swojej gwiezdnej bazy, tym razem, żeby po pożyciu z dziewicą
Maryją stworzyć mormona Jezusa w ludzkim ciele fizycznym. Następnie,
gdy mormon Jezus dorósł na mężczyznę miał przynajmniej trzy
żony: Marię, Martę i Magdalenę. Poprzez te żony mormon Jezus,
od którego Joseph Smith twierdzi, że bezpośrednio pochodzi,
podobno był ojcem wielu dzieci, zanim został ukrzyżowany. Według
„Księgi mormonów”,
po zmartwychwstaniu mormon Jezus przybył do Ameryk, żeby nauczać
Indian, którzy jak mormoni wierzą, tak naprawdę są Izraelitami.
W ten sposób mormoński Jezus rzekomo założył swój kościół
w Amerykach tak, jak uczynił to w Palestynie.
Do roku 421 czarnoskórzy indiańscy Izraelici zwani, Limonaits [5]
zwyciężyli wszystkich białych Nifaits[6]
w wielu wielkich bitwach. Dzieje Nifaits były rzekomo spisane na złotych
tablicach i zakopane przez ostatniego pozostałego przy życiu białego
Nifait, na wzgórzu Cumorah. 1400 lat później poszukiwacz skarbów,
młody Joseph Smith, którego ówcześni znali z długich opowieści,
twierdził, że odkrył te złote tablice niedaleko swojego domu w
stanie New York.
Obecnie Joseph
Smith uważany jest przez mormonów za proroka, który twierdził,
że miał objawienia ze świata duchowego, nakazujące mu
zorganizowanie kościoła mormonów. To Joseph Smith stworzył większość
tych osobliwych doktryn, które miliony ludzi uważają dziś za
prawdę. Poprzez przestrzeganie surowego kodeksu wymagań moralnych
i finansowych i wypełnianie tajemniczych świątynnych rytuałów
– dla siebie i umarłych – święci dni ostatnich mają
nadzieję udowodnienia swojej wartości i stania się bogami.
Mormoni uczą, że każdy musi stanąć na sądzie ostatecznym
przed Josephem Smithem, mormonem Jezusem i Allochimem. Ci mormoni,
którzy jako małżeństwo połączone na wieczność w ceremonii
świątynnej znajdą się na tamtym świecie, spodziewają się, że
staną się poligamicznymi bogami w królestwie bożym rządząc
innymi planetami i płodząc nowe rodziny poprzez wieczność.
Mormoni dziękują bogu za Josepha Smitha, który twierdził, że
zrobił dla nas więcej, niż jakikolwiek innych człowiek, włączając
w to Jezusa Chrystusa. Mormoni wierzą, że Smith umarł jako męczennik
przelewając za nas swoją krew, żebyśmy także mogli stać się
bogami.
Sprzeczności w „Księdze mormonów”
Sandra Teller [7],
badacz mormonów, uważana za jednego z największych znawców
mormonów na świecie, mówi, że w niepublikowanych materiałach
mormońskich zawarte są sprzeczności i dlatego ukrywa się je
przed ludźmi. „Księga
mormonów” miała wiele wersji, które sobie wzajemnie
zaprzeczały. W pierwszej wersji Smith twierdzi, że Jezus mu się
ukazał. Parę lat później zmienia historię, twierdząc, że
aniołowie mu się ukazali, w kolejnej wersji, że dwie postacie
– Jezus i Bóg. W kolejnych wersjach „Księgi”
zmienia
daty, ile ma lat, motywację – dlaczego poszedł do lasu się
modlić, zmienia postacie, które tam zobaczył, zmienia wersje
przekazów, które rzekomo otrzymał. Jeżeli zmienia w poszczególnych
wersjach, których podobno w sumie było dziewięć, to, czego
rzekomo doświadczył, nie może to być faktycznym wydarzeniem.
Gdyby te materiały opublikowano, zniszczyłyby one zewnętrzny, piękny
obraz mormoństwa. Nawet mormońscy misjonarze tego nie wiedzą,
ale są częścią konspiracji. Naucza się ich, że wszystko zostało
sprawdzone i potwierdzone w stu procentach.
Liderzy mormońscy w odróżnieniu od chrześcijaństwa, gdzie
zawsze ocenia się aktualne publikacje, sięgając w celu porównania
i sprawdzenia do najwcześniejszych rękopisów, żeby potwierdzić
autentyczność Biblii, czynią zupełnie odwrotnie. Tworzą nowe
wersje, przepisując – zmieniają, opuszczają fragmenty
historii, rękopisów, pamiętników, publikacji, co jest dowodem
na to, że jest to „religia” stworzona przez człowieka.
Ed Decker daje przykład jednej z ostatnich publikacji mormońskich
– „Doctrine and Covenants”[8],
gdzie pominięto przeszło dwieście słów oryginalnej „Księgi”
napisanej przez Josepha Smitha. Pytanie dlaczego?
Dlatego, że zawierała ona trzy sprzeczne wersje objawień Smitha.
Mormoni wierzą, że najważniejszym prorokiem, którego należy słuchać
jest aktualny prorok, ponieważ, kiedy mówi on jako prorok, to bóg
mówi przez niego. Może on wprowadzić tym samym zmiany do
poprzedniego nauczania.
Archeologowie
mormońscy przez dziesiątki lat poszukiwali śladów miejsc, miast,
ludzi, języków, przedmiotów wielkiej cywilizacji opisanej w
„Księdze mormona”,
istniejącej rzekomo na przestrzeni obu Ameryk w latach 600 przed
naszą erą do 420 naszej ery. Uważali, że jeżeli historia
spisana przez Smitha ze złotych tablic jest autentyczna, to można
ją badać tak, jak każdą inną książkę historyczną.
Tymczasem nie znaleziono nic! Nie ma śladu Nifaits, języków,
miast, nie ma żadnej mapy w książkach mormońskcih, nie można
zlokalizować żadnego miejsca, nie wykopano w obu Amerykach żadnego
przedmiotu, który by, chociaż częściowo przypominał te z
opisanej przez Smitha cywilizacji.
Dr Charles
Crane, autor, ekspert archeologii mormońskiej mówi, że nie
odnalazł ani śladu, ani jednego dowodu na istnienie cywilizacji
opisanej w „Księdze
mormonów”. Jako przykład podaje złote i
srebrne monety, o których jest mowa w „Księdze”:
„senine of gold”, „seon of gold”, „shun
of gold”, „limnah of gold”, itd., z których ani
jednej nigdzie nigdy nie odnaleziono, w przeciwieństwie, na przykład
do monet biblijnych wymienionych w Nowym Testamencie jak: sykl,
drachma, „wdowi” grosz, których odnaleziono wielką
ilość. Dr Crane powiedział, że „Księga
mormonów” kojarzy mu się z historią „Alicji w
krainie czarów”.
Josehp Smith twierdził również, że księżyc był zamieszkały
przez ludzi, którzy żyli tam po tysiąc lat, a Brigham Young
dodawał, że nie tylko księżyc, ale i słońce było zamieszkałe
przez ludzi.
Subiektywna ocena wiary
Ed
Decker mówi, że misjonarze przychodzą do ludzi werbować nowych
członków, mówiąc o ważności rodziny, używając terminologii
chrześcijańskiej, jak: Jezus, Bóg, zbawienie, a ludzie nie zdają
sobie sprawy, że te pojęcia mają zupełnie odmienne znaczenie u
mormonów. Twierdzą, że Smith jest prorokiem boga i że „Księga mormonów” jest prawdziwą ewangelią i następnie
każą się modlić, a jeżeli poczuje się pieczenie w piersiach,
to jest to potwierdzenie i dowód na to, że to jest prawda. Jest
to, więc subiektywna ocena. A prawdziwości Ewangelii nie można
testować „pieczeniem w piersiach”. Gdy Decker w
rozmowie z mormonami udowadniał im, że nie ma dowodów i żadne
fakty nie potwierdzają prawdziwości zawartości „Księgi
mormonów”, niektórzy odpowiadali, że to nie ma dla
nich znaczenia, odczuwali pieczenie w piersiach i to im wystarcza
na potwierdzenie prawdziwości „Księgi
mormonów”.
Odtworzono również
niefilmowane nigdy przedtem tajemnicze, mormońskie ceremonie, na
wzór masońskich, których większość mormonów nigdy nie widziała,
a tych, którzy widzieli i przeszli przez te obrządki, obowiązuje
przysięga nie ujawniania ich pod groźbą kary śmierci, którą
zademonstrowano w obrazach przesuwania kciuka prawej ręki pod szyją
demonstrując poderżnięcie gardła. Przesuwanie kciuków obu rąk
poprzez brzuch – to demonstracja wyrwania wnętrzności.
Tysiące
tajemniczych, okultystycznych ceremonii dotyczących żywych i umarłych
odbywa się codzienne w świątyni, aby umarli też mogli korzystać
z mormońskich przywilejów. Mormonów zachęca się do kontaktów
z umarłymi, których ma się nawrócić na mormońską religię.
Według Goodmana istnieją trzy cele kościoła mormonów: głoszenie
ewangelii, doskonalenie swojego życia, nawracanie umarłych, ich
odkupienie i zbawienie. Konsekwencją tego, mówi Goodman, jest
aktywne poszukiwanie miejsc i czasu urodzin i nazwisk krewnych, a
także innych umarłych. Dlatego właśnie posiadają oni
genealogiczne centrum na świecie. Informacje o umarłych przodkach
są transferowane na mikrofilmy i gromadzone w odległości 20 mil
od miasta Salt Lake City w tunelach wydrążonych w skalistych
zboczach gór.
Mormoni mają
zalecenie ubierać rodzaj magicznej specjalnej koszuli bezpośrednio
na ciało. Na koszuli jest specjalny znak, amulet zwany talizmanem.
Koszula ta o rzekomo magicznych właściwościach ma chronić
mormonów przed niebezpieczeństwami. Jednak nie istnieje żadna
statystyka, która potwierdzałaby, że uchroniła ono kogokolwiek
przed czymkolwiek. Joseph Smith, zaangażowany w okultyzm, miał
podobno specjalny magiczny kamień [9]
przy pomocy, którego poszukiwał skarbów, a także spisywał treść
złotych tablic.
Mormoni w „Biblii szatana”
[10]
Ed Decker eksponuje „Biblię
szatana”, w której w sekcji pod tytułem „Infernal
names” – „Piekielne imiona”, wskazuje na
imię Mormo – boga żyjących-umarłych. Ci, którzy są jego
wyznawcami są nazywani mormonami. Może to przypadek, zbieg
okoliczności? A więc dlaczego, zastanawia się Decker, mormoni są
tak obsesyjnie uczuleni na genealogię, poszukiwanie umarłych, dla
których i w imieniu których odbywa się codziennie tyle obrzędów
w świątyni, gdzie się ich nawraca i którzy podobno składają
wizyty mormonom.
Według
Encyklopedii okultyzmu i parapsychologii [11]:
Pentagram – „Microcosm” lub „Baphomet”
są jednymi ze znaków zaklęcia szatańskiego w rytach masońskich,
które można znaleźć w Biblii szatana i w świątyni Salt
Lake City [12].
Bogactwo sekty
Mormoni
dysponują olbrzymimi bogactwami [13].
Dr John Smith, autor i ekspert, co do majątku mormonów twierdzi,
że kościół mormoński jest drugą w kolejności instytucją
finansową na zachód od rzeki Mississippi. Posiadają kompanie
ubezpieczeniowe, np. Beneficial Life Ins. Co., o majątku $2,6
miliardów, korporacje np. Desert Management and Trust Corp.,
szpitale, szkoły, budynki apartamentowe, farmy. Są jednymi z
największych, właścicielami giełdy, stacji telewizyjnych i
radiowych, łańcucha wielkich sklepów typu hipermarket, posiadają
wiele ziemi w 50 stanach USA, w Kanadzie, Europie i na wszystkich
kontynentach. 2/3 ich własności jest zwolnione od podatków.
Miliardy dolarów rocznie otrzymują także od swoich członków,
poprzez obowiązkowe ofiary. Posiadają też olbrzymią część
Hawajów i są największą instytucją finansową w tym rejonie.
Udostępniona dla zwiedzających świątynia (Mormon Temple) jest
drugą, co do wielkości po świątyni w Salt Lake City, co do
liczby zwiedzających. Podczas zwiedzania wyświetla się filmy o
mormonach, następnie zwiedzający wpisują się do księgi gości
i w dalszej kolejności ich dane przekazywane są do rąk
misjonarzy na terenie zamieszkania. Jest to jeden ze sposobów
werbowania nowych członków. Następny – to chodzenie od
drzwi do drzwi, werbowanie w centrach zwiedzania, dalej poprzez
sponsorowanie grupy harcerzy, tzw. „boys scouts groups”,
instytucje edukacyjne, łańcuch hoteli Marriott, gdzie umieszcza
się bezpłatnie literaturę mormońską.
Przerażająca i odmienna rzeczywistość
Stan Utah, który jest w 75% mormoński przewodzi w USA w bankructwach i
oszustwach na giełdzie, jest w krajowej czołówce, jeżeli chodzi
o rozwody, samobójstwa młodzieży, krzywdzenie dzieci, ciąże młodych
dziewcząt, choroby weneryczne i bigamię. W Utah jest ponad 25
tysięcy poligamicznych małżeństw wśród fundamentalistów
mormońskich. Joseph Smith także uprawiał bigamię, miał poza
plecami swojej żony Emmy inne kobiety, o których wiedziała.
Jednak w małżeństwie mormońskim, żona obowiązana jest podporządkować
się mężowi.
Ed Decker, którego rodzina rozpadła się przez mormonizm twierdzi,
że zna steki rodzin porozbijanych przez tę „religię”.
Jeżeli współmałżonek nie dopasuje się do standardów mormońskiego
nauczania i kościoła, doradza się rozwód. Zmieniają się
relacje rodzinne, psują się personalne dobre stosunki w rodzinie,
które istniały przed przystąpieniem któregoś z członków
rodziny do sekty. Wielu młodych ludzi nie jest w stanie sprostać
wymogom kościoła, tracą poczucie własnej wartości, popadają w
depresję i często kończą samobójstwem.
Z kolei według Sandry Teller, chociaż wielu członków ma
problemy z wiarą w mormońskie nauczanie, a niektórzy wcale nie
wierzą, nawet ci na wysokich stanowiskach w kościele (przykład
pewnego biskupa), trudno wielu mormonom podjąć decyzję odejścia
z kościoła, gdyż publiczne, otwarte odejście powoduje rodzaj
ekskomuniki, izolacji. Odsuwają się mormońscy przyjaciele i członkowie
rodziny. Można np. stracić pracę, gdy się ma pracodawcę
mormona, swój biznes, czy pozycję w kościele. Niektórzy obawiają
się rozwodu. Jednym słowem, nie chcą utracić statusu, który
osiągnęli. A jednak wielu podjęło ryzyko bez względu na
konsekwencje, zaczęli czytać i myśleć samodzielnie. Studiując
Ewangelię, Stary i Nowy Testament wielu odkryło prawdziwego Boga
i to, że bóg mormoński nie jest Bogiem z Biblii. Odkryli, że
byli bardziej pochłonięci zewnętrznymi obrządkami, a nie pracą
nad swoim wnętrzem, które wymagało poprawy, gdyż nie jest w tak
dobrym stanie, jak im podpowiadała mormońska pycha. Jedna z byłych
mormonek stwierdza, że to Jezus Chrystus jest drogą, prawdą i życiem,
a nie organizacja.
Artur Marek WÓJTOWICZ
[1]
Gary Kah "Globalna okupacja", s.
158-159.
[2]
Warto jest tutaj nadmienić, że Decker przez 19 lat był
mormonem.
[3]
Missionary Training Center.
[4]
Mormoni twierdzą również, że Jezus był Archaniołem Michałem.
Jest to typowe twierdzenie dla ruchów millenarystycznych.
[5]
Lamanici
[6]
Nefici
[7]
Eksmormonka.
[8]
Nauki i Przymierza.
[9]
Sear stone – coś w rodzaju kryształowej kuli.
[10]
Encyclopedia of Freemasonry, pp. 1002, 1003; 316-317; 689
[11]
Tom.2, s. 552.
[12]
www.foxgrape.com
[13]
Zdaniem wielu znawców z dziedziny ekonomii mormoni są podobno
właścicielami wszystkich kopalni cynku na terenie Meksyku. Zaś
zasoby finansowe pomagały tejże organizacji finansować wojnę
w Falklandy i Malwiny.
Artur Marek Wójtowicz Jest autorem wstepu do Biblii ekumenicznej
wykonanej ręcznie przez 650 osób z Horgen ZH. W 2003 roku, w
jezuickim wydawnictwie „WAM” w Krakowie wydał książkę
„Bóg Mormonów”. W 2005 roku był współautorem
„Leksykonu Papieży” wydanego przez krakowski INETMEDIA.
Obecnie w przygotowaniu są jego publikacje: „Inkwizycja
Niemiecka” (Wroclaw), „Podrecznik Grafologii” (Katowice).
|
Na zdjęciu:
Jeden
z mormońskich
gestów
|