Kim jestem dla Ciebie (6)
II: Dzisiaj, kim jest
dla mnie Jezus?
5. „Dałem wam przykład” (J 13, 15). Boże
Narodzenie.
Pewnego dnia, ks.
Edward Farrel[1],
profesor teologii w Seminarium Diecezjalnym w Detroit (USA),
przyszedł zobaczyć się ze mną w Kawasaki. On rzekł:
„Misjonarze Maryknoll prosili, abym głosił rekolekcje dla
członków Stowarzyszenia Maryknoll pracujących w Azji. Niektórzy
mówili mi o Prado. To, co usłyszałem, zainteresowało mnie tak
bardzo, że postanowiłem o tym zgromadzeniu dowiedzieć się czegoś
więcej. Tak jak się zorientowałem, duch Prado przydałby się
szczególnie księżom świeckim mojego kraju. Mówiąc szczerze,
dwaj pradozjanie pracują obecnie wśród nich. Są to księża
kompletnie zaabsorbowani ekonomicznymi i socjalno-politycznymi
problemami. Oni nie zwracają wielkiej uwagi na modlitwę,
sakramenty, czytanie Pisma Świętego itp. Inni zaś przywiązując
wielką wagę do rozwoju tak zwanego duchowego życia, zapominają
o problemach współczesnego świata. Według mych obserwacji,
wydaje mi się, że duch Prado działa stosownie do obu tych aspektów.
Czy mylę się?”.
On rozumiał dobrze. Jezus z Nazaretu jest ucieleśnionym Słowem
Bożym. Jeśli spodobało się Bogu Ojcu połączenie w Nim tego co
Boskie i tego co ludzkie, czy możemy odłączyć te atrybuty? „Co
Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza” (Mt 19,
6). Miłość do Boga i miłość do naszych bliźnich są nierozłączne.
Te dwie formy miłości należą do jednego i tego samego
przykazania (Mt 22, 37-40). „Jeżeli jakiś człowiek, który
jest bogaty w dobra tego świata widzi, iż któryś z jego braci
jest w nędzy i zamyka przed nim swe serce, czyż może miłość
Boga przebywać w nim?” (1J 3, 17). Dlatego Sobór Watykański
II oświadcza: „Przez Wcielenie Syn Boży został złączony
w pewnym sensie z każdym człowiekiem”. [2]
Dlatego też każdy człowiek, obojętne jaką wyznaje religię i
wszystko jedno, do jakiej przynależy ideologii lub rasy, będzie sądzony
za swą postawę wobec tych, którzy cierpią: „Cokolwiek
uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnie uczyniliście”
(Mt 25, 40).
Biblia mówi nam, jak ważne jest ogóle spojrzenie na sytuację człowieka
i stan społeczny. Ktokolwiek pragnie osiągnąć życiowy sukces w
biznesie, polityce, edukacji, to zupełnie naturalnie stara się
najpierw dobrze analizować sytuację. Kiedy i ja także poważnie
analizuję socjalną scenę, na której ukazują się walczący o
budowanie nowego świata w sprawiedliwości i miłości
braterskiej, to życzę sobie i im sukcesu w tej walce, współpracując
z nimi w miarę swoich możliwości. Ale głębsza racja zmusza
mnie do przewartościowania rzeczywistości, mianowicie moja wiara
w Boga i w Jezusa z Nazaretu, o którym mówi Biblia. Dla Boga
i Jezusa, dostrzeganie obecnej sytuacji ludzkości ma zasadnicze
znaczenie.
Biblia pokazuje nam Boga, który widział cierpienia
Hebrajczyków w Egipcie, który „słyszał ich
krzyk” i zdecydował się przysłać Mojżesza, aby ich
wyzwolił (Wj 3, 7-8). Używając Mojżesza jako pośrednika, Bóg
zawarł przymierze ze swoim ludem. Jeden fundamentalny warunek tego
przymierza polega na ukazaniu miłościwej troski o słabych,
biednych, wdowy, sieroty i cudzoziemców. Niestety, ta zasada
była często zaniedbywana. Dlatego też prorocy poprzez długie
wieki, aż do przyjścia Chrystusa nawoływali lud do wypełniania
wymagań Przymierza i zwiastowali przyjście Mesjasza, który
zawrze Nowe i wieczne Przymierze. Gdy ten Zbawiciel przyszedł, to
On postawił w centrum Królestwa Bożego niewidomych, sparaliżowanych,
trędowatych, dzieci – krótko mówiąc – wszystkich
wzgardzonych i znajdujących się na marginesie społeczeństwa.[3]
Jezus zwraca uwagę na aspiracje ludzi. Pyta ich: „Cóż
chcesz abym ci uczynił?”, „O czym rozmawialiście
jeden z drugim w drodze?”. Dostrzeganie rzeczywistość i
człowieka to, w pewnym sensie, kontemplacja samego Boga, ponieważ
„w Nim żyjemy, poruszamy się i trwamy” (Dz 17,
28). Jezus jest więzią łączącą wszystko razem. „On
jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” (Kol
1, 17).
Poprzez konkretne wydarzenia historii, poprzez spotkanie się z ludźmi,
Bóg daje sygnał każdemu człowiekowi – wierzącemu czy
nie. Jezus wzywa każdego człowieka do przejścia z egoizmu do miłości,
z rezygnacji i fatalizmu do wspólnej i solidarnej akcji, z nieświadomości
do świadomości konkretnej rzeczywistości. Gdy człowiek odkrywa
we własnym sercu taki apel, to musi decydować, musi wybrać. Nie
może zostać neutralny, musi akceptować ten apel, albo odrzucić
go. Ta akceptacja lub odrzucenie jest dokonywane w życiu
codziennym (Rz 8, 28). Gdy zwracam szczególną uwagę na
rzeczywistość ludzi, odkrywam nie tylko wołanie Boga do mnie
przez nich, lecz też Jego dzieło w nich.
Oglądając w ten sposób sytuację ludzi i rzeczywistość społeczeństwa,
wraz z braćmi Prado, kroczę za Jezusem. On dał nam przykład,
abyśmy czynili tak, jak On czynił (J 13, 15). Przez skupianie
naszej uwagi na postaci Jezusa, naszego Mistrza i Wzoru, zmieniamy
nas samych. Ta zmiana nie jest z początku zauważalna, lecz to
wewnętrzne przemienienie w swoim czasie stanie się widoczne.
Stopniowo Serce Jezusa stanie się naszym własnym. To jest wynik
działania Ducha Świętego w naszym sercu. „My wszyscy z odsłoniętą
twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską, jakby w zwierciadle,
za sprawą Ducha Świętego coraz bardziej jaśniejąc upodabniamy
się do Jego obrazu” (2 Kor 3, 18).
Kiedy ja chcę odnowić własne dyspozycje jako uczeń Chrystusa,
powtarzam wraz z moimi przyjaciółmi następującą formułkę z
czasów przyjęcia nas do Prado:
„Usłyszeliśmy Jezusa Chrystusa wzywającego nas do ściślejszego
naśladowania Go, przez stosowanie się do Jego wskazówek za przykładem
bł. Antoine’a Chevriera. W noc Bożego Narodzenia 1856 roku,
chcąc wychować «biednych» kapłanów, aby mogli nieść
Dobrą Nowinę biednym ludziom, ksiądz Chevrier postanowił naśladować
dokładniej Chrystusa, aby w ten sposób móc efektywniej współuczestniczyć
w dziele Zbawienia. Jego decyzja pochodziła z kontemplacji:
– ludu
robotniczego dzielnicy «La Guillotiere», zniszczonego
przez nędzę i niedowiarstwo,
– osoby świeckiej (C. Rambaud), która dobrowolnie wybrała
tryb życia ubogiego,
– Słowa Bożego stającego się «ciałem» w
stajence Betlejemskiej.
Ten apel zwraca się też do nas poprzez sytuacje obecnego społeczeństwa.
* Japonia jest ekonomicznie wysoko rozwiniętym krajem, zajmującym
trzecie miejsce w świecie, lecz nie możemy zapominać, że ten
sukces zawdzięczamy cierpieniu i ofiarnej pracy robotników, zwłaszcza
z małych i średnich przedsiębiorstw ludów Trzeciego Świata.
* My ujrzeliśmy, jak wielu przemęczonych robotników pracowało w
ciągu dodatkowych godzin, by zwiększyć swoje dochody, jak niemożliwym
jest wykorzystanie należnych im urlopów. Nimi to manipuluje się
jak pionkami na szachownicy według wymagań racjonalizacji lub
koniunktury. Ujrzeliśmy ich zniewolenie monotonną i wyczerpującą
pracą.
* Zauważyliśmy podstępy edukacji, która kształciła nowych
«kamikaze» rozwoju ekonomicznego, zapraszając ich
raczej do zabawy niż do zastanawiania się nad własnymi
problemami.
* Nam przykro jest, gdy obserwujemy jak wiele związków
robotniczych zdradza własną misję, współpracując całkowicie
z polityką ekonomiczną patronatu, nie zważając na
aspiracje robotników.
* Widzimy jak sieci dystrybucji tworzą coraz większą przepaść
między producentami a konsumentami.
* Nie wolno nam zapomnieć, że kraje rozwinięte bogacą się
kosztem krajów Trzeciego Świata. Uważamy, że wyzwolenie
robotników japońskich nie jest możliwe bez wyzwolenia robotników
Trzeciego Świata.
* Odkryliśmy w tych ludziach obraz Boga, który został zniszczony
i zniekształcony. I doszliśmy do wniosku, że Chrystus nas wzywa
do stworzenia «nowego człowieka» i «nowego społeczeństwa”.
* Z miłości Jezusa Chrystusa, biednego wśród biednych,
urodzonego dla nas w biednym żłóbku, decydujemy się
prowadzić życie w ubóstwie i prostocie, wśród otoczenia
najmniej respektowanego w świecie, aby zrozumieć ich lepiej, aby
ich ukochać w tych wysiłkach o wyzwolenie się i aby pomóc im w
przyjęciu Dobrej Nowiny. Ponieważ bez Chrystusa prawdziwe
wyzwolenie jest niemożliwe. «Miłość Chrystusa przynagla
nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to
wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus po to,
aby ci, co żyją, nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za
nich umarł i zmartwychwstał» (2 Kor 5, 14-15).
* Z miłości Jezusa Chrystusa, który umarł za nas na krzyżu,
decydujemy zaprzeć się samych siebie i za wszelka cenę naśladować
Jezusa. Chcemy również poważnie przyjąć do serca Słowa Ojca
zawarte w Ewangelii. W tym Słowie, bowiem, znajdujemy nieprzemijające
życie, zakwestionowanie naszego grzechu i grzechu całego świata.
Pod wpływem Ducha Świętego, źródła światłości i siły, w
Tym Słowie znajdujemy młodość i odnowienie, aby stać się Jego
prawdziwymi uczniami gotowymi nawet do podjęcia ryzyka nowych
dzieł apostolskich, niezbędnych do misji Kościoła.
*Z miłości Jezusa
Chrystusa, który daje nam Samego Siebie w Eucharystii,
pragniemy żyć w obcowaniu (koinonia) z naszymi braćmi świeckimi,
kapłanami, biskupami wszelkich krajów i ras.
W tej intencji chcemy:
– oddać się całkowicie realizacji misji Kościoła,
sprecyzowanej przez Sobór Watykański II,
– otwierać nasze uszy na apele płynące ze świata i
proponować niezbędne inicjatywny apostolskie,
– żyć we wspólnocie braci pomagając sobie
wzajemnie,
– starać się być specjalnie uważnymi na wezwanie ludzi do
apostolstwa, kapłaństwa, życia zakonnego, zwłaszcza w najmniej
faworyzowanych klasach społecznych,
– przyjąć dar celibatu jako znak wielkiej miłości dla
wszystkich,
– żyć w codziennym nawróceniu się, aby Kościół był
coraz bardziej oczyszczony.
Przez nasze zaangażowanie
się w duchową rodzinę Prado wiemy, że możemy liczyć na przyjaźń
i na wsparcie wszystkich, którzy chcą wiernie żyć w charyzmacie
nadanym przez ks. Chevriera całej jego rodzinie. Świadectwo wspólnot
braci, sióstr, kapłanów Prado w Europie, Ameryce Łacińskiej,
Afryce, Azji jest nam konieczne do życia jak «wierni
uczniowie» Chrystusa, którzy serio traktują ewangeliczne
wymagania ubóstwa, zaprzeczenia samego siebie i własnej ofiary. W
tym właśnie duchu chcemy żyć jako członkowie Prado. Możemy
liczyć na naszych braci i mamy nadzieję, że oni też będą
mogli na nas liczyć. Z nimi, z wszystkimi chrześcijanami, którzy
odkrywają ich uniwersalną solidarność, i z wszystkimi ludźmi
dobrej woli, idziemy naprzód do Tego, który przyszedł nas
wyzwolić i zjednoczyć we własnej miłości.” [4]Odnowienie
takowej formuły zaangażowania się w rodzinę Prado nie robi z
nas automatycznie „prawdziwych uczniów” Chrystusa.
Codziennie musimy coraz głębiej pogłębiać i smakować misteria
Żłóbka, Krzyża i Tabernakulum, które należą do fundamentów
mistyki księdza Chevriera.
Przypominając sobie narodziny Jezusa w stajence Betlejemskiej, ksiądz
Chevrier radzi nam wsłuchać się w to, co Bóg po cichu mówi do
naszych serc:
„To, czego żądam
od ciebie, Ja sam najpierw wprowadziłem w czyn:
– Chciałem być biedny/
– Wybrałem biednych rodziców.
– Urodziłem się jako biedny człowiek.
– Ubóstwo było moim wyznacznikiem, znakiem
charakterystycznym.
– Żyłem jak biedny człowiek.
– Zaliczałem się do biednych.
– Cierpiałem, jak cierpieli biedni.
– Wytrwałem podobnie jak biedni.
– Nie miałem schronienia podobnie jak biedni.
– Postępowałem jak biedni.
– Upokorzyłem się jak biedni.
– Cierpiałem pragnienie jak biedni.
– Byłem nagi (bez odzienia) jak biedni.
– Umarłem jak biedak.
– I wszystko to zrobiłem, bo tak chciałem.
– Jak nakazał Mi Ojciec, tak czynię.
– Ja zawsze czynie to, co Ojcu mojemu się podoba.”[5]
W Betlejem, Stworzyciel
świata, który nadal go utrzymuje w istnieniu, staje się małym słabym
dzieckiem. Podobnie jak każde małe dziecko karmiony był piersią
matki i brudził swoje pieluchy. Według naszego sławnego hymnu: „Bóg
się rodzi, ma granice nieskończony”. Jezus wszedł
w granice czasu i przestrzeni. Pomagał Józefowi w pracy
stolarskiej, lecz nie znał innego fachu. Wyleczył różnych
chorych, lecz sam nie doświadczył trądu, raka czy gruźlicy. Nie
potrzebował bać się wojen. Nie żył w przeludnionych
slumsach, gdzie rozprzestrzenia się głód, nędza i robactwo.
Podobnie jak my doświadczał głodu, pragnienia, zmęczenia, senności.
Uczył się różnych wiadomości od innych. Nie władał obcymi językami.
Ale w tych wszystkich ograniczeniach Jezus ukazuje się nam jako w
pełni rozwinięta osobowość, wolna od stresów. Pośród tych właśnie
ograniczeń Jezus żyje w nieskończonej Miłości dla Ojca i w
bezgranicznym miłosierdziu dla wszystkich cierpiących. Jego
postawa odzwierciedlała serce Ojca tak, że mógł powiedzieć: „Kto
Mnie widzi, widzi Ojca mego” (J 14, 9). „Jezus,
będąc bogatym, dla nas stal się ubogim, aby nas ubóstwem swoim
wzbogacić” (2Kor 8, 9).[6]
Jezus żąda, abyśmy kontynuowali Jego Misję, tą Misję, którą
On otrzymał od Ojca (J 17, 18). Wzywa nas do kroczenia Ewangeliczną
Drogą ubóstwa, pokory w akceptowaniu własnych granic. Chciał
ryzykować wybierając ludzi słabych, ograniczonych, grzesznych,
aby zostać z nimi i kontynuować przez nich własną Misję aż do
końca świata. Owszem, możemy próbować unikać naszych
ograniczeń, karmiąc się goryczą albo rezygnacją lub biernością,
zadowalając się słownym protestem. Ale Jezus życzy, abyśmy żyli
Jego nieograniczona Miłością w naszych ograniczeniach.
„Św. Paweł starał się być Żydem wśród Żydów,
Grekiem wśród Greków, aby zbawić choć niektórych z nich. Dla
słabych stał się jak słaby, by pozyskać słabych”
(1Kor 9, 19-22). Jako syn robotnika stałem się księdzem i chciałem
żyć z robotnikami, w solidarności z nimi. Ale po kilku
latach musiałem przyznać się do granic ograniczających mnie w
osiągnięciu tego celu. Nawet gdybym wybrał tryb życia tak
zwanego „księdza robotnika”, pracując fizycznie jak
oni w pewnym przedsiębiorstwie, ogromna różnica nadal by pozostała.
Wtedy to dobrowolnie wybrałbym ten tryb życia, lecz oni nie mogli
wybierać. Aby żyć, byli zmuszeni do życia robotniczego. Wybrałem
celibat, a oni mają żony i dzieci. Długie lata studiów
niechybnie wpłynęły na moje postępowanie. Poza tym w miejscu
pracy robotnik wykonuje nakazaną pracę, która ma być skończona
w pewnym okresie czasu z góry ustalonym przez szefa. Podczas
wykonywania mojej pracy misjonarskiej nikt nie przychodzi do mnie
codziennie z rozkazami. Gdybym nie starał się żyć pod
okiem Boga Ojca, gdybym zapomniał o solidarności z robotnikami,
moje życie byłoby napełnione kaprysami i ogromnym
egoizmem.
Słyszałem o dawnych misjonarzach, takich jak ojciec de Nobili,
który stał się Indianinem wśród Indian, czy ojciec Matteo
Ricci, który stał się Chińczykiem wśród Chińczyków. Podążając
za ich przykładem chciałem stać się Japończykiem wśród Japończyków.
Lecz po kilku latach zauważyłem, że nawet gdybym otrzymał
obywatelstwo japońskie, nawet gdybym doskonale zgłębił kulturę
i literaturę Japonii, władając bardzo dobrze językiem japońskim,
nadal zostałbym tylko Edwardem. Korzystając więc z różnych
spotkań, którym towarzyszyły dialogi na ten temat, rzekłem do
siebie: „Edwardzie, używaj dobrze darów otrzymanych od
Boga, aby lepiej służyć ludziom i stań się jeszcze bardziej
Edwardem! Wtedy sam zobaczysz, iż akceptując siebie samego takim,
jakim jesteś, będzie ci łatwiej akceptować wszystkich innych,
jakimi są ze swoimi różnicami”.
„Obraz niewidzialnego Boga” (Kol 1, 15), Jezus jest tym
Człowiekiem doskonałym, który z powodu przeróżnych przyczyn
przychodzi odrodzić w nas prawdziwy obraz Boga, zniekształcony od
czasów grzechu Adama. W roku 451 Sobór Chalcedoński ogłosił,
że w Jezusie, Słowie Wcielonym, Boska natura istnieje wraz z
ludzka naturą, bez mieszania się w sposób niezmienny i niepodzielny
(in duabus naturae, inconfuse, immutabiliter, indivise)[7].
Ta wiara jest właśnie fundamentalną bazą, na której
spoczywa godność człowieka. Dlatego ojciec Cardjin, założyciel
ruchu Chrześcijańskiej Młodzieży Robotniczej (JOC), w świetle
Misterium Wcielenia Syna Bożego, mógł ciągle powtarzać: „Młody
robotnik posiada wartość większą niż złoto całego świata”.
Ta sama wiara ożywiała też mój udział w walkach Ruchu
Robotniczego, w walkach o pokój, jak też w Ruchu Ekologicznym.
Święty papież Leon I zakończył pewnego razu sławną homilię
Bożego Narodzenia następującymi słowami: „Chrześcijaninie,
bądź świadomy własnej godności! Ponieważ uczestniczysz w
Boskiej naturze, przez zmianę niegodną twojej rasy nie wracaj do twojej
dawnej podłości (2P 1, 4). Przypomnij sobie, kim jest twój Pan i
jakiego Ciała jesteś członkiem. Przypomnij sobie, że uwolniony
spod władzy ciemności Jezus przeniósł ciebie do światła Królestwa
Bożego (Kol 1, 18). Sakrament Chrztu Świętego uczynił z ciebie
świątynię Ducha Świętego (1Kor 3, 16). Dlatego też, przez podłe
postępowanie nie wypędź z twojego serca takiego wspaniałego Gościa
i nie wracaj pod władzę szatana. Ponieważ twój okup, to krew
Chrystusa (1P 1, 18). On odkupił ciebie w swoim Miłosierdziu,
lecz sądzić będzie według swojej Sprawiedliwości”.[8]
Sobór Watykański II proklamuje: „Przez Swoje Wcielenie
Syn Boga złączył się samy z każdym człowiekiem. Pracował
ludzkimi rękami. Myślał umysłem ludzkim. Postępował zgodnie z
ludzką wolą. Kochał ludzkim sercem. Zrodzony z Dziewicy
Maryi, stał się człowiekiem wśród nas, podobny do nas we
wszystkim za wyjątkiem grzechu.[9]
I aż do końca świata, Jezus jest nam obecny w osobie
wszystkich cierpiących (Mt 25, 40)”
6. „Dałem wam przykład”
(J 13, 15). Krzyż, Eucharystia
Mówiąc do swoich
czterech pierwszych diakonów w wigilię ich kapłańskiego wyświęcenia,
Antoine Chevrier rzekł: „Macie okazać Żłóbek, Kalwarię
i Tabernakulum. Te trzy znaki muszą być podobne stygmatom, które
powinny widnieć na was stałe”.[10]
22 stycznia 1866 zwracał się do księdza Gourdona, który
chciał wstąpić do Prado, pisząc mu: „Kapłan jest
podobny do Jezusa Chrystusa, jest człowiekiem ogołoconym, człowiekiem
ukrzyżowanym, człowiekiem zjedzonym. Ale, ażeby być zjedzonym
przez wiernych, musi najpierw być dobrze upieczonym przez
wyrzeczenie samego siebie, dobrze upieczonym w ubóstwie, w
cierpieniu i w śmierci, tak jak Zbawiciel nasz Model; wtedy,
cała nasza istota, wszystkie nasze słowa, nasz przykład,
wszystko staje się pokarmem wiernym”.[11]
Męka i Krzyż
Uważam za rzecz zupełnie
normalną codzienne medytowanie męki Pańskiej, lecz tego nie
czynię. Lecz muszę przyznać, że za każdym razem, gdy
medytowałem, czerpałem wielką pomoc. Miałem wrażenie, że doświadczam
tego, o co św. Ignacy prosił w modlitwie mówiąc: „Męko
Chrystusowa, wzmocnij mnie!”. Medytuję w różny sposób,
na przykład poprzez: drogę Krzyżową, tajemnice bolesne różańca,
powolne czytanie opisu Męki w Ewangelii, powolne i rozkoszne
powtarzanie słów Pisma Świętego związanych z Męką Pańską
(na przykład siedem słów Jezusa Ukrzyżowanego).
Co roku, z początku Wielkiego Tygodnia, czytamy Ewangelię o
namaszczeniu Jezusa w Betanii (J 12, 1-8). Za każdym razem czuję
się skonfrontowany z „szaleństwem” Boga. Oczywiście
nie zapominam, że „co jest głupstwem u Boga, przewyższa
mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą
ludzi” (1Kor 1, 25).
Nie mogę powstrzymać się od zadania pytania: dlaczego Jezus tak
wspaniale przyjął gest Maryi? Przecież ten olejek wart był 300
denarów, 300 dni pracy ówczesnego robotnika! Bez wahania także i
ja chciałbym, by ta suma została rozdana ubogim raczej, aniżeli
miałaby być użyta do namaszczenie nóg i głowy Zbawcy! Ta scena
przypomina mi jeszcze jedną, kiedy to Maria, siostra Marty, siedząc
u stop Chrystusa wsłuchiwała się spokojnie w słowa Mistrza,
podczas gdy Marta zajęta była przygotowywaniem wieczerzy.
Wzburzona skupionym spokojem Marii, rzekła do Jezusa:
„Panie, dlaczego nie zatroszczysz się o to, by moja siostra
mi pomogła, wszak wszystko spoczywa na moich barkach? Powiedz jej,
żeby mi pomogła!” Ale Jezus zganił ją ze wzniecanie swary
i pochwalił spokój Maryi (Łk 10, 38-42). W ten sposób Jezus
pozwala nam zrozumieć to, czego od nas oczekuje. Obojętnie, jakie
zajęcie, modlitwa czy służba ludziom będzie nas zaprzątać, On
żąda serca ufnego i spokojnego.
Owszem, tak jak Marty, naszym obowiązkiem jest wykonanie pracy nam
powierzonej na tym świecie. Gdy na przykład ktoś walczy o
wyzwolenie klasy robotniczej, normalną rzeczą, po zrobieniu ścisłej
analizy sytuacji, jest dążenie do tego, żeby akcja, jaką
organizuje, była skuteczna. I dlatego jest rzeczą naturalną
odrzucenie wszystkiego, co jest nieużyteczne, wszystkiego, co nas
oddala od celu.
Lecz w ciągu naszego życia doczesnego, nie wszystko układa się
tak, jak sobie tego życzyliśmy. Spotykamy się z chorobą, z niepowodzeniem,
z cierpieniem, ze zdradą nieoczekiwaną i z różnym formami ciemiężycielstwa.[12]
Kiedy spoglądamy racjonalnie na nasze życie, zauważamy w nim
wiele spraw nieużytecznych i nielogicznych. Mam wrażenie, że
wtedy Bóg prosi niektórych z nas, abyśmy za przykładem Maryi
uczestniczyli w Jego Boskim „szaleństwie”. Ci, którzy
wydają się nam nieużyteczni, nieefektywni w różnych walkach o
pokój, prawa człowieka itp., ci upośledzeni, którzy stracili
rację życia – zakochani w Jezusie do takiego stopnia, że są
niezrozumiani i odrzuceni przez otoczenie, ci wszyscy uczestniczą
w tym Boskim „szaleństwie”.
Nie mogę zapomnieć Zjazdu Narodowego Chrześcijańskiej Młodzieży
Robotniczej (JOC) w Tokio 23-24 sierpnia 1969 roku. Młodzi
wyjawiali własne przykrości i aspiracje: „Wielu z nas
pracuje aż 120 godzin dodatkowo miesięcznie! Inni mniej! Lecz
wszyscy jesteśmy wykończeni! Dość takiego życia! Pragniemy
relaksu, czasu na odprężenie, na wzajemną towarzyską pociechę!
Tracimy ochotę do pracy!” Wtedy został przeczytany
list, posłany przez członków tego samego Ruchu JOC z Kanady: „70%
naszych robotników włókienniczych utraciło pracę. To
bezrobocie wynika z faktu, że Kanada importowała z Japonii całą
masę taniej siły roboczej. Zgodnie z otrzymanymi informacjami,
wasze płace nie są zbyt wysokie i musicie pracować długimi
godzinami. Nam się wydaje, że wasz wielogodzinny czas pracy jest
przyczyną naszego bezrobocia. Czy zgadzacie się z tą analizą?
Jeśli tak, to proszę nam powiedzieć, jakie kroki decydujecie się
powziąć, aby obudzić świadomość japońskiej młodzieży i aby
doprowadzić do porozumienia z naszymi pracodawcami!”.
Ten list dotarł właśnie w czasie, kiedy japońska JOC organizowała
się celem odmówienia dodatkowej, często bezpłatnej pracy. Ten
list więc, zachęcił mocno do udziału w tej akcji. Ale przy następnym
spotkaniu Rady Narodowej JOC na jaw wyszły liczne trudności.
Jeden rzekł: „Mój obecny szef, który był członkiem JOC,
zmusza mnie do pracy dodatkowej dla osiągnięcia ustalonego przez
niego celu!”. Inna, ze łzami w oczach: „Mój
narzeczony jest obecnie odpowiednio trenowany i w przyszłości na
pewno awansuje. Wtedy będzie zmuszał młodych robotników do
pracy dodatkowej. Co mam robić? Jeśli nie potrafię zmienić jego
światopoglądu, jego stylu życia… czy muszę go opuścić?”
Wtedy to, niektórzy członkowie JOC zdecydowali się na rezygnację
z indywidualnej promocji, aby utrzymać przez całe życie statut
robotnika i jako świadkowie Chrystusa walczyć z innymi o promocję
kolektywną ludu robotniczego. W ten sposób powstał w Japonii
Katolicki Ruch Robotników (ACO) dla dorosłych. Jeden z nich zrzekł
się odziedziczonego po ojcu zakładu ciesielskiego i stał się
tokarzem w wielkim przedsiębiorstwie. Inny, który prowadził
wygodne życie jako agent handlowy stał się urzędnikiem
pocztowym. Wydaje mi się, że taki wybór życiowy jest w głębokiej
harmonii z uczuciami Jezusa, który „Istniejąc w postaci
Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z
Bogiem, lecz ogołocił samego siebie przybrawszy postać sługi,
stanąwszy się podobnym do ludzi. Uniżył samego siebie, stanąwszy
się posłusznym aż do śmierci Krzyżowej” (Flp 2,
6-8). Ci dwaj i inni podobni do nich, wzięli się do akcji
tworzenia autentycznych związków zawodowych. I dlatego byli
dyskryminowani, izolowani i nieraz wyrzucani z pracy. Znajdywali
czas na czytanie Pisma Świętego, uczestnictwo w comiesięcznych
zebraniach ruchu ACO i w rekolekcjach rocznych, aby odnowić własną
wiarę. Ludzie, którzy szukają jedynie widzialnej efektywności i zyskowności,
nie mogą zrozumieć takiego postępowania. „Człowiek
zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest Boskie. Głupstwem mu się
to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko Duchem można to rozsądzić”
(1Kor 2, 14).
Jezus nas zaprasza do uczestniczenia w Jego „szaleństwie”.
Jakże Urodzenie się na słomie w stajence Betlejemskiej mogło być
narzędziem skutecznym do Zbawienia świata? A to życie ukryte
przez 30 lat w Nazarecie, gdzie pracował jako stolarz, jakże mogło
przyczynić się do wyzwolenia ludzkości od zła, grzechu i
szatana? Cóż za znaczenie mogła mieć Jego długa cisza na Krzyżu?
Każdy człowiek posiada w głębokości samego siebie taką głęboką
tajemnicę, że żadne słowa nie są w stanie tego wyrazić dokładnie.
Słowa mogą nawet zdradzić, zniekształcić tą tajemnicę. Wtedy
pozostaje tylko jedyna możliwość: wyrażenie się własnym ciałem,
własną istotą. Ale, ażeby móc ten wyraz odczytać, człowiek
potrzebuje serca otwartego na takowe tajemnice. Jeśli chcemy usłyszeć
tajemnicę, którą Jezus ukrzyżowany życzy nam objawić, musimy
być gotowi na przyjęcie podobnego cierpienia z Nim. Jak powiedział
pustelnik Longinus: „Oddaj swą krew, wtedy otrzymasz Ducha
Świętego!”[13]
I w świetle Ducha Świętego skosztujesz „szaleństwa”
Bożego!
„Dawać jałmużnę ubogim”, „służyć ludowi
robotniczemu”, „walczyć z eksploatacją, ciemiężycielstwem
i niesprawiedliwością celem budowania nowego świata, w którym
nie będzie ani krzyku, ani łez, ani cierpień”, to wszystko
będzie zawsze konieczne. Ponieważ „biedni nadal zawsze będą
z nami” (J 12, 8). Ale jeśli w tej akcji, w tej walce,
nie przyjmujemy choć trochę tego Boskiego „szaleństwa”,
to narażamy się na budowanie świata okrutnego, nieludzkiego.
Gdybyśmy na przykład zniszczyli wszystkie kwiaty całego świata
pod pretekstem bycia niepotrzebnymi do życia ludzkiego, jakim
okropnym miejscem byłby nasz świat! W języku japońskim
istnieje piękne słowo Muyo no yo (to znaczy „użyteczność
nieużyteczności”). Można więc powiedzieć, że „Boskie
szaleństwo” jest „nieużytecznością” światu
bardzo „pożyteczna”! Lecz nasze mylne rozumienie
prawdziwej skuteczności stanowi przeszkodę w uznaniu tego
„szaleństwa”. Bł. Antoine Chevrier mówił:
„Rozumowanie zabija Ewangelię, odbiera człowiekowi ten zapał,
któryby go prowadził do naśladowania Jezusa w Jego Ewangelicznej
piękności. Święci tak dużo nie rozumowali. Z tego powodu, że
tak wiele ludzi rozumuje, tak bardzo mało mamy świętych!”.[14]
Na spotkaniu biskupów Azji ksiądz Hamao (biskup Jokohamy) usłyszał
następującą opinię: „My nie lubimy Japończyków! Ponieważ
oni nie umieją tracić i nie wiedzą, co to jest dać za
darmo!”. Przekazując nam tą uwagę, zaskoczony biskup Hamao
dodał: „Kochać, to znaczy umieć tracić! Czyż nie jest to
istotna zasada Ewangelii?”. „Jeżeli ziarno pszenicy
wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli
obumrze, przynosi plon obfity. Ten, który kocha swoje życie,
traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je
na życie wieczne” (J 12, 24-25).
Św. Jan opowiadając o Męce Pańskiej, używa następującego
cytatu Zachariasza: „będą patrzeć na Tego, którego
przebili” (J 19, 37). Ten, który przebił włócznią
pierś Jezusa, to nie tylko rzymski żołnierz, to ja też, to każdy
z nas, każdy grzesznik. Nie ma człowieka bez grzechu. A Jezus
jest tym Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata. Gdy uświadamiam
sobie tą rzeczywistość, krzyczę do Jezusa: „Panie, zmiłuj
się nade mną, mizernym człowiekiem! Zmiłuj się nad nami
wszystkimi! Oby cierpienia Twej Świętej Męki nie były daremne
dla mnie i dla nas wszystkich!” Sławny Pascal napisał:
„Jezus będzie w agonii aż do końca świata: nie wolno nam
spać w tym czasie”.[15]
Zatem Jezus kontynuuje Swoją Mękę w tych wszystkich, którzy
cierpią, obojętnie z jakiej przyczyny. 8 października 1985 roku,
Lee San Ho, koreański rezydent w Japonii, zrelacjonował w ciągu
2 godzin historię swego życia przed trybunałem w Jokohamie.
Mówiąc o upokorzeniach, dyskryminacjach i cierpieniach, jakim był
poddany, tłumaczył dlaczego odmawiał oddania swoich odcisków
palców Straży Rejestracji Cudzoziemców. Podczas jego długiej
wypowiedzi wzruszyłem się mocno, gdy powiedział: „Kiedy byłem
jeszcze uczniem w liceum, miałem okazję wstąpić do
Protestanckiego Kościoła Koreańczyków. Wtedy właśnie, gdy używałem
japońskiego nazwiska, aby ukryć moje koreańskie pochodzenie,
spotkanie z tym Kościołem wywołało we mnie mocny szok
kulturowy. Moje spotkanie z Kościołem stało się spotkaniem z
moim ludem. Miałem wrażenie, że Jezus mi mówi: «Ty, który
chcesz uciec od własnej rzeczywistości, ty, który cierpisz będąc
Koreańczykiem, ty, który z powodu tego jesteś smutny i zamknięty
w samym siebie, przyjdź do Mnie i złóż do Mego Serca wszystkie
twoje cierpienia. Ja cię pokrzepię. Jeśli chcesz być Moim
uczniem, zaprzyj się samego siebie, weź krzyż swój i naśladuj
Mnie». Moja istota Koreańska była moim krzyżem. Jeśli
odmówię tego krzyża, to nigdy nie będę mógł żyć po ludzku
i nie dojdę do dojrzałości własnej tożsamości!”.
Przypominam sobie też postać imponującą pana Nakamura Shigeo,
który umarł w marcu 1986 roku. Przez 50 lat walczył dzielnie
przyczyniając się do wyzwolenia 3 milionów „Burakumin”,
najuboższej kasty japońskiego społeczeństwa. Po odkryciu
„Pieśni Cierpiącego Sługi” Izajasza (rozdział 53),
nauczył się jej na pamięć i lubił ją deklamować na
zebraniach. Dlaczego ta „Pieśń” tak głęboko go
wzruszyła? Czyż nie dlatego, że odkrywał w tej „Pieśni”
rysy własnego życia i życia towarzyszy będących poza nawiasem
społeczeństwa? Lub może w tej „Pieśni” znalazł
pewność, że dzięki cierpieniom Tego Sługi Bożego zostanie
wyleczony z własnych ran?
Oglądając Jezusa przybitego do Krzyża, lubię powtarzać pokorne
błaganie mordercy wiszącego na krzyżu przy Nim: „Panie
Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Królestwa!”
(Łk 23, 42). Zwłaszcza, gdy te słowa stają się refrenem
litanii ułożonej przez zakon kontemplacyjny
„Betlejem”:
1. Panie Jezu,
Ty niewinny Baranku, który dźwigasz grzechy całego świata,
przybity do Krzyża powiedziałeś: Ojcze, przebacz im, bo
nie wiedzą, co czynią! I Ty umarłeś za mnie, aby zgładzić
mój grzech, przybijając go do Krzyża.
2. Panie Jezu, Ty, który przyszedłeś wzywać grzeszników,
a nie sprawiedliwych, rzekłeś do dobrego łotra: Zaprawdę,
powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju! I Ty umarłeś za
mnie, aby Niebieski Ojciec przyjął mnie w Swoje ramiona.
3. Panie Jezu, urodzony z Dziewicy-Matki, przybity do Krzyża,
Ty rzekłeś do Niej: Niewiasto, oto syn twój! A do
ukochanego ucznia: Oto Matka twoja! I Ty umarłeś za mnie,
dając mi własną Matkę, która czuwa nad moją wiarą.
4. Panie Jezu, źródło wody wytryskującej ku życiu
wiecznemu, Ty który zamieniłeś wodę w wino i który dałeś własną
krew do picia, przybity do Krzyża rzekłeś: pragnę! I Ty
umarłeś za mnie, abym czerpał ze źródła Twego Serca krew i
wodę.
5. Panie Jezu, Ty, który jesteś zawsze z Ojcem, ponieważ
zawsze czynisz to, co Mu się podoba, przybity do Krzyża, rzekłeś:
Boże, Mój Boże, czemuś Mnie opuścił?
I Ty za mnie umarłeś, abym znów odnalazł drogę posłuszeństwa.
6. Panie Jezu, Słowo, które było na początku u Boga, który
wszystko stworzył i bez którego nic nie było stworzone, Ty rzekłeś
na Krzyżu: Wykonało się wszystko! I Ty za mnie umarłeś,
aby wskrzesić we mnie Twoją zgubioną Podobiznę.
7. Panie Jezu, Ty, który przyszedłeś od Ojca i wracasz do
Ojca, Ty rzekłeś na Krzyżu: Ojcze, w ręce Twoje oddaję
Ducha mojego! I Ty umarłeś za mnie, aby być Drogą, która
mi otwiera drzwi Królestwa.
Refren: „Panie Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz
do swego Królestwa”.
Eucharystia
Od lat
dziecinnych chodziłem codziennie do Komunii świętej, a potem
jako kapłan celebrowałem Mszę świętą każdego dnia.[16]
Przypominam sobie jak
wstawałem przed innymi w czasie służby wojskowej i wspinałem się
przez mur, aby dostać się do sąsiedniego kościoła. Dlaczego ta
Komunia codzienna była dla mnie tak ważna?
Po prostu dlatego, że przyjąć komunię znaczy przyjąć samego
Jezusa i chcę Mu poświęcić całe moje życie. Bez Niego żyć
nie mogę. Chcę ciągle być z Nim, przebywać w Nim, a bez
Komunii jest to niemożliwe, według Jego stwierdzenia: „Kto
spożywa Moje Ciało i Krew Moją pije, trwa we Mnie, a Ja w
nim” (J 6, 56). Oczywiście nigdy nie czuję się godny
Go przyjąć. Ciągle czuję konieczność Jego Miłosierdzia.
Wiem, że starczy Mu powiedzieć tylko jedno słowo, a mogę być
oczyszczonym, na nowo stworzonym (Mt 8, 8). Słowo Boże i Ciało
Chrystusa są tymi dwoma stołami, do których wierny przybliża się,
aby się pożywić. Ten pokarm jest nam tak potrzebny, jak chleb
dla naszych ciał.
„Bierzcie i jedzcie, oto ciało Moje!” (Mt 26,
26). Jezus zaprasza nas osobiście do udziału w uczcie, w której
On nam siebie całego daje… każdemu z nas. On wybrał ten
sposób zawarcia z nami Wiecznego Przymierza, którego nikt nie może
zniweczyć. W ten sposób Jezus nam okazuje Swoją niezmierną Miłość,
która przekracza siłę naszej wyobraźni (J 13, 1). Jezus ciągle
gorąco pragnie spożywać codziennie tą Paschę razem z nami (Łk
22, 15).
Skazanie Jezusa na śmierć może wydawać się nam tragicznym
wydarzeniem, nieuniknionym wypadkiem lub błędem sądu. Albo
jeszcze może wyglądać jak logiczna konsekwencja ostrej kolizji
między dwoma światami: światem, który uprzywilejowuje prawo
pogardzając człowiekiem, a światem, który uprzywilejowuje człowieka
traktując prawo jak drugorzędną rzecz. Lecz gdy medytujemy
usilniej nad znaczeniem śmierci Chrystusa, możemy odkryć, że On
wykorzystał tą pozornie nieuniknioną śmierć, aby dokonać
dobrowolnej i świadomej ofiary całego własnego życia. Przecież
On sam rzekł „Nikt mi życia nie zabiera, lecz Ja od
siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać”
(J 10, 18). W Wielki Czwartek Jezus uprzedza więc tą dobrowolną
ofiarą samego siebie, którą złoży w następnym dniu na Krzyżu
mówiąc: „Oto Ciało Moje wydane za was! Oto Krew
Moja, która za was będzie wylana!” Dobrowolna ofiara
Jezusa na Krzyżu objawia definitywne zwycięstwo Jego pokornej Miłości
nad nienawiścią, egoizmem i pychą, które są źródłem grzechów
całego świata. Owocem tego Zwycięstwa jest dar Ducha Świętego,
wlany w nasze serca, abyśmy mogli też uczestniczyć w Jego Zwycięstwie
(J 19, 30; 7, 39). Zwycięstwo Jezusa wychodzi na jaw przez Jego
Zmartwychwstanie, a my uczestniczymy w Jego Zmartwychwstaniu, gdy
kochamy naszych braci. Według słów św. Jana: „My
wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy
braci” (1 J 3, 14). Możemy więc też rzec, że wszyscy,
którzy walczą o pokój, o sprawiedliwość, o prawa człowieka,
okazują, że miłują braci i że otrzymali Ducha Miłości w sposób
znany tylko Bogu.[17]
Oby mogli oni też pewnego dnia odkryć Jezusa, źródło wszelkiej
miłości, pokarm naszych dusz, który daje nam samego siebie pod
postacią chleba i wina! Jakże to smutne byłoby, gdyby ci, którzy
mają szansę żyć w takiej miłości braterskiej, nie spotkali się
z Jezusem![18]
„Ilekroć spożywamy ten chleb, albo pijemy kielich Pański,
śmierć Pana głosimy, aż przyjdzie” (1Kor 11, 26).
Aby być pokarmem naszych serc, Jezus urodził się w Betlejem, w
wiosce, która ma symboliczną nazwę, ponieważ oznacza „Dom
Chleba”. Gdy widzimy urocze dziecko, nieraz mówimy
„Jest piękny jak marzenie. Chciałoby się go ugryźć i posmakować!”.
Tkliwi kochankowie nieraz powiadają: „Miałbym ochotę cię
zjeść!”, ponieważ tak mocno chcą być zjednoczeni. Wiedząc
doskonale, jak wygląda ludzkie serce, Jezus wynalazł sposób, aby
dać się zgryźć i zjeść, aby zjednoczyć się z każdym z nas.
On może rzec naprawdę do każdego przystępującego do Komunii świętej:
„Wszystko moje do ciebie należy!” (Łk 15,
31). Jeśli On nam tak pozwala się zjeść, to po to, abyśmy też
pozwolili innym nas „zjeść”! Ksiądz Chevrier lubił
mówić: „Zanim staniemy się chlebem życia, musimy
najpierw przejść przez Żłóbek i Kalwarię. Tak samo z pszenicą:
musimy najpierw ją tłuc (młócić), strzasnąć plewy i ją mleć.
Traci ona wtedy swój kształt i w końcu może stać się pożytecznym
chlebem dla naszych ciał. My też możemy stać się pożytecznymi
dla ciał i dusz ludzi, jeżeli tylko przejdziemy przez śmierć”.[19]
Każdy uczeń Chrystusa, chcący stać się smacznym chlebem,
ofiaruje swoje ciało, swój umysł, swój czas, swoje posiadłości,
swoje zdrowie, swoje życie, aby inni mogli w pełni żyć jako
dzieci Boga Ojca. Aby wypełnić swoją misję rozdania życia
przez własną wiarę, aktywność, modlitwę, słowa i cierpienia,
uczeń Chrystusa musi czuwać i troszczyć się o „dolewanie
oleju do swojej lampy” (Mt 25, 4). Właśnie w tym
celu ksiądz Chevrier chodził regularnie do swej maleńkiej
pustelni „Saint-Fons”, by tam spędzać czas na
modlitwie i studiowaniu Ewangelii. Aby móc coraz lepiej głosić
Dobrą Nowinę biednym, on starał się coraz głębiej wejść w
uczucia Jezusa. Przyjmując codziennie Komunię świętą, ponosimy
ryzyko uczynienia z tego sakramentu czegoś mechanicznego.
Stwierdziłem, że osobista modlitwa, medytacja Ewangelii i
praktyka samozaparcia są absolutnie niezbędne do uwolnienia nas
samych od sztywności formalnej rutyny i do otrzymania
obfitszych owoców z Eucharystii.
Dzięki powojennemu wznowieniu studiowania Pisma Świętego,
liturgii, patrystyki, teologii, odkryliśmy Eucharystię jako
Misterium Paschalne całego rodzaju ludzkiego, pielgrzymującego do
drugiego Przyjścia Chrystusa.[20]
To stanowi wspaniałe odkrycie. Całe życie Chrystusa, kulminuje właśnie
w objawieniu Swojej nieskończonej Miłości podczas Ostatniej
Wieczerzy, w Krzyżu i Zmartwychwstaniu. Jezus wyszedł od
Ojca jedynie, aby wrócić do Niego, lecz nie Sam, ale z wykupioną
rasą ludzką. „Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na
wieki tych, którzy są uświęcani” (Hbr 10, 14). Ta
jedyna i doskonała ofiara nie potrzebuje być powtarzaną.
Potrzebuje jedynie być uobecnioną dla wszystkich ludzi wszystkich
pokoleń, aby mogli przez Komunię świętą otrzymać łaskę
Zbawienia i dar Ducha Świętego. Wszyscy, którzy walczą przeciw
eksploatacji, uciemiężeniu, niesprawiedliwości, aby budować
braterskie społeczeństwo, już biorą udział w tym Misterium
Paschalnym.[21]
Ich życie bowiem pokazuje, że wybrali sobie to „Przejście”
(Pascha) z egoizmu do miłości: odrzucając poszukiwania jak największego
zysku, łatwego życia, indywidualnego awansu i biernej rezygnacji,
„przechodzą” do solidarnej walki celem budowania świata
godnego człowieka stworzonego na podobieństwo Boga. Ale jeśli
nie znają źródła tej miłości wlanej w ich serca przez Ducha
Świętego, to może być bardzo niebezpieczne dla nich. Ponieważ
nie będą wiedzieć, że trzeba dziękować za ten Dar otrzymany,
nie będą też w stanie czerpać w tym Darze potrzebnej im siły
miłości i w końcu może zawładnąć nimi duma podpowiadająca,
że to, co osiągają, jest oczywistym i jedynym rezultatem ich własnych
wysiłków. Stąd pycha, gorzka krytyka innych, niezgoda itp. Nasza
odpowiedzialność i misja jako uczniów Chrystusa polega na
tym właśnie, abyśmy im objawili Jezusa jako źródło ostateczne
ich miłości. Lecz jak tego dokonać, jeśli nie żyjemy w
solidarności z ich problemami?
Podczas każdej Mszy, gdy prosimy, aby chleb i wino „owoce
ziemi i pracy rąk ludzkich” stały się Ciałem i Krwią
Jezusa, jesteśmy wzywani do budowania świata, w którym człowiek
może być szanowany jako „obraz Boga”. Niestety bardzo
często praca ludzi degraduje ich ciała, serca i umysły zamiast
ich rozwijać. Przypomnijmy sobie choroby zawodowe, wypadki w
pracy, rywalizację, całkowite oddanie się przedsiębiorstwu itp.
Nasza wspólnota z Chrystusem wzywa nas do budowania świata
sprawiedliwego i braterskiego. Wzywa nas do wzięcia na serio
wszystkich ludzkich przedsięwzięć: życie małżeńskie, ruchy
rolnicze i robotnicze, ruchy społeczne, działanie polityczne
itd.
Ale Eucharystia wyznacza nam też granice wszystkich naszych
ludzkich przedsięwzięć. Tylko Duch Święty może nas uczynić
dziećmi Bożymi. Wewnątrz mojego największego wysiłku ludzkiego
muszę zupełnie zdać się na wolę Ducha Świętego, aby być
Jego narzędziem. Jezus chce, abym stał się coraz wierniejszym
synem Bożym wśród ludzi powołanych do budowania Ludu Bożego.
Lecz realizacja tego programu jest zupełnie daremnym Darem Bożym.
Jako celebrans Eucharystii mam być sługą tego ludu powołanego
do „przejścia” od egoizmu do miłości wyrażonej w
czynach, ludu stającego się coraz bardziej braterskim i służącym,
ludu zdolnego do ofiarowania samego siebie Bogu tak, że w końcu
może Bóg stać się wszystkim we wszystkich. Pan Jezus chce posługiwać
się kapłanami, aby przez nich nadal mógł powtarzać:
„Bierzcie i jedzcie. To jest Ciało moje”, aby złączyć
w jednej ofierze wszystkie te małe „przejścia” ludzi
wraz z Jego jedyną, doskonałą Paschą (Przejściem)!
Cóż to za wspaniała łaska być sługą tego „Sakramentu
Miłości, znaku jedności, wieży Miłości” (Sacramentum
amoris, signum unitatis, vinculum caritatis).[22] Liturgia jest naprawdę „szczytem”,
do którego zmierza cała akcja Kościoła, ale w tym samym czasie
jest równocześnie „źródłem”, z którego płynie
cały dynamizm Ludu Bożego.[23]
Edward BRZOSTOWSKI
[1]
Odtąd został mieszkańcem parafii, której większość mieszkańców
jest czarna i nadal głosi nauki rekolekcyjne. Napisał liczne książki,
np.: „Prayer is a hunger”. Dimension Books. N.T. 1972.
[2]
Gaudium et Spes, nr 22.
[3]
„Ta idea oryginalnej suwerenności Boga, głoszonej na łamach
historii poprzez paradoks identyfikacji Boga z najsłabszymi, nie
jest tylko zjawiskiem typowym dla Starego Testamentu. Będzie ona
sklepieniem łączącym orędzie i dzieło Jezusa.”
(„La Pratique de Jésus”, Hugo Echegaray, wyd.
Centurion 1984, s. 129) „Ta bliskość Jezusa z klasą
uciskaną jego okresu jest wątkiem, który cieszy się solidnymi
gwarancjami historycznymi.” (id. 138)
[4]
Lumen Gentium, nr 3.: „Wszyscy ludzie są wzywani do jedności
z Chrystusem, który jest światłem świata, od którego my
pochodzimy, przez którego żyjemy, do którego
zdążamy.”
[5]
„Prawdziwy uczeń”, ojciec Chevrier, wyd, Prado 1986,
s. 407-412.
[6]
To „ubóstwo ewangeliczne” nie jest odrzuceniem rozwoju
ekonomicznego. Wręcz odwrotnie, ono nas popycha do rozwoju dóbr
otrzymanych od Boga, nie poprzez egoistyczne poszukiwanie zysku,
lecz poprzez sprawiedliwy podział produktów według potrzeb
ludzi. Dlatego wymaga ono, abyśmy walczyli z przyczynami tej nędzy.
Ono stanowi siłę rewolucyjną pragnącą zbudować nowe społeczeństwo,
gdzie ludzie, zwłaszcza słabi, będą respektowani i będą mogli
się rozwijać cf. „Rewolucja biednych, a Ewangelia”,
Cordat, wyd. Ekonomie et Humanisme 1970, s. 207-228.
„Przemienić świat”, V. Cosmao, wyd. Cerf 1979, s.
77-134. „Rozwój w poszukiwaniu aktorów”,
Gabriel Marc, wyd. Centurion 1984, s. 82-85.
[7]
Denzinger, nr 148: „in duabus naturis, inconfusue,
immutabiliter, indivise, incomparabiliter agnoscendum”.
[8]
Św. Leon, Sermons, Sources Chrétiennes, Cerf 1947, nr 22, s. 75,
PL.54.
[9]
Gaudium et Spes, nr 22.
[10]
List nr 117. Cf. „Le PRADO”, A. Ancel, Cerf 1982, s.
109-154.
[11]
List nr 53. Mówi on ciągle o tej trylogii, którą namalował na
murach swojej pustelni: to co było nazwane „obrazem z
St-Fons”; cf. „Kapłan: Antoine Chevrier, założyciel
Prado”, J.-Fr. Six, Seuil 1965, s. 394-398.
[12]
Myślę o wspaniałym świadectwie Nicole’a, prezentowanym
przez ojca Goutagny, „Panie, dokąd mnie prowadzisz?”,
wyd. Ouvrieres.
[13]
P.G.65,257B. Cytowane także przez Dorothée de Gaza. „Dzieła
duchowe”, Sources Chrétiennes, nr 92, X, 104.
[14]
„Prawdziwy uczeń”, A. Chevrier, wyd. PEL 1968, s. 126.
[15]
„Tajemnice Jezusa” w „Pensées” Pascala.
[16]
Słowo „messe”, „msza” pochodzi z formuły
łacińskiej odsyłania zgromadzenia: „Ite, missa est”.
(L’Église en prière, Martimort, wyd. Desclée 1961,
s. 253-256). Są liczne inne wyrazy oznaczające Eucharystię: łamanie
chleba, ofiara, liturgia, prosfora, etc.… (Missarum Solemnia,
Jungman, Aubier 1951, t. 1., s. 215-220).
[17]
Św. Jan mówi: „Skłaniając głowę wyzionął Ducha”
(19, 30). Greckie słowo tutaj użyte paredokein oznacza także
„dawać”. Św. Jan może chciał zasugerować, że
przez swoją śmierć Jezus już mógł przekazać Ducha światu.
Cf. J 7, 39.
[18]
„To nie dlatego, że niektórzy nie sięgają do Źródła,
to Źródło ich nie nawadnia. Niektórzy powinni pokazywać innym
drogę do Źródła” („Kapłan wśród nas”, Françis-Louis
Dupire, 1969, s. 70).
[19]
„Prawdziwy uczeń”, A. Chevrier, wyd. Vitte 1942, s.
543 (cytowane przez A. Ancel’a w „Le Prado”, Cerf
1982, s. 152).
[20]
„W świątyni Jezusa, pascha żydowska przypomina wiernych
Mojżesza w Jeruzalem, w ofiarowaniu i spożywaniu Baranka
Paschalnego. Upamiętnia wyjście, które wyzwoliło Hebrajczyków
z niewoli egipskiej. Dzisiaj Pascha chrześcijańska gromadzi w każdym
miejscu uczniów Chrystusa w łączności z Panem, prawdziwym
Barankiem Bożym. Ona ich kojarzy z Jego śmiercią i Jego
zmartwychwstaniem, które ich wyzwoliły od grzechu i śmierci.”
Biblijne słownictwo teologiczne, artykuł „Pâque”,
wyd. Cerf 1962, s. 734.
[21]
„Gaudium et Spes” 22/5. „Wszyscy ci i te, którzy
w ten lub inny sposób przejawiają pragnienie, świadczą, że
powołaniem człowieka jest pragnąć: szukania wzajemności między
istotami poprzez ekonomię, respektowanie tożsamości każdego w różnych
kulturach, wolę promowania wolności dla wszystkich w życiu
politycznym, takie jest prawo ich istnienia! Czy ci ludzie chodzą
na msze, czy wiedzą o istnieniu mszy i jej roli, czy nie, to
wszyscy są uczestnikami Eucharystii” (Désirer de désir, M.
A. Santaner, wyd. Ouvrières 1981, s. 162.
[22]Św.
Augustyn, in Joannis Evangelium Tractatus, XXVI, rozdz. VI, nr 13,
PL. 35, 1612. Sacrosanctum Concilium, nr 17.
[23]Sacrosanctum
Concilium, nr 10.
Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku
we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum.
W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature
na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W
1982 roku ukazała się w języku francuskim książka, która dwa
lata wcześniej została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł:
„Prier: un nouveau défi japonais „. Jej autor, ksiądz
Edward Brzostowski, jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od
40 lat w kraju kwitnącej wiśni.
|
Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Brema, 2006)
Fot. Michael Wittbrot
|