Kim jestem dla Ciebie (6)

II: Dzisiaj, kim jest dla mnie Jezus?

5. „Dałem wam przykład” (J 13, 15). Boże Narodzenie.

Pewnego dnia, ks. Edward Farrel[1], profesor teologii w Seminarium Diecezjalnym w Detroit (USA), przyszedł zobaczyć się ze mną w Kawasaki. On rzekł: „Misjonarze Maryknoll prosili, abym głosił rekolekcje dla członków Stowarzyszenia Maryknoll pracujących w Azji. Niektórzy mówili mi o Prado. To, co usłyszałem, zainteresowało mnie tak bardzo, że postanowiłem o tym zgromadzeniu dowiedzieć się czegoś więcej. Tak jak się zorientowałem, duch Prado przydałby się szczególnie księżom świeckim mojego kraju. Mówiąc szczerze, dwaj pradozjanie pracują obecnie wśród nich. Są to księża kompletnie zaabsorbowani ekonomicznymi i socjalno-politycznymi problemami. Oni nie zwracają wielkiej uwagi na modlitwę, sakramenty, czytanie Pisma Świętego itp. Inni zaś przywiązując wielką wagę do rozwoju tak zwanego duchowego życia, zapominają o problemach współczesnego świata. Według mych obserwacji, wydaje mi się, że duch Prado działa stosownie do obu tych aspektów. Czy mylę się?”. 
On rozumiał dobrze. Jezus z Nazaretu jest ucieleśnionym Słowem Bożym. Jeśli spodobało się Bogu Ojcu połączenie w Nim tego co Boskie i tego co ludzkie, czy możemy odłączyć te atrybuty? „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza” (Mt 19, 6). Miłość do Boga i miłość do naszych bliźnich są nierozłączne. Te dwie formy miłości należą do jednego i tego samego przykazania (Mt 22, 37-40). „Jeżeli jakiś człowiek, który jest bogaty w dobra tego świata widzi, iż któryś z jego braci jest w nędzy i zamyka przed nim swe serce, czyż może miłość Boga przebywać w nim?” (1J 3, 17). Dlatego Sobór Watykański II oświadcza: „Przez Wcielenie Syn Boży został złączony w pewnym sensie z każdym człowiekiem”. [2]
Dlatego też każdy człowiek, obojętne jaką wyznaje religię i wszystko jedno, do jakiej przynależy ideologii lub rasy, będzie sądzony za swą postawę wobec tych, którzy cierpią: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnie uczyniliście” (Mt 25, 40).
Biblia mówi nam, jak ważne jest ogóle spojrzenie na sytuację człowieka i stan społeczny. Ktokolwiek pragnie osiągnąć życiowy sukces w biznesie, polityce, edukacji, to zupełnie naturalnie stara się najpierw dobrze analizować sytuację. Kiedy i ja także poważnie analizuję socjalną scenę, na której ukazują się walczący o budowanie nowego świata w sprawiedliwości i miłości braterskiej, to życzę sobie i im sukcesu w tej walce, współpracując z nimi w miarę swoich możliwości. Ale głębsza racja zmusza mnie do przewartościowania rzeczywistości, mianowicie moja wiara w Boga i w Jezusa z Nazaretu, o którym mówi Biblia. Dla Boga i Jezusa, dostrzeganie obecnej sytuacji ludzkości ma zasadnicze znaczenie. 
Biblia pokazuje nam Boga, który widział cierpienia Hebrajczyków w Egipcie, który „słyszał ich krzyk” i zdecydował się przysłać Mojżesza, aby ich wyzwolił (Wj 3, 7-8). Używając Mojżesza jako pośrednika, Bóg zawarł przymierze ze swoim ludem. Jeden fundamentalny warunek tego przymierza polega na ukazaniu miłościwej troski o słabych, biednych, wdowy, sieroty i cudzoziemców. Niestety, ta zasada była często zaniedbywana. Dlatego też prorocy poprzez długie wieki, aż do przyjścia Chrystusa nawoływali lud do wypełniania wymagań Przymierza i zwiastowali przyjście Mesjasza, który zawrze Nowe i wieczne Przymierze. Gdy ten Zbawiciel przyszedł, to On postawił w centrum Królestwa Bożego niewidomych, sparaliżowanych, trędowatych, dzieci – krótko mówiąc – wszystkich wzgardzonych i znajdujących się na marginesie społeczeństwa.[3] Jezus zwraca uwagę na aspiracje ludzi. Pyta ich: „Cóż chcesz abym ci uczynił?”, „O czym rozmawialiście jeden z drugim w drodze?”. Dostrzeganie rzeczywistość i człowieka to, w pewnym sensie, kontemplacja samego Boga, ponieważ „w Nim żyjemy, poruszamy się i trwamy” (Dz 17, 28). Jezus jest więzią łączącą wszystko razem. „On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1, 17).
Poprzez konkretne wydarzenia historii, poprzez spotkanie się z ludźmi, Bóg daje sygnał każdemu człowiekowi – wierzącemu czy nie. Jezus wzywa każdego człowieka do przejścia z egoizmu do miłości, z rezygnacji i fatalizmu do wspólnej i solidarnej akcji, z nieświadomości do świadomości konkretnej rzeczywistości. Gdy człowiek odkrywa we własnym sercu taki apel, to musi decydować, musi wybrać. Nie może zostać neutralny, musi akceptować ten apel, albo odrzucić go. Ta akceptacja lub odrzucenie jest dokonywane w życiu codziennym (Rz 8, 28). Gdy zwracam szczególną uwagę na rzeczywistość ludzi, odkrywam nie tylko wołanie Boga do mnie przez nich, lecz też Jego dzieło w nich.
Oglądając w ten sposób sytuację ludzi i rzeczywistość społeczeństwa, wraz z braćmi Prado, kroczę za Jezusem. On dał nam przykład, abyśmy czynili tak, jak On czynił (J 13, 15). Przez skupianie naszej uwagi na postaci Jezusa, naszego Mistrza i Wzoru, zmieniamy nas samych. Ta zmiana nie jest z początku zauważalna, lecz to wewnętrzne przemienienie w swoim czasie stanie się widoczne. Stopniowo Serce Jezusa stanie się naszym własnym. To jest wynik działania Ducha Świętego w naszym sercu. „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską, jakby w zwierciadle, za sprawą Ducha Świętego coraz bardziej jaśniejąc upodabniamy się do Jego obrazu” (2 Kor 3, 18).
Kiedy ja chcę odnowić własne dyspozycje jako uczeń Chrystusa, powtarzam wraz z moimi przyjaciółmi następującą formułkę z czasów przyjęcia nas do Prado: 
„Usłyszeliśmy Jezusa Chrystusa wzywającego nas do ściślejszego naśladowania Go, przez stosowanie się do Jego wskazówek za przykładem bł. Antoine’a Chevriera. W noc Bożego Narodzenia 1856 roku, chcąc wychować «biednych» kapłanów, aby mogli nieść Dobrą Nowinę biednym ludziom, ksiądz Chevrier postanowił naśladować dokładniej Chrystusa, aby w ten sposób móc efektywniej współuczestniczyć w dziele Zbawienia. Jego decyzja pochodziła z kontemplacji:

ludu robotniczego dzielnicy «La Guillotiere», zniszczonego przez nędzę i niedowiarstwo,
– osoby świeckiej (C. Rambaud), która dobrowolnie wybrała tryb życia ubogiego, 
– Słowa Bożego stającego się «ciałem» w stajence Betlejemskiej. 

Ten apel zwraca się też do nas poprzez sytuacje obecnego społeczeństwa. 
* Japonia jest ekonomicznie wysoko rozwiniętym krajem, zajmującym trzecie miejsce w świecie, lecz nie możemy zapominać, że ten sukces zawdzięczamy cierpieniu i ofiarnej pracy robotników, zwłaszcza z małych i średnich przedsiębiorstw ludów Trzeciego Świata. 
* My ujrzeliśmy, jak wielu przemęczonych robotników pracowało w ciągu dodatkowych godzin, by zwiększyć swoje dochody, jak niemożliwym jest wykorzystanie należnych im urlopów. Nimi to manipuluje się jak pionkami na szachownicy według wymagań racjonalizacji lub koniunktury. Ujrzeliśmy ich zniewolenie monotonną i wyczerpującą pracą.
* Zauważyliśmy podstępy edukacji, która kształciła nowych «kamikaze» rozwoju ekonomicznego, zapraszając ich raczej do zabawy niż do zastanawiania się nad własnymi problemami.
* Nam przykro jest, gdy obserwujemy jak wiele związków robotniczych zdradza własną misję, współpracując całkowicie z polityką ekonomiczną patronatu, nie zważając na aspiracje robotników.
* Widzimy jak sieci dystrybucji tworzą coraz większą przepaść między producentami a konsumentami.
* Nie wolno nam zapomnieć, że kraje rozwinięte bogacą się kosztem krajów Trzeciego Świata. Uważamy, że wyzwolenie robotników japońskich nie jest możliwe bez wyzwolenia robotników Trzeciego Świata.
* Odkryliśmy w tych ludziach obraz Boga, który został zniszczony i zniekształcony. I doszliśmy do wniosku, że Chrystus nas wzywa do stworzenia «nowego człowieka» i «nowego społeczeństwa”.
* Z miłości Jezusa Chrystusa, biednego wśród biednych, urodzonego dla nas w biednym żłóbku, decydujemy się prowadzić życie w ubóstwie i prostocie, wśród otoczenia najmniej respektowanego w świecie, aby zrozumieć ich lepiej, aby ich ukochać w tych wysiłkach o wyzwolenie się i aby pomóc im w przyjęciu Dobrej Nowiny. Ponieważ bez Chrystusa prawdziwe wyzwolenie jest niemożliwe. «Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus po to, aby ci, co żyją, nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał» (2 Kor 5, 14-15).
* Z miłości Jezusa Chrystusa, który umarł za nas na krzyżu, decydujemy zaprzeć się samych siebie i za wszelka cenę naśladować Jezusa. Chcemy również poważnie przyjąć do serca Słowa Ojca zawarte w Ewangelii. W tym Słowie, bowiem, znajdujemy nieprzemijające życie, zakwestionowanie naszego grzechu i grzechu całego świata. Pod wpływem Ducha Świętego, źródła światłości i siły, w Tym Słowie znajdujemy młodość i odnowienie, aby stać się Jego prawdziwymi uczniami gotowymi nawet do podjęcia ryzyka nowych dzieł apostolskich, niezbędnych do misji Kościoła.
*Z miłości Jezusa Chrystusa, który daje nam Samego Siebie w Eucharystii, pragniemy żyć w obcowaniu (koinonia) z naszymi braćmi świeckimi, kapłanami, biskupami wszelkich krajów i ras. 

W tej intencji chcemy: 
– oddać się całkowicie realizacji misji Kościoła, sprecyzowanej przez Sobór Watykański II, 
– otwierać nasze uszy na apele płynące ze świata i proponować niezbędne inicjatywny apostolskie,
– żyć we wspólnocie braci pomagając sobie wzajemnie, 
– starać się być specjalnie uważnymi na wezwanie ludzi do apostolstwa, kapłaństwa, życia zakonnego, zwłaszcza w najmniej faworyzowanych klasach społecznych, 
– przyjąć dar celibatu jako znak wielkiej miłości dla wszystkich,
– żyć w codziennym nawróceniu się, aby Kościół był coraz bardziej oczyszczony. 

Przez nasze zaangażowanie się w duchową rodzinę Prado wiemy, że możemy liczyć na przyjaźń i na wsparcie wszystkich, którzy chcą wiernie żyć w charyzmacie nadanym przez ks. Chevriera całej jego rodzinie. Świadectwo wspólnot braci, sióstr, kapłanów Prado w Europie, Ameryce Łacińskiej, Afryce, Azji jest nam konieczne do życia jak «wierni uczniowie» Chrystusa, którzy serio traktują ewangeliczne wymagania ubóstwa, zaprzeczenia samego siebie i własnej ofiary. W tym właśnie duchu chcemy żyć jako członkowie Prado. Możemy liczyć na naszych braci i mamy nadzieję, że oni też będą mogli na nas liczyć. Z nimi, z wszystkimi chrześcijanami, którzy odkrywają ich uniwersalną solidarność, i z wszystkimi ludźmi dobrej woli, idziemy naprzód do Tego, który przyszedł nas wyzwolić i zjednoczyć we własnej miłości.” [4]Odnowienie takowej formuły zaangażowania się w rodzinę Prado nie robi z nas automatycznie „prawdziwych uczniów” Chrystusa. Codziennie musimy coraz głębiej pogłębiać i smakować misteria Żłóbka, Krzyża i Tabernakulum, które należą do fundamentów mistyki księdza Chevriera. 
Przypominając sobie narodziny Jezusa w stajence Betlejemskiej, ksiądz Chevrier radzi nam wsłuchać się w to, co Bóg po cichu mówi do naszych serc: 

„To, czego żądam od ciebie, Ja sam najpierw wprowadziłem w czyn: 
– Chciałem być biedny/
– Wybrałem biednych rodziców.
– Urodziłem się jako biedny człowiek.
– Ubóstwo było moim wyznacznikiem, znakiem charakterystycznym.
– Żyłem jak biedny człowiek.
– Zaliczałem się do biednych.
– Cierpiałem, jak cierpieli biedni.
– Wytrwałem podobnie jak biedni. 
– Nie miałem schronienia podobnie jak biedni.
– Postępowałem jak biedni.
– Upokorzyłem się jak biedni.
– Cierpiałem pragnienie jak biedni.
– Byłem nagi (bez odzienia) jak biedni.
– Umarłem jak biedak.
– I wszystko to zrobiłem, bo tak chciałem.
– Jak nakazał Mi Ojciec, tak czynię.
– Ja zawsze czynie to, co Ojcu mojemu się podoba.”[5] 

W Betlejem, Stworzyciel świata, który nadal go utrzymuje w istnieniu, staje się małym słabym dzieckiem. Podobnie jak każde małe dziecko karmiony był piersią matki i brudził swoje pieluchy. Według naszego sławnego hymnu: „Bóg się rodzi, ma granice nieskończony”. Jezus wszedł w granice czasu i przestrzeni. Pomagał Józefowi w pracy stolarskiej, lecz nie znał innego fachu. Wyleczył różnych chorych, lecz sam nie doświadczył trądu, raka czy gruźlicy. Nie potrzebował bać się wojen. Nie żył w przeludnionych slumsach, gdzie rozprzestrzenia się głód, nędza i robactwo. Podobnie jak my doświadczał głodu, pragnienia, zmęczenia, senności. Uczył się różnych wiadomości od innych. Nie władał obcymi językami. 
Ale w tych wszystkich ograniczeniach Jezus ukazuje się nam jako w pełni rozwinięta osobowość, wolna od stresów. Pośród tych właśnie ograniczeń Jezus żyje w nieskończonej Miłości dla Ojca i w bezgranicznym miłosierdziu dla wszystkich cierpiących. Jego postawa odzwierciedlała serce Ojca tak, że mógł powiedzieć: „Kto Mnie widzi, widzi Ojca mego” (J 14, 9). „Jezus, będąc bogatym, dla nas stal się ubogim, aby nas ubóstwem swoim wzbogacić” (2Kor 8, 9).[6] Jezus żąda, abyśmy kontynuowali Jego Misję, tą Misję, którą On otrzymał od Ojca (J 17, 18). Wzywa nas do kroczenia Ewangeliczną Drogą ubóstwa, pokory w akceptowaniu własnych granic. Chciał ryzykować wybierając ludzi słabych, ograniczonych, grzesznych, aby zostać z nimi i kontynuować przez nich własną Misję aż do końca świata. Owszem, możemy próbować unikać naszych ograniczeń, karmiąc się goryczą albo rezygnacją lub biernością, zadowalając się słownym protestem. Ale Jezus życzy, abyśmy żyli Jego nieograniczona Miłością w naszych ograniczeniach. 
„Św. Paweł starał się być Żydem wśród Żydów, Grekiem wśród Greków, aby zbawić choć niektórych z nich. Dla słabych stał się jak słaby, by pozyskać słabych” (1Kor 9, 19-22). Jako syn robotnika stałem się księdzem i chciałem żyć z robotnikami, w solidarności z nimi. Ale po kilku latach musiałem przyznać się do granic ograniczających mnie w osiągnięciu tego celu. Nawet gdybym wybrał tryb życia tak zwanego „księdza robotnika”, pracując fizycznie jak oni w pewnym przedsiębiorstwie, ogromna różnica nadal by pozostała. Wtedy to dobrowolnie wybrałbym ten tryb życia, lecz oni nie mogli wybierać. Aby żyć, byli zmuszeni do życia robotniczego. Wybrałem celibat, a oni mają żony i dzieci. Długie lata studiów niechybnie wpłynęły na moje postępowanie. Poza tym w miejscu pracy robotnik wykonuje nakazaną pracę, która ma być skończona w pewnym okresie czasu z góry ustalonym przez szefa. Podczas wykonywania mojej pracy misjonarskiej nikt nie przychodzi do mnie codziennie z rozkazami. Gdybym nie starał się żyć pod okiem Boga Ojca, gdybym zapomniał o solidarności z robotnikami, moje życie byłoby napełnione kaprysami i ogromnym egoizmem. 
Słyszałem o dawnych misjonarzach, takich jak ojciec de Nobili, który stał się Indianinem wśród Indian, czy ojciec Matteo Ricci, który stał się Chińczykiem wśród Chińczyków. Podążając za ich przykładem chciałem stać się Japończykiem wśród Japończyków. Lecz po kilku latach zauważyłem, że nawet gdybym otrzymał obywatelstwo japońskie, nawet gdybym doskonale zgłębił kulturę i literaturę Japonii, władając bardzo dobrze językiem japońskim, nadal zostałbym tylko Edwardem. Korzystając więc z różnych spotkań, którym towarzyszyły dialogi na ten temat, rzekłem do siebie: „Edwardzie, używaj dobrze darów otrzymanych od Boga, aby lepiej służyć ludziom i stań się jeszcze bardziej Edwardem! Wtedy sam zobaczysz, iż akceptując siebie samego takim, jakim jesteś, będzie ci łatwiej akceptować wszystkich innych, jakimi są ze swoimi różnicami”. 
„Obraz niewidzialnego Boga” (Kol 1, 15), Jezus jest tym Człowiekiem doskonałym, który z powodu przeróżnych przyczyn przychodzi odrodzić w nas prawdziwy obraz Boga, zniekształcony od czasów grzechu Adama. W roku 451 Sobór Chalcedoński ogłosił, że w Jezusie, Słowie Wcielonym, Boska natura istnieje wraz z ludzka naturą, bez mieszania się w sposób niezmienny i niepodzielny (in duabus naturae, inconfuse, immutabiliter, indivise)[7]. Ta wiara jest właśnie fundamentalną bazą, na której spoczywa godność człowieka. Dlatego ojciec Cardjin, założyciel ruchu Chrześcijańskiej Młodzieży Robotniczej (JOC), w świetle Misterium Wcielenia Syna Bożego, mógł ciągle powtarzać: „Młody robotnik posiada wartość większą niż złoto całego świata”. Ta sama wiara ożywiała też mój udział w walkach Ruchu Robotniczego, w walkach o pokój, jak też w Ruchu Ekologicznym.
Święty papież Leon I zakończył pewnego razu sławną homilię Bożego Narodzenia następującymi słowami: „Chrześcijaninie, bądź świadomy własnej godności! Ponieważ uczestniczysz w Boskiej naturze, przez zmianę niegodną twojej rasy nie wracaj do twojej dawnej podłości (2P 1, 4). Przypomnij sobie, kim jest twój Pan i jakiego Ciała jesteś członkiem. Przypomnij sobie, że uwolniony spod władzy ciemności Jezus przeniósł ciebie do światła Królestwa Bożego (Kol 1, 18). Sakrament Chrztu Świętego uczynił z ciebie świątynię Ducha Świętego (1Kor 3, 16). Dlatego też, przez podłe postępowanie nie wypędź z twojego serca takiego wspaniałego Gościa i nie wracaj pod władzę szatana. Ponieważ twój okup, to krew Chrystusa (1P 1, 18). On odkupił ciebie w swoim Miłosierdziu, lecz sądzić będzie według swojej Sprawiedliwości”.[8] Sobór Watykański II proklamuje: „Przez Swoje Wcielenie Syn Boga złączył się samy z każdym człowiekiem. Pracował ludzkimi rękami. Myślał umysłem ludzkim. Postępował zgodnie z ludzką wolą. Kochał ludzkim sercem. Zrodzony z Dziewicy Maryi, stał się człowiekiem wśród nas, podobny do nas we wszystkim za wyjątkiem grzechu.[9] I aż do końca świata, Jezus jest nam obecny w osobie wszystkich cierpiących (Mt 25, 40)”

6. „Dałem wam przykład” (J 13, 15). Krzyż, Eucharystia 

Mówiąc do swoich czterech pierwszych diakonów w wigilię ich kapłańskiego wyświęcenia, Antoine Chevrier rzekł: „Macie okazać Żłóbek, Kalwarię i Tabernakulum. Te trzy znaki muszą być podobne stygmatom, które powinny widnieć na was stałe”.[10] 22 stycznia 1866 zwracał się do księdza Gourdona, który chciał wstąpić do Prado, pisząc mu: „Kapłan jest podobny do Jezusa Chrystusa, jest człowiekiem ogołoconym, człowiekiem ukrzyżowanym, człowiekiem zjedzonym. Ale, ażeby być zjedzonym przez wiernych, musi najpierw być dobrze upieczonym przez wyrzeczenie samego siebie, dobrze upieczonym w ubóstwie, w cierpieniu i w śmierci, tak jak Zbawiciel nasz Model; wtedy, cała nasza istota, wszystkie nasze słowa, nasz przykład, wszystko staje się pokarmem wiernym”.[11]

Męka i Krzyż

Uważam za rzecz zupełnie normalną codzienne medytowanie męki Pańskiej, lecz tego nie czynię. Lecz muszę przyznać, że za każdym razem, gdy medytowałem, czerpałem wielką pomoc. Miałem wrażenie, że doświadczam tego, o co św. Ignacy prosił w modlitwie mówiąc: „Męko Chrystusowa, wzmocnij mnie!”. Medytuję w różny sposób, na przykład poprzez: drogę Krzyżową, tajemnice bolesne różańca, powolne czytanie opisu Męki w Ewangelii, powolne i rozkoszne powtarzanie słów Pisma Świętego związanych z Męką Pańską (na przykład siedem słów Jezusa Ukrzyżowanego). 
Co roku, z początku Wielkiego Tygodnia, czytamy Ewangelię o namaszczeniu Jezusa w Betanii (J 12, 1-8). Za każdym razem czuję się skonfrontowany z „szaleństwem” Boga. Oczywiście nie zapominam, że „co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1Kor 1, 25). 
Nie mogę powstrzymać się od zadania pytania: dlaczego Jezus tak wspaniale przyjął gest Maryi? Przecież ten olejek wart był 300 denarów, 300 dni pracy ówczesnego robotnika! Bez wahania także i ja chciałbym, by ta suma została rozdana ubogim raczej, aniżeli miałaby być użyta do namaszczenie nóg i głowy Zbawcy! Ta scena przypomina mi jeszcze jedną, kiedy to Maria, siostra Marty, siedząc u stop Chrystusa wsłuchiwała się spokojnie w słowa Mistrza, podczas gdy Marta zajęta była przygotowywaniem wieczerzy. Wzburzona skupionym spokojem Marii, rzekła do Jezusa: „Panie, dlaczego nie zatroszczysz się o to, by moja siostra mi pomogła, wszak wszystko spoczywa na moich barkach? Powiedz jej, żeby mi pomogła!” Ale Jezus zganił ją ze wzniecanie swary i pochwalił spokój Maryi (Łk 10, 38-42). W ten sposób Jezus pozwala nam zrozumieć to, czego od nas oczekuje. Obojętnie, jakie zajęcie, modlitwa czy służba ludziom będzie nas zaprzątać, On żąda serca ufnego i spokojnego. 
Owszem, tak jak Marty, naszym obowiązkiem jest wykonanie pracy nam powierzonej na tym świecie. Gdy na przykład ktoś walczy o wyzwolenie klasy robotniczej, normalną rzeczą, po zrobieniu ścisłej analizy sytuacji, jest dążenie do tego, żeby akcja, jaką organizuje, była skuteczna. I dlatego jest rzeczą naturalną odrzucenie wszystkiego, co jest nieużyteczne, wszystkiego, co nas oddala od celu. 
Lecz w ciągu naszego życia doczesnego, nie wszystko układa się tak, jak sobie tego życzyliśmy. Spotykamy się z chorobą, z niepowodzeniem, z cierpieniem, ze zdradą nieoczekiwaną i z różnym formami ciemiężycielstwa.[12] Kiedy spoglądamy racjonalnie na nasze życie, zauważamy w nim wiele spraw nieużytecznych i nielogicznych. Mam wrażenie, że wtedy Bóg prosi niektórych z nas, abyśmy za przykładem Maryi uczestniczyli w Jego Boskim „szaleństwie”. Ci, którzy wydają się nam nieużyteczni, nieefektywni w różnych walkach o pokój, prawa człowieka itp., ci upośledzeni, którzy stracili rację życia – zakochani w Jezusie do takiego stopnia, że są niezrozumiani i odrzuceni przez otoczenie, ci wszyscy uczestniczą w tym Boskim „szaleństwie”. 
Nie mogę zapomnieć Zjazdu Narodowego Chrześcijańskiej Młodzieży Robotniczej (JOC) w Tokio 23-24 sierpnia 1969 roku. Młodzi wyjawiali własne przykrości i aspiracje: „Wielu z nas pracuje aż 120 godzin dodatkowo miesięcznie! Inni mniej! Lecz wszyscy jesteśmy wykończeni! Dość takiego życia! Pragniemy relaksu, czasu na odprężenie, na wzajemną towarzyską pociechę! Tracimy ochotę do pracy!” Wtedy został przeczytany list, posłany przez członków tego samego Ruchu JOC z Kanady: „70% naszych robotników włókienniczych utraciło pracę. To bezrobocie wynika z faktu, że Kanada importowała z Japonii całą masę taniej siły roboczej. Zgodnie z otrzymanymi informacjami, wasze płace nie są zbyt wysokie i musicie pracować długimi godzinami. Nam się wydaje, że wasz wielogodzinny czas pracy jest przyczyną naszego bezrobocia. Czy zgadzacie się z tą analizą? Jeśli tak, to proszę nam powiedzieć, jakie kroki decydujecie się powziąć, aby obudzić świadomość japońskiej młodzieży i aby doprowadzić do porozumienia z naszymi pracodawcami!”. 
Ten list dotarł właśnie w czasie, kiedy japońska JOC organizowała się celem odmówienia dodatkowej, często bezpłatnej pracy. Ten list więc, zachęcił mocno do udziału w tej akcji. Ale przy następnym spotkaniu Rady Narodowej JOC na jaw wyszły liczne trudności. Jeden rzekł: „Mój obecny szef, który był członkiem JOC, zmusza mnie do pracy dodatkowej dla osiągnięcia ustalonego przez niego celu!”. Inna, ze łzami w oczach: „Mój narzeczony jest obecnie odpowiednio trenowany i w przyszłości na pewno awansuje. Wtedy będzie zmuszał młodych robotników do pracy dodatkowej. Co mam robić? Jeśli nie potrafię zmienić jego światopoglądu, jego stylu życia… czy muszę go opuścić?” 
Wtedy to, niektórzy członkowie JOC zdecydowali się na rezygnację z indywidualnej promocji, aby utrzymać przez całe życie statut robotnika i jako świadkowie Chrystusa walczyć z innymi o promocję kolektywną ludu robotniczego. W ten sposób powstał w Japonii Katolicki Ruch Robotników (ACO) dla dorosłych. Jeden z nich zrzekł się odziedziczonego po ojcu zakładu ciesielskiego i stał się tokarzem w wielkim przedsiębiorstwie. Inny, który prowadził wygodne życie jako agent handlowy stał się urzędnikiem pocztowym. Wydaje mi się, że taki wybór życiowy jest w głębokiej harmonii z uczuciami Jezusa, który „Istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie przybrawszy postać sługi, stanąwszy się podobnym do ludzi. Uniżył samego siebie, stanąwszy się posłusznym aż do śmierci Krzyżowej” (Flp 2, 6-8). Ci dwaj i inni podobni do nich, wzięli się do akcji tworzenia autentycznych związków zawodowych. I dlatego byli dyskryminowani, izolowani i nieraz wyrzucani z pracy. Znajdywali czas na czytanie Pisma Świętego, uczestnictwo w comiesięcznych zebraniach ruchu ACO i w rekolekcjach rocznych, aby odnowić własną wiarę. Ludzie, którzy szukają jedynie widzialnej efektywności i zyskowności, nie mogą zrozumieć takiego postępowania. „Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest Boskie. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko Duchem można to rozsądzić” (1Kor 2, 14).
Jezus nas zaprasza do uczestniczenia w Jego „szaleństwie”. Jakże Urodzenie się na słomie w stajence Betlejemskiej mogło być narzędziem skutecznym do Zbawienia świata? A to życie ukryte przez 30 lat w Nazarecie, gdzie pracował jako stolarz, jakże mogło przyczynić się do wyzwolenia ludzkości od zła, grzechu i szatana? Cóż za znaczenie mogła mieć Jego długa cisza na Krzyżu? 
Każdy człowiek posiada w głębokości samego siebie taką głęboką tajemnicę, że żadne słowa nie są w stanie tego wyrazić dokładnie. Słowa mogą nawet zdradzić, zniekształcić tą tajemnicę. Wtedy pozostaje tylko jedyna możliwość: wyrażenie się własnym ciałem, własną istotą. Ale, ażeby móc ten wyraz odczytać, człowiek potrzebuje serca otwartego na takowe tajemnice. Jeśli chcemy usłyszeć tajemnicę, którą Jezus ukrzyżowany życzy nam objawić, musimy być gotowi na przyjęcie podobnego cierpienia z Nim. Jak powiedział pustelnik Longinus: „Oddaj swą krew, wtedy otrzymasz Ducha Świętego!”[13] I w świetle Ducha Świętego skosztujesz „szaleństwa” Bożego!
„Dawać jałmużnę ubogim”, „służyć ludowi robotniczemu”, „walczyć z eksploatacją, ciemiężycielstwem i niesprawiedliwością celem budowania nowego świata, w którym nie będzie ani krzyku, ani łez, ani cierpień”, to wszystko będzie zawsze konieczne. Ponieważ „biedni nadal zawsze będą z nami” (J 12, 8). Ale jeśli w tej akcji, w tej walce, nie przyjmujemy choć trochę tego Boskiego „szaleństwa”, to narażamy się na budowanie świata okrutnego, nieludzkiego. Gdybyśmy na przykład zniszczyli wszystkie kwiaty całego świata pod pretekstem bycia niepotrzebnymi do życia ludzkiego, jakim okropnym miejscem byłby nasz świat! W języku japońskim istnieje piękne słowo Muyo no yo (to znaczy „użyteczność nieużyteczności”). Można więc powiedzieć, że „Boskie szaleństwo” jest „nieużytecznością” światu bardzo „pożyteczna”! Lecz nasze mylne rozumienie prawdziwej skuteczności stanowi przeszkodę w uznaniu tego „szaleństwa”. Bł. Antoine Chevrier mówił: „Rozumowanie zabija Ewangelię, odbiera człowiekowi ten zapał, któryby go prowadził do naśladowania Jezusa w Jego Ewangelicznej piękności. Święci tak dużo nie rozumowali. Z tego powodu, że tak wiele ludzi rozumuje, tak bardzo mało mamy świętych!”.[14] Na spotkaniu biskupów Azji ksiądz Hamao (biskup Jokohamy) usłyszał następującą opinię: „My nie lubimy Japończyków! Ponieważ oni nie umieją tracić i nie wiedzą, co to jest dać za darmo!”. Przekazując nam tą uwagę, zaskoczony biskup Hamao dodał: „Kochać, to znaczy umieć tracić! Czyż nie jest to istotna zasada Ewangelii?”. „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, który kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 24-25). 
Św. Jan opowiadając o Męce Pańskiej, używa następującego cytatu Zachariasza: „będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19, 37). Ten, który przebił włócznią pierś Jezusa, to nie tylko rzymski żołnierz, to ja też, to każdy z nas, każdy grzesznik. Nie ma człowieka bez grzechu. A Jezus jest tym Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata. Gdy uświadamiam sobie tą rzeczywistość, krzyczę do Jezusa: „Panie, zmiłuj się nade mną, mizernym człowiekiem! Zmiłuj się nad nami wszystkimi! Oby cierpienia Twej Świętej Męki nie były daremne dla mnie i dla nas wszystkich!” Sławny Pascal napisał: „Jezus będzie w agonii aż do końca świata: nie wolno nam spać w tym czasie”.[15]
Zatem Jezus kontynuuje Swoją Mękę w tych wszystkich, którzy cierpią, obojętnie z jakiej przyczyny. 8 października 1985 roku, Lee San Ho, koreański rezydent w Japonii, zrelacjonował w ciągu 2 godzin historię swego życia przed trybunałem w Jokohamie. Mówiąc o upokorzeniach, dyskryminacjach i cierpieniach, jakim był poddany, tłumaczył dlaczego odmawiał oddania swoich odcisków palców Straży Rejestracji Cudzoziemców. Podczas jego długiej wypowiedzi wzruszyłem się mocno, gdy powiedział: „Kiedy byłem jeszcze uczniem w liceum, miałem okazję wstąpić do Protestanckiego Kościoła Koreańczyków. Wtedy właśnie, gdy używałem japońskiego nazwiska, aby ukryć moje koreańskie pochodzenie, spotkanie z tym Kościołem wywołało we mnie mocny szok kulturowy. Moje spotkanie z Kościołem stało się spotkaniem z moim ludem. Miałem wrażenie, że Jezus mi mówi: «Ty, który chcesz uciec od własnej rzeczywistości, ty, który cierpisz będąc Koreańczykiem, ty, który z powodu tego jesteś smutny i zamknięty w samym siebie, przyjdź do Mnie i złóż do Mego Serca wszystkie twoje cierpienia. Ja cię pokrzepię. Jeśli chcesz być Moim uczniem, zaprzyj się samego siebie, weź krzyż swój i naśladuj Mnie». Moja istota Koreańska była moim krzyżem. Jeśli odmówię tego krzyża, to nigdy nie będę mógł żyć po ludzku i nie dojdę do dojrzałości własnej tożsamości!”.
Przypominam sobie też postać imponującą pana Nakamura Shigeo, który umarł w marcu 1986 roku. Przez 50 lat walczył dzielnie przyczyniając się do wyzwolenia 3 milionów „Burakumin”, najuboższej kasty japońskiego społeczeństwa. Po odkryciu „Pieśni Cierpiącego Sługi” Izajasza (rozdział 53), nauczył się jej na pamięć i lubił ją deklamować na zebraniach. Dlaczego ta „Pieśń” tak głęboko go wzruszyła? Czyż nie dlatego, że odkrywał w tej „Pieśni” rysy własnego życia i życia towarzyszy będących poza nawiasem społeczeństwa? Lub może w tej „Pieśni” znalazł pewność, że dzięki cierpieniom Tego Sługi Bożego zostanie wyleczony z własnych ran?
Oglądając Jezusa przybitego do Krzyża, lubię powtarzać pokorne błaganie mordercy wiszącego na krzyżu przy Nim: „Panie Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Królestwa!” (Łk 23, 42). Zwłaszcza, gdy te słowa stają się refrenem litanii ułożonej przez zakon kontemplacyjny „Betlejem”: 

1. Panie Jezu, Ty niewinny Baranku, który dźwigasz grzechy całego świata, przybity do Krzyża powiedziałeś:  Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią! I Ty umarłeś za mnie, aby zgładzić mój grzech, przybijając go do Krzyża. 
2. Panie Jezu, Ty, który przyszedłeś wzywać grzeszników, a nie sprawiedliwych, rzekłeś do dobrego łotra: Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju! I Ty umarłeś za mnie, aby Niebieski Ojciec przyjął mnie w Swoje ramiona.
3. Panie Jezu, urodzony z Dziewicy-Matki, przybity do Krzyża, Ty rzekłeś do Niej: Niewiasto, oto syn twój! A do ukochanego ucznia: Oto Matka twoja! I Ty umarłeś za mnie, dając mi własną Matkę, która czuwa nad moją wiarą.
4. Panie Jezu, źródło wody wytryskującej ku życiu wiecznemu, Ty który zamieniłeś wodę w wino i który dałeś własną krew do picia, przybity do Krzyża rzekłeś: pragnę! I Ty umarłeś za mnie, abym czerpał ze źródła Twego Serca krew i wodę.
5. Panie Jezu, Ty, który jesteś zawsze z Ojcem, ponieważ zawsze czynisz to, co Mu się podoba, przybity do Krzyża, rzekłeś: Boże, Mój Boże, czemuś Mnie opuścił?
I Ty za mnie umarłeś, abym znów odnalazł drogę posłuszeństwa.
6. Panie Jezu, Słowo, które było na początku u Boga, który wszystko stworzył i bez którego nic nie było stworzone, Ty rzekłeś na Krzyżu: Wykonało się wszystko! I Ty za mnie umarłeś, aby wskrzesić we mnie Twoją zgubioną Podobiznę. 
7. Panie Jezu, Ty, który przyszedłeś od Ojca i wracasz do Ojca, Ty rzekłeś na Krzyżu: Ojcze, w ręce Twoje oddaję Ducha mojego! I Ty umarłeś za mnie, aby być Drogą, która mi otwiera drzwi Królestwa. 
Refren: „Panie Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Królestwa”.

Eucharystia

Od lat dziecinnych chodziłem codziennie do Komunii świętej, a potem jako kapłan celebrowałem Mszę świętą każdego dnia.[16] Przypominam sobie jak wstawałem przed innymi w czasie służby wojskowej i wspinałem się przez mur, aby dostać się do sąsiedniego kościoła. Dlaczego ta Komunia codzienna była dla mnie tak ważna?
Po prostu dlatego, że przyjąć komunię znaczy przyjąć samego Jezusa i chcę Mu poświęcić całe moje życie. Bez Niego żyć nie mogę. Chcę ciągle być z Nim, przebywać w Nim, a bez Komunii jest to niemożliwe, według Jego stwierdzenia: „Kto spożywa Moje Ciało i Krew Moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6, 56). Oczywiście nigdy nie czuję się godny Go przyjąć. Ciągle czuję konieczność Jego Miłosierdzia. Wiem, że starczy Mu powiedzieć tylko jedno słowo, a mogę być oczyszczonym, na nowo stworzonym (Mt 8, 8). Słowo Boże i Ciało Chrystusa są tymi dwoma stołami, do których wierny przybliża się, aby się pożywić. Ten pokarm jest nam tak potrzebny, jak chleb dla naszych ciał.
„Bierzcie i jedzcie, oto ciało Moje!” (Mt 26, 26). Jezus zaprasza nas osobiście do udziału w uczcie, w której On nam siebie całego daje… każdemu z nas. On wybrał ten sposób zawarcia z nami Wiecznego Przymierza, którego nikt nie może zniweczyć. W ten sposób Jezus nam okazuje Swoją niezmierną Miłość, która przekracza siłę naszej wyobraźni (J 13, 1). Jezus ciągle gorąco pragnie spożywać codziennie tą Paschę razem z nami (Łk 22, 15).
Skazanie Jezusa na śmierć może wydawać się nam tragicznym wydarzeniem, nieuniknionym wypadkiem lub błędem sądu. Albo jeszcze może wyglądać jak logiczna konsekwencja ostrej kolizji między dwoma światami: światem, który uprzywilejowuje prawo pogardzając człowiekiem, a światem, który uprzywilejowuje człowieka traktując prawo jak drugorzędną rzecz. Lecz gdy medytujemy usilniej nad znaczeniem śmierci Chrystusa, możemy odkryć, że On wykorzystał tą pozornie nieuniknioną śmierć, aby dokonać dobrowolnej i świadomej ofiary całego własnego życia. Przecież On sam rzekł „Nikt mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać” (J 10, 18). W Wielki Czwartek Jezus uprzedza więc tą dobrowolną ofiarą samego siebie, którą złoży w następnym dniu na Krzyżu mówiąc: „Oto Ciało Moje wydane za was! Oto Krew Moja, która za was będzie wylana!” Dobrowolna ofiara Jezusa na Krzyżu objawia definitywne zwycięstwo Jego pokornej Miłości nad nienawiścią, egoizmem i pychą, które są źródłem grzechów całego świata. Owocem tego Zwycięstwa jest dar Ducha Świętego, wlany w nasze serca, abyśmy mogli też uczestniczyć w Jego Zwycięstwie (J 19, 30; 7, 39). Zwycięstwo Jezusa wychodzi na jaw przez Jego Zmartwychwstanie, a my uczestniczymy w Jego Zmartwychwstaniu, gdy kochamy naszych braci. Według słów św. Jana: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci” (1 J 3, 14). Możemy więc też rzec, że wszyscy, którzy walczą o pokój, o sprawiedliwość, o prawa człowieka, okazują, że miłują braci i że otrzymali Ducha Miłości w sposób znany tylko Bogu.[17] Oby mogli oni też pewnego dnia odkryć Jezusa, źródło wszelkiej miłości, pokarm naszych dusz, który daje nam samego siebie pod postacią chleba i wina! Jakże to smutne byłoby, gdyby ci, którzy mają szansę żyć w takiej miłości braterskiej, nie spotkali się z Jezusem![18] „Ilekroć spożywamy ten chleb, albo pijemy kielich Pański, śmierć Pana głosimy, aż przyjdzie” (1Kor 11, 26).
Aby być pokarmem naszych serc, Jezus urodził się w Betlejem, w wiosce, która ma symboliczną nazwę, ponieważ oznacza „Dom Chleba”. Gdy widzimy urocze dziecko, nieraz mówimy „Jest piękny jak marzenie. Chciałoby się go ugryźć i posmakować!”. Tkliwi kochankowie nieraz powiadają: „Miałbym ochotę cię zjeść!”, ponieważ tak mocno chcą być zjednoczeni. Wiedząc doskonale, jak wygląda ludzkie serce, Jezus wynalazł sposób, aby dać się zgryźć i zjeść, aby zjednoczyć się z każdym z nas. On może rzec naprawdę do każdego przystępującego do Komunii świętej: „Wszystko moje do ciebie należy!” (Łk 15, 31). Jeśli On nam tak pozwala się zjeść, to po to, abyśmy też pozwolili innym nas „zjeść”! Ksiądz Chevrier lubił mówić: „Zanim staniemy się chlebem życia, musimy najpierw przejść przez Żłóbek i Kalwarię. Tak samo z pszenicą: musimy najpierw ją tłuc (młócić), strzasnąć plewy i ją mleć. Traci ona wtedy swój kształt i w końcu może stać się pożytecznym chlebem dla naszych ciał. My też możemy stać się pożytecznymi dla ciał i dusz ludzi, jeżeli tylko przejdziemy przez śmierć”.[19] Każdy uczeń Chrystusa, chcący stać się smacznym chlebem, ofiaruje swoje ciało, swój umysł, swój czas, swoje posiadłości, swoje zdrowie, swoje życie, aby inni mogli w pełni żyć jako dzieci Boga Ojca. Aby wypełnić swoją misję rozdania życia przez własną wiarę, aktywność, modlitwę, słowa i cierpienia, uczeń Chrystusa musi czuwać i troszczyć się o „dolewanie oleju do swojej lampy” (Mt 25, 4). Właśnie w tym celu ksiądz Chevrier chodził regularnie do swej maleńkiej pustelni „Saint-Fons”, by tam spędzać czas na modlitwie i studiowaniu Ewangelii. Aby móc coraz lepiej głosić Dobrą Nowinę biednym, on starał się coraz głębiej wejść w uczucia Jezusa. Przyjmując codziennie Komunię świętą, ponosimy ryzyko uczynienia z tego sakramentu czegoś mechanicznego. Stwierdziłem, że osobista modlitwa, medytacja Ewangelii i praktyka samozaparcia są absolutnie niezbędne do uwolnienia nas samych od sztywności formalnej rutyny i do otrzymania obfitszych owoców z Eucharystii.
Dzięki powojennemu wznowieniu studiowania Pisma Świętego, liturgii, patrystyki, teologii, odkryliśmy Eucharystię jako Misterium Paschalne całego rodzaju ludzkiego, pielgrzymującego do drugiego Przyjścia Chrystusa.[20] To stanowi wspaniałe odkrycie. Całe życie Chrystusa, kulminuje właśnie w objawieniu Swojej nieskończonej Miłości podczas Ostatniej Wieczerzy, w Krzyżu i Zmartwychwstaniu. Jezus wyszedł od Ojca jedynie, aby wrócić do Niego, lecz nie Sam, ale z wykupioną rasą ludzką. „Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani” (Hbr 10, 14). Ta jedyna i doskonała ofiara nie potrzebuje być powtarzaną. Potrzebuje jedynie być uobecnioną dla wszystkich ludzi wszystkich pokoleń, aby mogli przez Komunię świętą otrzymać łaskę Zbawienia i dar Ducha Świętego. Wszyscy, którzy walczą przeciw eksploatacji, uciemiężeniu, niesprawiedliwości, aby budować braterskie społeczeństwo, już biorą udział w tym Misterium Paschalnym.[21] Ich życie bowiem pokazuje, że wybrali sobie to „Przejście” (Pascha) z egoizmu do miłości: odrzucając poszukiwania jak największego zysku, łatwego życia, indywidualnego awansu i biernej rezygnacji, „przechodzą” do solidarnej walki celem budowania świata godnego człowieka stworzonego na podobieństwo Boga. Ale jeśli nie znają źródła tej miłości wlanej w ich serca przez Ducha Świętego, to może być bardzo niebezpieczne dla nich. Ponieważ nie będą wiedzieć, że trzeba dziękować za ten Dar otrzymany, nie będą też w stanie czerpać w tym Darze potrzebnej im siły miłości i w końcu może zawładnąć nimi duma podpowiadająca, że to, co osiągają, jest oczywistym i jedynym rezultatem ich własnych wysiłków. Stąd pycha, gorzka krytyka innych, niezgoda itp. Nasza odpowiedzialność i misja jako uczniów Chrystusa polega na tym właśnie, abyśmy im objawili Jezusa jako źródło ostateczne ich miłości. Lecz jak tego dokonać, jeśli nie żyjemy w solidarności z ich problemami? 
Podczas każdej Mszy, gdy prosimy, aby chleb i wino „owoce ziemi i pracy rąk ludzkich” stały się Ciałem i Krwią Jezusa, jesteśmy wzywani do budowania świata, w którym człowiek może być szanowany jako „obraz Boga”. Niestety bardzo często praca ludzi degraduje ich ciała, serca i umysły zamiast ich rozwijać. Przypomnijmy sobie choroby zawodowe, wypadki w pracy, rywalizację, całkowite oddanie się przedsiębiorstwu itp. Nasza wspólnota z Chrystusem wzywa nas do budowania świata sprawiedliwego i braterskiego. Wzywa nas do wzięcia na serio wszystkich ludzkich przedsięwzięć: życie małżeńskie, ruchy rolnicze i robotnicze, ruchy społeczne, działanie polityczne itd. 
Ale Eucharystia wyznacza nam też granice wszystkich naszych ludzkich przedsięwzięć. Tylko Duch Święty może nas uczynić dziećmi Bożymi. Wewnątrz mojego największego wysiłku ludzkiego muszę zupełnie zdać się na wolę Ducha Świętego, aby być Jego narzędziem. Jezus chce, abym stał się coraz wierniejszym synem Bożym wśród ludzi powołanych do budowania Ludu Bożego. Lecz realizacja tego programu jest zupełnie daremnym Darem Bożym. 
Jako celebrans Eucharystii mam być sługą tego ludu powołanego do „przejścia” od egoizmu do miłości wyrażonej w czynach, ludu stającego się coraz bardziej braterskim i służącym, ludu zdolnego do ofiarowania samego siebie Bogu tak, że w końcu może Bóg stać się wszystkim we wszystkich. Pan Jezus chce posługiwać się kapłanami, aby przez nich nadal mógł powtarzać: „Bierzcie i jedzcie. To jest Ciało moje”, aby złączyć w jednej ofierze wszystkie te małe „przejścia” ludzi wraz z Jego jedyną, doskonałą Paschą (Przejściem)! 
Cóż to za wspaniała łaska być sługą tego „Sakramentu Miłości, znaku jedności, wieży Miłości” (Sacramentum amoris, signum unitatis, vinculum caritatis).[22] Liturgia jest naprawdę „szczytem”, do którego zmierza cała akcja Kościoła, ale w tym samym czasie jest równocześnie „źródłem”, z którego płynie cały dynamizm Ludu Bożego.[23]

Edward BRZOSTOWSKI

[1] Odtąd został mieszkańcem parafii, której większość mieszkańców jest czarna i nadal głosi nauki rekolekcyjne. Napisał liczne książki, np.: „Prayer is a hunger”. Dimension Books. N.T. 1972.
[2] Gaudium et Spes, nr 22.
[3] „Ta idea oryginalnej suwerenności Boga, głoszonej na łamach historii poprzez paradoks identyfikacji Boga z najsłabszymi, nie jest tylko zjawiskiem typowym dla Starego Testamentu. Będzie ona sklepieniem łączącym orędzie i dzieło Jezusa.” („La Pratique de Jésus”, Hugo Echegaray, wyd. Centurion 1984, s. 129) „Ta bliskość Jezusa z klasą uciskaną jego okresu jest wątkiem, który cieszy się solidnymi gwarancjami historycznymi.” (id. 138)
[4] Lumen Gentium, nr 3.: „Wszyscy ludzie są wzywani do jedności z Chrystusem, który jest światłem świata, od którego my    pochodzimy, przez którego żyjemy, do którego zdążamy.”
[5] „Prawdziwy uczeń”, ojciec Chevrier, wyd, Prado 1986, s. 407-412.
[6] To „ubóstwo ewangeliczne” nie jest odrzuceniem rozwoju ekonomicznego. Wręcz odwrotnie, ono nas popycha do rozwoju dóbr otrzymanych od Boga, nie poprzez egoistyczne poszukiwanie zysku, lecz poprzez sprawiedliwy podział produktów według potrzeb ludzi. Dlatego wymaga ono, abyśmy walczyli z przyczynami tej nędzy. Ono stanowi siłę rewolucyjną pragnącą zbudować nowe społeczeństwo, gdzie ludzie, zwłaszcza słabi, będą respektowani i będą mogli się rozwijać cf. „Rewolucja biednych, a Ewangelia”, Cordat, wyd. Ekonomie et Humanisme 1970, s. 207-228.  „Przemienić świat”, V. Cosmao, wyd. Cerf 1979, s. 77-134.  „Rozwój w poszukiwaniu aktorów”, Gabriel Marc, wyd. Centurion 1984, s. 82-85.
[7] Denzinger, nr 148: „in duabus naturis, inconfusue, immutabiliter, indivise, incomparabiliter agnoscendum”.
[8] Św. Leon, Sermons, Sources Chrétiennes, Cerf 1947, nr 22, s. 75, PL.54.
[9] Gaudium et Spes, nr 22.
[10] List nr 117. Cf. „Le PRADO”, A. Ancel, Cerf 1982, s. 109-154.
[11] List nr 53. Mówi on ciągle o tej trylogii, którą namalował na murach swojej pustelni: to co było nazwane „obrazem z St-Fons”; cf. „Kapłan: Antoine Chevrier, założyciel Prado”, J.-Fr. Six, Seuil 1965, s. 394-398.
[12] Myślę o wspaniałym świadectwie Nicole’a, prezentowanym przez ojca Goutagny, „Panie, dokąd mnie prowadzisz?”, wyd. Ouvrieres.
[13] P.G.65,257B. Cytowane także przez Dorothée de Gaza. „Dzieła duchowe”, Sources Chrétiennes, nr 92, X, 104.
[14] „Prawdziwy uczeń”, A. Chevrier, wyd. PEL 1968, s. 126.
[15] „Tajemnice Jezusa” w „Pensées” Pascala.
[16] Słowo „messe”, „msza” pochodzi z formuły łacińskiej odsyłania zgromadzenia: „Ite, missa est”. (L’Église en prière, Martimort, wyd. Desclée 1961, s. 253-256). Są liczne inne wyrazy oznaczające Eucharystię: łamanie chleba, ofiara, liturgia, prosfora, etc.… (Missarum Solemnia, Jungman, Aubier 1951, t. 1., s. 215-220).
[17] Św. Jan mówi: „Skłaniając głowę wyzionął Ducha” (19, 30). Greckie słowo tutaj użyte paredokein oznacza także „dawać”. Św. Jan może chciał zasugerować, że przez swoją śmierć Jezus już mógł przekazać Ducha światu. Cf. J 7, 39. 
[18] „To nie dlatego, że niektórzy nie sięgają do Źródła, to Źródło ich nie nawadnia. Niektórzy powinni pokazywać innym drogę do Źródła” („Kapłan wśród nas”, Françis-Louis Dupire, 1969, s. 70).
[19] „Prawdziwy uczeń”, A. Chevrier, wyd. Vitte 1942, s. 543 (cytowane przez A. Ancel’a w „Le Prado”, Cerf 1982, s. 152).
[20] „W świątyni Jezusa, pascha żydowska przypomina wiernych Mojżesza w Jeruzalem, w ofiarowaniu i spożywaniu Baranka Paschalnego. Upamiętnia wyjście, które wyzwoliło Hebrajczyków z niewoli egipskiej. Dzisiaj Pascha chrześcijańska gromadzi w każdym miejscu uczniów Chrystusa w łączności z Panem, prawdziwym Barankiem Bożym. Ona ich kojarzy z Jego śmiercią i Jego zmartwychwstaniem, które ich wyzwoliły od grzechu i śmierci.” Biblijne słownictwo teologiczne, artykuł „Pâque”, wyd. Cerf 1962, s. 734.
[21] „Gaudium et Spes” 22/5. „Wszyscy ci i te, którzy w ten lub inny sposób przejawiają pragnienie, świadczą, że powołaniem człowieka jest pragnąć: szukania wzajemności między istotami poprzez ekonomię, respektowanie tożsamości każdego w różnych kulturach, wolę promowania wolności dla wszystkich w życiu politycznym, takie jest prawo ich istnienia! Czy ci ludzie chodzą na msze, czy wiedzą o istnieniu mszy i jej roli, czy nie, to wszyscy są uczestnikami Eucharystii” (Désirer de désir, M. A. Santaner, wyd. Ouvrières 1981, s. 162.
[22]Św. Augustyn, in Joannis Evangelium Tractatus, XXVI, rozdz. VI, nr 13, PL. 35, 1612. Sacrosanctum Concilium, nr 17.
[23]Sacrosanctum Concilium, nr 10.

Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała się w języku francuskim książka, która dwa lata wcześniej została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł: „Prier: un nouveau défi japonais „. Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski, jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju kwitnącej wiśni. 


47-3.jpg (140643 Byte)

Na zdjęciu:

Bez tytułu
(Brema, 2006)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga