Co jest najtrudniejsze...
Z Teresą TOMSIĄ rozmawiają
i Natalia WÓJCIAK i Julia CZERNIUK
Teresa Tomsia – urodziła się w Wołowie na Dolnym
Śląsku w 1951 roku, młodość spędziła w Świdwinie na
Pomorzu. Ukończyła filologię polską na UAM. Jest autorką tomików
wierszy: „Czarne wino” (1981), „Białe
tango” (1987), „Teraz żyj” (1991),
„Wieczna rzeka” (1996), „Przed pamięcią”
(2000), „Piękniejsze” (2000) – w wersji
polsko-niemiecko-francuskiej. Wydała śpiewniki poetyckie
„Ballada o poetach” (2001) i „Perswazje”
(2002). Założyła i prowadziła w poznańskim Café „Głos”
Klub Piosenki Literackiej „Szary Orfeusz” (1996-2001).
W roku 2004 ukazał się jej zbiór wierszy „Skażona
biel”, zaś w roku 2005 wybór poetycki „Wątpiąc, idę”.
Swoje utwory publikowała między innymi w paryskiej
„Kulturze” i w pallotyńskiej „Naszej
Rodzinie”, w „Zeszytach Literackich”,
„Tyglu Kultury”, „Toposie” i innych
czasopismach społeczno-kulturalnych. Od początku istnienia pisma
współpracuje z „Recogito”. Mieszka w Poznaniu.
– Natalia:
Najtrudniejszą rzeczą dla każdego człowieka jest obiektywne
spojrzenie na siebie, bez usprawiedliwień i szukania fałszywych
uzasadnień. W wierszu „Odbicie” z tomiku „Skażona
biel” (SPP, Poznań 2004) pisze Pani: „Wczoraj lustro
mnie nie rozpoznało / i przywitało jak obcą kobietę. / A wtedy
ona położyła mi na ustach / uśmiech. / Moje odbicie w lustrze /
stało zapatrzone w siebie”. W wyborze wierszy o poszukiwaniu
tożsamości „Wątpiąc, idę” (Wydawnictwo Adam Marszałek,
Toruń 2005) nie ma tego wiersza, znalazłam jedynie „Szkic
do portretu”. Co widzi Pani, budząc się rano i spoglądając
w lustro? Czy znalazła Pani odpowiedź na postawione wcześniej
pytanie?
– „Ona” to młodość, która pomaga wierzyć, że aż
tak bardzo się nie zmieniamy, że wciąż nam bliżej do marzeń i
ideałów niż do aktualnego stanu rzeczy. Chodzi o to, żeby rano
w lustrze rozpoznać naszą nadzieję, co nie sprzeniewierza się
zasadom, które nas prowadziły przez lata. Myślałam tu także o
niemożliwości sportretowania siebie, o nieustającej próbie -
ostatecznego nazwania „ja” kończącej się
niepowodzeniem. Można zapytać: „Co jest najpiękniejsze”,
ale także Twoje pytanie wydaje się inspirujące: „Co jest
najtrudniejsze...” Ważną granicą może stać się
przyznanie do porażki i zawrócenie z niewłaściwej drogi. Kiedyś
chciałam pracować w Estradzie – wytrzymałam tam niecałe
dwa lata. Sprzedawanie słów na krótkoterminowe zamówienie nie
odpowiada mi. Namysł i skupienie uwagi na ważnych szczegółach
jest niezbędne przy portretowaniu i wymaga czasu. Na mój drugi
tomik wierszy „Białe tango” czekałam więc cierpliwie
7 lat, nie skreślając słów „zapisanych”
(„Czytelnik” 1987), aż główny cenzor przepuścił
wiersze o powrocie mojej Matki zza Uralu (pozostałe teksty o
poczuciu wolności i piosenki opublikowałam własnym nakładem).
Patrzenie w lustro ma w sobie coś z rozmowy o skłonnościach do
kompromisów i o ćwiczeniu woli, by przetrwać trudne czasy z
podniesionym czołem.
– Julia: Adriana Szymańska w recenzji tomiku
„Wieczna rzeka” („Nowe Książki” 11/1996)
napisała, że poetka Teresa Tomsia „najbardziej sobą jest wówczas,
gdy pokonując i radość, i smutek istnienia unosi się jakby
ponad własnymi emocjami, pozwalając, by wieczność jak
dmuchawiec przestając być zagadką, stawała się integralną
częścią świata oswojonego słowem”. Czy zgadza się Pani
z tym twierdzeniem
– Wiersz jest dla mnie aktem poznania; idąc za głosem mowy,
poszukuję znaków swojego istnienia i relacji z innymi. Czasem
udaje się nadać uniwersalny wymiar własnym emocjom i przeżyciom,
wtedy poezja znajduje czytelników, którzy się z nią utożsamiają,
odnajdując w niej swoje „odbicie”, przepisują wiersze
i przekazują je dalej. Adriana Szymańska słusznie zauważyła,
że trzeba się wznieść ponad własne tylko emocje, by ujrzeć i
opisać więcej niż siebie. Kiedyś Małgorzata Musierowicz
wyczytała coś ”swojego” w strofie: przygarnij mnie
promieniu / pokaż piękno / którego nie zaznałam.
Gdy napisała o tym, byłam trochę zaskoczona tym wskazaniem, ale
później zrozumiałam, że kto pyta w sztuce o prawdę i piękno,
musi pozostać w niepewności - kanon doskonałego dzieła
pogłębia się przecież wraz z doświadczeniem człowieka,
przemienia się tak jak otoczenie i obyczaje - formułując pytanie
o sens istnienia tu i teraz.
– Natalia: Wincenty Różański w ten oto sposób
podsumowuje swoje poszukiwania odpowiedzi na pytanie, kim jest:
„chciałem zmienić świat / zmieniłem adres / chciałem
rozumieć świat / nie mogę zrozumieć siebie”. Pytanie o własną
tożsamość pojawia się często również w Pani poezji. Czytamy
m. in.: „Szukam, krążę, / wiatr przegania lata. / W sercu
cichną niespełnione fale. / A kiedy wołam siebie ― / nikt
nie odpowiada”. W obu przypadkach poszukiwania siebie kończą
się niepowodzeniem. Czy Pani zdaniem możliwe jest w ogóle
zrozumienie swojej istoty, odnalezienie swego miejsca w świecie?
– Wydaje mi się, że obowiązkiem każdego z nas wobec siebie
jest podjęcie takiej próby. Zrozumienie, kim jesteśmy, wiąże
się ze świadomością drogi przebytej przez naszych przodków,
odczytaniem relacji rodzinnych, środowiskowych i społecznych.
Jestem po stronie nieufnych, którzy nie spodziewają się gotowej
definicji czy ostatecznej odpowiedzi, jednak nie ustają w
pytaniach o skutki i przyczyny. Stąd zapewne tak często powracający
wątek życiorysowy w wierszach, którymi przedstawiam świat.
Witek trafnie to ujął: chciałem zmienić świat / zmieniłem
adres. Zmagamy się, by zmienić siebie – a to nieczęsto
się udaje, chyba tylko mistykom. A cóż dopiero mówić o
przemienianiu świata, czyli innych, których znamy raczej jeszcze
mniej niż siebie? Śledzenie przeobrażeń duchowych współczesnego
człowieka to jeden z głównych wątków ostatnio opublikowanych
moich wierszy i esejów, wszak miejsce przeobraża się wraz ze mną,
także to legendarne, gdy opis czerpię z opowieści, dopełniając
obraz własnym doświadczeniem i wyobraźnią.
– Julia: Tomik „Przed pamięcią” (Ars Nova
2000) jest wyrazem poetyckiego spojrzenia na miejsca, które Pani
odwiedziła. Każda podróż wzbogaca nas o nowe doświadczenia i
poszerza naszą perspektywę. W związku z tym chciałybyśmy
zapytać, w jakim stopniu obcowanie z różnymi kulturami zbliżyło
Panią
do odpowiedzi na pytanie o sens własnego istnienia?
– Podróże do Tulln, Wiednia, Stuttgartu i Paryża wpłynęły
przede wszystkim na język poetycki, jakim opisywałam swoje
doznania, przeczucia i fakty, stał się bardziej pojemny na
niewiadome, zyskał oddech i przestrzeń, dłuższą frazę. Więcej
obcowałam z kulturą Polaków na emigracji niż z kulturą Francuzów
czy Niemców. Szczególnie
spotkania z polskimi rzeźbiarzami mieszkającymi w Paryżu: Michałem
Milbergerem i Pawłem Joczem przyniosły mi wiele estetycznych
poruszeń i radości, być może dlatego, że tam zostałam
zaakceptowana i jako autorka, i jako osoba poszukująca. Z
kolejnych spotkań artystów przy rue Surcouf w redakcji ks. Marka
Wittbrota („Nasza Rodzina”, Recogito”) powstawały
notatki, które przeobraziły się później w cykl poetycki
„W pamięci, w odbiciu”. Odpowiadając jeszcze Natalii
na pierwsze pytanie, mogłabym dodać, że kiedy patrzę w lustro,
widzę tam także twarz bliskiego człowieka, dzięki któremu mam
szansę być właśnie taka, jaka jestem: w drodze ku wyobrażonemu.
Najtrudniejsza wydaje mi się jednak wewnętrzna zgoda na własną
przemianę, przyzwyczajamy się bowiem do siebie takich, jacy jesteśmy
- i dopiero w uważnym i czułym spojrzeniu innego mamy szansę na
odrobinę prawdy o sobie. Z każdej wyprawy powracałam do Poznania
z wątpliwościami - jak w poincie „Chwili we wrześniu”:
szczęście to podróż / - czy nieszczęście - / jeżeli
nadzieję utrwala...
– Natalia: W wierszu „Wołaliśmy: Panie!” można
przeczytać: „I nie wiedzieliśmy nic, / co by tłumaczyło
nasze istnienie. / Dlatego krzyczeliśmy: Panie! / Abyś nas usłyszał
/ i zabrał z podmokłych dolin / na słoneczne wzgórza”.
Czy odwoływanie się w poezji do Boga (formułowanie pytań
skierowanych bezpośrednio do Niego) może być drogą do
zdefiniowania istoty ludzkiego bytu?
– Nie ma chyba dróg niemożliwych, tylko te do odkrycia, a jeśli
są zakazane, to odwagą i powinnością autora jest pytać o
powody zakazów. Jeśli nie znajduję teraz odpowiedzi na nurtujące
mnie pytania, to wcale nie znaczy, że taka odpowiedź nie istnieje
albo jest niemożliwa. Istotą ludzkiego bytu jest poszukiwanie
prawdy o Początku i Końcu; rama i pointa wyznaczają cel,
niedogodności egzystencjalne są mniej ważne. Ku Nieskończonemu
wiodą różne drogi, poetycka jest jedną z nich. W najnowszym
tryptyku duchowym przywołuję Rilkego, snując rozważania o
poczuciu siebie: Jestem znakiem przypływu, nadzieją przemiany, powrotem / do początku.
Słowem, którego w pełni nie objaśniłeś. Moje
„pretensje” metafizyczne mają więc różny charakter
i czasem prowadzą ku miejscom dotąd nieznanym. Nie zamierzałam
zmagać się o oryginalny język poetycki, pytałam tylko o swoją
tożsamość, lecz ta praca w języku, jaką wykonałam w innym
celu, okazała się owocna także w materii słowa, bo między
innymi istotę ludzkiego bytu formułujemy słowami.
– Natalia: W poszukiwaniu odpowiedzi na pytania
egzystencjalne człowiek dużą wagę przywiązuje do tego, co już
zostało powiedziane przez wieki.
W jednym ze swoich wcześniejszych utworów stwierdza Pani:
"Jestem na planecie, gdzie tak rzadko pewność / spotyka się
z przypadkiem, / a tylko Wielcy Nieobecni
z reguły mają rację". Kim są Pani osobiści "Wielcy
Nieobecni" - osoby, które wywarły wpływ na Pani poetycką
drogę, były prekursorami poetyckich dokonań?
– Niepodważalnym autorytetem stała się dla mnie babcia Waleria
Gołacka, matka mojej Mamy Zofii, od niej uczyłam się historii
Polski przy rodzinnym stole. Babcia przeżyła z dziećmi 6 lat ciężkiej
pracy w kołchozie w Północnym Kazachstanie, dokąd została
wywieziona przez wojska radzieckie w transporcie 70 wagonów wraz z
innymi polskimi rodzinami 13 kwietnia 1940 roku. Najbardziej zapamiętałam
z tych opowiadań opis powrotu do ojczyzny późną wiosną 1946
roku - byli w łachmanach, schorowani, lecz nie odstąpili od wartości,
które pomogły im przetrwać poniewierkę. Długie lata w biedzie
budowali swoje miejsce w kraju odzyskanym jak „ogród porośnięty
ostami / który znów trzeba przejść boso”. Babcia znała
się na ludziach, umiała odróżnić cwanych polityków od
uczciwych sąsiadów, obroniła się więc przed uczuciem nienawiści
do krzywdzących, powtarzała – co później wprost zacytowałam
w wierszu – nie mówię, że mam żal, / ale tak było. Często
przywołuję też w pamięci rozmowy o życiu i sztuce z mistrzem
wyobraźni Zbigniewem Bieńkowskim, który pytał o imię „w
tym świecie niewysłowionej rzeczy pospolitej”. Bez
spotkań w świdwińskim zamku w II połowie lat siedemdziesiątych
na imprezach finałowych Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im.
Jana Śpiewaka (z Anną Kamieńską, Adrianą Szymańską,
Zbigniewem Bieńkowskim, Zbigniewem Krupowiesem) wiele późniejszych
pytań postawiłabym inaczej. Nie rozmawiałam nigdy osobiście ze
Zbigniewem Herbertem, ale jego wiersz „Przesłanie Pana
Cogito” był skierowany jakby do mojej rodziny i utwierdził
mnie w przekonaniu, że poprzez swoją postawę opisać świat jest
najtrudniej. Choć wyuczone cytaty i style, cała zdobyta wiedza
polonistyczna mogą pomóc w zmaganiu się o własny język
poetycki, to ostatecznie liczy się odwaga zadawania pytań. Wątpiąc,
idę; rozmawiając z duchami Mistrzów, szukam słowa, które mnie
wypowie.
– Julia: W wymiarze ziemskim każde dzieło artystyczne
czyni człowieka w jakimś stopniu nieśmiertelnym. Poezja jest
jednym ze środków umożliwiających poecie przetrwanie w pamięci
czytelników, a więc i przyszłych pokoleń. Czy świadomość, że
pozostawi Pani po sobie namacalny ślad swojej obecności na Ziemi
wpływa jakoś na postrzeganie przez Panią własnej twórczości?
Pytam o to, ponieważ może właśnie w tej świadomości kryje się
odpowiedź na pytanie o jednostkową tożsamość? To, co po mnie
zostanie, określa to, kim byłam.
– Pamięć o pierwszym przewodniku, mistrzu, nauczycielu,
domaganie się prawdy o naszej wspólnej rzeczywistości to znaki
czasu, jakie zapisujemy. Odbijamy się w tym, jak opisujemy przeszłość.
W wierszu poświęconym pamięci Zbigniewa Dominiaka - poety, założyciela
„Tygla Kultury”, zmarłego w 2002 roku - starałam się
odtworzyć przesłanie jego życia: Kto wyrusza po wiersz, / s i
e b i e stawia na drodze. Dominiak wędrował śladami
Adama Mickiewicza, ujawniając nędzę polskiej pamięci, a także
polityczne wykorzystywanie miejsc dzieciństwa naszego narodowego
wieszcza. Pytał o prawdę historii literatury i rangę autorytetów
dla współczesnej inteligencji. Dogłębne doznanie przemijania
prowadzi do metafizycznej zadumy nad własnym istnieniem, a
dostrzeganie ulotności rzeczy tego świata domaga się szukania
harmonii w spotęgowanym odczuwaniu chwili - na tej sprzeczności
buduję opis ludzi, rzeczy i zdarzeń. Wiersz, jako akt poznawczy,
określa więc to, kim jestem i jak patrzę, kogo i za co cenię
(także w literaturze), a z czym się nie zgadzam, no i najważniejsze
dla poezji – „jak” się nie zgadzam; co udało mi
się dodać od siebie do tego, co już znane.
– Natalia: W ostatnim pytaniu chciałabym nawiązać do
pytania pierwszego. W wierszu "Znów przyśnił mi się
Budapeszt" napisała Pani: "Przed czterdziestką / świat
pęka w szwach. / Co kiedyś było czystym świętem, / dziś /
obowiązkiem się wydaje". Przemijanie stwarza człowiekowi możliwości
obserwowania zmian fizycznych i psychicznych, które w nim zachodzą.
Nie jest to z pewnością łatwe, pozwala jednak na spojrzenie na
siebie z przeszłości z zachowaniem zdrowego dystansu. W innym
wierszu pt. "Wątpiąc, idę" sugeruje Pani, że do
pewnego stopnia pogodziła się Pani z upływającym czasem:
"Czasie, / który tkwisz nade mną - / nie boję się
ciebie". W związku z tym ― jak postrzega swoje odbicie
w lustrze poetka dwudziestoletnia, a jak ― pięćdziesięcioletnia?
– Zdanie, które przypomniałaś, mówi właśnie o tym, że
poezja, w ogóle wszelka sztuka, przywraca nam nas –
odmienionych. Zmaganie się z czasem jest nie tyle troską o
zachowanie urody ciała, co mocy ducha. Moje portrety, które
narysowali przed laty zaprzyjaźnieni graficy (Tadeusz Badowski,
Paweł Jocz, Jerzy Kopeć, Franciszek Starowieyski,) były po
prostu różnym spojrzeniem na przemijanie albo próbą ujęcia
emocji chwili za pomocą kreski, pytaniem: kim jestem teraz? Jako młoda
autorka nie wiedziałam, na co mnie stać i miałam skromne plany,
przede wszystkim upowszechniałam twórczość innych poetów (zwróćcie
uwagę, jak wiele jest w moich wierszach dialogów z innymi
autorami, spotkań i powrotów do dawnych literackich znajomości
np. z Ryszardem Krynickim czy Andrzejem Ogrodowczykiem; ostatnio
przychodzą nowe wyzwania i propozycje, realizacje projektów
literacko-edukacyjnych. Widzę w lustrze, że moja odwaga nabrała
wartości, twarz stała się wyrazistsza. Jestem rozpoznawalna
– i to mnie cieszy, bo akceptacja czytelników, a także piszących
przyjaciół jest nie do przecenienia. Dziękuję za miłą rozmowę,
za temat przemijania, który jest moim ulubionym, a jednocześnie
najtrudniejszym. Nowy zbiór wierszy, który zamierzam przygotować
do druku, będzie nosił tytuł „Elegia powrotna”. Od
pewnych tematów i ludzi nie sposób się uwolnić, bo przestalibyśmy
być sobą.
Poznań, 15 czerwca 2007 roku
Natalia Wójciak i Julia Czerniuk
– studentki filologii polskiej UAM (pod kier. prof. Przemysława
Czaplińskiego)
|
Na zdjęciu:
Teresa Tomsia
(Worpswede, 2003)
Fot. Michael Wittbrot
|