|
Moje życie
(11)
Chmura poety
Z
Pawłem JOCZEM rozmawia Marek WITTBROT
Paweł
Jocz. Urodził się w 1943 roku w Wilnie. Rzeźbiarz, malarz i
rysownik. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Po raz
pierwszy pokazał swoje prace w 1967 roku w Sztokholmie. Wystawiał
w wielu krajach Europy, uczestniczył w ponad pięćdziesięciu
indywidualnych wystawach. Jest autorem monumentalnym rzeźb
„Solidarność ludów” (Wielsbeke w Belgii) oraz
„Elewacja” i „Chmura poety” (na obrzeżach
Paryża). Jego prace znajdują się w siedzibie Polskiej Akademii
Nauk w Paryżu i Bibliotece Polskiej na Wyspie św. Ludwika. Robił
ilustracje do książek, a także pisał teksty poświęcone sztuce
współczesnej. W 1988 roku ukazał się album „Paweł
Jocz” wydany przez Museum de Metzhuius w Wielsbeke, który
traktuje w sposób retrospektywny twórczość, malarską, rzeźbiarską
i rysunkową. W 1999 ukazały się dwa albumy: „Paweł Jocz
- twórczość” i „Wanted - rysunek”. Od 1967
roku mieszka we Francji. Prezentowany wywiad stanowi dalszy ciąg
rozmów prowadzonych w latach 1999-2002 i publikowanych na łamach
„Recogito” 1, 3, 4, 7, 14, 25, 27, 38, 43, 44.
–
Czym była dla Ciebie „Chmura poety”?
– Nie wiem, czy mogę tak powiedzieć, lecz dla mnie poezja
jest w pewnym sensie osobistym wyznaniem wiary w sztukę. Albowiem
ze wszystkich sztuk poezja jest mi najbliższa.
– Dlaczego więc zostałeś rzeźbiarzem?
– Bo najłatwiej pochłaniam poezję. Ona jest architekturą,
jest logiką i skrótem w swojej filozofii i sentencji.
– Czyżby rzeźba była nielogiczna?
– Nie, wszystkie te elementy są tylko powtarzaniem w materii
rzeźbiarskiej. Stałem się rzeźbiarzem dlatego, żeby lepiej
zrozumieć poezję.
– Czyli nie chodziło o zrozumienie samego siebie?
– Wszystko wynika z nas, czyli w moim przypadku ze mnie
samego. Cała logika konstrukcji, która utrzymuje przestrzeń,
podlega podobnym wewnętrznym prawom. W jakiś bliżej niewyjaśniony
sposób, poprzez coś boskiego w człowieku, pozwala wyjść na
zewnątrz, dać się wypowiedzieć, by porzucić swego wykonawcę i
żyć własnym życiem. To jest ta wypowiedź, która w życiu człowieka
ma charakter atawistyczny. Może dlatego nazwaliśmy się homo
sapiens, może poprzez tą świadomość radujemy się narodzinami,
a śmierć głęboko nas zasmuca.
– Czyż narodziny i śmierć nie są wpisane w nasz los?
– Dziękujmy Bogu, że jeszcze żyjemy. Fakt rozumienia przez
cały czas utrzymuje nas na uwięzi obaw, strachu, i dlatego być
może człowiek w ekstazie swojej wewnętrznej wiary więcej ma siły
i jest bardziej uzbrojony oczekując na spotkanie z przeznaczeniem.
– Zatem twoja sztuka wzięła się z obaw i strachu?
– Sztuka i jej wartość uwrażliwiają system całego
spotkania z doświadczeniem ludzkim i to jest ten pozytyw, jest to
ta cegła, z której wiecznie wznosimy mury Babilonu.
– Jest jakiś negatyw?
– Kiedy robiłem „Chmurę poety”, być może pomyślałem,
że cywilizacja cała zapisana jest w przestworzach, które my
nazywamy niebem, chmurami, które zastępują nam doniosłą
potrzebę wzbogacania świadomości.
–
Ja nie czuję się chory... To, że tak chodzę, to mnie tylko
wkurza, jakbym miał dwa gwoździe w bucie.
– Henri Matisse, który pod koniec życia znalazł się na
wózku inwalidzkim, czy Joë Bousquet, którego w młodym wieku
kula unieruchomiła na całe życie, mimo wszystko nie poddali się,
tworzyli dalej, aż do ostatnich swoich dni.
– Owszem, Matisse, mimo że leżał w łóżku, nie
zrezygnował z malowania, częściowe unieruchomienie nie wpłynęło
na zasadniczy jego wybór... Jacek Bierezin powiedział kiedyś, że
nie zawsze można pisać. Wówczas odpowiedziałem mu, że nawet
nosem można zrobić rzeźbę. Mówiłem to, bo chciałem go
zmobilizować.
– Jaki okres w swojej twórczości uważasz za najważniejszy.
– Nie zastanawiam się nad tym.
– Może jest jakiś szczególnie ważny okres w Twoim życiu?
– Pieluchy!
– Czyli wszystko jest w genach.
– Powiedzmy.
– Czy oprócz tego jest coś jeszcze...
– ...gwiazdy, niebo a w niebie stary Pan Bóg.
– Chyba raczej wyobrażenie Pana Boga.
– Co z tego? Ono i tak nie wygaśnie w ludzkich umysłach.
Nie można zatrzymywać się na sobie, a nawet na świecie, jaki
znamy, jakiego doświadczyliśmy, w jakim przyszło nam cierpieć i
kochać.
– No tak, kiedyś mówiłeś, że najważniejsze są
kobiety, a teraz czarujesz mnie Panem Bogiem.
– To nie chodziło o kobiety, lecz... o instynkt.
– Instynkt?
– A co nas odróżnia od natury?
– Rozum, wiara, nadzieja...
– ... i okrucieństwo.
– A co z Panem Bogiem, przecież to On powołał nas do
istnienia?
– Dajmy spokój, nie należy nazbyt często powoływać się
na Pana Boga. Wystarczy, że inni nadużywają Jego imienia.
– Wolisz zatem ograniczyć się do tego, co stworzone, a
nie powoływać się na żadne rzeczy nadprzyrodzone.
– W każdym z nas jest jedno i drugie. Tak jak w kobiecie możemy
widzieć tylko ciało i zmysły, ewentualnie jakieś instynkty, tak
– czasem – właśnie dzięki niej dostrzegamy to co
boskie, nadprzyrodzone, nieśmiertelne.
Paryż, 20 grudnia 2001 roku
|
Na zdjęciu:
Paweł Jocz
i Marek Wittbrot
(Paryż, 2004)
Fot. Michael Wittbrot
|