Michał Milberger (1920-1997)
Są chwile, kiedy myśli moje wędrują na
cichą uliczkę Boromée, do piętnastej dzielnicy Paryża, gdzie
miał swoją pracownię Michał Milberger. Jednocześnie prowadzą
mnie dalej, na podparyski cmentarz w Bagneux, gdzie teraz spoczywa.
Cztery ostatnie miesiące 1997 roku były dla niego walką o
przetrwanie. Niestety, prognozy i opinie lekarzy nie napawały
optymizmem. Walka o życie zakończyła się w Ivry-sur-Seine, w
tamtejszym hospicjum dla umierających.
Kto kiedykolwiek zetknął się z nim, bywał porażony, niekiedy
na zawsze, jego osobliwą wrażliwością i umiłowaniem życia.
Michał boleśnie rozstawał się z tym, co najbardziej ukochał.
Rzeźby były jego umiłowanymi dziećmi. Pieścił je i ochraniał.
Drżał, kiedy ktoś zachłannym okiem spozierał na jego figurki i
próbował przywłaszczyć sobie, choćby na moment, jedną z jego
prac.
Nie wszystkim, którzy go odwiedzali, otwierał na oścież drzwi
do swojej „świątyni”. Na szczęście często mogłam
wdrapywać się po stromych schodach, w oczekiwaniu na spotkanie z
duchami Dürrenmatta, Miłosza, Claude’a Vigée, Jacquesa
Monoda czy Itzhaka Rabina. Zaklętymi w gipsowe, bądź odlane w brązie
postacie i popieresia. Odkrywając „ducha zaklętego w kamień’’
odkrywałam Michała, jego pasje, marzenia, oczekiwania, ale również
jego samotność, śmierć najbliższych, ukochanej siostry
Felicji, wszyscy bowiem zginęli w warszawskim gettcie. Delikatność
jego natury a zarazem wielki spokój, idący w parze z darem
przyjmowania każdego, szanując jego odmienność. Nie zapomnę
Michałowych oczu, bystrego przenikliwego spojrzenia, wzroku który
jednak nie zmrażał a zapraszał, zapraszał do wspólnych rozmów,
spotkań, cieszenia się wyjątkowością chwili. Jak wiele było w
tym spojrzeniu radości i szczęścia. Smutek rzadko w nim gościł.
Michał urodził się dla sztuki, ona pozwoliła mu przetrwać
trudne okresy jego życia: prześladowanie, wygnanie, biedę,
samotność i problemy zdrowotne. Do końca tworzył, szukał
modeli, obserwował, przypatrywał się ludziom, przypadkowym
przechodniom, kloszardom czy dzieciom. Pomysły plastyczne
przychodziły z różnych stron, z codziennego życia, z medytacji
biblijnych, przypowieści ewangelicznych, jak również z bolesnych
doświadczeń głęboko osadzonych w jego sercu. W długiej
europejskiej tradycji plastycznej, w której ścierały się prądy
wschodnie i zachodnie, przechowujące pamięć epoki bizantyjskiej
i romańskiej, a także gotyku i baroku, żywiące Rodina, Maillola,
Bourdella czy Despiau i Wléricka, doszukamy się siły i skuteczności
całego dzieła, jakie Michał tworzył przez prawie połowę
wieku.
W grudniu tego roku minie 10 lat od jego śmierci. Urodził się
Warszawie w 192O roku (w różnego typu opracowaniach często jest
podawany rok 1922). Tu też rozpoczął studia na Akademii Sztuk
Pięknych. W 1939 roku, wraz z wybuchem drugiej wojny światowej,
znalazł się na terenie Rosji. Ukończył studia plastyczne w
Moskwie, profesorem tej Akademii został w 1955 roku po obronie
doktoratu. W Paryżu zamieszkał w 1963 roku. 34 lata paryskiej twórczości
pozostawiły trudną do określenia liczbę wykonanych przez niego
rzeźb w brązie, w gipsie, jak i terakocie. Wiele z jego prac
znajduje się w prywatnych kolekcjach na całym świecie. Ostatnie
marzenia Michała nie spełniły się jednak. Tak jak i nie powstała
chociażby mała galeria jemu poświęcona. Odszedł o drugiej w
nocy 18 grudnia 1997 roku. Pożegnaliśmy go pięć dni później
na cmentarzu w Bagneux. Zawsze z wielką radością przyjmował
zaproszenie na wigilię Bożego Narodzenia. Tym razem zabrakło go
przy wigilijnym stole.

Anna SOBOLEWSKA
Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły
Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z
Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.
|
Na zdjęciu:
Michał Milberger
(Paryż, 1996)
Fot. Marek Wittbrot
|