Kim jestem dla Ciebie (8)

II: Dzisiaj, kim jest dla mnie Jezus?

8. „Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 15)

Przypominam sobie pogawędkę z ojcem Guimet, księdzem Misji Zagranicznych z Paryża, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły podstawowej. Opowiadał nam o Chinach, gdzie pracował jako misjonarz. Ale z powodu wojny nie mógł tam powrócić. Słuchałem go z zainteresowaniem. Mówiłem do siebie, że chciałbym zostać misjonarzem jak on, ale wydawało to mi się niemożliwe do zrealizowania.
Gdy byłem uczniem Wyższego Seminarium, moje zainteresowanie misją umocniło się dzięki akcjom „ekipy misyjnej”, do której należałem. Każdego miesiąca robiliśmy ilustrowane prezentacje intencji misyjnej. Raz zaznaczyliśmy na planisferze nazwiska osób z naszej diecezji, którzy wyjechali głosić Dobrą Nowinę poprzez świat. Zauważyłem, że nikt nie wyjechał do Indii, właśnie w momencie, gdy przeczytałem „Indie przed burzą” Tibora Mende. Autor opowiadał o 300 milionach chłopów hinduskich umierających z głodu i nieznających ewangelii. Poczułem wtedy, że rodzi się we mnie pragnienie wyjazdu i dzielenia z nimi życia tak, aby mogli także poznać Jezusa. Pytałem kolejno moich kolegów, czy przypadkiem któryś odczuł podobne pragnienie. Dawałem im pierwszeństwo traktując ich jako delegatów w Indiach. Ich odpowiedź była jednogłośna: „Nie myślimy o tym! My, seminarzyści diecezjalni, zamierzamy poświęcić się służbie na rzecz diecezji!” Więc zareagowałem następująco: „Jeśli nikt tam nie jedzie, dlaczego ja miałbym nie pojechać?” Ale jak zrealizować ten zamiar? Nie miałem z jednej strony żadnego zaproszenia od biskupa hinduskiego, a z drugiej strony rząd hinduski odmówił wizy misjonarzowi, który nie posiadał sprecyzowanego zakresu umiejętności w planie działalności socjalnej. Wtedy nie miałem żadnej ochoty zdobywać szczególnych umiejętności w tej dziedzinie.
Ojciec Chaize, odpowiedzialny za mój rok kształcenia w Prado, był pod wrażeniem świadectwa ojca Montchanin, pochodzącego z Lyonu. Wyjechał on do Indii i próbował przyjmować do swojego życia chrześcijanina i księdza, wszystko co w kulturze, tradycji i religii Indii mogło być w zgodzie z jego wiarą 1.Sobór Watykański II 10 lat później głosił: „Kościół katolicki nie odrzuca nic, co jest prawdziwe i święte w religiach niechrześcijańskich, szanuje i szczerze respektuje te sposoby działania i życia, te zasady i doktryny, które chociaż różnią się w wielu punktach od tego co sam proponuje i utrzymuje, ale wnoszą często promień Prawdy oświetlający wszystkich ludzi!”2
Tak oto odpowiedziałem na zaproszenie ojca Chaize’a: „Ojcze, jeśli z Tobą, to z przyjemnością pojadę do Indii!” Niestety, nie mógł być zwolniony ze swego obowiązku kształcenia, jako ofiara wypadku drogowego zmarł w 1962 roku.
Ostatecznie postanowiono mnie wysłać do Japonii. Jego eminencja Arai, biskup w Yokohamie od 1952 roku, z okazji wizyty w Rzymie w 1955, przybył do Francji i poprosił ojca Ancela o wysłanie kilku z Prado. Życzeniem jego było posłanie ich na służbę robotników żyjących w ogromnej strefie przemysłowej jego diecezji. Dowiedziawszy się o tym zaproszeniu, poprosiłem od razu mojego biskupa Lamy o pozwolenie na wyjazd. Nie miał żadnych obiekcji, ale powierzył ostateczną decyzję i sposób jej zrealizowania ojcu Ancel, wtedy głównemu zwierzchnikowi Prado. Lecz ten uważał, że jestem za młody na ten natychmiastowy wyjazd: „Powienieneś bardziej dojrzeć tu na miejscu, lepsze przygotowanie do życia misyjnego w Japonii będzie już pracą misyjną w twojej własnej diecezji!” Tak oto przez 4 lata, przy każdych rocznych rekolekcjach, odnowiłem moją dyspozycyjność na wyjazd i dłuższy pobyt w mojej diecezji.
Po przybyciu do Japonii, zacząłem studiować język, historię i literaturę, idee religijne kraju, według usilnych zaleceń encyklik misyjnych. Ten wysiłek zdawał mi się konieczny, aby znaleźć łatwiej drogę do serc i dusz Japończyków, aby wyrazić orędzie ewangeliczne w języku im bliskim.
Nowy Testament używa trzech różnych sformułowań na określenie ewangelizacji:

„Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 15).
„Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody!” (Mt 28, 19).
„Będziecie moimi świadkami!” (Dz 1, 8).
Te trzy sformułowania zdają mi się uzupełniające i nierozłączne.

„Głoszenie Ewangelii”, to nie propagowanie nauczania lub szczególnej ideologii, ale głoszenie Dobrej Nowiny, która nas czyni szczęśliwymi. To proste dzielenie się odczuwaną radością przez kogoś, kto spotkał Jezusa i kto zauroczony Nim zdecydował się Go naśladować wybierając Go za Mistrza i Pana swego życia. Ta radość jest radością uczestniczenia w zwycięstwie Chrystusa nad grzechem, nad złem, nad demonem, nad śmiercią. Skoro doświadczono tak mało radości z wyzwolenia od zła, od grzechu, od cierpienia, nie należy wcale nam mówić „Ciesz się!” Całe nasze życie promieniuje tą radością zupełnie naturalnie. Stary poemat japoński mówi:

„Ciemność jednej nocy wiosennej jest doprawdy głęboka!
Nikt nie może ujrzeć koloru kwiatów śliwy!
Jednak, czy śliwa może ukryć zapach swoich kwiatów?”
3.

Człowiek, który żyje nie znając Boga, według mnie żyje w ciemnościach. Ale uczeń Chrystusa, światło świata staje się serdeczny i promienny światłem w kontakcie ze Zbawcą. Odtąd on tylko promieniuje tym Światłem i tą serdecznością (J 8, 12). Przez całe życie roznosi „dobrą woń Chrystusa” (2 Kor 2, 14-15). Ważna jest więc koncentracja wysiłku na jednoczeniu się z Chrystusem tak, aby naturalnie rozsiewać tę „dobrą woń” pokornej miłości, tak upragnionej przez każdego człowieka. Człowiek stworzony przez Boga na Jego podobieństwo, ma w sobie ogromne pragnienie kochania i bycia kochanym. Jezus z Nazaretu poprzez całe ziemskie życie objawia nam Nieskończoną Miłość, którą Bóg przynosi każdemu z nas4. Miłość Boga została najpierw wlana w serce Jezusa przez Ducha Świętego, aby mógł „obdarzyć niewidomych wzrokiem, uciśnionych wolnością i ubogich dobrą nowiną” (Łk 4, 18). „Pan ustanowił kościół jak sakrament Zbawienia... Jak Ojciec Go posłał, tak i On posyła swoich uczniów na cały świat (Mt 20, 19, J 20, 21). „Tak samo nasza misja trwa i rozwija poprzez wieki misję samego Chrystusa; tą samą drogą, którą kroczył Chrystus, musi podążać Kościół natchniony jego Duchem, to znaczy drogą ubóstwa, posłuszeństwa, służby i poświęcenia samego siebie aż do śmierci, z której On wyszedł zwycięsko poprzez Zmartwychwstanie”5.
Tak żyjąc stajemy się prawdziwymi świadkami Chrystusa. Ewangelizator powinien być świadkiem. Musi głosić to, co ujrzał własnymi oczami, czego dotknął własnymi rękami i co słyszał o Słowie życia (1J 1, 13). Nie może oczywiście tego robić tak jak apostołowie. Ale jego osobiste doświadczenie z Chrystusem nie może czynić z niego zwykłego nauczyciela religii lub aktora wiernie grającego rolę. Jesteśmy powołani, aby świadczyć o uzdrawianiu, którego dokonuje Jezus w naszych sercach, o Jego roli w życiu każdego człowieka. Jesteśmy przekonani, że „każdy człowiek kocha swoich braci i przechodzi ze śmierci do życia” (1J 3, 14). Uczestniczymy w radości uczniów, którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20, 29). Wiemy więc, że Jezus pozwala nam uczestniczyć w tajemnicy paschalnej śmierci i zmartwychwstania wszystkim tym ludziom, którzy przez swoje czyny i walkę udowadniają, że kochają swoich braci (na przykład zmagania ruchu robotniczego, wystąpienia ludu, walka o godność ludzką, o zniesienie rasizmu, o ochronę środowiska, pokój etc...).
Zgodnie z grecką etymologią słowo „świadek” oznacza „męczennik”. Prawdziwy świadek jest gotowy oddać życie z miłości do Chrystusa. Od dawna wiemy, że „krew męczenników jest chrześcijańskim ziarnem”6.
W listopadzie 1984 roku delegaci Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej w ramach wymiany kulturalnej znaleźli się w Kawasaki. Było to w dwa miesiące po morderstwie ojca Andrzeja Jarlana w Chile. Wykorzystałem zaproszenie do uczestnictwa w tym zgromadzeniu, aby poprosić uczestników o podpisy solidarności z przyjaciółmi ofiary oraz podpisy protestu do władz chilijskich. Ariel Dorfan, pisarz chilijski na wygnaniu od 1975 roku, zabrał głos, aby powiedzieć: „Jestem zdziwiony! Oto misjonarz francuski, pochodzenia polskiego, żyjący w Japonii, nawołuje nas do solidarności z narodem chilijskim i z przyjacielem francuskim, ofiarą represji w Chile! Jestem ateistą, jednak nie mogę rozpoznać dzieła Boga obecnego w podobnej akcji solidarności!”
Świadek Chrystusa, w przeciwieństwie do faryzeuszy, którzy „mówią, ale sami nie czynią” (Mt 23), stara się robić wszystko, co Jezus mu mówi (J 2, 5)7. Każdy chrześcijanin wraz z chrztem przyjmuje na siebie odpowiedzialność bycia misjonarzem, świadkiem i uczniem. My, księża, służymy ludziom ochrzczonym pilnując, aby „każdy w Duchu Świętym osiągnął rozwój swego powołania osobistego zgodnie z Ewangelią”8. Niestety, przyznajemy się do licznych błędów, które wypaczyły i przyćmiły autentyczną misję. Wystarczy przypomnieć na przykład nacisk prawie wyłącznie na zbawienie indywidualnych dusz, nieznajomość nauk o człowieku w epoce, gdy one dobrze się rozwijały, poddanie się doczesnym cierpieniom i wiązanie ich z nadzieją szczęśliwego życia po śmierci, uczulenie na ruch feministyczny, praca rozumiana jako kara, sakralizacja własności prywatnej, nierówność socjalna i odwieczność biedy postrzeganej jako opatrznościowa w związku z wersetem Ewangelii według św. Jana (12, 8): „Ubogich zawsze macie u siebie!” etc...9. Można się tylko cieszyć przyznaniem się biskupów do wielkiej odpowiedzialności za Kościół w tej dziedzinie w trakcie Soboru Watykańskiego II: „W historii ateizmu wierzący mogą mieć nie małą przysługę, począwszy od zaniedbania w edukacji ich wiary, poprzez mylne prezentowanie doktryny oraz osłabianie ich życia religijnego, moralnego i socjalnego, a skończywszy na przysłanianiu autentycznego wizerunku Boga i religii”10. Natomiast nasz wysiłek stania się prawdziwymi uczniami Chrystusa przyczynia się do manifestowania „autentycznego wizerunku Boga”. Wszyscy wierzący, którzy biorą udział w ruchu wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, na Filipinach, w Korei, w Polsce, pokazują, że ich religia nie jest opium narodu. Poprzez walki odkrywają Boga z Biblii, który staje po stronie słabego i uciskanego. 
Jezus nie może pozostać obojętny wobec człowieka, który cierpi. Obojętność jest niemożliwa w obliczu zła. Ci, którzy uważają się za obojętnych, przyczyniają się faktycznie do utrzymania istniejącej sytuacji z wszystkimi niesprawiedliwościami. Powiedzmy, że zimna bezstronność nie mogłaby istnieć. Wszyscy, kimkolwiek jesteśmy, jesteśmy stronnikami, nawet jeśli nie zdajemy z tego sprawy. Ważnym jest więc uświadomienie naszej solidarności i odkrycie, w jakim kierunku idą nasze wybory. Jako uczniowie Chrystusa i Boga z Biblii, możemy tylko uczynić jego wybory naszymi11. Episkopat japoński w apelu o odnowę ewangelizacji (5 lipca 1984 roku) podkreśla mocno, na czym ona polega: „Przekształcać naród i kulturę, która emanuje wyzysk, ucisk, rasizm, przesądy, wyzwalając człowieka mocą Chrystusa od grzechu, który jest największym źródłem wszelkiego zła”. Przypominam sobie spotkanie zakonnic, na które zostałem zaproszony. Od pewnego czasu wybrały one „promocję sprawiedliwości i opcję preferencyjną dla biednych” jako podstawową orientację ich kongregacji. Opowiadałem im o działalności Taninaki12. Wtedy jedna z nich, dyrektorka szkoły rzekła: „Ojcze, ten pracownik zapewne swoim zachowaniem zasłużył na takie zwolnienie!” Odczułem wtedy, jak trudno jest tym, którzy mają władzę, wejść w skórę słabych i maluczkich.
Sobór Watykański II nawoływał cały Kościół do bliskiej solidarności z tymi, którzy cierpią: „Radości i nadzieje, smutki i niepokoje ludzi naszych czasów, zwłaszcza biednych i tych, którzy cierpią, są także radościami i nadziejami, smutkami i obawami uczniów Chrystusa. Wszystko co ludzkie znajduje echo w ich sercach”13. Na Synodzie w 1971 roku biskupi oświadczyli: „Walka o sprawiedliwość i udział w przemianie świata wydaje nam się absolutnie jako element głoszenia Ewangelii, które jest misją Kościoła dla odkupienia ludzkości i wyzwolenia jej z każdego uciemiężenia”14. Jeśli zgadzamy się z tą doktryną, nie możemy zostać pasywni i obojętni wobec widocznej niesprawiedliwości i ucisku, wobec strukturalnie ustalonego nieładu, neokolonializmu niszczącego człowieka15. „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21). Aby wyzwolić uciskanych, trzeba walczyć, aby zmienić struktury ucisku społeczeństwa. To konieczny warunek, aby kochać bliźniego i manifestować serce Boga, który staje po stronie maluczkich, aby zapowiedź Dobrej Nowiny nie stała się próżna16.
Ewangelizacja, która uczestniczy w walce o wyzwolenie ciemiężonych, jest często krytykowana jak „akcja polityczna”. Zapomina się wtedy, że człowiek, będąc „politycznym zwierzęciem”, całym życiem i całą działalnością nieuchronnie niesie, świadomie lub nie, element polityczny, ważne jest więc sprawdzanie, czy ten element polityczny naszego życia i naszej działalności jest dobroczynny dla maluczkich i uciśnionych. Niegdyś już Pius XI chwalił działalność polityczną rozumianą jako szlachetna służba dla Dobra Ogółu, jako manifestacja miłości do bliźniego7. Paweł VI widział w polityce „wymóg, ale nie jedyny, angażowania się chrześcijańskiego w służbę innym”18. Gdy misjonarz sytuuje akcję ewangelizacyjną w opozycji do istniejącego reżimu politycznego lub na korzyść uciskanych, jest często krytykowany za swoją „polityczną” postawę. Dokładnie taką tendencję ujawnia ze stosownym humorem Jego Ekscelencja Claver, biskup Bukidnon (Filipiny). W liście adresowanym do biskupów filipińskich, pyta: 

- „Kiedy człowiek chwali prawo wojenne jako dobroczynne dla narodu, czy nawet jako chciane przez Boga, mówi się, że on nie uprawia polityki. Kiedy inny człowiek, kiedy Kościół je krytykuje jako przeczące prawom człowieka, mówi się, że uprawia politykę. Kto ma rację?”- „Kiedy papież w 1974 roku nawołuje naród włoski do głosowania przeciwko liberalizacji rozwodów w trakcie referendum, mówi się, że to nie jest polityka. Ale kiedy biskupi filipińscy proszą naród o rozważanie bojkotu referendum jak opcję możliwą moralnie, mówi się, że uprawiają politykę. Kto ma rację?”
- „Kiedy papież i biskupi dyskutują o prawach człowieka w trakcie synodu, to nikomu nie wadzi: to nie polityka. Ale zastosowanie jego zasad w sytuacji naszego kraju, staje się problemem politycznym! Kto ma rację?”
19

Inny, niechlubny przykład, to przypadek czterech księży, którzy zostali ministrami w rządzie Nikaragui. Jeden z nich, ojciec Fernando Cardenal został wykluczony z Towarzystwa Jezusowego 10 grudnia 1984 roku. Trochę później wydaje wspaniały „list do przyjaciół”, w którym wyjaśnia, dlaczego wybrał drogę, która doprowadziła go do zaakceptowania tego rodzaju zaangażowania, oraz dlaczego tą drogą chciałby dalej kroczyć20. Uznaje słuszność kanonu 285, który zabrania księżom „pełnienia funkcji publicznych rozumianych jako udział w sprawowaniu władzy cywilnej”. Czemuż to nie dać mu wyjątkowego pozwolenia na głoszenie, że kościół jest po stronie biednych? „Naciski, które zmierzały do opuszczenia stanowiska ministra nie wypływają z teologicznej refleksji, ani z ewangelicznej inspiracji czy potrzeb pasterskich” – stwierdzono ze smutkiem. „Z mego punktu widzenia i na podstawie osobistego doświadczenia – mówi – jest możliwe, żebym, jako jezuita i jako ksiądz, był wierny Kościołowi oraz, poprzez ludową rewolucję sandinistyczną, żebym poświęcić się służbie ubogim. Ale utrudnia mi się połączenie tych dwóch wielkich miłości mego życia, które zresztą nie są dwie, lecz jedna” (Mt 25, 31-46).
Sobór Watykański II „wzywa chrześcijan, obywateli miast, do wypełniania z gorliwością i wiernością swoich obowiązków ziemskich, pozwalając się wieść przez Ducha Ewangelii. Oddalają się od prawdy ci, którzy wiedząc, że podążamy wszyscy do przyszłego Królestwa, sądzą, że mogą zaniedbać obowiązki ludzkie... Ale mylą się ci, którzy myślą, że mogą oddać się całkowicie czynnościom ziemskim działając tak, jak gdyby one były zupełnie obce ich życiu religijnemu... Ta przepaść między wiarą, którą manifestują, a codziennym zachowaniem, jest najpoważniejszym błędem naszych czasów”21. Analiza życia i dzielenie się wiarą wśród wierzących pozwala uniknąć tego typu błędu. Faktycznie, staramy się analizować nasze życie, wpływ wydarzeń, które nam pomogły odkryć działanie Ducha Jezusa, który nas wyprzedza oraz spostrzec znaki, które Bóg nam daje poprzez tę rzeczywistość22.
6 sierpnia 1984 roku kardynał Ratzinger opublikował „Instrukcję o niektórych aspektach «teologii wyzwolenia»”. Niestety większość mediów zinterpretowała tę interwencję jako potępienie wszystkich, którzy walczą o wyzwolenie uciskanych w duchu ewangelicznym i jako środek do wywierania presji politycznej. W istocie chciała ona zwrócić uwagę na dewiacje i pewne ryzyko dewiacji. Ale ciekawe jest to, że żaden z głównych „teologów wyzwolenia” nie utożsamia się z ideologicznymi nadużyciami, o które chciano ich oskarżyć. Żaden z nich nie zaprzecza, że grzech jest źródłem najwyższego zła, za które cierpi lud23. Oni głoszą jasno potrzebę walki o zlikwidowanie tego zła. Dla nich, „walka klasowa” nie jest ideologiczną zasadą potwierdzoną jako potrzeba historyczna. „Ona jest przede wszystkim faktem, któremu nikt nie może zaprzeczyć. Jeśli spojrzymy na postępowanie rządzących, oni są właśnie odpowiedzialni za walkę klas, oni utrzymują umyślnie klasę robotniczą w niesprawiedliwej sytuacji, oni przeciwstawiają się jej kolektywnemu awansowi, zwalczają wszelkie wysiłki zmierzające do tego, żeby sytuację zmienić.. Nie można usprawiedliwiać nienawiści i przemocy wobec innych osób; ale trzeba jasno powiedzieć, że «walka o sprawiedliwość» (sformułowanie Piusa XII) prowadzona przez klasę robotniczą jest sama w sobie zgodna z wolą Boga”24.
Ojciec Leonardo Boff, któremu zakazano nauczania we wrześniu 1984 roku, stwierdza, że „marksizm był postrzegany jako pośrednik do wyższego celu: wiary i jej wymagań historycznych. Pomógł objaśnić i wzbogacić niektóre pojęcia sporne w teologii: biedny lud, historia, a nawet praktyka i polityka. Wiara zawsze działała na systemy i ideologie tak, jak o tym mówi Jan Paweł II w encyklice «Redemptor Hominis»”25.
Instrukcja kardynała Ratzingera, która „przestrzega przed poważnymi wypaczeniami... nie powinna być interpretowana jako aprobata, nawet pośrednia (trzeba to mocno podkreślić), działań zmierzających do utrzymania niesprawiedliwej sytuacji, przyczyniającej się do utrzymania nędzy wśród wielu narodów”26, do obojętności wobec nędzy. Czyż już na początku Instrukcja nie głosi: „Ewangelia Jezusa Chrystusa jest przekazem wolności i siłą wyzwolenia”? Powinno być to bardziej widoczne w życiu Kościoła. W staraniach ewangelizacyjnych Kościołowi japońskiemu zależałoby na wyciągnięciu korzyści z mądrości, które przynosi nam teologia wyzwolenia zrodzona w Ameryce Łacińskiej. On znalazłby tam pomoc i bodziec do lepszego wypełniania misji czytania „znaków czasów”27. Na szczęście episkopat japoński w swoim liście pasterskim z 29 lipca 1985 roku przyciągnął uwagę wiernych czterema znakami czasu:

– Przyznanie się do zbrodni wojennych, które spowodowały śmierć ponad 10 milionów osób.
– Japonia jest jedynym krajem na świecie, który przeszedł dwa bombardowania nuklearne.
– Definitywne odstąpienie od prawa wojennego, głoszonego przez Konstytucję (Art. 9).
– Wizyta Jana Pawła II w Hiroszimie i Nagasaki i jego płomienny apel o pokój28.

Jeśli prawdą jest, że „człowiek, w pełnej prawdzie swego istnienia, jest pierwszą drogą, którą Kościół musi przebyć wypełniając swoją misję”29, to trzeba nas uczynić wrażliwymi na krzyki, cierpienia, aspiracje tego człowieka. Następujące fakty zdają się być „znakami czasu” i zapraszają nas do nawrócenia i nawołują do czynu:

– Udział Japonii w wojnie koreańskiej i wietnamskiej pozwolił gospodarce rozwinąć się i siągnąć wysoki poziom30
– Szybki wzrost inwestycji japońskich w Azji i na świecie31.
– Wywóz zanieczyszczeń i rezygnacja z technik kontrolnych personelu pracowniczego32.
– Turystyka połączona z prostytucją i handlem kobiet33.
– Miliony aborcji dokonanych w czasie obowiązywania „prawa eugenicznego”.
– Uwolnienie w 1984 roku trzech skazanych na śmierć i uznanie ich niewinnymi34.
– Fałszywe oskarżenia i niesprawiedliwe skazania35.
– Reelekcja Tanaki, jako deputowanego, mimo potwierdzonej winy w aferze Lockheed.
– Utrzymująca się dyskryminacja wobec 3 milionów wyrzutków – tzw. „burakumin”36.
– Prześladowanie przez Ministerstwo Sprawiedliwości tych, którzy walczą o reformę prawa dotyczącego cudzoziemców, etc... 

Czy byłoby możliwe głoszenie Dobrej Nowiny w Japonii bez próby odpowiedzi na apele Boga dobiegające poprzez fakty wyżej wymienione?
Od pewnego czasu myśliciele rozważali coś, co można by nazwać „porażką misji w Japonii”37. Przyczyny tego zjawiska są zapewne liczne. Ojciec Inoue uznaje, że jedną z nich jest fakt, że chrześcijaństwo został inplantowane w Japonii w formie całkiem rozwiniętego drzewa, a nie w formie małej rośliny czy ziarna, które mogłoby później rosnąć w harmonii z klimatem38. Pozwólmy więc rosnąć temu, co wykiełkuje z rzuconych nasion owoców tego drzewa! Taki przekaz wiary, który odpowiadałby wrażliwości japońskiej, jest dziełem zbiorowym na dłuższy okres, ale dziełem absolutnie koniecznym39.
Zdaje mi się także, że nie przemyślano wystarczająco faktu, że Japonia znajduje się w unikalnej sytuacji, jeśli weźmiemy pod uwagę historię misji. Rzeczywiście, regiony Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej uważane za kraje misyjne, stanowią strefy ekonomicznie zacofane. Jest więc normalne, że Kościół głosząc miłość bliźniego, poświadcza to także czynem. Stąd szkoły, szpitale, ambulatoria, sierocińce oraz wszelkie akcje socjalne. Jeśli człowiek nie ma środków finansowych, aby zapewnić wykształcenie swoim członkom, to czy Kościół, bogaty w dobra, posiadający personel kompetentny i oddany, mógłby odmówić ofiarowanie takiej usługi?
Japonia była w takiej sytuacji do około 1955 roku. Ale odtąd jej sytuacja bardzo zmieniła się. Produkcja narodowa brutto daje jej drugie miejsce wśród krajów rozwiniętych. Jeśli rząd tego chce, może wziąć na siebie wszystkie podstawowe potrzeby swego narodu. Nie potrzebuje do tego Kościoła. Mimo to Kościół nadal zajmuje pozycję taką jak dawniej. Rząd cieszy się z tego, ponieważ może poświęcić zaoszczędzone środki na inne cele, nie zawsze zbyt ewangeliczne. Zresztą Kościół zaabsorbowany troskami spowodowanymi administrowaniem tych instytucji edukacyjnych, szpitalnych, socjalnych, nie ma wolnego czasu ani wolności serca potrzebnych, aby odszyfrować aktualne znaki czasu. Ryzykuje istnienie poprzez instytucje, a nie poprzez żywe świadectwo o absolutnej wartości człowieka w świecie, gdzie staje się instrumentem korzyści, produkcji czy zabawy.
Czyż nie nadszedł czas na przemyślenie sposobu sytuowania nas w Japonii? Czyż nie nadszedł czas, abyśmy stali się bardziej uważni na to, co mówi Duch do Kościoła w Japonii (Ap 2, 7, 11, 17, 20, 2, 6, 22)? Zdaje się, że Pan woła do całego Kościoła i do każdego chrześcijanina z osobna do powrotu na pustynię: „Poprowadzę go na pustynię i przemówię mu do serca!” Odnawiając nasze przymierze z Panem Jezusem, nasza zapowiedź Ewangelii nabierze świeżości! Pogłębienie tej bliskości z Panem odmłodzi nas!40 Trzeba być młodym, aby zrodzić dzieci Boże. Kościół nie może zestarzeć się! Musi być Matką, która bez przerwy odmładza się!
Panie Jezu, Ty jesteś Drogą, Prawdą i Życiem! Ty jesteś Światłem, które oświetla każdego człowieka przychodzącego na ten świat! Wlej Twego Ducha w nasze serca, abyśmy dali się uwieść Twoim pięknem, abyśmy mogli odkryć znaki Twego oddziaływania na życie współczesnych ludzi, abyśmy tworzyli świat, gdzie człowiek, stworzony na Twoje Podobieństwo, jest naprawdę szanowany! Ty, który nie skorzystałeś, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołociłeś samego siebie przyjąwszy postać sługi, zmiłuj się nad nami (Flp 2, 6-7)! Niech Twoja Miłość przepełniająca nasze serca nas samych ogołoci, abyśmy zapierając się samych siebie (Mt 16, 24), mogli naśladować Ciebie z pełną swobodą! Jak moglibyśmy spotkać Ciebie bez wyrzekania się samych siebie! Niech miłość coraz silniejsza do Twojej Osoby nas popycha do czynienia tego, co w naszej mocy lecz bez popadania w pychę!41

Edward BRZOSTOWSKI

[1] „Pustelnicy z Saccitananda” – książka napisana przez ojca Montchanin i Dom le Saux, pojawiła się w 1956 roku i opowiadała o ich pierwszych doświadczeniach.
[2] „Nostra Aetate” 1965, nr 2, 5. Podobna afirmacja jest obowiązująca dla Kościoła, nawet jeśli, niestety, nie zdawano z tego dostatecznie sprawy. Tak to Constitution Lumen Gentium, cytując Euzebiusza z Cezarei stwierdza: „Wszystko to, co uważa się za dobre i prawdziwe u nie-katolików, Kościół to traktuje jako teren sprzyjający Ewangelii i Dar Tego, który oświeca każdego człowieka, aby ostatecznie otrzymał życie” (nr 17). To ma punkty styczne z bardzo dawną doktryną o „ziarnach Słowa”, które trzeba odkryć i wyeksponować (Ad Gentes, nr 11). „Od początków swojej historii Kościół nauczył się wyrażać Orędzie Jezusa posługując się koncepcjami i językami różnych narodów, a w dodatku, stara się uwydatnić mądrość filozofów” (Gaudium et Spes, nr 44/2). Cf. także „Reforma misji w XX w”, Kard. Constantini, wyd. Casterman, 1960, s. 223 – 236.
[3] „Kokinshu", nr 41.
[4] Ten sposób prezentowania przekazu ewangelicznego jest typowy dla „De catechizandis rudibus” św. Augustyna, który daje nam na ten temat wiele cennych rad (PL 40, 309 – 348).
[5]  Ad Gentes nr 5: „To co było raz głoszone przez Pana, powinno być rozpowszechnione po końce świata tak, aby to, co było raz zrobione dla zbawienia wszystkich, poskutkowało przez wieki na wszystkich”.
[6] Tertullien, „Apogoleticum”, nr 50, 13.
[7]  Jak mówi św. Augustyn „Dla was jestem Pasterzem, ale z wami jestem owcą, którą prowadzi Jedyny Pasterz. Z góry ambony nauczam was, ale u stóp samego Mistrza jestem uczniem z wami” (PL 37, 1986, in Ps. 126, 3). Lub jeszcze: „Jeśli to, kim jestem dla was, przeraża mnie, to bycie z wami mnie pociesza. Bo dla was jestem biskupem, a z wami jestem chrześcijaninem. Pierwszy tytuł jest tytułem godności, który przywdziałem, drugi jest tytułem łaski. Jeden prezentuje tylko niebezpieczeństwa, drugi jest dla mnie gwarancją zbawienia” (PL 38, 1483, cytowane w Lumen Gentium nr 32).
[8]  „Presbyterorum Ordinis", nr 6.
[9]  „1848, Ubodzy, Ewangelia i Rewolucja”, P. Pierrard, wyd. Desclée, 1977, s. 191-230.
[10] Gaudium et Spes nr 19, 3.
[11] „W obliczu problemów wywołanych skażeniem środowiska, kryzysem energetycznym, wymogami handlu, wyścigiem zbrojeń, gdzie szukamy kryteriów oceny? Czy potrafimy wejść w położenie słabych, ubogich?” (List Japońskiej Komisji Biskupiej do misji i akcji pasterskiej, 15 czerwca 1979)
[12] Cf. wyżej, rozdz. IV.
[13] Gaudium et Spes, nr 1.
[14] Synod biskupów 1971, wyd. Centurion, s. 54.
[15] Jean Ziegler w swojej pracy „Buntownicy” (Seuil 1983) przedstawia analizę historyczną tych strukturalnych niesprawiedliwości istniejących w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, jak również echo walk, które są tam prowadzone o nowe społeczeństwo.
[16] „Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek Słowo Boga może być objawiane i przyjmowane, jeśli towarzyszy mu świadectwo mocy Ducha Świętego, działającego na akcje chrześcijan w służbie ich braci tam, gdzie rozgrywa się ich egzystencja, ich przyszłość.” („Odpowiedzialność polityczna chrześcijan”, Paweł VI do Kardynała Roy, wyd. Ouvrières, 1971, nr 51).
„Chrześcijanin musi kochać wszystkich ludzi, ale nie wszystkich tak samo, kochamy uciskanego broniąc go i wyzwalając, ciemiężcę oskarżając go i zwalczając. Miłość do tych, którzy żyją w obiektywnej sytuacji grzechu wymaga od nas walki o ich wyzwolenie. Wyzwolenie biednych i bogatych realizuje się w tym samym czasie! („Miłość chrześcijańska i przemoc rewolucyjna”, Jules Girardi, wyd. Cerf, 1970, s. 62).
[17] „Poświęcając się polityce, wypełniają jedno z największych zadań chrześcijańskich, bo im rozleglejsze i ważniejsze pole, na którym można pracować, tym dumniejsze zadanie. I taka jest domena polityki, która pilnuje interesów całego społeczeństwa i która po tym względem jest polem najbardziej rozległego miłosierdzia, miłosierdzia politycznego, o którym można powiedzieć, że żadne inne nie stoi ponad nim, oprócz miłosierdzia religii.” (Pius XI, przemowa do włoskiej młodzieży uniwersyteckiej, 18 grudnia 1927, Doc. Cath. 1930, col. 358).
[18]  Paweł VI „Octogesima Adveniens” 1971,  nr 46.
[19] „The stones will cry out”, Mgr Claver, S. J. Wyd. Orbis books 1979, s. 154.
[20] „To, co myślę”, Fernardo Cardenal w chrześcijańskim świadectwie z 7 stycznia 1985 roku. Jego list tak mnie poruszył, że opisałem moje reakcje do Karola Wojtyły, aby dorzucić mój głos do głosów tych, których prosili o wyjątkowe zezwolenie na korzyść Cardenala.
[21] Gaudium et Spes, nr 43.
[22]  Oto kilka specjalnych tekstów, które są zaproszeniem do korzystania z tej metody:
„Aby zastosować w praktyce zasady socjalne przechodzi się na ogół przez 3 etapy: rozpoznanie konkretnej sytuacji, poważna analiza w świetle zasad, w końcu określenie tego, co może i powinno być zrobione, aby je zastosować według okoliczności czasu i miejsca. Te 3 etapy są potocznie wyrażane tymi określeniami: zobaczyć, osądzić, działać” („Mater et Magistra”, nr 236).
„Presbyterorum Ordinis” mówi o dobrowolnym ubóstwie księży, jako istotnej postawie, która ich uczyni otwartymi na Boga, który do nich przemawia przez codzienne życie (17, 1). „Oni powinni chętnie słuchać laików, poznawać ich doświadczenie i kompetencje w różnych dziedzinach działalności ludzkiej, aby czytać z nimi znaki czasów” (9, 2). „W świetle swojej wiary nasycanej lekturą Biblii mogą szukać z uwagą znaków woli Boga i sygnałów Jego łaski poprzez różnorodność wydarzeń egzystencji” (18, 2).
[23] „To jasne, że miłosierdzie oznacza wyzwalanie ubogich, tak sądził zawsze Gustavo Gutierrez, ale róznież uwolenienie od grzechu, gdyż nie chodzi o idealizowanie ubogich”, mówi Juan Sobrino w Teologii Wyzwolenia, Cerf, 1985, s. 211.
[24]  Gutierrez cytuje słowo ojca Ancel’a (Doc. Cath. 17 listopada 1968, nr 1528) w swojej książce. Jest ono cytowane w Teologii Wyzwolenia, Cerf, 1985, s. 202
[25] Teologia Wyzwolenia, Cerf, 1985, s. 153. „To prawda, że my czasami powołujemy się na pewne elementy analizy marksistowskiej, ale rozumianej w szerszym sensie, co jest akceptowane przez licznych socjologów nie marksistowskich. Tak to trzeba rozumieć, lecz wtedy encyklika papieża o pracy, która uznaje wyższość pracy nad kapitałem, powinna być traktowana jako marksistowska!” (Id. s. 213).
[26] Instrukcja teologii wyzwolenia, CARS, nr 293, 15 wrzesień 1984, XI/1. Na szczęście druga Instrukcja na ten sam temat, o wiele pozytywniejsza, ukazała się 22 marca 1986 r. Jan Paweł II, w swojej odezwie do kardynałów z 21 grudnia 1984 r. oświadczył, że „ta instrukcja była autoryzowanym potwierdzeniem, preferencyjnej opcji dla ubogich, jednocześnie zgłębieniem i wyjaśnieniem tej opcji... Jedynie całość przekazu zbawienia może zapewnić integralność wyzwolenia człowieka” (Osservatore Romano, 21 stycznia 1985, wyd. angielskie).
[27] „Aby dobrze wypełniać swoje zadanie, kościół ma obowiązek w każdym momencie przyglądać się bacznie znakom czasu i je interpretowac w świetle Ewangelii tak, aby mogła odpowiadać każdemu pokoleniu...” (Gaudium et Spes, 4, 1)
Lud Boży, poruszony wiarą, prowadzony przez Ducha Pana, który wypełnia wszechświat, stara się rozpoznać w wydarzeniach, wymaganiach i odwołaniach naszego czasu, w których uczestniczy z innymi ludźmi, które są prawdziwymi znakami obecności lub planu Boga” (Gaudium et Spes, 11, 1).
[28]  Pewien dominikanin japoński, który głosił roczne rekolekcje mówił inspirując się słowami św. Łukasza 13, 1-5: „Trzykrotnie cierpieliśmy przez bombę atomową (dodaje też ofiary z Bikini z 1954). Ale społeczeństwo japońskie, jak i nasz Kościół ogólnie rzecz biorąc, nie nawróciło się do Boga! Co nam się przydarzy?”
[29] „Redemptor Hominis”, Jan Paweł II, 1979, nr 14.
[30] Na przykład: Asahi Shinbun, 29 czerwca 1972: „Bomba VS z Télé Sony”. 24 maja 1972: „Współudział Japonii w wojnie wietnamskiej”. Washimi Tomoyoshi, były pracownik Ministerstwa Finansów stwierdza, że 92% napalmu stosowanego przez amię amerykańską w Wietnamie było produkowane w Japonii (Cf. Nihon no Gunju – Sangyo, Shiobunsha, 1967, s. 210).
[31] „Asia zetsubo – Kojo” (Fabryki desperacji w Azji), Kamata Satoshi 1984. „Firmy multinarodowe w Indonezji”, w Inforasie, nr 6, kwiecień 1981. Czasopismo „AMPO”, wydawane po angielsku w Tokyo, publikuje liczne artykuły na te tematy.
[32] Usytuowanie znanej huty metalurgicznej Kawasaki na wyspie Mindanao na Filipinach powoduje u ludności te same choroby płuc jak w Japonii. Także plan wyrzucania odpadów nuklearnych do Pacyfiku wyzwala taką samą refleksję. Cf. „Zadanie kościoła w Japonii wobec wyzwań sąsiednich krajów azjatyckich.” Yamada Keizo, Centre Lebret, „Wiara i Rozwój”, nr 78, czerwiec 1980.
[33] Oto na przykład daty artykułów, które ukazały się w „Asahi Shinbun” na ten temat: 24 marca, 10 sierpnia, 11 października, 16 października, 29 października w 1980; 3 lutego 1982. Cf. także czasopismo „Asian women’s liberation”, Ms. Goto, Kenei – Kosha 147, Sakuragaoka 112, Hodogaya – Ku, Yokohama.
[34]  „Asahi shinbun”, 11 lipca 1984.
[35] Nihon no Enzai, Nihon – Hyoronsha, 1983.
[36] „L’autre Japon. Les Burakumin“, J. – Fr. Sabouret, wyd. Maspero.
[37]  Na przykład “Nihon no mita Christo – kyo”, Suzuki et Spae, Oriens, 1968.
[38] „Korespondencja w Takashashi Takako” w Akebone, sierpień – wrzesień 1982.
[39]  „Ten stosowny sposób głoszenia Słowa objawionego musi pozostać prawem całej ewangelizacji” (Gaudium et Spes, 44, 2).
[40] To jasne, że bogactwo apostolatu laików zależy od ich witalnego związku z Chrystusem, według tego Słowa Pana: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Dekret o Apostolacie laików, nr 4.
[41] To jest jedna z lekcji, którą nam zostawia Zéami (1363 – 1443), teoretyk i kompozytor No, instruując nas: „Bądźcie wytrwali w działaniu, ale unikajcie pretensonalnej próżności!” Cf. „No i działalnośc misyjna”, Epifania wydawana przez MEP, nr 45, 1971.

Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała się w języku francuskim książka, która dwa lata wcześniej została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł: "Prier: un nouveau défi japonais". Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski, jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju kwitnącej wiśni.

49-3.jpg (45258 Byte)


Na zdjęciu:

Bez tytułu



Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga