Giacometti

W paryskich muzeach różne epoki i sławne już dzisiaj nazwiska. Fragonard w Muzeum Jacquemart-André, Courbet w Grande Palais, Soutine w Pinacotheque i Giacometti w Centrum Pompidou. Gdy przegląda się recenzje paryskiej krytyki, potwierdza się opinia, iż jedną z najbardziej udanych wystaw zorganizowanych w okresie ostatnich dziesięciu lat we francuskiej stolicy, stała się ekspozycja poświęcona Alberto Giacomettiemu (1901-1966). 
Dzięki licznym eksponatom posiadającym cenną wartość, zarówno historyczną jak i emocjonalną (zamykają się one w liczbie 650), można zrekonstruować świat, w jakim żył na co dzień przybyły w 1922 roku do Paryża artysta. To trochę tak jak byśmy byli w sercu jego paryskiego atelier z lat dwudziestych XX wieku, nad wyraz nędznym, ale niewątpliwie ważnym; w pracowni spod 46 numeru, przy ulicy Hippolyte-Maindron, w czternastej dzielnicy Paryża. Tam pracował przez czterdzieści lat. Tam uprawiał swoją sztukę i tworzył niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju styl, nie bez powodu przyrównywany do „wysokich lotów”, pozwalający bardziej i lepiej zrozumieć magiczny świat rzeźbiarza, artysty zakochanego w ruchu i w ciele ludzkim. 
Wędrując i śledząc jego poczynania, odkrywamy malarstwo z okresu młodości, gamę bogatych i fascynujących kolorów, a jednocześnie rzeźbę z lat 1920-1930, pozostającą pod lekkim wpływem sztuki afrykańskiej. Przyjrzeć się możemy też jego flirtowi z surrealizmem, a więc rzeźbom o oryginalnych, dziwnych i wyimginowanych kształtach z lat 1931- 1935. 
Jego odejście od kubizmu przerodziło się w żmudną i nadzwyczaj cierpliwą obserwację ludzkiego ciała i poszczególnych jego elementów. Odnalazł własną prawdę oddając się naturze. Cierpliwie i uparcie egzaltując się rzeczywistością, urabiał ją. Wręcz maltretował surowiec, w którym pracował. Bawił się jego fakturą, jego szorstkością i chropowatością. Poprawiał nieustannie i bez przerwy uzyskaną formę. Zmagał się i wątpił, zgłębiał naturę ludzką realizując rzeźby rozmiarów pudełka zapałek, głowy gipsowe drapiące, ostre, szkielety w przestrzeni, klatki, lasy figur w pozycji pionowej i pozie marszu. Interesowała go kruchość i nietrwałość natury ludzkiej. Poszukiwał prawdy podobnie jak Cézanne. Nazywany dzisiaj jednym z największych rzeźbiarzy ostatniego wieku. Przez swoją pasję tworzenia porównywany jest z Rodinem.
Wystawa w Paryskim Centrum Pompidou poświęcona Alberto Giacomettiemu to nadzwyczaj bogata „oferta” dla widza (statueteki, rzeźby, gipsowe odlewy, obrazy malarskie, rysunki, fotografie, materiały archiwalne, korespondencja, przedmioty dekoracyjne, pochodzące zasadniczo z kolekcji Alberto i Annette Giacomettich, stworzonej w 2003 roku). Ekspozycja powiedziała wiele nie tylko o samym artyście, ale też o jego rodzinie, przyjaciołach i jego modelach). Większość przedmiotów tej kolekcji nie była nigdy prezentowana szerszej publiczności.
Czy przypuszczał, gdy w 1922 roku opuszczał małe miasteczko we włoskiej części Szwajcarii, aby oddać się studiom nad sztuką w Paryżu, iż wywrze tak ogromny wpływ na młodszą generację artystów?

 

49-4-2a.jpg (67522 Byte)


Na zdjęciu:

Alberto
Giacometti
w swojej
pracowni
(Paryż, 1950)


© Centre Pompidou

Fragonard

Administrowane przez Instytut Francuski paryskie Musée Jacquemart-André, chyba mało znane szerszej publiczności, zamknęło rok 2007 i otworzyło nowy wystawą zatytułowaną „Fragonard albo rozkosz jednego wieku”. Była to zarazem okazja do celebrowania dwusetnej rocznicy śmierci wielkiego francuskiego malarza, który jest znany przede wszystkim poprzez swój wyrafinowany i wytworny gust i zamiłowanie do szczęśliwej egzystencji.
Inspirowany przez Bouchera, okazał się doskonały w przedstawianiu scen rodzajowych i w pejzażu. W twórczości jego nie brakuje tematów zmysłowych, nasyconych niekiedy erotyzmem, nie można jednak powiedzieć, iż są one lubieżne i dwuznaczne. Malował to, czego od niego wymagano. A że żył w XVIII wieku, wieku Oświecenia, w którym „wolnomyślność i moda na ateizm wśród społeczeństwa powoduje oczywiście laicyzację malarstwa”, a Francja staje się dyktatorem mody i myśli zarówno filozoficznej jak i społecznej, stał się jej dzieckiem i zarazem ostatnim malarzem rokoka. 
„Piewca kobiety, uroków życia, alkowy i buduaru” szukał swego stylu czerpiąc wzorce z bezpośredniej obserwacji świata. Dzisiaj ceniony jest za naturalność w swoim malowaniu, jednak w epoce, w której żył, ufność zmysłowym doznaniom utrwalonym za pomocą pędzla, niedbałość i impulsywność w malarstwie, wielka pasja przeszkadzająca mu w doprowadzaniu dzieła do końca, nie znajdowały uznania. Namalował wiele portretów z charakterystyczną pozą zaskoczenia, a nawet nonszalancji. Nie uciekał również od swobodnej improwizacji, ta cecha jednak nie przeszkadzała pracowicie korzystać ze swego talentu. Miał wielki talent i chociaż jego portretom brakuje pogłębienia psychologicznego, w swej wizji ostateczny efekt uzyskany kładzeniem luźno farby jakoby ją gmatwając i splatając mówi tylko i wyłącznie o stylu i fantazji jedynej w swoim rodzaju, fantazji malarskiej Jeana-Honoré Fragonarda.

Anna SOBOLEWSKA

Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu. 

 

49-4-2b.jpg (88580 Byte)


Na zdjęciu:

Autorka
tekstu
przed
Muzeum
Jacquemart
-André
(Paryż, 2007)


Fot. Roman Grzelczyk

 

© Recogito, Rafaliga