Grunt pod nogami
Emigracja,
czyli poszukiwanie odpowiedniego miejsca stałego pobytu, jest
zjawiskiem bardzo starym, sięgającym korzeni człowieczych dziejów.
Fenomen ten przybierał na intensywności w okresach wzmagania się
rozmaitych ucisków i narastania niepewności losu. Uchodzono wówczas
od ciężarów, które czyniły życie nie do zniesienia, szukając,
jeżeli nie od razu zakątka szczęścia, to przynajmniej takiego
skrawka ziemi, z którego można byłoby dostrzec pogodniejsze
perspektywy przyszłości. Polska w swych tysiącletnich dziejach
była krajem azylu dla wielu, przygarniała
„niechcianych” z całej Europy, którzy na jej terenach
odnajdywali grunt pod nogami, budowali na nowo swe życie,
pokoleniami wrastając w gościnną ziemię. Ten sam kraj, rozdarty
szponami zaborców, z bólem patrzył na odchodzenie swych
najlepszych synów i córek na emigracyjną tułaczkę. Nie on ich
wyganiał, lecz obcy ciemięzca, który na wszelkie sposoby chciał
zakuć w kajdany każdy powiew wolnego ducha. Uchodzili Polacy pełni
marzeń o wolnej Polsce z głębokim przekonaniem, że poza krajem
wywalczą niepodległą ojczyznę. Niektórzy z nich nigdy nie
zobaczyli wyników swych zmagań i marzeń.
Lata trzydzieste naszego stulecia dotknęły cały świat potężnym
kryzysem gospodarczym. Przygniótł on szczególnie kraje, które
nie tylko powstawały ze zniszczeń pierwszej wojny światowej, ale
były zmuszone całkiem od początku organizować swe życie. Do
tych krajów należała Polska. Ciężka sytuacja wielu rodzin pchnęła
je do szukania chleba i przyszłości poza granicami. Nie był to w
żadnym przypadku odruch antypatriotyczny; po prostu była to ciężka
udręka obrony przed samozniszczeniem. Zresztą, wyjeżdżając nieśli
w sobie głębokie przekonanie powrotu, nie ucinali ojczyźnianego
przywiązania. Jeżeli nie powrócili do kraju, to nie z własnej
winy; znów historia okazała się dla nich niewdzięczna.
Natomiast tam gdzie pozostali – imię Polski nie zostało
zubożone. Świadomie czy nieświadomie stali się niemianowanymi
ambasadorami polskości. Pracowali dla innych, ale ich serce biło
„do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi
przez uszanowanie dla darów Nieba”, do ich kraju.
Leszek MALEWICZ SAC
Ks. Leszek Malewicz. Urodził się 21 stycznia 1939 roku w Warszawie.
Do pallotyńskiego nowicjatu wstąpił w roku 1956. Święcenia kapłańskie
przyjął w roku 1966. Po święceniach krótko pracował w pallotyńskiej
parafii w Radomiu, następnie wyjechał na studia do Belgii. Stamtąd
przeniósł się do Francji. W latach 1978-1981 pracował w
Algierii. Od 1982 do roku 1990 był redaktorem naczelnym „Naszej
Rodziny”. Od zakończenia pracy w pallotyńskim piśmie aż do
dnia swojej śmierci pracował jako kapelan. Zmarł w Paryżu 15
stycznia 2008 roku. Pochowany został na cmentarzu pallotyńskim w
Osny. Prezentowany tekst stanowił komentarz do wywiadu z Edmuntem
Godlewskim (przypominamy go w obecnym numerze „Recogito”), jaki
ukazał się w „Naszej Rodzinie” - 7-8 (526-527) 1988, s. 9-11.
|

Na zdjęciu:
Bez tytułu
(Gdańsk, 2008)
Fot. Paweł Huelle
|