Kościół
z biednymi
Z
księdzem Edwardem BRZOSTOWSKIM rozmawia Jarosław TOMASIEWICZ
Ks.
Edward BRZOSTOWSKI urodził się we Francji w 1932 roku, w rodzinie
polskich emigrantów z Suwalszczyzny. Ukończył polskie gimnazjum
w Chevilly, a później Wyższe Seminarium Duchowne w Sens. Święcenia
kapłańskie otrzymał w roku 1955, a następnie przez rok przebywał
w Instytucie Świeckim Księży PRADO w Lyonie. W latach 1956-1960
był wikariuszem w parafiach w Chablis i Auxerre. W roku 1962 ukończył
studia doktoranckie na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie i
otrzymał tytuł doktora teologii. W 1959 roku po raz pierwszy
odwiedził Polskę, później odbył jeszcze kilkanaście wizyt,
ostatnio w lipcu 2007. Od roku 1963 jest misjonarzem w Japonii,
gdzie prowadzi pracę kapłańską, obecnie jako proboszcz parafii
Kawasaki. Od 1971 roku jest kapelanem Ruchu Robotników
Katolickich, który wszedł w skład Międzynarodowego Ruchu
Robotników Chrześcijańskich. Uczestniczył w różnych
inicjatywach społecznych, o charakterze ekologicznym, pokojowym,
związanych z obroną praw pracowników i imigrantów, zarówno w
wymiarze lokalnym (parafialnym), jak ogólnokrajowym i międzynarodowym.
Udzielał nie tylko duchowego wsparcia protestującym, ale także
sam brał udział w manifestacjach i bardziej radykalnych formach
protestu (głodówki). W roku 1996 został laureatem nagrody TAJIRI
za działalność na rzecz praw robotników oraz kobiet
wykorzystywanych seksualnie. W 1995 roku otrzymał od ambasadora RP
w Japonii, przyznany przez prezydenta Lecha Wałęsę, Krzyż
Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Jest autorem
książki „Ojcze Nasz – krzyk biednych”, wydanej
w 1981 roku w języku japońskim, a następnie po francusku,
angielsku, hiszpańsku, portugalsku, koreańsku, włosku i polsku.
Rozmowa ukazała się w magazynie „Obywatel”, nr 6,
2007. Kontakt z księdzem Brzostowskim: alleluia.3@kyi
biglobe.ne.jp
-
Z jakich przesłanek teologicznych wynika chrześcijańskie zaangażowanie
społeczne?
– Jezus z Nazaretu jest ucieleśnionym Słowem Bożym. Jeśli
spodobało się Bogu Ojcu połączenie w Nim tego, co Boskie, z
tym, co ludzkie, to czy możemy rozlczać te atrybuty? „Co
Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza” (Mt 19,
6). Miłość do Boga i miłość do naszych bliźnich są nierozłączne.
Te dwie formy miłości należą do jednego i tego samego
przykazania (Mt 22, 37-40). „Jeżeli jakiś człowiek, który
jest bogaty w dobra tego świata widzi, iż któryś z jego braci
jest w nędzy i zamyka przed nim swe serce, czyż może miłość
Boga przebywać w nim?” (1 J 3, 17). Dlatego Sobór
Watykański II oświadcza w „Gaudium et Spes”:
„Przez Wcielenie, Syn Boży został złączony w pewnym
sensie z każdym człowiekiem”. Z tego powodu każdy człowiek,
obojętne jaką wyznaje religię, wszystko jedno do jakiej przynależy
ideologii lub rasy, będzie sądzony za swą postawę wobec tych,
którzy cierpią: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych
najmniejszych, Mnie uczyniliście" (Mt 25, 40).
Biblia mówi nam, jak ważne jest ogólne spojrzenie na sytuację
człowieka i stan społeczny. Ktokolwiek pragnie osiągnąć życiowy
sukces w biznesie, polityce czy edukacji, stara się najpierw
analizować sytuację. Kiedy i ja równie poważnie analizuję
socjalną scenę, na której ukazują się walczący o budowanie
nowego świata, w sprawiedliwości i miłości braterskiej, to życzę
sobie i im sukcesu w tej walce, współpracując z nimi w miarę
swoich możliwości.
Ale do przewartościowania oglądu współczesnej rzeczywistości
zmusza mnie znacznie głębsza racja, mianowicie wiara w Boga i w
Jezusa z Nazaretu. Biblia pokazuje nam Boga, który „widział
cierpienia” Hebrajczyków w Egipcie, który „słyszał
ich krzyk” i zdecydował się przysłać Mojżesza,
aby ich wyzwolił (Wj 3, 7-8). Używając Mojżesza jako pośrednika,
Bóg zawarł przymierze ze swoim ludem. Jeden fundamentalny warunek
tego przymierza polega na ukazaniu miłościwej troski o słabych,
biednych, wdowy, sieroty i cudzoziemców. Niestety ta zasada była
często zaniedbywana. Dlatego też prorocy poprzez długie wieki, aż
do przyjścia Chrystusa, nawoływali lud do wypełniania wymagań
Przymierza i zwiastowali nadejście Mesjasza, który zawrze Nowe i
wieczne Przymierze. Gdy ten Zbawiciel przyszedł, to On postawił w
centrum Królestwa Bożego niewidomych, sparaliżowanych, trędowatych,
dzieci – krótko mówiąc, wszystkich wzgardzonych i znajdujących
się na marginesie społeczeństwa.
Poprzez konkretne wydarzenia w historii, poprzez spotkanie się z
ludźmi, Bóg daje sygnał każdemu człowiekowi – wierzącemu
czy nie. Jezus wzywał każdego człowieka do przejścia od egoizmu
do miłości, od rezygnacji i fatalizmu do wspólnej i solidarnej
akcji, od nieświadomości do rozpoznania konkretnej rzeczywistości.
Gdy człowiek odkrywa we własnym sercu taki apel, to musi decydować,
musi wybrać. Nie może zostać neutralny, musi akceptować ten
apel albo odrzucić go. Ta akceptacja lub odrzucenie jest
dokonywane w życiu codziennym. Gdy zwracam szczególną uwagę na
rzeczywistość ludzi, odkrywam nie tylko wołanie Boga do mnie
przez nich, lecz takie Jego dzieło w nich.
– Jak społeczny wymiar katolicyzmu wyglądał w toku
dziejów?
– Karol Marks powiedział kiedyś, ze religia jest opium dla
ludu i do dzisiaj większość marksistów podziela ten pogląd.
Musimy w duchu przyznać, że Kościół niejednokrotnie dawał
powody do takiego osądu. Przypomnijmy sobie na przykład nauki
szerzone przez Kościół w połowie XIX wieku. Zwracano się wówczas
do bogatych tak: „Bądźcie szczodrzy dla biednych.
Praktykując taką braterską miłość, zasłużycie na raj
wieczny”. A co mówiono ubogim? „Bądźcie
cierpliwi. Bogu ofiarujcie wasze cierpienia w intencji zbawienia
waszego i waszych bliźnich! Wspomnijcie na ubóstwo Jezusa i Jego
śmierć na krzyżu. W ten sposób skosztujecie radości
przyobiecanej tym, którzy cierpią”. W żadnym jednak
wypadku nie dociekano przyczyn nędzy.
Ubóstwo zostało usankcjonowane jako wola Opatrzności, zgodnie z
jednostronną interpretacją słów Pisma Świętego:
„Ubogich zawsze macie u siebie” (J 12, 8). Duchowo uśpieni
takimi przesłaniami, zarówno biedni jak i bogaci, coraz bardziej
zapominali, gdzie leży sedno sprawy i nie byli w stanie walczyć z
przyczynami biedy. Podobne błędy popełniały takie religie
niechrześcijańskie. Jednak nowoczesne ruchy społeczne w Ameryce
Łacińskiej oraz historia polskiej „Solidarności”
powinny zmobilizować uczciwych marksistów do naukowego
zrewidowania ich poglądów na rolę religii w tego rodzaju działaniach.
Ze swej strony musimy pokornie przyznać się do przeszłych i
obecnych błędów w tym względzie, trwających aż do przesłania
ogłoszonego przez II Sobór Watykański: „1. Zadania
sprawiedliwości winny być zaspokojone w pierwszym rządzie, aby
oddawanie tego, co sprawiedliwie się należy, nie było zastąpione
przez ofiarowanie dobroczynnego daru; 2. Nie tylko skutki,
ale także przyczyny rozlicznego zła powinny być usunięte;
3. Pomoc powinna być udzielana tak, aby otrzymujący ja
stopniowo mogli wyzwalać się od zależności w stosunku do innych
i stawać się samowystarczalni”.
Do tego należy dodać encykliki papieskie poświęcone tematyce
społecznej: „Rerum Novarum” (1891), „Quadragesimo
Anno” (1931), „Populorum progressio” (1967),
„Octogesima adveniens” (1971), „Laborem exercens”
(1981 ) i „Sollicitudo rei socialis” (1987).
– Jaka jest opinia księdza o idei i ruchu księży-robotników,
który działał we Francji?
– Moim bliskim towarzyszem był w latach 1971-1990 ksiądz
Andrzej, który pracował cztery dni tygodniowo w malej firmie jako
spawacz i frezer. Należał on do Instytutu Świeckiego Księży,
tzw. PRADO. Ja też wiele lat marzyłem o życiu jako
kaplan-robotnik. Jednak po przybyciu do Japonii zetknąłem się z
niechęcią biskupa wobec tego pomysłu i musiałem przyjąć taką
decyzję. Było nas tu trzech członków PRADO i jeden otrzymał
pozwolenie, by łączyć posługę kaplanską z pracą robotnika.
Św. Paweł starał się „być żydem wśród Żydów,
Grekiem wśród Greków, aby zbawić choć niektórych z nich. Dla
słabych stal się jak słaby, by pozyskać słabych” (1
Kor 9, 19-22). Jako syn robotnika zostałem księdzem i chciałem
żyć z robotnikami, w solidarności z nimi. Ale po jakimś czasie
zrozumiałem pewne ograniczenia takiej postawy. Nawet gdybym wybrał
tryb życia tak zwanego księdza-robotnika, pracując fizycznie jak
oni w jakimś przedsiębiorstwie, ogromna różnica nadal by
pozostała. Ja dobrowolnie wybrałbym ten tryb życia, natomiast
robotnicy nie mieli żadnego wyboru. Aby przetrwać, byli zmuszeni
do życia robotniczego.
Gdy Watykan zakazał kontynuowania ruchu księży-robotnikow w 1953
roku, uczynił tak, ponieważ niektórzy z nich zapominali, co to
znaczy być kapłanem Chrystusa. Mimo to wówczas nasz przełożony
w PRADO, Alfred Ancel, biskup pomocniczy Lyonu, otrzymał wraz z
innym księdzem pozwolenie na pracę jako robotnik. Po pięciu
latach tej pracy napisał książkę o własnych doświadczeniach
(„5 ans avec les ouvriers” [5 lat z robotnikami,
1963]). Określił w niej, na jakich zasadach można prowadzić życie
kapłańskie i misjonarskie pośród robotników. Na tej podstawie
Watykan na nowo zezwolił na praktykowanie takich działań.
– Jeszcze więcej kontrowersji w łonie Kościoła budziła
teologia wyzwolenia.
– Tak zwana teologia wyzwolenia powstała w latach sześćdziesiątych.
W Ameryce Południowej, gdzie niewielka grupa ludzi posiadała aż
80-90% bogactw danych krajów. Analiza sytuacji przez twórców
Teologii Wyzwolenia była często przeniknięta duchem czysto
marksistowskim. Lecz im bardziej staramy się obiektywnie spojrzeć
na to, co dzieje się we współczesnym świecie, tym wyraźniej
zdajemy sobie sprawę z tego, że społeczeństwa podzielone są na
dwie części: wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. To nie teoria, lecz
fakt! A Pismo Święte mówi: „Nie będziesz uciskał bliźniego,
nie będziesz go wyzyskiwał” (Księga Kapłańska, 19, 1
3; Księga Powtórzonego Prawa, 24, 14; Jeremiasz, 22, 13; List
Jakuba, 5, 4).
Chrześcijanin powołany jest do tego, aby kochać wszystkich
ludzi. Ale niemożliwe jest kochanie wszystkich w jeden i ten sam
sposób. Kochać biednych, cierpiących, uciśnionych – to
znaczy poszukiwać wraz z nimi drogi do uwolnienia ich z nędzy i
opresji. Kochać uciskającego natomiast znaczy uświadomić mu, ze
ucisk jest złem, dążyć do jego przemiany i wykorzenienia
niesprawledliwości. Miłość ta, zjednoczona z walką
wyzyskiwanych ze wszelkim złem i uciskiem, daje wyzyskiwaczom
szansę zdania sobie sprawy z czynionych nieprawości i zmiany postępowania
„Nie ma prawdziwego wyzwolenia bez Chrystusa”.
Wyrażając swoje przekonanie niczym refren, nasz przyjaciel Suzuki
powtarzał te słowa raz po raz. Zdziwiony zapytałem, co ma na myśli.
On zaś wyjaśnił: „Napotykając na różnego rodzaju ucisk
i eksploatację, jakim poddana jest klasa robotnicza od swych początków,
robotnik ma trzy wyjścia: 1. Poddać się losowi, 2. Szukać dróg
indywidualnego awansu, jeśli taki jest możliwy 3. Lub uciec się
do przemocy. Odbierałem te możliwości jako kolejne pokusy.
Uwolnił mnie od nich Chrystus. Usilnie i nieprzerwanie nakłaniał
mnie, abym odrzucił fatalizm i rezygnację, zachęcając do walki
o sprawiedliwość. «Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie
dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo
Niebieskie» (Mt 5, 10). Zachęca mnie, abym prowadził walkę
twardą i energiczną, mówiąc: «Nie» przemocy!
Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. W końcu
Chrystus uwolnił mnie także od pokusy indywidualnego poszukiwania
awansu. Nie potępiam tych, którzy szukają indywidualnych rozwiązań
dla kolektywnych problemów, lecz wydaje mi się, że dążenie do
wspólnych rozwiązań jest bardziej w duchu Chrystusa”.
– Kościół nie tylko wspiera różne inicjatywy i
postawy, ale również stawia określone wymagania moralne.
– Prawdziwy robotnik to ten, który bez popadania w rezygnację
i bez posuwania się do przemocy, stara się zbudować międzynarodową
solidarność, poświęcając swą energię i mądrość dla
zapewnienia wszystkim ludziom „chleba naszego
powszedniego” dla ciała, serca i duszy.
|

Na zdjęciu:
Ks. Edward
Brzostowski
(Kawasaki, 1996)
Fot. Archiwum "EB"
|