Polonia
Północnej Francji wczoraj i dziś
Z
Edmundem GODLEWSKIM rozmawia ks. Leszek MALEWICZ
Rodzina
Gogolewskich przypłynęła do Francji na fali emigracji
ekonomicznej lat trzydziestych. Pierwsze pokolenie prawie przez całe
życie harowało uparcie inwestując w przyszłość swych dzieci.
Do Polski, mimo ogromnej tęsknoty i przywiązania, nie powrócili.
Losy rodziny potoczyły się inaczej. O tym, przed laty, na łamach
pallotyńskiej „Naszej Rodziny” rozmawiał ówczesny
jej naczelny redaktor. Tekst ukazał się w numerze Nr 7-8 (526-527) 1988,
s. 9-11
–
O ile wiem, Pan Profesor jest drugim pokoleniem polskiej emigracji
we Francji. Będę wdzięczny za nakreślenie pokrótce historii Pańskiej
rodziny, jej drogi i losów na emigracji.
– Moi rodzice pochodzą z podłódzkiej wsi. Wkrótce po ślubie
byli zmuszeni szukać pracy w mieście Łodzi, ponieważ dochody
moich dziadków, pracujących na skromnych gospodarstwach rolnych,
nie były w stanie utrzymać młodego małżeństwa. Gdy kryzys
gospodarczy lat trzydziestych dotknął odlewnię, w której
pracował mój ojciec, nie pozostawało nic innego jak szukanie
pracy poza granicami kraju.
W roku 1931 moi rodzice przyjechali do miejscowości Oignies (Pas-de-Calais)
w północnej Francji, pozostawiając w Polsce u dziadków swego
czteroletniego synka. Był to klasyczny przykład rozdzielenia
rodzin, które tysiącami opuszczały Polskę w poszukiwaniu pracy.
Ojciec posiadał kontrakt pracy podpisany przez firmę budowlaną,
stąd przez pewien czas pracował przy budowie dróg. Następnie
został przeniesiony do wyładowywania węgla z wagonów i ładowania
go na galery w małym porcie nad kanałem.
W roku 1939, kilka tygodni przed wybuchem drugiej wojny światowej,
moja matka wraz z dwoma synami urodzonymi już we Francji udała się
na krótko do Polski, by zabrać najstarszego syna. W momencie
wybuchu wojny cała rodzina była złączona. Ponieważ mój ojciec
nie był pracownikiem „kopalnianym”, nie miał prawa do
zamieszkania w domu dla pracowników kopalni, w
„kolonii”. Rodzice zatem wynajęli stary dom w
miasteczku Oignies. Podczas wojny urodził się czwarty syn.
Zarobek ojca był jednym z najniższych, toteż warunki życiowe
rodziny były bardzo trudne. Tylko silna wola i zapał do pracy
pozwoliły rodzicom sprostać najpilniejszym potrzebom. Radzili
sobie jak mogli, dzierżawiąc około dwóch hektarów ziemi. W międzyczasie
ojciec został zatrudniony w kopalni jako górnik. W nocy pracował
w kopalni, aby po niewielkim wypoczynku udać się na „swe
pola”. Matka też pracowała u gospodarza przy zbiorach buraków,
ziemniaków czy zboża.
Podobnie jak prawie wszyscy Polacy w tym okresie we Francji, moi
rodzice ciężko pracowali z nadzieją powrotu do kraju i pracy na
własnym gospodarstwie. Dla swoich czterech synów marzyli przede
wszystkim o innym, lepszym losie.
Niestety, nie udało się zaoszczędzić wystarczającej sumy pieniędzy
na kupno gospodarstwa w Polsce. Natomiast w niesłychanie ciężkich
warunkach i dzięki wielkiemu poświęceniu, moi rodzice zdołali
wykształcić swe dzieci: jeden syn został inżynierem, dwóch
profesorami i jeden lekarzem. Jesteśmy wszyscy bezgranicznie wdzięczni
naszym rodzicom za ich trud, za ich silną wolę i całkowite poświęcenie
dla nas.
– Jak wyglądała polska emigracja na północy Francji w
okresie Pańskiego dzieciństwa i Pańskiej młodości?
– Mieszkając poza „kolonią”, nasze więzy z
polskim życiem społecznym i organizacyjnym były raczej luźne.
Najbliższy kościół polski był oddalony od naszego domu około
dwa kilometry. Chodziliśmy do szkoły i na katechizm francuski,
ale także pobieraliśmy naukę języka polskiego zarówno w domu,
jak i w szkółce polskiej poza godzinami normalnej nauki. Nasz
program dzienny był szczelnie wypełniony: katechizm, szkoła
francuska, lekcje polskie i lekcje muzyki. Każdy z nas nauczył się
grać na co najmniej jednym instrumencie muzycznym. Resztę wypełniały
prace pomocy rodzicom, zwłaszcza na polu.
W niedzielę, po nabożeństwie, uczestniczyliśmy w licznych
imprezach organizowanych przez stowarzyszenia polskie w sali Świętego
Stanisława przy plebanii Oignies-Ostricourt. Przez pewien czas byłem
członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej (KSMP)
przy parafii Oignies-Ostricourt. Był to mój pierwszy i prawdziwy
kontakt z polskim życiem emigracyjnym. Niestety, nie byłem w
stanie przez dłuższy czas brać czynnego udziału w tej
organizacji. Nauka w liceum w Lilie i muzyka zabierały mi dużo
czasu. Na same dojazdy do liceum i powrót do domu poświęcałem
codziennie trzy godziny. W tym okresie tylko bardzo niewielki
odsetek młodzieży polonijnej z dwóch departamentów północnej
Francji (Nord i Pas-de-Calais) mógł pobierać naukę we
francuskim szkolnictwie średnim. Zazwyczaj po ukończeniu
francuskiej szkoły podstawowej, syn polskiego górnika bywał
zatrudniony, jak ojciec, w kopalni.
W pierwszych latach powojennych każda rodzina polska żyła
nadzieją powrotu do kraju. W latach pięćdziesiątych coraz
bardziej stawało się jasne, że należy się liczyć z
pozostaniem na stałe we Francji. Coraz liczniej Polacy przyjmowali
obywatelstwo francuskie. Ci, którzy urodzili się we Francji, a
zatem drugie pokolenie emigracji, nie mieli zamiaru jechać do
nieznanego im kraju, choć zaszczepione przez rodziców przywiązanie
do Polski i polskości było szczere. Miłość do tego, co polskie
widoczna była w kwitnącym życiu społecznym w skupiskach
polonijnych. Każde święto kościelne czy patriotyczne, każda
rocznica założenia jakiegoś ze stowarzyszeń – były
uroczyście obchodzone. Ksiądz polski odprawiał Mszę świętą
przy ołtarzu otoczonym lasem sztandarów towarzystw miejscowych i
sąsiednich. Po południu zazwyczaj odbywała się
„akademia" w sali wypełnionej po brzegi ludźmi.
Wszystkie towarzystwa popierały się wzajemnie. Spotkania
towarzystw zaspokajały ludzką potrzebę kontaktu, przyjaźni i
rozrywki. W tych czasach życie towarzyskie było bardzo intensywne
i miało bardzo ważne znaczenie wśród polskiego wychodźstwa.
Społeczność polska w osiedlach robotniczych przechodziła te
same koleje losu, co społeczność francuska. Młodzi coraz
bardziej przystosowywali się do francuskiego stylu życia. Szkoła
polska posiadała coraz mniejszy wpływ na kształtowanie umysłów,
przewagę miała szkoła francuska. Początkowo kinematografia, a
potem telewizja i ułatwione korzystanie ze środków lokomocji
dopełniły reszty. Młode pokolenie wykazuje mniejsze
zapotrzebowanie na przejawy życia społecznego czy towarzyskiego.
Towarzystwa wprawdzie nadal działają w starych strukturach, ale
ich członkowie starzeją się i wymierają: młodzi natomiast
coraz mniej są widoczni w kościołach polskich, na zlotach młodzieżowych.
Liczba młodzieży należącej do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży
Polskiej zredukowała się do zaledwie dwustu członków. Zamiłowania
Polaków utożsamiły się z pragnieniami młodych Francuzów.
– Jaki był i jest wpływ Kościoła zarówno polskiego,
jak i francuskiego na polskie ośrodki emigracyjne na północy
Francji?
– Trudno mi na poczekaniu odpowiedzieć na to pytanie. Pewna
część młodzieży emigracyjnej, może i większa część, była
pod wpływem Kościoła. Mam tutaj na myśli takie organizacje jak
Krucjatę Eucharystyczną, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży
Polskiej czy wreszcie część dzieci z ochronek i szkółek
czwartkowych.
Życie emigracyjne w większości przypadków toczyło się wokół
kościoła i księdza polskiego. Polski ksiądz odgrywał poważną
rolę duchową, społeczną, kulturalną, a nawet patriotyczną w
środowisku polonijnym. Do niego zwracały się wszystkie
organizacje z prośbami o rady w rozmaitych dziedzinach życia
codziennego. Ksiądz francuski, o ile mi wiadomo, nie odgrywał
roli powiernika.
Obecnie czasy się zmieniły. Ludzie oswoili się z warunkami życia
we Francji i mniej potrzebują podpory ze strony duchownych. Nie
znaczy to, że obecność księdza polskiego w życiu polonijnym
jest niepotrzebna. Spełnia on po prostu inną rolę. Niewątpliwie
na nim opiera się nadal cały wysiłek utrzymania tożsamości
polskiej. Stare katolickie organizacje pozostają nadal w ścisłym
związku ze swymi księżmi-patronami. Nowe organizacje przybierają
natomiast charakter bardziej laicki, są one zresztą organizacjami
mieszanymi polsko-francuskimi.
– Jest Pan pracownikiem naukowym polskiej sekcji
Uniwersytetu w Lilie. Jakimi sprawami zajmuje się ta sekcja? Jakie
jest jej znaczenie w ramach uczelni i poza nią?
– Sekcja polska przy uniwersytecie Lilie II przygotowuje
studentów do dyplomu pomaturalnego (dwuletnie studia), do
licencjatu (trzyletnie studia po maturze) oraz magisterium i
doktoratu w zakresie języka, literatury, cywilizacji i historii
Polski. Pięciu wykładowców naszej sekcji jest płaconych przez
rząd francuski. Dwóch natomiast z Uniwersytetu Jagiellońskiego i
Wrocławskiego przyjeżdża w ramach kulturalnej umowy międzynarodowej.
Sekcja prowadzi także kursy korespondencyjne. Od kilku lat dobrze
rozwijają się kursy wieczorowe języka polskiego prowadzone na
naszym uniwersytecie. Te kursy wymagają matury. Może z nich
korzystać każdy, kto pragnie poznać język polski.
Poza pracą na uniwersytecie wygłaszamy referaty w terenie, na
zaproszenie przeróżnych organizacji. Studentów, wybierających język
polski jako jedyny przedmiot studiów jest niestety coraz mniej.
Studenci bowiem wybierają ten typ studiów, który im zapewni
uzyskanie interesującej pracy. Magisterium z języka polskiego nie
daje wielkich możliwości – można najwyżej liczyć na pracę
wykładowcy języka polskiego w szkołach średnich, i to w dość
ograniczonym stopniu.
Mamy natomiast stosunkowo dużo studentów, którzy wybierają język
polski jako przedmiot nadobowiązkowy uzupełniający dyplom
magisterski w innych dziedzinach. W ubiegłym roku akademickim z
naszej sekcji polskiej na uniwersytecie w Lilie korzystało około
stu sześćdziesięciu studentów.
– Dziękuję Panu Profesorowi za ciekawą wypowiedź. Życzę
jednocześnie jak najlepszego rozwoju polskiej sekcji na
Uniwersytecie w Lilie. Byłoby dużym zaszczytem dla naszego miesięcznika,
gdyby wypowiedź Pana Profesora przyczyniła się do liczniejszej
rekrutacji studentów powodowanych zainteresowaniem językiem
polskim we Francji.
|
|