Kim jestem dla Ciebie (9)
II: Dzisiaj, kim jest dla mnie Jezus?
9. Aby wszyscy stanowili jedno! (J 17,21)
W młodości nie spotkałem nigdy protestanta. Uczono mnie, że protestanci i ortodoksyjni
wyznawcy byli heretykami i że nie należało ich odwiedzać. Ale w
wyższym seminarium poznałem modlitwę Jezusa o Jedność, o której
mówi św. Jan w rozdziale 17 swojej Ewangelii. Odkryłem także
Tydzień Modlitw o Jedność (18-25 stycznia) ogłoszony we Francji
przez ojca Couturier i rozpropagowany przez ojców Michalon i
Villain. Czułem, że ten wysiłek o Jedność był ważny i że
musiałem temu się oddać całym sercem. Jako seminarzysta pojechałem
raz do Chevetogne, aby tam świętować Epifanię według rytu
wschodniego. Lubiłem też uczestniczyć w liturgii ukraińskiej w
Sens.
W 1958 roku, w trakcie sesji ekumenicznej w Lyonie, miałem okazję
spotkać pasterzy Maxa Thuriana i Rogera Schutza, którzy w Taizé
stworzyli wspólnotę mającą budować jedność chrześcijan.
Podczas studiów teologicznych w Rzymie (1960-1962) lubiłem
uczestniczyć w liturgii Pańskiej w Russicum. Trzy godziny Mszy
zdawały się nie przekraczać jednej. Marzyłem też przez pewien
czas o życiu misyjnym w Rosji Sowieckiej.
Od czasu przybycia do Kawasaki w 1971 roku moje kontakty z
pasterzami protestanckimi stały się częste. Stworzone więzy z
nimi przy okazji wspólnie prowadzonych walk były najbardziej
znaczące. Byłem szczęśliwy odkrywając głębię i piękno miłości
małżeńskiej łączącej pastora Harazaki i jego żonę Momoko.
Ta zmarła w wieku 43 lat z powodu raka płuc. Zostawiła nam
wspaniały dziennik, który świadczy o ich miłości[1].
Od dzieciństwa myślałem o kapłaństwie, od lat żyłem w wyświęconym
celibacie, teraz odkrywałem, dzięki dziennikowi, piękno małżeństwa.
Gdy przedstawiamy się jako chrześcijanie w Japonii, aby głosić
Ewangelię, niechrześcijanie stają się zakłopotani przed mnóstwem
wyznań, które mówią o przywiązaniu do Chrystusa. Które jest
więc prawdziwe? Dlaczego jest tyle różnych wyznań? Etc... Ta
sytuacja jest realną przeszkodą w ewangelizacji. Sobór Watykański
II słusznie zauważa, że: „Wiele
zgromadzeń wyznawców chrześcijańskich podaje się jako
prawdziwi spadkobiercy Jezusa Chrystusa. Zresztą wszyscy wyznają,
że są uczniami Pana, ale mają różne postawy. Kroczą innymi
drogami, jakby sam Chrystus był podzielony. Zapewne taki podział
otwarcie przeczy woli Chrystusa. Jest dla świata podmiotem
skandalu i staje się przeszkodą w najświętszej sprawie, to
znaczy. w głoszeniu Ewangelii każdemu stworzeniu”[2].
Jezus jest jedynym Pasterzem, który chce zgromadzić swoje owce w
jedno stado (J 10,16). W przeddzień ofiary na krzyżu, aby zebrać
w jedności rozproszonych synów Boga, modlił się do Ojca za
tych, którzy uwierzą w Niego: „Aby
wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby
i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie
posłał” (J 17,21). Lud Nowego Testamentu, którym jest
Kościół, jest jedyny: „Jedno
jest ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej
nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara,
jeden chrzest” (Ef 4,4-5). „Bo wy wszyscy, którzy
zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w
Chrystusa... Wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie
Jezusie” (Ga 3, 27-28).
Pierwszy wielki rozłam w Kościele nastąpił w XI wieku. Ta
schizma, która podzieliła chrześcijaństwo na dwa światy,
wschodni i zachodni, miała źródło w ewolucji historycznej,
etnicznej chrześcijaństwa, i którą znajdujemy zawsze poza
dysputami teologicznymi, które często dzieliły chrześcijan od
pokoju w Konstantynopolu. Wiele wysiłku włożono w to, aby na
nowo połączyć te dwa siostrzane Kościoły (szczególnie dwa
sobory jedności w XIII i XV wieku), ale było to skazane na porażkę.
W XVI w następuje wielkie zerwanie Reformy. W tym czasie Kościół
katolicki uległ ogólnie dekadencji tak na płaszczyźnie
intelektualnej, jak i moralnej. Byli oczywiście święci, na przykład
św. Franciszek z Asyżu, św. Dominik, którzy próbowali wzbudzić
odnowę ewangeliczną, ale ich wysiłki nie wpłynęły na ogół
Kościoła i różne sobory (szczególnie ten w Lyonie w 1274 roku
i we Florencji w 1431 roku), które próbowały różnych reform,
lecz nie powiodły się[3].
Problem odpustów był okazją dla Lutra do protestu. Sumy zebrane
za sprzedaż odpustów miały sfinansować budowę bazyliki św.
Piotra w Rzymie[4].
Redagując 95 też, Luter chciał położyć nacisk na potrzebę
prawdziwego żalu za grzechy. Odpust nie mógł na to udzielić
dyspensy, w przeciwnym razie chrześcijanin byłby ofiarą fałszywego
bezpieczeństwa[5].
Atakuje „tych, którzy głoszą, że za rzucony grosz do kasy
dusza pofrunie od razu do czyśćca” (teza 27). Można się
nawet dzisiaj zgodzić z jego wieloma twierdzeniami.
Nie zamierzam wyjaśniać tutaj, czym jest ortodoksja czy
protestantyzm, ani jakie są przyczyny, które spowodowały rozłam.
Chcę raczej podkreślić bardzo mocno fakt, że my chrześcijanie
w całości jesteśmy przyzwyczajeni do tego stanu podziału
wielowiekowego. Nie cierpimy przez to. Ta sytuacja nie przeszkadza
nam spać. To, co powinniśmy zrobić najpierw, to stanąc przed
krzyżem Chrystusa, i tu przypominając nasze podziały, kłótnie,
ciasnotę umysłu, błagać Pana o skruszenie naszych serc twardych
jak skała, aby wypłynęły łzy nawrócenia. Jest nam potrzebna
łaska głębokiego cierpienia z powodu tych podziałów minionych
i obecnych. Wówczas to cierpienie będzie stymulować nasze wysiłki
i obdarzy nas mądrością i odwagą potrzebnymi do odbudowy jedności.
Podziękujmy za ten ogromny wysiłek ekumeniczny, zrodzony około
80 lat temu, i który zaczyna przynosić owoce. „Według
kardynała Suenensa ekumenizm i odnowa są dwoma ruchami wywołanymi
przez Ducha Świętego, które z gruntu zmierzają do tego samego
celu – jedności uczniów Jezusa Chrystusa na bazie jednej
wiary i osobistej ofiary”[6].
Co za radość, że skończyliśmy zabijać w imię Chrystusa!
Wojna w Irlandii Północnej wygląda z dala jak konflikt miedzy
katolikami i protestantami. A w rzeczywistości, gdy dotrzemy do
informacji, to odkrywamy, że w grę wchodzi prawo do życia, walka
o godność ludzką prowadzona przez uciskanych, zdruzgotanych i
odrzuconych przez społeczeństwo.
Ekumenizm nie jest zajęciem, które wypełnia nasz czas wolny lub
zadawala tych, którzy lubią oddawać się dobrej sprawie. Każdy
ochrzczony powinien poczuć się dotknięty. Jedność wiary i Kościoła
pokazuje odpowiedzialność każdego chrześcijanina. W przeciwnym
razie, jest on odsunięty od Ducha Świętego, według znanej reguły
św. Ireneusza: „Tam,
gdzie Kościół, tam także Duch Święty. Tam gdzie Duch Święty,
tam jest Kościół i wszelka łaska”[7].
Przypominając historię relacji między rozdzielonymi braćmi,
widzę trzy sposoby budowania jedności. Ale nie wszystkie mają tę
samą wartość. Ważne jest więc rozpoznanie naszych intencji.
a) Pierwszy sposób, to powiedzieć lojalnie z głębokim
przekonaniem: „Mój Kościół
posiada prawdę. W konsekwencji inni powinni przyjść do Kościoła,
którego jestem członkiem”. Ta myśl długo dominowała
w naszych Kościołach. Katolicy tak myślący mówili:
„Protestanci opuścili nas w XVI wieku. Niech powrócą! My
ich przyjmiemy jak braci i będziemy zjednoczeni!” Z tego
powodu Kościół katolicki długo był przeciwny ruchowi
ekumenicznemu, który zrodził się na łonie Kościołów
protestanckich. One twierdziły: „Ci katolicy, którzy nie
chcieli zreformować się w XVI wieku, niech się zreformują i do
nas dołączą. Wtedy będziemy zjednoczeni!” A nasi braci
ortodoksyjni mówią: „Wszyscy powinni przyznać, że my
jesteśmy Kościołem najbardziej stałym ze wszystkich. Jesteśmy
wierni od źródeł. To inni zmienili się. Niech odnajdą wierność,
którą my mieliśmy, gdy byliśmy kościołem niepodzielonym”.
Możemy powiedzieć, że dzisiaj główni odpowiedzialni za Kościoły
i ruch ekumeniczny przezwyciężyli tę koncepcję widocznie blokującą
wszelki dialog. Człowiek prawdziwie ekumeniczny nie może dłużej
akceptować upraszczania „powrotu do swego Kościoła”.
Niestety liczni są jeszcze chrześcijanie we wszystkich Kościołach,
którzy pozostają nadal pod wpływem tej koncepcji. W trakcie
mojego miesięcznego pobytu na Górze Athos, niektórzy zakonnicy
wielokrotnie mówili mi: „Opuść rzymski Kościół
katolicki! Zapuść brodę i zostań księdzem Kościoła
ortodoksyjnego!” Ojciec Basile z Góry Athos sygnalizuje nam,
że analogiczna koncepcja nadal istnieje w Kościele rzymskim:
„Zachód deklaruje, że kocha ludzi Wschodu, mówi, ale po
to, aby wyznać natychmiast wiarę, niezależnie od tej miłości,
że Watykan ma prawdę, że zjednoczeni w Rzymie odnajdziemy pełnię”[8].
b) Drugi sposób wypływał w miarę jak głowy Kościołów zdały
sprawę z zachowanych walorów wierności. Tak na przykład Dekret
Ekumeniczny uznaje, że elementy wielkiej wartości mogą istnieć
poza widocznymi granicami Kościoła katolickiego: „Zapisane
słowo Boże, istnienie łaski, wiara, nadzieja, miłosierdzie,
inne dary wewnętrzne Ducha Świętego i inne widoczne elementy,
wszystko to pochodząc od Chrystusa i prowadząc do Niego, należy
prawnie do jedynego Kościoła Chrystusowego”.[9]
Stąd następująca koncepcja pojawia się: „Zaakceptujmy się
nawzajem takimi, jacy jesteśmy. Jesteśmy wszyscy Kościołami
Jezusa Chrystusa z naszą wiernością i niewiernością. Natomiast
spróbujmy ustalić między nami braterskie więzi, wejdźmy w
klimat przyjaźni, spróbujmy działać razem w służbie naszym
braciom w imię Chrystusa: jest tyle do zrobienia! Módlmy się
razem, ustalmy między nami więzy gościnności eucharystycznej i
pojednania. A będziemy pokornie Kościołem Jezusa Chrystusa w
jego różnorodności!”
To rozwiązanie jest widocznie lepsze niż pierwsze: bez
rywalizacji, animozji. Przestajemy zwalczać się i próbujemy
znowu kochać się takimi, jakimi jesteśmy. Ale po refleksji to
rozwiązanie, które jest jeszcze skrycie triumfujące, nie może
zadowolić chrześcijanina prawdziwie ekumenicznego. Każdy
zadowolony z siebie, z pewnego rodzaju wzajemnego ustępstwa, nadal
jest tym, kim jest, bez względu na wielkie pytania, które Kościoły
stawiają jedne drugim.
c) Trzeci sposób pojawia się, skoro powracamy do pytań
stawianych nam przez inne Kościoły. Każdy starał się być
wierny Prawdzie. Jakie nie byłyby przyczyny separacji, każdy Kościół
stracił na tej separacji. Każdy wydaje owoce na swój sposób.
Niektóre Kościoły wydają je ponosząc prześladowania. Sama
wierność, która sprawia, że mamy różne i sprzeczne poglądy na
fundamentalne zagadnienia wiary, zmusza nas do refleksji. Obawialiśmy
się, że poważne podejście do tych kwestii, narazi naszą wierność
i oznaczać będzie zdradę prawdy. Ale właśnie w imię tej wspólnej
woli wierności samemu Chrystusowi, powinniśmy rozważyć pytania
stawiane przez inne Kościoły. Sam
Jezus jest Prawdą. Nikt z nas nie może Go poznać doskonale i
całkowicie. On nas przewyższa nieskończenie. Powinniśmy coraz
bardziej oddawać się Jemu, gdyż On jest jedynym Panem. Przyjmując
autentyczne wartości ewangeliczne przeżywane przez inne kościoły,
jako owoc akcji Ducha Świętego w każdym z nich, przyjmujemy
coraz bardziej Chrystusa w jego pełni nawracając się i
przekraczając radykalne przeszkody[10].
Promowanie odnowy jedności między wszystkimi chrześcijanami to
jeden z głośnych celów świętego soboru ekumenicznego watykańskiego
II, głosi dekret o ekumenizmie we wstępie. Aby osiągnąć ten
cel, ogólnie Kościół i każdy chrześcijanin osobiście
powinien dążyć do coraz większej bliskości z Chrystusem. „Nie
ma prawdziwego ekumenizmu bez wewnętrznego nawrócenia... Niech
wierni pamiętają, że będą sprzyjać jedności chrześcijan, jeśli
będą starać się żyć wyłącznie według Ewangelii”[11]
.Na próżno promowalibyśmy wszelkie możliwe odnowy w dziedzinie
biblijnej, liturgicznej, patrystycznej, teologicznej, pasterskiej,
misyjnej, gdyby z naszej strony zabrakło starań o coraz głębsze
nawrócenie do Chrystusa, wszelkie odnowy byłyby skazane na porażkę.
Bylibyśmy wtedy jak gałęzie oddzielone od krzewu winnego,
niezdolnymi rodzić owoce. Ta przenośnia o winorośli nabiera
tutaj sensu: „Ja jestem
krzewem winnym, wy – latoroślami: kto trwa we mnie, a Ja w
nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie
uczynić” (J 15,5). Ojciec Couturier, który lansował we
Francji tydzień modlitw o jedność, nalegał bardzo na punkt, który
nazwał „duchowym współzawodnictwem”, aby otrzymać
Jedność, której chce Bóg, środkami, którymi On chce.
Lecz nie deprecjonował jednak wysiłku odnowy we wszystkich
dziedzinach, ponieważ jest ona konkretnym znakiem prawdziwego nawrócenia.
Gdy pojechałem na Górę Athos, odkryłem moją totalną ignorancję
tradycji wschodniej. Mnisi tam czytali każdego roku przynajmniej
jeden raz „Drabinę do nieba” św. Jana Klimaka, którego
znałem tylko z nazwiska. Czytywali wiele dzieł św. Symeona, św.
Teodora, św. Grzegorza z Palamas, apoftegmaty Ojców z Pustyni,
etc. Poza trzema ojcami z Kapadocji (Bazyli Wielki, Grzegorz z Nysy
i Grzegorz z Nazjanzu), nie znałem nikogo więcej. A czy oni
wiedzieli coś o tradycji łacińskiej, zachodniej? Nikt z nich nie
mówił mi o św. Augustynie, ani o św. Teresie z Avila czy św.
Janie od Krzyża... Aby uzupełnić tę lukę, zanurzyłem się w
tradycję wschodnią, podzieliłem się trochę tym, co było dla
mnie znaczące publikując po japońsku pisma Silouane’a i życiorys
św. Serafina z Sarowa. Wzajemna ignorancja naszych tradycji
sprzyja tylko przesądom i nieporozumieniom. Dlatego „trzeba
znać stan umysłu naszych rozdzielonych braci. A do tego konieczne
są studia lojalne i przechylne. Katolicy należycie przygotowani
powinni zdobyć lepszą znajomość doktryny i historii, życia
duchowego i kulturalnego, psychologii religijnej i kultury właściwej
rozdzielonym braciom”[12].
W czasie mojego pobytu na Athos, wielu mnichów i pielgrzymów
chciało zacząć dyskusję o filioque,
podczas gdy ja przybyłem po prostu, aby dzielić ich życie i
prosić o łaskę modlitwy permanentnej. Dla mnie filioque
było mglistym wspomnieniem studiów teologicznych, ukończonych
trzydzieści lat temu, dotyczących bardzo odległych sporów. Ale
dla nich to zdawało się mieć najwyższą wagę w ich życiu
codziennym! Byłem tym bardzo zaskoczony. Jeśli my mówimy, że
Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, to według ludzi Wschodu
potwierdzamy podwójne ojcostwo na łonie Trójcy, co jest herezją
niszczącą wiarę. Według nich Duch Święty nie może pochodzić
od Ojca. A zatem, jak interpretują następujące wersety św.
Jana: „Gdy jednak
przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch
Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o mnie...
On mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam
objawi” (15,26; 16,14). Przypuszczam, że oni nie negują
pewnej roli Syna w tym „pochodzeniu od Ducha Świętego. Ale
jakimi słowami mówić o tej roli? My bełkoczemy. Zdaje mi się,
że im głębiej przeżywamy łączność z Duchem Świętym, tym
mniej nas dzielić będzie różnica wysławiania się, gdyż sama
Miłość wlana w nasze serca przez Ducha nas zjednoczy! Im
bardziej stajemy się synami w Synu Jedynym, tym bardziej łączymy
się z darem jego Jestestwa, i tym bardziej łączymy się z
totalnym darem od Niego samego, z Ojcem. Tak też użyte wyrażenie
nabierze wartości zupełnie relatywnej! To bez sensu zastanawianie
się nad wyrażaniem wiary zamiast smakować boskie tajemnice
opisane tymi wyrażeniami. Czy
byłby mądry ten, który zamiast patrzeć na księżyc, wpatruje
się w palec go wskazujący? To podkreśla św. Tomasz z Akwinu:
„wiara człowieka kieruje się w stronę samej tajemnicy, a
nie na sposób jej wyrażania”[13].
Istotnie często usiłujemy o tym zapaomnieć i pozwalamy zauroczyć
się stosowanym słownictwem.
Można by powiedzieć to samo o doktrynie dotyczącej oczyszczania,
wiary, ostatniej wieczerzy, kapłaństwa, papiestwa. Doktryna chrześcijańska,
zrodzona z Tradycji, potrzebuje konfrontacji z Pismem świętym,
aby w nim znaleźć swoje uwierzytelnienie[14].
Teolodzy wykorzystując ostatnie odkrycia i zdobycze współczesnych
nauk (filozofii, historii, archeologii, psychologii, socjologii,
etc.) „są zachęcani
do ciągłego poszukiwania najodpowiedniejszego sposobu
przekazywania doktryny ludziom ich epoki, ponieważ inną sprawą
jest sam przekaz prawdy wiary, inną sprawą jest sposób, według
którego te prawdy są wyrażane, ale pod warunkiem zachowania jej
sensu i znaczenia”[15].
Nie chodzi więc o powtarzanie do końca świata tych samych wyrażeń
naszej wiary, tak jak papuga czy magnetofon. Uchwyciwszy głęboką
naturę wyrażonej tajemnicy przez formuły wiary, mamy ją wyrażać
różnie, według miejsca, epoki, w taki sposób, aby integralna
rzeczywistość tajemnicy boskiej została rzeczywiście przekazana
ludziom. Karl Barth, znakomity teolog protestancki, zaproszony jako
obserwator na Sobór Watykański II, powiedział na zakończenie
prac: „Gdyby Luter uczestniczył w pracach tego soboru, nie stworzyłby
Reformy!”[16].
Wszystkie pozytywne zasady, które wnosi Reforma, jemu zdają się
być zauważone przez Odnowę zapoczątkowaną przez kościół
katolicki w trakcie tego soboru[17].
Pytany przez kardynałów o cel zwołania soboru, Jan XXII otworzył
okno, aby wpuścić świeże powietrze do sali zebrań. Odtąd można
powiedzieć, że nowy podmuch przeszedł przez cały kościół i
go odmłodził. Ale czy można powiedzieć, że w życiu codziennym
przyswoiliśmy cały przekaz soboru? Aby kontynuować autentyczność
odnowy tak zapoczątkowanej warto przypomnieć cztery zasady
zaproponowane kiedyś przez ojca Congara:
1) Zachować prymat miłosierdzia
i troski pasterskiej zamiast tworzyć systemy, gdyż prorok
ryzykuje być jednostronnym i przesadnym.
2) Zostać w łączności ze wszystkim, ponieważ bez tego nie
umielibyśmy uznać totalnej Prawdy, która ma różne aspekty
uzupełniające. To czego nie wiemy sami, możemy tego dowiedzieć
się od innych, jeśli będziemy w łączności.
3) Pozostać cierpliwym i unikać zobowiązań. Idea może być
czysta, ale życie jest skomplikowane. Poddanie się terminom
wzbudza nieufność do siebie samego. Zły duch ponagla, a Duch Święty
nie śpieszy się.
4) Dokonywać prawdziwej odnowy poprzez powrót do tradycji, aby
rozróżnić stałe prawdy, oraz poprzez intensywne życie
ewangeliczne. [18]
Jedność, której
pragniemy nie jest jednostajnością, ale jednością wprowadzającą
słuszną różnorodność, zgodną z Ewangelią. Model naszej
jedności, to Trójca. „Ojcze
Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak
jak My stanowili jedno” (J 17,11). „To pilne, aby
nasze Kościoły odkryły, zamknęły w sobie i przeżywały tę
tajemnicę różnicy w łączności i łączności w różnicy, której
Objawienie nam mówi, że jest sekretem samego życia Boga, do
uczestniczenia w którym jesteśmy zachęcani. To będąc samym sobą
wypracowujemy prawdziwą łączność, to pracując nad łącznością
stajemy się sobą. To będąc Ojcem, Synem i Duchem, Trzy Osoby są
zjednoczone, to będąc zjednoczonymi, wywołują one różnicę,
wiecznie, doskonale”.[19]
Panie, popatrz na swoich uczniów rozproszonych po świecie,
pochylonych pokornie u stóp Krzyża! Wysłuchaj modlitwy, która
wypływa z naszych serc! Udziel każdemu z nas łaski odczucia
bardzo boleśnie skandalu wielowiekowych podziałów! Skrusz nasze
serca twarde jak skała, obmyte łzami prawdziwej skruchy, abyśmy
mieli odwagę wzajemnego przebaczania błędów, grzechów, które
są przyczyną naszych zerwań! Uczyń nas instrumentami tej Jedności,
którą Ty realizujesz drogami, którymi Ty życzysz! Niech Twój
Duch dołączy nas do Twojej modlitwy o Jedności (J 17) i pozwoli
naśladować Cię coraz wierniej.
Maryjo, wzorze ucznia, Ty, która byłaś dana przez Jezusa, aby być
naszą Matką, Ty, która od Betlejem do Kalwarii nie przestałaś
medytować i zachowywać Słowa w Twoim sercu, nawet wtedy, gdy go
nie rozumiałaś, pozostań z nami każdego dnia naszego życia.
Pozwól nam smakować Słowo Twojego Syna, w świetle Jego Ducha.
Szepcz bez przerwy w głębi naszych serc to, co mówiłaś służącym
w Kanie: „Czyńcie
wszystko, co każe!” Panie, oto my jako apostołowie z
Maryją w wieczerniku, prosimy Ciebie o obfitość Twojego Ducha Miłości
dla wszystkich Twoich uczniów, bez względu na Kościół, do którego
należą! Niech Duch odnowi nasze serca i uczyni nas zdolnymi
budować Jedność, której pragniesz!
Edward BRZOSTOWSKI
[1] „Waga
namida yo, waga uta to nare”, Harazaki Momoko, Shikyo Shuppan,
1979.
[2] „Pokutujcie! Nasz Pan i Mistrz, Jezus Chrystus chciał,
aby całe życie wiernych było pokutą”, mówiła pierwsza z
tez, wywieszonych 1 listopada 1517 roku na drzwiach kościoła w
Wittenbergu. Można znaleźć listę tych 95 tez w: „Kryzys
religijny w XVI wieku”, Fliche, wyd. Bloud i Gay, 1956, t.
16, s. 42.
[3] Dekret „Unitatis Redintegratio”, nr 1.
Adrian VI głosił w 1522 r.: „My wszyscym prałaci i
duchowni, zboczyliśmy z drogi bożej... Dlatego musimy wszyscy
ukorzyć serca. To z dworu rzymskiego być może przyszło całe zło;
to z niego wyjdzie uzdrowienie, tak jak z niego przybyła
choroba.” I święty Wincenty a Paulo: „Kościół nie
ma gorszych nieprzyjaciół jak księża... To przez nich heretycy
byli górą, królowała rozpusta i ignorancja zasiadała na tronie
wśród biednego ludu.” (Cytat z „Prawdziwa i fałszywa
reforma kościoła” Y. Congar, wyd. Cerf, s. 120).
[4] „Marcin Luter” Marc Lienhard, Centurion, 1983, s.
63.
„Pokutujcie! Nasz Pan i Mistrz, Jezus Chrystus chciał, aby
całe życie wiernych było pokutą”, mówiła pierwsza z
tez, wywieszonych 1 listopada 1517 roku na drzwiach kościoła w
Wittenbergu. Można znaleźć listę tych 95 tez w: „Kryzys
religijny w XVI wieku”, Fliche, wyd. Bloud i Gay, 1956, t.
16, s. 42.
[5] „Wierzę w Ducha Świętego”, Yves Congar, Cerf
1979, t. II, s. 257.
[6]„Chant d’entrée”, Basile de Stavronikita,
Labor et Fides, 1980, s. 22.
[7] „Ubi enim ecclesia; ibi est spiritus Dei; illic ecclesia
et omnis gratia” (Adv. Haer. III, 24, „Źródła
chrześcijańskie”, nr 211, s. 474).
[8] „Chant d’entrée”, Basile de Stavronikita,
Labor et Fides, 1980, s. 22.
[9] „Unitatis Redintegratio”, nr 3,2.
[10] Te trzy sposoby pojmowania jedności chrześcijańskiej były
obszernie zainspirowane w swojej ekspresji przez artykuł ojca
Girault, cf. „Kościół w Yonne”, nr 10, marzec 1984.
[11] „Unitatis Redintegratio”, nr 7.
[12] „Unitatis Redintegratio”, nr 9.
[13] „Actus credentis non terminatur ad enuntiabile, sed ad
rem” (ST II a, q. 1, a. 2 ad 2).
[14] „Dei Verbum” nr 10; „Autorytet Kościoła
nie stoi ponad słowem Boga, on mu służy, ucząc tylko tego, co
zostało przekazane, ponieważ... słucha pobożnie Słowa... i
czerpie z tego jedynego źródła wiary wszystko to, w co nam
proponuje wierzyć, co zostało z boskiej przyczyny
objawiane.”
[15] Konstytucja „Gaudium et Spes”, nr 62,2, cytuje słowo
znane odkąd Jan XXIII wygłosił go w swojej mowie powitalnej
synodu, 11 października 1962 roku. Można powiedzieć, że to słowo
stanowi ważny fundament późniejszej odnowy teologicznej.
[16] Według ojca Congara, K. Barth miałby powiedzieć w 1967
roku: „Drugi Sobór Watykański był soborem
reformatorskim”, cf. „Marcin Luter. Jego wiara, jego
reforma”, wyd. Cerf, 1983, s. 79, przypis 195.
[17] To ma wspólne punkty z postępowaniem, które proponował
ojciec Brouyer w swojej książce „O protestantyzmie w kościele”,
wyd. Cerf. Po wykończeniu wszystkich pozytywnych twierdzeń
Reformy (Sola fide, Soli Deo gloria, suwerenny autorytet Starego i
Nowego Testamentu), opisuje ich agonię w negatywnym systemie, w którym
ewolują. Wreszcie pokazuje, jak kościół katolicki jest
konieczny dla samego rozwoju pozytywnych zasad Reformy.
[18] „Prawdziwa czy fałszywa Reforma Kościoła”, Y.
Congar, wyd. Cerf, nr 20, rozdz. IV.
[19] „20 lat po soborze”, świadectwo Alberta
Decourtray, arcybiskupa Lyonu. „Masses ouvrières”,
nr 404, grudzień 1985, s. 75, 76. W całym dialogu ekumenicznym
dobrze jest nie zapominać następującej sentencji: „jedność
w koniecznym, wolność w wątpliwym, we wszystkim miłosierdzie”
(Gaudium et Spes, 92,2; „Unitatis Redintegratio” 4).
[20] „To przez to macierzyństwo Maryi Dziewicy staje się
realne, a jeśli dogmat traktuje się z zewnątrz, właśnie
spostrzegamy, że umyka nam, staje się absurdalny, mityczny i bałwochwalczy.
Gdy się go postrzega jako sakrament, jest wtedy niewyczerpalnym światłem,
ponieważ dotyka zawsze aspektu naszej wolności, aspektu naszego
istotnego życia wewnętrznego, które jest przykładne, które
znajduje swój doskonały model, swoje źródło, swoje korzenie,
swoje życiowe miejsce w Jezusie” (Marie, Tendresse de Dieu,
M. Zundel, s. 105).
Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku we Francji. W 1962
roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał
tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature na Uniwersytecie
Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała
się w języku francuskim książka, która dwa lata wcześniej
została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł: "Prier: un
nouveau défi japonais". Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski,
jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju kwitnącej
wiśni.
|
|