Kim jestem dla Ciebie (9)

II: Dzisiaj, kim jest dla mnie Jezus?

9. Aby wszyscy stanowili jedno! (J 17,21)

W młodości nie spotkałem nigdy protestanta. Uczono mnie, że protestanci i ortodoksyjni wyznawcy byli heretykami i że nie należało ich odwiedzać. Ale w wyższym seminarium poznałem modlitwę Jezusa o Jedność, o której mówi św. Jan w rozdziale 17 swojej Ewangelii. Odkryłem także Tydzień Modlitw o Jedność (18-25 stycznia) ogłoszony we Francji przez ojca Couturier i rozpropagowany przez ojców Michalon i Villain. Czułem, że ten wysiłek o Jedność był ważny i że musiałem temu się oddać całym sercem. Jako seminarzysta pojechałem raz do Chevetogne, aby tam świętować Epifanię według rytu wschodniego. Lubiłem też uczestniczyć w liturgii ukraińskiej w Sens.
W 1958 roku, w trakcie sesji ekumenicznej w Lyonie, miałem okazję spotkać pasterzy Maxa Thuriana i Rogera Schutza, którzy w Taizé stworzyli wspólnotę mającą budować jedność chrześcijan. Podczas studiów teologicznych w Rzymie (1960-1962) lubiłem uczestniczyć w liturgii Pańskiej w Russicum. Trzy godziny Mszy zdawały się nie przekraczać jednej. Marzyłem też przez pewien czas o życiu misyjnym w Rosji Sowieckiej.
Od czasu przybycia do Kawasaki w 1971 roku moje kontakty z pasterzami protestanckimi stały się częste. Stworzone więzy z nimi przy okazji wspólnie prowadzonych walk były najbardziej znaczące. Byłem szczęśliwy odkrywając głębię i piękno miłości małżeńskiej łączącej pastora Harazaki i jego żonę Momoko. Ta zmarła w wieku 43 lat z powodu raka płuc. Zostawiła nam wspaniały dziennik, który świadczy o ich miłości[1]. Od dzieciństwa myślałem o kapłaństwie, od lat żyłem w wyświęconym celibacie, teraz odkrywałem, dzięki dziennikowi, piękno małżeństwa.
Gdy przedstawiamy się jako chrześcijanie w Japonii, aby głosić Ewangelię, niechrześcijanie stają się zakłopotani przed mnóstwem wyznań, które mówią o przywiązaniu do Chrystusa. Które jest więc prawdziwe? Dlaczego jest tyle różnych wyznań? Etc... Ta sytuacja jest realną przeszkodą w ewangelizacji. Sobór Watykański II słusznie zauważa, że: „Wiele zgromadzeń wyznawców chrześcijańskich podaje się jako prawdziwi spadkobiercy Jezusa Chrystusa. Zresztą wszyscy wyznają, że są uczniami Pana, ale mają różne postawy. Kroczą innymi drogami, jakby sam Chrystus był podzielony. Zapewne taki podział otwarcie przeczy woli Chrystusa. Jest dla świata podmiotem skandalu i staje się przeszkodą w najświętszej sprawie, to znaczy. w głoszeniu Ewangelii każdemu stworzeniu”[2].
Jezus jest jedynym Pasterzem, który chce zgromadzić swoje owce w jedno stado (J 10,16). W przeddzień ofiary na krzyżu, aby zebrać w jedności rozproszonych synów Boga, modlił się do Ojca za tych, którzy uwierzą w Niego: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,21). Lud Nowego Testamentu, którym jest Kościół, jest jedyny: „Jedno jest ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,4-5). „Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa... Wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 27-28).
Pierwszy wielki rozłam w Kościele nastąpił w XI wieku. Ta schizma, która podzieliła chrześcijaństwo na dwa światy, wschodni i zachodni, miała źródło w ewolucji historycznej, etnicznej chrześcijaństwa, i którą znajdujemy zawsze poza dysputami teologicznymi, które często dzieliły chrześcijan od pokoju w Konstantynopolu. Wiele wysiłku włożono w to, aby na nowo połączyć te dwa siostrzane Kościoły (szczególnie dwa sobory jedności w XIII i XV wieku), ale było to skazane na porażkę.
W XVI w następuje wielkie zerwanie Reformy. W tym czasie Kościół katolicki uległ ogólnie dekadencji tak na płaszczyźnie intelektualnej, jak i moralnej. Byli oczywiście święci, na przykład św. Franciszek z Asyżu, św. Dominik, którzy próbowali wzbudzić odnowę ewangeliczną, ale ich wysiłki nie wpłynęły na ogół Kościoła i różne sobory (szczególnie ten w Lyonie w 1274 roku i we Florencji w 1431 roku), które próbowały różnych reform, lecz nie powiodły się[3]. Problem odpustów był okazją dla Lutra do protestu. Sumy zebrane za sprzedaż odpustów miały sfinansować budowę bazyliki św. Piotra w Rzymie[4]. Redagując 95 też, Luter chciał położyć nacisk na potrzebę prawdziwego żalu za grzechy. Odpust nie mógł na to udzielić dyspensy, w przeciwnym razie chrześcijanin byłby ofiarą fałszywego bezpieczeństwa[5]. Atakuje „tych, którzy głoszą, że za rzucony grosz do kasy dusza pofrunie od razu do czyśćca” (teza 27). Można się nawet dzisiaj zgodzić z jego wieloma twierdzeniami.
Nie zamierzam wyjaśniać tutaj, czym jest ortodoksja czy protestantyzm, ani jakie są przyczyny, które spowodowały rozłam. Chcę raczej podkreślić bardzo mocno fakt, że my chrześcijanie w całości jesteśmy przyzwyczajeni do tego stanu podziału wielowiekowego. Nie cierpimy przez to. Ta sytuacja nie przeszkadza nam spać. To, co powinniśmy zrobić najpierw, to stanąc przed krzyżem Chrystusa, i tu przypominając nasze podziały, kłótnie, ciasnotę umysłu, błagać Pana o skruszenie naszych serc twardych jak skała, aby wypłynęły łzy nawrócenia. Jest nam potrzebna łaska głębokiego cierpienia z powodu tych podziałów minionych i obecnych. Wówczas to cierpienie będzie stymulować nasze wysiłki i obdarzy nas mądrością i odwagą potrzebnymi do odbudowy jedności. Podziękujmy za ten ogromny wysiłek ekumeniczny, zrodzony około 80 lat temu, i który zaczyna przynosić owoce. „Według kardynała Suenensa ekumenizm i odnowa są dwoma ruchami wywołanymi przez Ducha Świętego, które z gruntu zmierzają do tego samego celu – jedności uczniów Jezusa Chrystusa na bazie jednej wiary i osobistej ofiary”[6]
Co za radość, że skończyliśmy zabijać w imię Chrystusa! Wojna w Irlandii Północnej wygląda z dala jak konflikt miedzy katolikami i protestantami. A w rzeczywistości, gdy dotrzemy do informacji, to odkrywamy, że w grę wchodzi prawo do życia, walka o godność ludzką prowadzona przez uciskanych, zdruzgotanych i odrzuconych przez społeczeństwo.
Ekumenizm nie jest zajęciem, które wypełnia nasz czas wolny lub zadawala tych, którzy lubią oddawać się dobrej sprawie. Każdy ochrzczony powinien poczuć się dotknięty. Jedność wiary i Kościoła pokazuje odpowiedzialność każdego chrześcijanina. W przeciwnym razie, jest on odsunięty od Ducha Świętego, według znanej reguły św. Ireneusza: „Tam, gdzie Kościół, tam także Duch Święty. Tam gdzie Duch Święty, tam jest Kościół i wszelka łaska”[7]. Przypominając historię relacji między rozdzielonymi braćmi, widzę trzy sposoby budowania jedności. Ale nie wszystkie mają tę samą wartość. Ważne jest więc rozpoznanie naszych intencji.
a) Pierwszy sposób, to powiedzieć lojalnie z głębokim przekonaniem: „Mój Kościół posiada prawdę. W konsekwencji inni powinni przyjść do Kościoła, którego jestem członkiem”. Ta myśl długo dominowała w naszych Kościołach. Katolicy tak myślący mówili: „Protestanci opuścili nas w XVI wieku. Niech powrócą! My ich przyjmiemy jak braci i będziemy zjednoczeni!” Z tego powodu Kościół katolicki długo był przeciwny ruchowi ekumenicznemu, który zrodził się na łonie Kościołów protestanckich. One twierdziły: „Ci katolicy, którzy nie chcieli zreformować się w XVI wieku, niech się zreformują i do nas dołączą. Wtedy będziemy zjednoczeni!” A nasi braci ortodoksyjni mówią: „Wszyscy powinni przyznać, że my jesteśmy Kościołem najbardziej stałym ze wszystkich. Jesteśmy wierni od źródeł. To inni zmienili się. Niech odnajdą wierność, którą my mieliśmy, gdy byliśmy kościołem niepodzielonym”.
Możemy powiedzieć, że dzisiaj główni odpowiedzialni za Kościoły i ruch ekumeniczny przezwyciężyli tę koncepcję widocznie blokującą wszelki dialog. Człowiek prawdziwie ekumeniczny nie może dłużej akceptować upraszczania „powrotu do swego Kościoła”. Niestety liczni są jeszcze chrześcijanie we wszystkich Kościołach, którzy pozostają nadal pod wpływem tej koncepcji. W trakcie mojego miesięcznego pobytu na Górze Athos, niektórzy zakonnicy wielokrotnie mówili mi: „Opuść rzymski Kościół katolicki! Zapuść brodę i zostań księdzem Kościoła ortodoksyjnego!” Ojciec Basile z Góry Athos sygnalizuje nam, że analogiczna koncepcja nadal istnieje w Kościele rzymskim: „Zachód deklaruje, że kocha ludzi Wschodu, mówi, ale po to, aby wyznać natychmiast wiarę, niezależnie od tej miłości, że Watykan ma prawdę, że zjednoczeni w Rzymie odnajdziemy pełnię”[8].
b) Drugi sposób wypływał w miarę jak głowy Kościołów zdały sprawę z zachowanych walorów wierności. Tak na przykład Dekret Ekumeniczny uznaje, że elementy wielkiej wartości mogą istnieć poza widocznymi granicami Kościoła katolickiego: „Zapisane słowo Boże, istnienie łaski, wiara, nadzieja, miłosierdzie, inne dary wewnętrzne Ducha Świętego i inne widoczne elementy, wszystko to pochodząc od Chrystusa i prowadząc do Niego, należy prawnie do jedynego Kościoła Chrystusowego”.[9] Stąd następująca koncepcja pojawia się: „Zaakceptujmy się nawzajem takimi, jacy jesteśmy. Jesteśmy wszyscy Kościołami Jezusa Chrystusa z naszą wiernością i niewiernością. Natomiast spróbujmy ustalić między nami braterskie więzi, wejdźmy w klimat przyjaźni, spróbujmy działać razem w służbie naszym braciom w imię Chrystusa: jest tyle do zrobienia! Módlmy się razem, ustalmy między nami więzy gościnności eucharystycznej i pojednania. A będziemy pokornie Kościołem Jezusa Chrystusa w jego różnorodności!”
To rozwiązanie jest widocznie lepsze niż pierwsze: bez rywalizacji, animozji. Przestajemy zwalczać się i próbujemy znowu kochać się takimi, jakimi jesteśmy. Ale po refleksji to rozwiązanie, które jest jeszcze skrycie triumfujące, nie może zadowolić chrześcijanina prawdziwie ekumenicznego. Każdy zadowolony z siebie, z pewnego rodzaju wzajemnego ustępstwa, nadal jest tym, kim jest, bez względu na wielkie pytania, które Kościoły stawiają jedne drugim.
c) Trzeci sposób pojawia się, skoro powracamy do pytań stawianych nam przez inne Kościoły. Każdy starał się być wierny Prawdzie. Jakie nie byłyby przyczyny separacji, każdy Kościół stracił na tej separacji. Każdy wydaje owoce na swój sposób. Niektóre Kościoły wydają je ponosząc prześladowania. Sama wierność, która sprawia, że mamy różne i sprzeczne poglądy na fundamentalne zagadnienia wiary, zmusza nas do refleksji. Obawialiśmy się, że poważne podejście do tych kwestii, narazi naszą wierność i oznaczać będzie zdradę prawdy. Ale właśnie w imię tej wspólnej woli wierności samemu Chrystusowi, powinniśmy rozważyć pytania stawiane przez inne Kościoły. Sam Jezus jest Prawdą. Nikt z nas nie może Go poznać doskonale i całkowicie. On nas przewyższa nieskończenie. Powinniśmy coraz bardziej oddawać się Jemu, gdyż On jest jedynym Panem. Przyjmując autentyczne wartości ewangeliczne przeżywane przez inne kościoły, jako owoc akcji Ducha Świętego w każdym z nich, przyjmujemy coraz bardziej Chrystusa w jego pełni nawracając się i przekraczając radykalne przeszkody[10].
Promowanie odnowy jedności między wszystkimi chrześcijanami to jeden z głośnych celów świętego soboru ekumenicznego watykańskiego II, głosi dekret o ekumenizmie we wstępie. Aby osiągnąć ten cel, ogólnie Kościół i każdy chrześcijanin osobiście powinien dążyć do coraz większej bliskości z Chrystusem. „Nie ma prawdziwego ekumenizmu bez wewnętrznego nawrócenia... Niech wierni pamiętają, że będą sprzyjać jedności chrześcijan, jeśli będą starać się żyć wyłącznie według Ewangelii”[11]
.Na próżno promowalibyśmy wszelkie możliwe odnowy w dziedzinie biblijnej, liturgicznej, patrystycznej, teologicznej, pasterskiej, misyjnej, gdyby z naszej strony zabrakło starań o coraz głębsze nawrócenie do Chrystusa, wszelkie odnowy byłyby skazane na porażkę. Bylibyśmy wtedy jak gałęzie oddzielone od krzewu winnego, niezdolnymi rodzić owoce. Ta przenośnia o winorośli nabiera tutaj sensu: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami: kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Ojciec Couturier, który lansował we Francji tydzień modlitw o jedność, nalegał bardzo na punkt, który nazwał „duchowym współzawodnictwem”, aby otrzymać Jedność, której chce Bóg, środkami, którymi On chce.
Lecz nie deprecjonował jednak wysiłku odnowy we wszystkich dziedzinach, ponieważ jest ona konkretnym znakiem prawdziwego nawrócenia. Gdy pojechałem na Górę Athos, odkryłem moją totalną ignorancję tradycji wschodniej. Mnisi tam czytali każdego roku przynajmniej jeden raz „Drabinę do nieba” św. Jana Klimaka, którego znałem tylko z nazwiska. Czytywali wiele dzieł św. Symeona, św. Teodora, św. Grzegorza z Palamas, apoftegmaty Ojców z Pustyni, etc. Poza trzema ojcami z Kapadocji (Bazyli Wielki, Grzegorz z Nysy i Grzegorz z Nazjanzu), nie znałem nikogo więcej. A czy oni wiedzieli coś o tradycji łacińskiej, zachodniej? Nikt z nich nie mówił mi o św. Augustynie, ani o św. Teresie z Avila czy św. Janie od Krzyża... Aby uzupełnić tę lukę, zanurzyłem się w tradycję wschodnią, podzieliłem się trochę tym, co było dla mnie znaczące publikując po japońsku pisma Silouane’a i życiorys św. Serafina z Sarowa. Wzajemna ignorancja naszych tradycji sprzyja tylko przesądom i nieporozumieniom. Dlatego „trzeba znać stan umysłu naszych rozdzielonych braci. A do tego konieczne są studia lojalne i przechylne. Katolicy należycie przygotowani powinni zdobyć lepszą znajomość doktryny i historii, życia duchowego i kulturalnego, psychologii religijnej i kultury właściwej rozdzielonym braciom”[12].
W czasie mojego pobytu na Athos, wielu mnichów i pielgrzymów chciało zacząć dyskusję o filioque, podczas gdy ja przybyłem po prostu, aby dzielić ich życie i prosić o łaskę modlitwy permanentnej. Dla mnie filioque było mglistym wspomnieniem studiów teologicznych, ukończonych trzydzieści lat temu, dotyczących bardzo odległych sporów. Ale dla nich to zdawało się mieć najwyższą wagę w ich życiu codziennym! Byłem tym bardzo zaskoczony. Jeśli my mówimy, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, to według ludzi Wschodu potwierdzamy podwójne ojcostwo na łonie Trójcy, co jest herezją niszczącą wiarę. Według nich Duch Święty nie może pochodzić od Ojca. A zatem, jak interpretują następujące wersety św. Jana: „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o mnie... On mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi” (15,26; 16,14). Przypuszczam, że oni nie negują pewnej roli Syna w tym „pochodzeniu od Ducha Świętego. Ale jakimi słowami mówić o tej roli? My bełkoczemy. Zdaje mi się, że im głębiej przeżywamy łączność z Duchem Świętym, tym mniej nas dzielić będzie różnica wysławiania się, gdyż sama Miłość wlana w nasze serca przez Ducha nas zjednoczy! Im bardziej stajemy się synami w Synu Jedynym, tym bardziej łączymy się z darem jego Jestestwa, i tym bardziej łączymy się z totalnym darem od Niego samego, z Ojcem. Tak też użyte wyrażenie nabierze wartości zupełnie relatywnej! To bez sensu zastanawianie się nad wyrażaniem wiary zamiast smakować boskie tajemnice opisane tymi wyrażeniami. Czy byłby mądry ten, który zamiast patrzeć na księżyc, wpatruje się w palec go wskazujący? To podkreśla św. Tomasz z Akwinu: „wiara człowieka kieruje się w stronę samej tajemnicy, a nie na sposób jej wyrażania”[13]. Istotnie często usiłujemy o tym zapaomnieć i pozwalamy zauroczyć się stosowanym słownictwem.
Można by powiedzieć to samo o doktrynie dotyczącej oczyszczania, wiary, ostatniej wieczerzy, kapłaństwa, papiestwa. Doktryna chrześcijańska, zrodzona z Tradycji, potrzebuje konfrontacji z Pismem świętym, aby w nim znaleźć swoje uwierzytelnienie[14]. Teolodzy wykorzystując ostatnie odkrycia i zdobycze współczesnych nauk (filozofii, historii, archeologii, psychologii, socjologii, etc.) „są zachęcani do ciągłego poszukiwania najodpowiedniejszego sposobu przekazywania doktryny ludziom ich epoki, ponieważ inną sprawą jest sam przekaz prawdy wiary, inną sprawą jest sposób, według którego te prawdy są wyrażane, ale pod warunkiem zachowania jej sensu i znaczenia”[15]. Nie chodzi więc o powtarzanie do końca świata tych samych wyrażeń naszej wiary, tak jak papuga czy magnetofon. Uchwyciwszy głęboką naturę wyrażonej tajemnicy przez formuły wiary, mamy ją wyrażać różnie, według miejsca, epoki, w taki sposób, aby integralna rzeczywistość tajemnicy boskiej została rzeczywiście przekazana ludziom. Karl Barth, znakomity teolog protestancki, zaproszony jako obserwator na Sobór Watykański II, powiedział na zakończenie prac: „Gdyby Luter uczestniczył w pracach tego soboru, nie stworzyłby Reformy!”[16]. Wszystkie pozytywne zasady, które wnosi Reforma, jemu zdają się być zauważone przez Odnowę zapoczątkowaną przez kościół katolicki w trakcie tego soboru[17].
Pytany przez kardynałów o cel zwołania soboru, Jan XXII otworzył okno, aby wpuścić świeże powietrze do sali zebrań. Odtąd można powiedzieć, że nowy podmuch przeszedł przez cały kościół i go odmłodził. Ale czy można powiedzieć, że w życiu codziennym przyswoiliśmy cały przekaz soboru? Aby kontynuować autentyczność odnowy tak zapoczątkowanej warto przypomnieć cztery zasady zaproponowane kiedyś przez ojca Congara:

1) Zachować prymat miłosierdzia i troski pasterskiej zamiast tworzyć systemy, gdyż prorok ryzykuje być jednostronnym i przesadnym.
2) Zostać w łączności ze wszystkim, ponieważ bez tego nie umielibyśmy uznać totalnej Prawdy, która ma różne aspekty uzupełniające. To czego nie wiemy sami, możemy tego dowiedzieć się od innych, jeśli będziemy w łączności.
3) Pozostać cierpliwym i unikać zobowiązań. Idea może być czysta, ale życie jest skomplikowane. Poddanie się terminom wzbudza nieufność do siebie samego. Zły duch ponagla, a Duch Święty nie śpieszy się.
4) Dokonywać prawdziwej odnowy poprzez powrót do tradycji, aby rozróżnić stałe prawdy, oraz poprzez intensywne życie ewangeliczne. [18]

Jedność, której pragniemy nie jest jednostajnością, ale jednością wprowadzającą słuszną różnorodność, zgodną z Ewangelią. Model naszej jedności, to Trójca. „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno” (J 17,11). „To pilne, aby nasze Kościoły odkryły, zamknęły w sobie i przeżywały tę tajemnicę różnicy w łączności i łączności w różnicy, której Objawienie nam mówi, że jest sekretem samego życia Boga, do uczestniczenia w którym jesteśmy zachęcani. To będąc samym sobą wypracowujemy prawdziwą łączność, to pracując nad łącznością stajemy się sobą. To będąc Ojcem, Synem i Duchem, Trzy Osoby są zjednoczone, to będąc zjednoczonymi, wywołują one różnicę, wiecznie, doskonale”.[19]
Panie, popatrz na swoich uczniów rozproszonych po świecie, pochylonych pokornie u stóp Krzyża! Wysłuchaj modlitwy, która wypływa z naszych serc! Udziel każdemu z nas łaski odczucia bardzo boleśnie skandalu wielowiekowych podziałów! Skrusz nasze serca twarde jak skała, obmyte łzami prawdziwej skruchy, abyśmy mieli odwagę wzajemnego przebaczania błędów, grzechów, które są przyczyną naszych zerwań! Uczyń nas instrumentami tej Jedności, którą Ty realizujesz drogami, którymi Ty życzysz! Niech Twój Duch dołączy nas do Twojej modlitwy o Jedności (J 17) i pozwoli naśladować Cię coraz wierniej.
Maryjo, wzorze ucznia, Ty, która byłaś dana przez Jezusa, aby być naszą Matką, Ty, która od Betlejem do Kalwarii nie przestałaś medytować i zachowywać Słowa w Twoim sercu, nawet wtedy, gdy go nie rozumiałaś, pozostań z nami każdego dnia naszego życia. Pozwól nam smakować Słowo Twojego Syna, w świetle Jego Ducha. Szepcz bez przerwy w głębi naszych serc to, co mówiłaś służącym w Kanie: „Czyńcie wszystko, co każe!” Panie, oto my jako apostołowie z Maryją w wieczerniku, prosimy Ciebie o obfitość Twojego Ducha Miłości dla wszystkich Twoich uczniów, bez względu na Kościół, do którego należą! Niech Duch odnowi nasze serca i uczyni nas zdolnymi budować Jedność, której pragniesz!

Edward BRZOSTOWSKI

[1] „Waga namida yo, waga uta to nare”, Harazaki Momoko, Shikyo Shuppan, 1979.
[2] „Pokutujcie! Nasz Pan i Mistrz, Jezus Chrystus chciał, aby całe życie wiernych było pokutą”, mówiła pierwsza z tez, wywieszonych 1 listopada 1517 roku na drzwiach kościoła w Wittenbergu. Można znaleźć listę tych 95 tez w: „Kryzys religijny w XVI wieku”, Fliche, wyd. Bloud i Gay, 1956, t. 16, s. 42.
[3] Dekret „Unitatis Redintegratio”, nr 1.
Adrian VI głosił w 1522 r.: „My wszyscym prałaci i duchowni, zboczyliśmy z drogi bożej... Dlatego musimy wszyscy ukorzyć serca. To z dworu rzymskiego być może przyszło całe zło; to z niego wyjdzie uzdrowienie, tak jak z niego przybyła choroba.” I święty Wincenty a Paulo: „Kościół nie ma gorszych nieprzyjaciół jak księża... To przez nich heretycy byli górą, królowała rozpusta i ignorancja zasiadała na tronie wśród biednego ludu.” (Cytat z „Prawdziwa i fałszywa reforma kościoła” Y. Congar, wyd. Cerf, s. 120).
[4] „Marcin Luter” Marc Lienhard, Centurion, 1983, s. 63.
„Pokutujcie! Nasz Pan i Mistrz, Jezus Chrystus chciał, aby całe życie wiernych było pokutą”, mówiła pierwsza z tez, wywieszonych 1 listopada 1517 roku na drzwiach kościoła w Wittenbergu. Można znaleźć listę tych 95 tez w: „Kryzys religijny w XVI wieku”, Fliche, wyd. Bloud i Gay, 1956, t. 16, s. 42.
[5] „Wierzę w Ducha Świętego”, Yves Congar, Cerf 1979, t. II, s. 257.
[6]„Chant d’entrée”, Basile de Stavronikita, Labor et Fides, 1980, s. 22.
[7] „Ubi enim ecclesia; ibi est spiritus Dei; illic ecclesia et omnis gratia” (Adv. Haer. III, 24, „Źródła chrześcijańskie”, nr 211, s. 474).
[8] „Chant d’entrée”, Basile de Stavronikita, Labor et Fides, 1980, s. 22.
[9] „Unitatis Redintegratio”, nr 3,2.
[10] Te trzy sposoby pojmowania jedności chrześcijańskiej były obszernie zainspirowane w swojej ekspresji przez artykuł ojca Girault, cf. „Kościół w Yonne”, nr 10, marzec 1984.
[11] „Unitatis Redintegratio”, nr 7.
[12] „Unitatis Redintegratio”, nr 9.
[13] „Actus credentis non terminatur ad enuntiabile, sed ad rem” (ST II a, q. 1, a. 2 ad 2).
[14] „Dei Verbum” nr 10; „Autorytet Kościoła nie stoi ponad słowem Boga, on mu służy, ucząc tylko tego, co zostało przekazane, ponieważ... słucha pobożnie Słowa... i czerpie z tego jedynego źródła wiary wszystko to, w co nam proponuje wierzyć, co zostało z boskiej przyczyny objawiane.”
[15] Konstytucja „Gaudium et Spes”, nr 62,2, cytuje słowo znane odkąd Jan XXIII wygłosił go w swojej mowie powitalnej synodu, 11 października 1962 roku. Można powiedzieć, że to słowo stanowi ważny fundament późniejszej odnowy teologicznej.
[16] Według ojca Congara, K. Barth miałby powiedzieć w 1967 roku: „Drugi Sobór Watykański był soborem reformatorskim”, cf. „Marcin Luter. Jego wiara, jego reforma”, wyd. Cerf, 1983, s. 79, przypis 195.
[17] To ma wspólne punkty z postępowaniem, które proponował ojciec Brouyer w swojej książce „O protestantyzmie w kościele”, wyd. Cerf. Po wykończeniu wszystkich pozytywnych twierdzeń Reformy (Sola fide, Soli Deo gloria, suwerenny autorytet Starego i Nowego Testamentu), opisuje ich agonię w negatywnym systemie, w którym ewolują. Wreszcie pokazuje, jak kościół katolicki jest konieczny dla samego rozwoju pozytywnych zasad Reformy.
[18] „Prawdziwa czy fałszywa Reforma Kościoła”, Y. Congar, wyd. Cerf, nr 20, rozdz. IV.
[19] „20 lat po soborze”, świadectwo Alberta Decourtray, arcybiskupa Lyonu. „Masses ouvrières”, nr 404, grudzień 1985, s. 75, 76. W całym dialogu ekumenicznym dobrze jest nie zapominać następującej sentencji: „jedność w koniecznym, wolność w wątpliwym, we wszystkim miłosierdzie” (Gaudium et Spes, 92,2; „Unitatis Redintegratio” 4).
[20] „To przez to macierzyństwo Maryi Dziewicy staje się realne, a jeśli dogmat traktuje się z zewnątrz, właśnie spostrzegamy, że umyka nam, staje się absurdalny, mityczny i bałwochwalczy. Gdy się go postrzega jako sakrament, jest wtedy niewyczerpalnym światłem, ponieważ dotyka zawsze aspektu naszej wolności, aspektu naszego istotnego życia wewnętrznego, które jest przykładne, które znajduje swój doskonały model, swoje źródło, swoje korzenie, swoje życiowe miejsce w Jezusie” (Marie, Tendresse de Dieu, M. Zundel, s. 105).

Ks. Edward Brzostowski. Urodził się w 1932 roku we Francji. W 1962 roku obronił doktorat na rzymskim Gregorianum. W roku 1970 uzyskał tytuł Bachelor of Arts at japanese Literature na Uniwersytecie Keio w Japonii. Jest misjonarzem i tłumaczem. W 1982 roku ukazała się w języku francuskim książka, która dwa lata wcześniej została napisana po japońsku. Nosi ona tytuł: "Prier: un nouveau défi japonais". Jej autor, ksiądz Edward Brzostowski, jest członkiem Zgromadzenia Prado, pracuje od 40 lat w kraju kwitnącej wiśni. 


 

© Recogito, Rafaliga