Wobec Malewicza
Stojąc na rynku małego miasteczka-myślałam-rynek ma kształt kwadratu.
Podobno były ogromne trudności z wynalezieniem koła. Ciekawa
jestem, jak było z kwadratem? Kiedy został
„stworzony” pierwszy w dziejach kwadrat? Nie o tym
jednak miałam myśleć.
Jeszcze wczoraj siedziałam obłożona książkami, próbując
przygotować się do zrobienia pracy na wystawę CZARNY KWADRAT
(wokół Malewicza).
Im bardziej wchodziłam w świat książek, tym bardziej tłumaczyłam
sobie samej: jak zwykle, jak zawsze i wszędzie najważniejszy jest
obszar niewiedzy i domysłów. Choćbyś nie wiem ile przeczytała
książek, nigdy nie zaznasz spokoju, ani tym bardziej wytłumaczenia
dla twej niewiedzy, ignorancji i głupoty.
Nie masz żadnej gwarancji, że przyjdą Ci do głowy te właśnie
co trzeba myśli. Zawsze będziesz odczuwać ciężar podejmując
taki ważny temat. Pomijając już to, ile mogą namącić Ci w głowie
tak zwani poważni badacze, którzy obwieszczają, że poświęcili
na swe badania (w tym temacie) kilkadziesiąt lat swojego życia.
Zawsze wtedy będziesz miała domysły, że muszą oni coś wiedzieć,
czego ty nie zdołasz się dowiedzieć itp.
Moja głowa była przeładowana lekturami i myślami. Na dodatek
ostatniej nocy śnił mi się świętej pamięci Andrzej Partum. To
bardzo czytelny znak, pomyślałam, że muszę być sobą w całym
tym przedsięwzięciu artystycznym, nie zważając na konsekwencje.
Tak z pewnością postąpiłby w podobnej sytuacji Andrzej.
To znak, że muszę korzystać ze źródeł – wrócić do
wypowiedzi Kazimierza Malewicza. Muszę wydobyć i przeczytać je
raz jeszcze, starając się nie indukować komentarzami badaczy. I
muszę przestać obawiać się trywialności i głupoty. Nagle
przecież nie zmądrzeję z powodu przeczytania tekstów Malewicza
i komentarzy znawców problemu. Jest takie „zawołanie”
– zaufaj sobie.
Kiedy już to wszystko sobie uświadomiłam, postanowiłam dalej
spokojnie stać na rynku. Wróciłam więc na rynek i stałam w środku
(na środku) wytyczonego w kształt kwadratu rynku – wyjęłam
zeszyt z notatkami wyszukując z nich co bardziej światłe swoje
„złote myśli”. Na przykład całkiem niedawno
zanotowałam, czym stał sie CZARNY KWADRAT Kazimierza Malewicza
przez te wszystkie lata? Minęło już 89 lat od 1915 roku! Z
jednej strony kwadrat ten stał się „niedościgłym ideałem”
wszystkich artystów, wartością najwyższą, kamieniem milowym
historii sztuki. Od czasu czarnego kwadratu nic już nie jest w
sztuce takie samo! [...] Żałuję (jak zwykle od czasu do czasu),
że jednak nie jestem naukowcem, poważnym badaczom działającym
na styku wielu dziedzin – napisałabym pracę –
„Wpływ czarnego kwadratu Kazimierza Malewicza na percepcję
artystów – jak czarny kwadrat odbijał się na przestrzeni
lat w świadomości artystów? – Jak artyści wykorzystali
klucz im pozostawiony?”
Dalej z zeszytu: praca naukowa pracą naukową, ale pewne sprawy,
pewne historie, pewne „rzeczy” widać przecież gołym
okiem – jak funkcjonuje wyobrażenie CZARNEGO KWADRATU, jak
ten odbiór się „zbiurokratyzował”, jak strywializował,
jak ze świętości, w dalszym ciągu świętością będąc, stał
się nadmiernie eksploatowanym „elementem” w pracach
tak wielu współczesnych artystów – dalej spis tych prac,
które są moim zdaniem nadużyciem. Nie zacytowałam go tutaj, bo
wielu artystów mogłoby się obrazić. Mało kto jest bez winy. Ja
oczywiście też, kiedy myślę o tym, ile razy nadużywałam
Kwadratu w swych pracach biorąc go ot tak sobie „bez opamiętania”.
Kiedy już to zobaczyłam i zyskałam świadomość, że „źle
robiłam”, jest mi po prostu bardzo głupio. Za to dzisiaj po
tysiąckroć bardziej odczuwam ten ciężar, ciężar wielkości
Malewicza, ciężar znaczenia jego dzieła, ciężar
„historii sztuki” i ciężar, że mam wobec tego
wszystkiego wykonać na poważnie swą pracę. Najchętniej uciekłabym
gdzieś do lasu lub schowałabym się w ciemne knajpie –
wszystko po to, by nie podjąć się tego zadania. Jestem/byłam
sparaliżowana, ale nie ma wyjścia – muszę podjąć próbę.
Co tam – pomyślałam – lęki, obawy to jest w końcu
rzecz normalna w procesie twórczym. Zwłaszcza, że jest się
czego bać. Tak łatwo popaść w tanie bałwochwalstwo, w
usztywnienie, w puste uwielbienie, w tani „szacunek”
dla wielkości i znaczenia dla przyszłych pokoleń”. Trudno
też wciąż sobie przypominać – powtarzam to po raz drugi,
bo to takie ważne – że nic już nie jest w sztuce takie
samo – takie jak kiedyś. Trudno też pamiętać na co dzień
(lub starać się zapomnieć), by móc „funkcjonować”
artystycznie, że jesteśmy wszyscy stale i wciąż dłużnikami
takich ludzi, takich artystów jak Kazimierz Malewicz!, że
korzystając z ich odkryć i osiągnięć winni im jesteśmy
szacunek i pamięć o tym, czego dokonali. Lecz nie głupi
„szacunek”, który obraża de
facto rangę ich dokonań, ale dług ten (moim zdaniem) winien
być zwracany w postaci myśli najwyższych lotów, w podejmowaniu
na co dzień prób niepoddawania się schematom. Kiedy myślę o
swej pracy artystycznej, widzę wyraźnie, że nie zawsze udaje mi
się tego uniknąć. Pocieszam się jednak tym, że nawet jeżeli
tym razem nie powiedzie się moja próba stworzenia pracy poświęconej
Malewiczowi, to chociaż będę mogła sobie powiedzieć, ze nie
oszczędzałam się w tej pracy. Moja głowa była przeładowana
tekstami źródłowymi i komentarzami, przez wiele nocy patrzyłam
w niebo chcąc zobaczyć tam to, co widział Malewicz...
Wpatrywałam się w okna rozświetlone błyskawicami, obserwowałam
kałuże po burzy, chmury burzowe, przejście dnia w noc i nocy w
dzień, miasta, maszyny, ludzi i zwierzęta. W tych moich
obserwacjach starałam się zachować czysty i nieskażony mózg,
rozum, intelekt, a również wrażliwość. Starałam się odpędzać
od siebie krążące wszędzie wokół „myślo-pojęcio-kształty”,
które są zawsze gotowe ułożyć się w gotowy schemat i być
podobnymi zupełnie do oryginałów, falsyfikatami.
Nawet przestałam się obawiać głupoty własnej i potencjalnej
trywialności niepowstałych jeszcze dzieł. A to że odczuwałam, i
wciąż odczuwam olbrzymi ciężar tego zadania, które mnie
przerasta i przytłacza, postanowiłam odbierać i odczytywać jako
przywilej dany mi przez los i godnie dźwigać to wszystko do końca
pracy. Słowem – „poszłam na całość”.
Ewa ZARZYCKA
Post
scriptum: I po skończonej pracy mogę jedynie powiedzieć, że
dopiero, że zaledwie dotknęłam leciutko, opuszkami palców
problemu CZARNEGO KWADRATU, że kolejny raz uświadomiłam sobie
jak mało „wiem”.
W zasadzie jestem taka sama jak byłam – jedyną pozostałością
wymierną w tej pracy stało się to, że mam od czasu do czasu
wielką chęć, a nawet odczówam przymus by po raz kolejny zajrzeć
do tekstów Malewicza – wrócić z powrotem do źródła.
Ewa Zarzycka. Ukończyła studia we wrocławskiej PWSSP w 1978 roku,
mieszka w Lublinie i czasem w Kazimierzu Dolnym. Od 1980 roku
tworzy filmy autorskie, performance, wykonuje rysunki, instalacje,
pisze teksty. Podczas swoich wystąpień wygłasza teksty, w których
splata ze sobą fakty i elementy fikcji. Posługuje się
rekwizytami przypominającymi modele dydaktyczne, w związku z czym
charakteryzuje swoje performance jako "wykłady z demonstracją".Występowała i
wystawiała wielokrotnie, między innymi: "O potencjalności"
(1983, Pielgrzymka Artystyczna, Łódź); "O
przystosowaniu" (1984, Zakład nad Fosą, Wrocław); "Mózg
nie służy do myslenia" (1984, BWA Lublin, Sympozjum Nurt
intelektualny w sztuce po II wojnie światowej ) z Tomaszem Dobrzyńskim;
"Kobieta lat 130 - 140 lecz ciągle jeszcze piękna"
(1984, Strych, Łódź ); "Kardynał i Grubaska - twórcy
kultury narodowej" ( 1985, film, STK, Łódź ) z Tomaszem
Dobrzyńskim; "Kiedys chciałam być malarką" (1986,
Skoki k/Poznania); "Rozmowy w bibliotece... albo kłopoty z 18
- letnią córką" (1989, Lochy Manhattanu, Łódź );
"Utrzymanie pozycji artstycznej" (1989, Sztuka jako gest
prywatny, BWA Koszalin); "Proszę sobie wyobrazić 7 monitorów"
(1990, Wideoperformance, Muzeum Kinematografii, Łódź);
"Przestałam rozumieć to co robię" (1991, Centrum
Sztuki Współczesnej, Warszawa); "Laboratorium a pozór
efektu końcowego" (1993, Ośrodek Działań Plastycznych -
Wrocław); "Ewa Z. we Wrocławiu stolicy prehistorii sztuki
pojęciowej - jako przykład artstki stojacej wobec koniecznosci
postawienia słupa milowego, a obowiazkiem bycia rozwibrowanym
intelektualnie procesem" (1993, Galeria Miejska, Wrocław);
"Obowiazki i przywileje artystów" (1994, Galeria
Labirynt 2, Lublin ); "Jestem artystką mówiacą, piszącą
oraz... "(1994, 15 - lecie Galerii ON, Poznań);
"Prezentacja jako przerwa w istocie procesu twórczego"
(1994, Moje Archiwum, Koszalin ), "Wciąż to samo"
(1998, Labirynt 2, Lublin )
|
Na ilustracji:
"Czarny kwadrat
na białym tle"
(1913)
Kazimierza
Malewicza
(1878-1935)
|