Joczowy świat

Po raz pierwszy spotkałam Pawła Jocza przy okazji wystawy MAC 2000. Gdy ujrzałam jego prace, wyeksponowane nieopodal wejścia do wystawowego pawilonu, dosłownie mnie zamurowało. Surowa materia jego rzeźb i niemal barbarzyńska siła przekazu zdały się niemożliwe do zaakceptowania – dodam, że nie wiedziałam, co o tym sądzić – ale miałam świadomość, czułam głęboko, że obcuję z czymś wyjątkowym; z pięknem, które niełatwo zgłębić.
Na paryskim salonie było dużo różnych jego rysunków. Od razu rzucił się w oczy strach. Poczułam grozę. Pojawiła się rozpacz. To wszystko złączyło mnie z Pawłem. Powiedzieliśmy sobie o naszych korzeniach. Wspomnienie obozów koncentracyjnych, gett, opowieści matki zapamiętanych z jej polskiego dzieciństwa – wszystko połączyło się ze sobą. W gruncie rzeczy nie powinnam była polubić tej sztuki, ale ona wstrząsnęła mną: poranione, rozchodzące się twarze stanęły naprzeciw mojej rodzinnej historii.

10.04.2006

* * *

Czas mijał. Widywałam Pawła Jocza na wystawach, w zaciszu jego pracowni, zwłaszcza w chwilach wytchnienia, a także w jego polskim domu w Cielcach. Zaprzyjaźniliśmy się. Wówczas odważyłam się poprosić go, żeby mi wyjaśnił, przybliżył, stopniowo pomógł zrozumieć swoją sztukę, abym mogła się z nią oswoić. 
Niewątpliwie, mimo odpowiednich intelektualnych predyspozycji, jego wyjaśnienia bardzo się przydały. Zrozumienie czegoś, to nie to samo, co uznać czyjeś piękno i pokochać cudze dzieło. Wiele zatem czasu upłynęło zanim pokonałam lęk względem brutalnej siły i pozwoliłam zaistnieć innym emocjom; nie żebym szukała dla niej usprawiedliwienia, ale mogłam spokojnie na nią reagować. 
Akceptując niewypowiedziane, poczułam się ogołocona, pozbawiona wszelkiego wsparcia. Praca ta przeobraziła mnie i wkrótce miałam – co oczywiste – zbliżyć się do rzeźby Pawła, do „Chmury poety”, która nie dawała mi spokoju. 
Nie byłam, niestety, przygotowana na nowe rzeczy. Przyswajałam sobie jego rysunki, zaczęłam czuć jego sztukę, prawdę jego zwielokrotniających się w przedstawianej postaci wizerunków. Zaczynałam też akceptować jego odczytanie ludzkiej natury, ale rysunki wciąż mnie odrzucały. 
Paweł Jocz cierpliwie dzielił się swoimi przeżyciami i myślami. Przybliżywszy się do niego, zrozumiałam jego geniusz, jego witalność, jego siłę, jego samotną walkę i jego zwycięstwo.
Całkiem niedawno ujrzałam bardzo delikatny rysunek, na którym po raz pierwszy zobaczyłem parę, mówił on o innych uczuciach, innych emocjach, pojawiła się ambiwalencja. 
Dwa rysunki mojego przyjaciela, Pawła, są teraz ze mną codziennie.

25.10.2008

Danièle TABAH 

Przełożył
Marek Wittbrot

Danièle Tabah – zajmuje się formacją zawodową, kwestią zatrudnienia i psychologią pracy. Jest związana z uniwersytetem Paris V. Mieszka w Paryżu.


56-1-2.jpg (346679 Byte)

Na zdjęciu:

Paweł Jocz
i Danièle Tabah
(Paryż, 2007)


Fot. Archiwum "MD"

© Recogito, Rafaliga