Joczowy areopag

Pawła nie ma już rok. Brakuje go nie tylko fizycznie. Brakuje nie tylko jego osoby, jego uśmiechu czy, czasem, jego soczystego, dosadnego języka. Brakuje wszystkiego tego, co sobą uobecniał, całego tego mikro-świata, który miał nieograniczony zasięg, tej atmosfery, jaką wokół siebie wytwarzał. Wbrew pozorom, jakie – jakby z wrodzonej przewrotności – lubił stwarzać, jego głos był zawsze wyważony, ale też niezależny i niebanalny. 
Jego pracownia była jak areopag. Kogo tam się nie spotykało...? Było miejsce dla każdego. Można by rzec, że spotykali się u niego: książę i żebrak, największe piękności i wszelkie, odrzucone, niepozbierane ciała i dusze. Umiał przygarniać najróżniejsze osoby. Nawet, jeśli ktoś go bardzo drażnił, najpierw próbował go wysłuchać, rozszyfrować, zrozumieć jego myślenie czy – raczej – jego lęki i obawy.
Uważał i powtarzał, że największy nawet wariat też ma swoje racje i nie należy nikogo odrzucać. A że jesteśmy, jacy jesteśmy? – zawdzięczamy to nie tylko sobie.
Nie stroił się w żadne artystowskie piórka, choć lubił żartować i był pierwszy, gdy chodziło o jakiś zwariowany pomysł albo szalone przedsięwzięcie. O ile inni wydawali o różnych prawdziwych i nieprawdziwych artystach bardzo surowe sądy, on zawsze szukał jakiegoś punktu zaczepienia. Uważał, że przy odrobinie wysiłku, dobrej woli i w odpowiedniej atmosferze, z każdego da się coś wydobyć. Nikt nie był dla niego stracony ani przekreślony.
Większość znała go i „z daleka” rozpoznawała dzięki niezliczonym męskim portretom, jego ekspresyjnym rzeźbom i rysunkom. Mężczyzna, męskość, homo viator, a nie – dajmy na to – femme fatale, męski a nie żeński czynnik zdawał się dominować w jego sztuce. Krótko przed niespodziewaną śmiercią, kiedy zostaliśmy na chwilę sami – trochę żartem, trochę prowokując i czekając na moją reakcję – rzucił, że mimo wszystko zawsze bardziej kręciły go kobiety. Albowiem nie gubią się w abstrakcjach, nie wymyślają, nie lubują się mętnych ideach. Ideały w ich przypadku posiadają swój kształt, wymiar i rozmach. Kobiety są bardziej zmysłowe i konkretne, praktyczne w życiu, choć niekoniecznie poukładane, logiczne... Inna – jak wiadomo – jest logika mężczyzny a inna kobiety. Paweł uważał, że zazwyczaj wystarcza nam, kobietom, uznanie, zainteresowanie, zwykły podziw i szacunek, zaś mężczyźni wciąż uganiają się za jakimiś demonami. Ta demoniczność bywa częstokroć bardziej niebezpieczna od różnych żeńskich zawiści i zazdrości, od pamiętliwości, drobiazgowości czy kobiecej próżności.
Gdy coraz bardziej odległe stają się chwile z Pawłem spędzone – zazwyczaj w pracowni w Boulogne – coraz częściej patrzę na jego dorobek, na jego oryginalne, niebywałe dokonania, jak na połączenie różnych żywiołów. Niewątpliwie był bardzo męski w swoim spojrzeniu, o wiele częściej zaglądał w zakamarki męskiej niż kobiecej duszy, lecz – potrafił łączyć męską wrażliwość z subtelnością, wnikliwością, a nawet intuicją, jakiej pozazdrościć by mogła niejedna kobieta, a tym bardziej każdy mężczyzna. 

21.10.2009

Anna SOBOLEWSKA

Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.


56-1-2-1.jpg (3610102 Byte)

Na zdjęciu:

Paweł Jocz
i Anna Sobolewska
(Dieppe, 1995)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga