Odszedł poeta Maciej Niemiec

Późnym wieczorem telefon zadźwięczał ostro, krótko – to M. śpieszył z wiadomością, przejęty, że nasz znajomy poeta Maciej Niemiec zmarł tragiczną śmiercią w Paryżu. Nic więcej nie wiadomo, dawno się nie widzieli, tyle, że ostatnio nocował w Przytułku św. Kazimierza i szukał dla siebie powrotu do dawnych miejsc (do serc bliskich ludzi opuszczonych przed laty, do zaniechanych kontaktów). Smutne, zatrważające, nieprzewidywalne. Piękne metafory dopełniają świat, ale go nie tłumaczą i nie ocalają piszącego. Gdy zabraknie nadziei na przemianę, na rozrachunek z ułudą, a nie starczy odwagi na porównanie zysków i klęsk, któż dopomoże, skoro nie zaufamy swemu ciału i nie damy szansy działać duszy? Życie na co dzień wydaje się często szare, brzydkie, nieatrakcyjne, a zdobyta poetycka sława nie jest w stanie zrównoważyć grozy egzystencji, choć sfera poezji zdaje się obiecywać jakiś istotny ekwiwalent poczucia wartości i zakorzenienia w niepewnej rzeczywistości. 
„Ważę swoje życie i szukam czegoś, co je trzyma” –  napisał wiele lat temu poeta w refleksyjnym wierszu „Ogród w lutym”1, a w kilka lat później, zanim poznaliśmy się w Domu Pallotynów przy rue Surcouf w gościnie u redaktora „Naszej Rodziny”, otrzymał moją poetycką „odpowiedź”2, potwierdzenie wspólnoty w rozmyślaniach o przemijaniu. Poemat Macieja niesie eschatologiczną zadumę, poraża świadomością nietrwałości: pozostajemy bezradni wobec tajemnego nurtu życia i lęku przed niewiadomym, na próżno buntując się przeciw rozpadaniu się w proch. 
Poeta pytał: „Czy niczego już nie zrozumiem, z obnażoną głową / Stojąc tu na zimowej ziemi, pewny jej oparcia / (Jak ktoś, kto, zamyślony, wracając z nieustannego / Pogrzebu godzin, pór, skłóconych ze sobą najprostszych / Podobieństw, sprawdza butem grunt, wytrzyma, nie wytrzyma)?” Autor posłowia do tomiku „Kwiaty akacji”, z którego utwór ten pochodzi, próbuje określić liryczne „ja” i zauważa, że jego „wnętrze trawi lęk przed dosłownością, przed uświadomieniem sobie, że egzystujemy mimo wszystko w pustce”. Niepokój o sens istnienia wzmaga się w późniejszych książkach Macieja, „Ulicę Wód”  kończy znamienną strofą o nieustającym poszukiwaniu równowagi: „każde następne słowo / przynosi ratunek i każde / przynosi ból, brak / puenty, brak opatrunku”3.
Westchnieniem żalu przywołuję dziś postać poety Macieja Niemca, który – podobnie jak jego paryscy przyjaciele artyści: Jacek Bierezin, Michał Milberger, Paweł Jocz – dołączył do grona Patronów naszych zwątpień i epifanii. Zapamiętam Macieja w jasnoszarym prochowcu, z papierosem w smukłych palcach; poły płaszcza rozwiewa wiatr, gdy idzie w kierunku Placu Zgody – śpieszy się na rozmowę mającą przynieść nowe otwarcie. 
Było jeszcze wakacyjne spotkanie w dworku Pawła w Cielcach – na fotografii siedzimy wszyscy uśmiechnięci, pełni ufności w łaskawość losu. Maciej w stylowym włoskim kapeluszu, oryginalny, dumny poeta, który lepił  ze słów czułe i tragiczne obrazy świata.

Poznań, 26 stycznia 2012 

Teresa TOMSIA

1 Maciej Niemiec: „Ogród w lutym”, w: „Kwiaty akacji”, posłowie Marek Wittbrot, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 1994;
2 Teresa Tomsia: „W odpowiedzi na Ogród w lutym”, w: „Kamyki. Elegie i krótkie żale”, WBPiCAK, Poznań 2011 (pierwodruk w: „Nasza Rodzina”, Paryż 5/1997);
3 Maciej Niemiec, „Ulica Wód”, Wydawnictwo a5, Poznań 1996.

 Teresa Tomsia – autorka książek poetyckich i prozy dokumentalizowanej; pochodzi z rodziny Kresowian; mieszka w Poznaniu; www.teresatomsia.pl

67-3.jpg (69675 Byte)


Na zdjęciu:

Teresa Tomsia
i Maciej Niemiec
(Paryż, 1998)


Fot. Marek Wittbrot

© Recogito, Rafaliga