Sekret, paleta i sacrum

W obrazach warszawskiej kolorystki Marii Wollenberg-Kluzy znajduje schronienie jednocześnie zobaczone i wyobrażone, współistnieją światy realne i nierealne. Płótno Irys i paleta z cyklu Ursynów (olej) przedstawia metaforę natchnienia bądź upostaciowionego talentu – z półmroku wyłania się tajemnicza sylwetka „zjawy” w aureoli błękitnej poświaty, otulona przejrzystą tkaniną niby całunem; jej twarz jest niewidoczna, jedynie ręka wysunięta spod materii skłania rozkwitły irys ku rozłożonej palecie. Kwiat został skierowany w geście zaklęcia w przeciwległą stronę ku widocznej dłoni trzymającej malarski pędzel. Podobnie Anioł z lilią niesie Nowinę w scenie Zwiastowania u włoskich mistrzów, stojąc nad pochyloną Marią. Artystka ukazuje moment przekazywania mocy twórczej ciału malarza przez siły nie do końca rozpoznane, mistyczne i historyczne, w nowatorski sposób odwołując się do tradycji. Kompozycja jest geometryczna: z lewej strony alegoria sztuki, z prawej realistyczne odniesienie do rzemieślniczej pracy przy sztaludze, na wprost prześwitują przez ścianę wielopiętrowe domy Ursynowa, dzielnicy Warszawy, przenikają do pokoju, gdzie artystka mieszka i tworzy. 
W ursynowskiej pracowni Marii Wollenberg-Kluzy sąsiaduje z sobą ujęte w ramy rzeczywiste i nierzeczywiste. Ożywając kolorami i opowiedzianą anegdotą, namalowane historie prowadzą nas w głąb tradycji kultury, toczą z nią dialog, zachęcają do metafizycznej zadumy nad losem człowieka i możliwościami przekazania sensu istnienia przez artystę kreatora. Na płótnie Irys i paleta dopełniają się dwa różne czasy: uniwersalny i teraźniejszy, tworząc napięcie i pozostawiając niepokój nierozwiązanej zagadki. Ekspresję tej malarskiej wypowiedzi wzmacniają wyraziste kolory użytych farb: ugry i zielenie rozmieszane na palecie, gotowe do przepracowania.
Drugie spojrzenie na obraz kieruje uwagę patrzącego na błękitną poświatę za szybą będącą kolorystyczną kontynuacją „zjawy” –  wieżowce w oddali przyjmują na siebie ponadczasowy błękit, wpisując się w opowieść o życiu doczesnym i nieskończonym. Świat przedstawiony ukazuje tu swoją złożoność i niejednoznaczność, wymaga od widza uruchomienia wyobraźni i odwołań kulturowych. 
„Artystka dynamizuje kompozycję poprzez nakładanie na siebie planów i mieszanie perspektyw, deformuje proporcje i kształty, różnicuje fakturę i kontur” – zauważa Monika Nowakowska we wstępie do katalogu wystawy płócien Marii Wollenberg-Kluzy (Miejska Galeria Sztuki w Łodzi, 2012). Obrazy warszawskiej kolorystki mają przede wszystkim przemawiać ekspresją barw, a pojawiające się sylwetki ludzi podobnych sobie i zwielokrotnionych pomagają w snuciu opowieści o ludzkiej kondycji przez wieki, o przemijaniu imion i zacieraniu się indywidualnych znamion (Taneczny krąg, Widma sceny, Przyjaciele – olej, płótno). 
Motyw człowieka anonimowego, wtopionego w tło bliźniaczych sylwetek, stanowiącego część materii obecnych wokół niego rzeczy i zjawisk, znajduje kontynuację w kolejnych pracach. Wollenberg-Kluza maluje obrazy cyklami podjętych tematów i problemów warsztatowych (pejzaże, motywy muzyczne, przemijanie, cywilizacja). Koncepcję kompozycji malarka wywodzi z doświadczeń codzienności, z opowieści biblijnych, z lektur, z oglądania krajobrazu, z widzeń sennych, z potrzeby definicji tożsamości, łącząc je z wiedzą o sytuacji ludzi współczesnych i ich świadomością siebie. Realizm zderza się u niej z nadrealizmem, nieomal realistyczna „martwa natura” z ekstatycznymi wizjami. W ten sposób autorka kolorystycznych kompozycji ujawnia psychikę ludzką podatną na sprzeczności, emocje, przeczucia. W kontrastowych zestawieniach, w walce światła i cienia, w zderzeniach kolorów człowiek znajduje swoje odbicie. Wyolbrzymione postacie na płótnach przenikają ściany domów, zaświadczają o dwóch stronach rzeczywistości: zmysłowej i duchowej, widzialnej i niedotykalnej, przeczuwanej i niewiadomej – jak w imponującym dziele Przyspieszenie czasu i myśli (olej, płótno). 
Po wystawie indywidualnej w Galerii Zachęta w Warszawie w 1989 roku, doceniając dynamizm i rozmach koncepcji monumentalnej, Piotr Kuncewicz podkreślał sakralny wymiar tej sztuki: 
Zamysł monumentalnego cyklu wziął się z inspiracji moralistycznej. To przecież sławna „saligia” czyli siedem grzechów głównych: superbia, avaritia, luxuria, ira, gula, invidia, acedia. Siedem demonów czyhających na ludzką duszę, sprowadzających ją z właściwej drogi i pozbawiającej obietnicy raju. Siedem nadużyć i krańcowości skądinąd ważnych i potrzebnych tendencji, od dumy poczynając, na dobrym apetycie, dbałości i odpoczynku kończąc. Książęta piekielni zstępujący na człowieka mają więc poza szatą przepychu niejako dwa oblicza – mroczne i radosne, to, które literatura nazwała „siedmioma zacnymi grzechami głównymi”. Bo nigdy w naszym życiu wewnętrznym nie możemy oderwać się od dwuznaczności, bo nigdy nic nie jest w sposób nieruchomy, jedyny i ostateczny dane. 
Artystkę interesuje myśl religijna w dziejach kultury, wina i kara w zestawieniu natury z cywilizacją. Bacznie śledzi wewnętrzne zmagania człowieka o piękno i dobro, refleksję pokoleń nad tym, co złe, sięga do sfery uczuciowej, intelektualnej i etycznej, dając temu wyraz w dynamice kompozycji postaci i ekspresji kolorów. Szacunek dla obecności koloru w ujęciu ekspresjonistycznym wyniosła z rodzinnego domu. Jej rodzice również byli cenionymi twórcami. Osiedlili się w Puławach po tragicznych doświadczeniach okupacji. Maria urodziła się tam w 1945 roku w kilka miesięcy po uwięzieniu ojca za działalność w Armii Krajowej (Piotr Wollenberg, ps. Świstak). Przed wojną mieszkali w Warszawie, lecz domostwo uległo zniszczeniu, stracili cały dobytek, zbiory malarskie i fotograficzne. Zaprojektowany przez Piotra cykl Sztandary Polskie wyhaftowała jego żona Wanda Wollenberg – wystawione prace na Międzynarodowej Wystawie EXPO w Paryżu w 1937 roku zdobyły uznanie dla sztuki i rzemiosła II Rzeczpospolitej (motyw Jan III Sobieski pod Wiedniem). Ojciec Marii był cenionym malarzem, grafikiem i karykaturzystą, konserwatorem wnętrz sakralnych i zabytków (autor polichromii reprezentacyjnych wnętrz Dworca Głównego w Warszawie – sceny rodzajowe tradycji kolejnictwa XIX w.), miał lekką rękę do rysunku, co też odziedziczyła po nim córka. Wiele jej obrazów składa się jakby z fragmentów szkiców różnych motywów, można by je podzielić na osobne części, odczytując oddzielnie poszczególne wątki (Jutro dzień przed nami, Spotkanie z Muzą – olej, płótno). 
Ironią losu albo raczej przewrotną pointą starań Piotra Wollenberga o swobodę twórczych działań – opuścił żonę z dziesięcioletnią córką – może być to, że chociaż w drugim związku wychował syna malarza i jego synowa także maluje, to samotnie zmagająca się z trudnościami egzystencji Maria osiągnęła w rodzinie największy artystyczny sukces i została uznana za najwybitniejszą malarkę spośród Wollenbergów. Dyplom Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie uzyskała w 1973 roku pod kierunkiem Tadeusza Dominika. Była wielokrotnie nagradzana za swoją twórczą pracę, a jej obrazy prezentowano w wielu miastach Europy i świata (w Madrycie, Pradze, Sztokholmie, Sofii, Delhi, Stambule, Moskwie, Kijowie, Wilnie, Wenecji, Warszawie, Krakowie, Lublinie, Puławach, Rzeszowie), brała udział w dwustu wystawach ogólnopolskich i międzynarodowych (w tym ponad stu indywidualnych). Jako koloryści – córka i ojciec – spotkali się w 1995 roku na wspólnej ekspozycji 4 x Wollenberg w Rzymie. 
Z okazji jubileuszu 40-lecia pracy twórczej Marii Wollenberg-Kluzy – przygotowanym przez gremium warszawskich artystów i Stowarzyszenie Kultury Europejskiej w Wenecji – Polski SEC (Pałac Kultury i Nauki 2008) Józef Szajna wpisał serdeczne podziękowanie „za błękity włoskiego słońca na polskim niebie”. W poprzednich latach także pisarze chętnie komentowali jej obrazy, odczytując w nich metaforyczne widzenie świata. Zbigniew Jerzyna znajdował w malarskich kompozycjach inspirację dla swoich liryków (Na pokuszenie, Chopin); po wystawie Impresje z Hiszpanii napisał, wcielając się w twórcze „ja” artystki: „Maluję i jakbym karczowała ten kamienny las. / (...)   Na szarym płótnie, w samotnym pejzażu / z ciężaru pustki uwalniam przestrzenie – / dla  s p r a w   c z ł o w i e c z y c h”. Inny warszawski poeta Roman Śliwonik napisał o jej pracach w wierszu Gest: „obrazy to dziwne świetliste wnętrze / zawieszone w powietrzu / niebie / tak wielki gest / uczynić może człowiek / stworzyć i otworzyć kolor Zamknąć przestrzeń”.
W obrazie Sekret (olej, płótno) fascynuje nie tylko wielopłaszczyznowa kompozycja napierających na siebie postaci, ale przede wszystkim śmiałe zagranie kolorem: kładzionym gęsto błękitem i czerwienią. Widać, że artystka wciąż poszukuje nowych możliwości warsztatowych, próbuje gry światła i cienia. Sztukę traktuje jak zagadkę, przekorną szaradę zadaną sobie i oglądającym. Dzięki postaci umieszczonej w centrum płótna zaskakuje nas niekonwencjonalnym rozwiązaniem: rozświetlona żółcieniami sylwetka kryje swoją ciemną tajemnicę wewnątrz, jej „sekret” na zewnątrz nie jest widoczny. Maria Wollenberg-Kluza maluje z temperamentem, zamaszyście, dając obiektom na swoich płótnach wielkie obszary przestrzeni, chwytając ludzkie ciała w ruchu, w tańcu, z wyrazistym gestem, zmierzające do jakiegoś celu, który dopiero rozpoznają (Avaritia, Osaczona, Wspomnienie – olej, płótno).
Kiedy po raz pierwszy wiosną 2010 roku gościłam w ursynowskiej pracowni, urzekła mnie Martwa natura z dzbankami z cyklu Ursynów (olej, płótno) – tak odmienna od pulsujących barwami wizyjnych opowieści, które znałam wcześniej – wręcz surowa ekspozycja malarskiego warsztatu na tle okien wieżowca z naprzeciwka: dzbany z pędzlami wtopione w pejzaż, równowaga i uporządkowanie na granicy jasności i cienia. Dogłębna ludzka potrzeba przeżywania sacrum pomaga kreować światy, w których dzięki inspirującej wyobraźni artystki zbliżamy się do sfery sekretnej, ponadczasowej – jak w jej interpretacji muzyki Chopina Nokturn (olej, płótno), gdzie powtarzające się rytmy dźwięków wyznaczają ścieżki powracających linii i barw.  
Różnorodność artystycznych rozwiązań i wielorakie możliwości techniczne pozwalają warszawskiej malarce planować wciąż nowe podróże w głąb tradycji oraz w nierozpoznaną przestrzeń oryginalnych wizji, gdzie liczy się zarówno umiejętność oddziaływania kolorem, jak i nieprzemijająca nostalgia za utraconą niewinnością pierwszego spojrzenia, za miejscem człowieka pośród rzeczy i ich cieni. 

Teresa TOMSIA

69-4-4.jpg (69675 Byte)

Na zdjęciu:

Maria
Wollenberg-
-Kluza
i Teresa Tomsia
(Warszawa, 2012)


Fot. Eugeniusz
Tomsia

© Recogito, Rafaliga