„Hymn na cześć Życia”

Natrafiamy czasami na poezję religijną. Jej autorami przeważnie są księża lub z rzadka siostry zakonne, a już całkiem sporadycznie – świeccy. Mogą to być wiersze modlitewne, biblijne, teologiczne... a niekiedy zdarza się nawet liryka o treściach mistycznych. Cóż to takiego? Czym ona się różni od poprzednich rodzajów tego gatunku poezji?
To jest poezja pisana na najwyższym diapazonie emocjonalnym... Mało powiedziane: duchowym...
To poprzez słowo obcowanie z Bogiem... w sposób wyjątkowy. Takie wiersze zawsze zaskakują, zdumiewają, a czytelników otwartych na transcendencję... zachwycają. Tacy czytelnicy czują, że obcują z poezją z bardzo wysokiej półki... że to jest poezja łaski. Poezja z granicy świata naszego i świata wiecznego, który nas zaprasza, wzywa... który na nas czeka. Słowa w takich wierszach dotykają rzeczywistości   t a m t e j . Wyrażają ją wprost (wręcz) epifanijnie. Napisałem te zdania jako wstęp do kilku moich spostrzeżeń o wstrząsającym tomiku „Piętno” Sławomira Kuczkowskiego (22.VI.1965 – 29.IV.2009). O tomiku przedśmiertnym, bowiem autor zmarł w roku jej wydania po morderczej walce z chorobą. W krótkim wstępie „Od Autora” czytamy: „...Moja twórczość... jest towarzyszką zmagań, u kresu których nastąpi moje zbawienie bądź potępienie”.
Chcę pamiętać, że twórczość winna być aktywnością służebną wobec mojej drogi na duchowy szczyt. Winna stać się liną albo windą unoszącą mnie do samego nieba. Dlatego musi stać się moją modlitwą.”.
Nawet nie wiem, czy zobaczył przed odejściem tę książkę. Zbiorek ukazał się w 2009 roku w Bibliotece TOPOSU.
Piszę o nim dopiero teraz, gdyż na nowo jego lektura głęboko mnie poruszyła. To perła w tym gatunku poezji. Te medytacyjne wiersze milczały we mnie prawie trzy lata.
Mają smak udręki umierania. A poprzez odwrotność... są hymnem na cześć Życia. Podmiot liryczny jest w sytuacji granicznej, dlatego rozumie i czuje więcej. Nie musi używać wielu słów, by nazwać nienazwane: przed zaśnięciem / nazywam rytmy krwi // to moja pieczęć / przenikająca ciało // moja wieczorna muzyka //prosto z żył echo / trąb // cała wieczność snu (s. 47).
Gdy mówi się na ostatnim oddechu, używa się słów niewielu i wybiera się słowa najprostsze: dać się / unieść // mieć / w sobie // ciężar / strumienia (s. 46).
Ból ma (natężenie) smak ognia: Nocne zapiski // zgodnie z miłością w milczenie / wpala się całun* wmawiać błagania niewymowne w popiół / między słowami (s. 30).
Ale ten ogień pochłania: niech mnie pochwyci i wgarnie / w ognistą sieć (s. 42).
Jaśniejące prostotą i głębokim sensem zapiski liryczne tkane są w ciemności duchowej i w pożarze bólu... które autor pragnie usakralnić... i ...* wejść w płomień / wiecznego oblicza (s. 20).
Przywoływanie wizerunku Tego, który może pomóc, odbywa się przy ujawnieniu w licznych tu utworach sfery wewnętrznych odczuć. Okrutne zmaganie gasnącego ciała dzieje się w łączności z męką duchową: nawet we śnie / poznaję Cię / po pustce / w duszy (s. 45).
Czy to całkowite opuszczenie to mistyczna noc duszy? znowu Cię nie ma / tylko nędza i odpływy miłości / w mojej duszy (s. 40).
Towarzyszy temu pełna świadomość, że to zbliżający się tutaj koniec. Tutaj, tylko tutaj, bo całość przesłania tych wierszy to przecież jedno wielkie wyznanie wiary: ekstaza przecieka przez palce / lęk opanował moje serce // już się nie narodzi blask / nie do ujrzenia (s. 23).
Na tym duchowym tle rozgrywa się walka o życie fizyczne, o przeżycie kolejnej nocy, kolejnego dnia. Czas się kurczy: co noc modlę się do Boga / który pozostawił mnie / między lękiem a pragnieniem (s. 41).
Większość wierszy pisana jest nocą, to poświadcza ich treść. Tak więc ciemność dookolna współgra, łączy się z ciemnością duchową. Autor tych wyznań czuje się, jakby był przykrywany żałobnym całunem: tylko krew / pod powiekami / budzi całun // snu (s. 48).
Składa te przejmujące strzępy myśli resztką sił i świadomości, które układają się w zdumiewającą całość. Z czego są te wiersze? Z krwi – wyznaje autor. Z czarnej krwi. Nawet ona jest czarna. I jest symbolem męki. Cierpiący śmiertelne stany podmiot liryczny czuje się ogołocony ze wszystkiego, sprowadzony na dno egzystencji. Ale – uwaga? – momentami ciemność z tamtej strony napotyka na bolesną jasność z tej... lub odwrotnie. To jakby światło w tunelu, który trzeba przejść.
Oto w pustce i ciemności błyski iluminacji pocieszające i zapraszające. To droga do lepszego świata, gdzie trwa wieczny poranek. I nie ma już cierpienia.
„Milczenie” tych wierszy brzmi przejmująco pięknie... i głośno... jak dźwięk dzwonu, który ogłasza pożegnanie człowieka. Który z nami pozostał w zapisanych słowach. Który nam je zwierzył w najszczerszym wyznaniu. Są to wiersze o trudnej drodze na duchowy szczyt.

Janusz A. KOBIERSKI

Sławomir Kuczkowski „Piętno”, Galeria Autorska Biblioteka „Toposu”, T. 43, Bydgoszcz, Sopot 2009, ss. 52.

Janusz Adam Kobierski urodził się w1947 roku koło Siedlec. Ukończył filologię polską w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Słupsku. Od 1972 roku publikuje wiersze w licznych czasopismach oraz almanachach. Jest laureatem kilku konkursów poetyckich, między innymi Warszawskiej Jesieni Poezji (1980). W roku bieżącym mija 40 lat od debiutu prasowego autora. Ukazały się jego następujące książki poetyckie: „Zza siódmej skóry” (1978), „Kolej rzeczy” (1990), „Dar (1991), „Wyrok dożywotni – wybór wierszy” (1993), „Z Ziemi Jezusa” (1996, 1997), „Na ziemi i w niebie – wybór wierszy” (1999), „Poezje wybrane”  z serii Biblioteka Poetów (2000, 2001, 2003), „Zapamiętam świat” (2001), „Święto losów” (2002), „Ku Itace” (2003), „Z Księgi Rodzaju” (2005), „Cierpkie wino życia” (2007), „Dotykając jasności” (2009), „Niech się stanie” (2011), „Szukał Pana” (wybór wierszy biblijnych) (2012). Za tomik „Cierpkie wino życia” w 2008 roku otrzymał Nagrodę Literacką im. ks. Jana Twardowskiego. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W roku 1981 wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po ukończeniu studiów filozoficznoteologicznych (KUL), 9 czerwca 1987 roku w Lublinie z rąk papieża bł. Jana Pawła II przyjął święcenia kapłańskie. Mieszka w Warszawie.

71-4-1-1.jpg (69675 Byte)


Na ilustracji:

Sławomir
Kuczkowski
(2008)


Fot. Archiwum "ZP"

© Recogito, Rafaliga