Wszystko jest sztuką, czyli poezją

Niestety, osobiście nie zdążyłem poznać księdza Józefa Sadzika. Kiedy zacząłem odwiedzać pallotyński dom przy rue Surcouf, mogłem już tylko słyszeć wspomnienia przyjaciół i cieszyć się dziełem jego życia: ośrodkiem Centre du Dialogue, którego był projektodawcą i „duszą”. Nie mam więc dzisiaj innej możliwości, jak tylko wsłuchiwać się w głosy dochodzące z tego przedziwnego, fascynującego miejsca oraz rozmyślać nad nielicznymi tekstami, które pozostały po nagle zmarłym w 1980 roku księdzu Sadziku. Najważniejszym z nich jest zapewne praca doktorska „Esthétique de Martin Heidegger” (Éditions Universitaires, Paris 1963), a także – już w innym wymiarze – działalność wydawnicza zwieńczona współpracą z Czesławem Miłoszem. Seria przekładów z Biblii to ich wspólne dzieło, dzieło wyjątkowe i jakże polskiej kulturze potrzebne. Miałem okazję przeglądać zapiski poczynione przez księdza Sadzika na marginesach Miłoszowych przekładów, a także podkreślenia i uwagi na niektórych ulubionych przez niego książkach, chociażby na eseju Paula Claudela „Le Livre de Job” (Librairie Plon, Paris 1946) czy na „Powtórzeniu” Sørena Kierkegaarda (Librairie Felix Alcan, Paris 1933). Wynika z nich natychmiast, że ksiądz Sadzik był niezwykle wrażliwy na związki łączące filozofię ze sztuką i religią. Wciąż poszukiwał pomiędzy nimi „merytorycznych” związków. Nie potrafił chłodno oglądać krajobrazów współczesnego sobie czasu. Dlatego rzekłbym, z kulturową natarczywością pragnął łączyć ze sobą odmienne poglądy i artystyczne wrażliwości. Nie stronił też od pojawiających się we Francji nowatorskich (niekiedy kontrowersyjnych) sugestii teologicznych. Postawa tego rodzaju owocowała znakomitymi przekładami książek, które włączał do kolekcji znanej pod nazwą „Znaki Czasu”.
Jednak najbardziej fascynował się filozofią. Nie tylko dlatego, że filozofię studiował, ale przede wszystkim dlatego, że widział w niej szansę porozumienia ze współczesnością, nieco zagubioną w nadmiarze idei. Filozofię rozumiał dość specyficznie, nieco właśnie w Heideggerowskiej perspektywie. Przynosiła ona, co często podkreślał, możliwość uczestniczenia w rozmowie, w której zjawiają się nie tyle nowe problemy, co raczej ponawiają się pytania coraz głębiej wnikające w rzeczywistość. A są one zawsze wynikiem osłupienia, zdziwienia, olśnienia wobec tego, co jest. Ksiądz Sadzik przyjmował za Heideggerem, że ludzka egzystencja jest udziałem (Geschick).To człowiek obdarzony mocą językowego nazywania odsłania tajemnice świata. Oczywiście, owo odsłanianie ma charakter ciągłego zbliżania się i oddalania od prawdy. Do istoty bytu należy bowiem nieskrytość, czyli sytuacja, w której dostrzegamy przed sobą horyzont – granicę wciąż się rozszerzającą. Nic więc dziwnego, że jedyną możliwością twórczego odnoszenia się do siebie i świata pozostaje sztuka, a właściwie poezja; wypowiadając to co zakryte.
Dlatego ksiądz Sadzik tak często analizował utwory poetyckie Miłosza. Poszukiwał w nich tego, o czym też marzył Heidegger: przebywania wśród otwartości (Offenheit) bytu, to jest w jego prawdzie. Wobec powyższego istotne pozostaje przeświadczenie o wyjątkowej roli poetów, których słowo, jak wspomniałem, czyni byt tym, czym on jest. Metaforyczne i wieloznaczne sformułowania Heideggera nie pozwalają na precyzyjny opis. Ksiądz Sadzik był tego świadom. Niemniej domyślam się, że przejął od Heideggera owo specyficzne rozumienie mowy (die Sage), to znaczy widział w niej postać zbliżoną do Heglowskiego ducha obiektywnego. Jest ona przykładem myślenia istotnego, czyli myślenia bycia będącego zgodą na świat – prawdę. Dlatego mowa poprzedza wszystko i jest cechą niezbywalną człowieczeństwa. Daje mu „dom” i „ojczyznę”, więc godność. W taki oto sposób ksiądz Sadzik potwierdzał sugestie autora Holzwege dotyczące istoty sztuki, poprzez którą, raz jeszcze podkreślmy, stanowi się prawda. Dzieje się to w potrójnym wymiarze: darzenia, gruntowania i poczynania: das Schenken, Gründen und Anfangen. Wszystkie te kategorie sprowadzają się do podstawowego przekonania o związku sztuki (poezji) z problematyką ontologiczną, w Heideggerowskim sensie słowa. Myślenie i sztuka stanowią dwa oblicza prawdy, mają z istoty językowy charakter. Są sagą bycia.
Jakże intrygujące poznawczo jest powyższe określenie. Całe ludzkie życie należy opowiadać, wysławiać. Słuchaczami winni być inni ludzie, a ostatecznie Bóg, którego tropy zbiegły z tej ziemi. Lecz ten brak ma w sobie coś pozytywnego. Umożliwia mianowicie stanięcie w obliczu nicości. Pytając o siebie człowiek zawsze pyta o nicość, którą jest jego istnienie, przeżycia, „wzruszenia”. Zawsze ustawia się wobec śmierci, która też jest nicością. Rozumowanie to nie prowadzi jednak do nihilizmu. Zawiera się w nim aspekt pozytywny. Bo dzięki temu, że człowiek został w sposób niezrozumiały, tajemniczy „rzucony w świat”, może podejmować wysiłki kontaktu z prawdą. Źródłem życia jest przecież „świadomość skończoności”, a twórczy akt poetycki pozwala na łagodzenie napięć wywoływanych nieuchronnością losu.
Musimy więc żyć, zdaje się sugerować ksiądz Sadzik, w trwodze, trwodze-nastroju, budzącym do aktywności, przezwyciężania codziennych ułud. Chcąc być człowiekiem autentycznym nie można poddawać się pokusom niesionym przez cywilizację powierzchowności i krótkich satysfakcji. Współczesny świat pełen jest takich propozycji. Jałowe podniecenie i atrakcje materialno-hedonistyczne wprowadzają jedynie nieład i zapomnienie. Wówczas prawda nie wychodzi na jaw. Człowiek niby panuje nad rzeczywistością, w istocie jednak traci samego siebie. Jest „wszędzie i nigdzie”. Heidegger mówił o zapomnieniu bycia. Sadzik podkreślał natomiast wartość nadziei jako sposobu życia, gdyż ostatecznie Bóg jest blisko i pochyla się nad biedą człowieka.
Ksiądz Sadzik unikał pozornych problemów i łatwych rozwiązań. Studiowanie i medytacje nad księgami biblijnymi wyostrzyły w nim krytycyzm i wartość godności. Być może i dlatego przez wiele lat zmagał się z tajemnicami Księgi Hioba. Mawiał o niej, że uczyniła z jego życia miejsce ciągłego zapytywania. Tutaj właśnie złączyły się w jedno myślenie filozoficzne i myślenie religijne. Albowiem żadna filozofia ani psychologia, ani nic innego, nie potrafią rozjaśnić „skandalu cierpienia”. Trzeba o tym pamiętać i nie trudzić się bez potrzeby. Jedyną możliwością jest i musi być wiara. Hebrajskie słowo przybliżające fakt wiary pochodzi od czasownika oznaczającego „nosić” (‘aman). Gdy przedstawimy je w trybie rozkazującym, wtedy odkryjemy następujący sens: „kazać nosić”. Wierzyć zatem – to kazać się nosić przez kogoś drugiego, a więc opierać się na kimś, pokładać w nim ufność.2 Tak pojętej biblijnej wiary wszystkim nam dzisiaj jakże brakuje, podkreśla ksiądz Sadzik. Trzeba dobijać się do niej, prosić, modlić. Ośmielam się napisać, że całe jego życie było dorastaniem do wiary, nie w Boga, ale Bogu, który dał świadectwo niepojętej godności w cierpieniu. Księga Hioba wydarzenie to rozpoczęła, otwierając w ten sposób drogę Ewangelii. Pomiędzy horyzontem nakreślonym przez owe dwie „próby” działo się życie i praca księdza Sadzika. Tylko tyle mogę napisać. Resztę zapewne dopowie historia zbawienia, której wezwań słuchajmy uważnie.

Jan SOCHOŃ


1 Joseph Sadzik, „Esthétique de Martin Heidegger”, Paris 1963, s. 141-143.
2 Jan Sochoń, „U drzwi Godot. Szkice o poezji, filozofii i teologii”, Warszawa 1995, s. 214.

Ks. Jan Sochoń – urodził się 1953 roku w Wasilkowie, na Podlasiu; filozof kultury, poeta, krytyk literacki i eseista; biograf i wydawca pism błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Kieruje Katedrą Filozofii Kultury na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykłada także w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Stale współpracuje z redakcjami różnych czasopism i Polskim Radiem. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, P.E.N. – Clubu, Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu a także innych gremiów naukowych. Jego utwory przetłumaczono między innymi na język angielski, francuski, niemiecki, włoski, rosyjski, czeski, serbski, chorwacki, ukraiński; zostały nadto zamieszczone w kilku zagranicznych antologiach. Fascynuje się sztuką romańską, fotografowaniem i muzyką jazzową. Opublikował wiele książek filozoficznych, prac edytorskich oraz tekstów literackich i haseł encyklopedycznych, między innymi: „Poszukiwanie literatury” (Warszawa 2012); „Religia w projekcie postmodernistycznym” (Lublin 2012); „Nieme współcierpienie. Solilokwia pasyjne” (Poznań 2013); „Jak żyć chrześcijaństwem?” (Warszawa 2014); tomy wierszy: „Wizerunek” (Gdańsk 2013) i „Obrót koła” (Pelplin 2014). Mieszka w Warszawie. Strona internetowa wwww.xsochon.pl Prezentowany tekst ukazał się w „Naszej Rodzinie”, nr 7-8 (610-611) 1995, s. 21-22.



77-2-1.jpg (69675 Byte)



Na zdjęciu:

Józef Sadzik
jako kleryk
(Ołtarzew, 1952)


Fot. Archiwum
"Recogito"

© Recogito, Rafaliga