Ziemia urodzin i śmierci Jezusa
Jedziemy do Judei
GALILEĘ opuszcza się z uczuciem żalu. Chciałoby się tu zostać
dłużej, wchłaniać bez końca piękno kraju, którego ziemia, woda,
góry, drzewa, wsie i miasta weszły do Ewangelii Jezusa. Czas jednak
nagli i musimy żegnać się z Morzem Tyberiadzkim, z Nazaretem,
z opromienioną słońcem Górą Tabor.
Najprostsza droga do Jerozolimy prowadzi przez Samarię. Tędy
wracał Chrystus spotykając na swym szlaku niewiastę samarytańską
czerpiącą wodę ze studni Jakubowej. Umęczony podróżą pił ze studni,
która i dziś istnieje. To tutaj Jezus mówił o innej wodzie, żywej,
którą On daje ludziom, by zaspokoić ich pragnienie Boga i świętości.
Dzisiaj Samaria należy do Jordanii, dlatego trzeba zatoczyć wielkie
koło, by od brzegów Jeziora Genezaret dostać się do Jerozolimy.
Jedziemy samochodem na zachód aż do Morza Śródziemnego, następnie
zataczamy luk w kierunku południowo-wschodnim. Doskonała szosa
ginie w gajach pomarańcz. Wzdłuż drogi rosną drzewa pomarańczowe
i cytrynowe. Wszędzie panuje cisza i świąteczny spokój: dzisiaj
Żydzi mają szabat.
Kończy się żyzna Dolina Saronu, rzedną sady, droga wije się po
zboczach skalistych gór. Otacza nas krajobraz pustynny, pozbawiony
roślinności. Przy szosie ustawione szkielety zniszczonych czołgów
i samochodów pancernych. Mają one mówić o niedawnej wojnie między
Jordanią i Izraelem, o cenie, jaką musieli zapłacić Żydzi, by
utrzymać w posiadaniu ziemię swych ojców.
W napięciu oczekujemy momentu, gdy zza gór wyłoni się Jerozolima.
Jesteśmy trochę rozczarowani - przed nami rozkopane tereny budowy
i nowoczesne, świeżo zbudowane domy. To tak wygląda miasto święte?
Jerozolima - miasto rozdarte
TUTAJ dokonało się nasze zbawienie: Przed dwoma tysiącami lat
tu Chrystus umarł na krzyżu. Jesteśmy w mieście świętym zarówno
dla żydów, jak i dla katolików. Na Wielki Tydzień ściągają z całego
świata tysiące pielgrzymów, by na miejscu przeżyć tajemnicę miłości
okazaną nam przez Zbawiciela. Jerozolima jest miastem świętym
i strasznym zarazem.
Granica pełna drutów kolczastych i czujnych strażników dzieli
Jerozolimę na część izraelską i jordańską. Pierwsza, bardzo nowoczesna,
począwszy od roku 1948 buduje się w szalonym tempie. Wysokie domy,
szerokie ulice, wiele aut. Aż dziw, że na gołych skałach wzgórz
mogło wyróść takie miasto. Jedynie w dzielnicy zwanej Mea-Shearim
zachowuje tu wiernie starą tradycję żydowską. Wąskimi ulicami
przesuwają się postaci w czarnych, długich płaszczach, w czarnych
kapeluszach i mi brodami i zwisającymi oczami skręconych pejsów.
I nie są to wcale wyłącznie starsi - również młodzież tej dzielnicy
przestrzega pilnie tradycyjnych przepisów.
W Jerozolimie żydowskiej pielgrzyma interesuje przede wszystkim
Góra Syjon. Według tradycji tutaj miał się znajdować Wieczernik
- miejsce Ostatniej Wieczerzy i Zesłania Ducha Świętego. Wchodzimy
do wysokiej, gotyckiej sali. Oczywiście, wszystko pochodzi z czasów
późniejszych. Pielgrzym mający w swej wyobraźni obraz Wielkiego
Czwartku i Zielonych Świąt doznaje rozczarowania. Chciałby ręką
dotknąć miejsca, gdzie Chrystus odprawił pierwszą Mszę świętą.
Chciałby spojrzeć na ścianę izby, którą opromienił blask zstępującego
Ducha Świętego. Niestety, czas pochłonął wszystko. Nawet nie jesteśmy
absolutnie pewni, czy właściwie na tym miejscu stał kiedyś Wieczernik.
Obok Wieczernika wznosi się kościół Zaśnięcia Matki Bożej. Cesarz
niemiecki Wilhelm II w roku 1898 zakupił teren, na którym wybudowano
świątynię powierzoną benedyktynom niemieckim. W podziemiach umieszczono
"grób" z dużą figurą Maryi "śpiącej". Wokół
płoną świece. W górnej części kościoła widać worki z piaskiem
i zielone sylwetki izraelskich żołnierzy, którzy pilnie obserwują
arabską część miasta. Bo w pobliżu jest granica, a z dachu kościoła
roztacza się szeroki widok na Jerozolimę.
Przekraczamy granicę i oczom ukazuje się zupełnie inny świat.
Po stronie arabskiej leży stara Jerozolima otoczona murami. Wąskie
uliczki, wrzawa handlujących, stare wschodnie domy, górujące wieże
meczetów. Ulicami nadającymi się do ruchu kołowego przedzierają
się taksówki trąbiąc niemiłosiernie. Są to nowoczesne, wielkie
samochody amerykańskie przeznaczone dla turystów pragnących zwiedzić
okolice Jerozolimy.
Chcąc jednak ujrzeć całą dostojność Starego Miasta, trzeba je
widzieć z Góry Oliwnej położonej po wschodniej stronie, za Doliną
Cedronu. Jest Niedziela Palmowa. Tysiące pielgrzymów spieszą za
miasto do Betfage, skąd kiedyś Chrystus triumfalnie wkraczał do
Jerozolimy. Tam tworzy się wielka procesja, wszyscy trzymając
w ręku palmy ze śpiewem wracając do miasta. Pochód posuwa się
wąską drogą, wzdłuż której ustawiły się tłumy ciekawych Arabów.
Tą drogą jechał kiedyś na osiołku Chrystus Król, a Żydzi słali
na ziemi swe szaty i wołali z radości: ,,Hosanna Synowi Dawidowemu".
Procesja wchodzi na Górę Oliwną, na której w Wielki Czwartek
wieczorem Jezus prosił Ojca o oddalenie kielicha męki. Na zboczach
rosną drzewa oliwne, stare i powykręcane, okryte srebrnymi listkami.
Obok szlaku procesji stoi kościół pod wezwaniem "Chrystus
zapłakał". To stąd Jezus spoglądał na dobrze widoczne mury
miasta i przewidując ich ruinę, płakał nad losem Jerozolimy. Nie
dziwmy się, było nad czym płakać. Zwłaszcza, gdy Jezus patrzył
na wspaniałą świątynię będącą wielką świętością dla każdego wiernego
i pobożnego Izraelity. A przecież, jak mówi Chrystus, nie zostanie
tam kamień na kamieniu.
Po wiekach, stojąc na Górze Oliwnej, jak Chrystus spoglądamy
na drugą stronę Doliny Cedronu. Na miejscu dawnej świątyni żydowskiej
stoi okrągły, śliczny meczet, którego złota kopuła wyodrębnia
się zdecydowanie na tle białego miasta. Obok sterczy ogromny dźwig.
Powiadają, że Włosi remontujący meczet odjechali i teraz nikt
nie potrafi rozebrać ustawionej przez nich machiny. Wokół meczetu
pusty, wyłożony kamiennymi płytami teren esplanady starotestamentowej
świątyni. Po bokach stoją samotne grupki kolumn, które jeszcze
bardziej potęgują nastrój przygnębienia. Los tak pokierował biegiem
rzeczy, że Żydzi nie mając dzisiaj przystępu do miejsca dla nich
najświętszego. Nawet przy słynnej "ścianie płaczu" nikt
dziś nie płacze. Obecnie modlą się tutaj tylko mahometanie śpieszący
tłumnie do meczetu.
Chrześcijanie chodzący po esplanadzie świątyni przypominają bardziej
turystów niż pielgrzymów. A jednak i to miejsce było świadkiem
wielu zdarzeń z życia Chrystusa. Tutaj przychodził On z rodzicami
na święto Paschy. Raz nawet zgubił się w tłumie i dopiero po długich
poszukiwaniach znalazła Go Matka rozmawiającego z uczonymi w Piśmie.
Tutaj Jezus wypędzał przekupniów i wołał z oburzeniem, by Domu
Bożego nie czynić jaskinią zbójców. Dzisiaj stojąc na miejscu
starotestamentowej świątyni, rozunmiemy, że Jerozolima jest dziwnym
miastem, w którym tak wyraźnie splatają się ze sobą trzy wielkie
religie świata: judaizm, chrześcijaństwo i mahometanizm. Po zboczu
Góry Oliwnej procesja schodzi na Dolinę Cedronu, by następnie
zakończyć się tuż za bramą miasta. W czasie błogosławieństwa Najświętszym
Sakramentem nad głowami pielgrzymów wyrasta las podniesionych
palm: to ostatnie pełne radości pozdrowienie Chrystusa Króla.
Zaczyna się Wielki Tydzień i ze szlaku procesji palmowej trzeba
zejść na bolesną Drogę Krzyżową. Mieszkamy u sióstr francuskich,
których klasztor został zbudowany na miejscu, gdzie kiedyś prawdopodobnie
stała rzymska twierdza Antonia. Jeśli tak, to tutaj właśnie żołnierze
naigrawali się z Chrystusa ubrawszy Go w płaszcz szkarłatny i
włożywszy na głowę koronę cierniową.. W podziemiach klasztoru
odkopano starą posadzkę z ogromnych głazów kamiennych, których
dotykały może stopy Jezusa.
W Wielki Piątek odbywa się Droga Krzyżowa. Tłumy ludzi dzwigając
na barkach wielkie krzyże posuwają się ku Kalwarii. Cala Droga
Krzyżowa ma przeszło pól kilometra, taka jest, bowiem odległość
między Antonią i Golgotą. Dzisiaj idzie się wąską, kilkakrotnie
zakręcającą się pod kątem prostym uliczką. Jesteśmy przyzwyczajeni
do wielkich Kalwarii budowanych na całym świecie dla uczczenia
ostatniej Drogi Chrystusa. W Jerozolimie nie ma niczego podobnego.
Niektóre stacje są zaledwie zaznaczone na ścianach domów. Jeszcze
najlepiej wyglądają stacje III i IV, będące pod opieką Polaków.
Ulice Drogi Krzyżowej są obstawione sklepikami i straganami. Różnie
można na to patrzeć. Pamiętajmy jednak, że Chrystus szedł właśnie
taką zwykłą, hałaśliwą i brudną uliczką, by wyjść za mury miasta
na szczyt nie tyle góry, ile raczej pagórka, który nazwano Golgotą.
Dzisiaj Kalwaria jest obudowana domami. Na jej wierzchołku stoi
bazylika Grobu Pańskiego, centralne miejsce dla chrześcijańskich
pielgrzymów. Miejsce śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
Tu urodził się Chrystus
DWA miejsca: urodzenia i śmierci Jezusa dzieli odległość ledwie
15 kilometrów. Z Jerozolimy do Betlejem jedzie się dzisiaj krętą
szosą biegnącą po zboczach gór. Tędy szedł kiedyś Józef z Maryją,
,,małżonką brzemienną". Zbliżając się do Betlejem coraz lepiej
rozumiemy opowiadanie o narodzeniu Jezusa. Wokół miasta można
oglądać groty, które służyły ongiś pasterzom za schronienie. W
jednej z nich znalazła przytułek Święta Rodzina. Był to pierwszy
"dom", w którym zamieszkało Boże Dziecię.
Na tym miejscu stoi dzisiaj bazylika. Po schodach schodzimy do
podziemi, labiryntu wielu surowych grot, w których księża odprawiają
Msze święte. Noszą one nazwy świętych, którzy wybierali je na
swoje mieszkania, by móc przebywać w pobliżu miejsca narodzenia
Pana. Grota Świętej Rodziny stanowi korytarz mający 12 metrów
długości, 3,5 metra szerokości i 4 metry wysokości. Obecnie jest
to kaplica obwieszona lampami, pełna różnych przedmiotów.
Tutaj śpiewały zastępy aniołów: "Chwała na wysokości Bogu,
a na ziemi pokój ludziom dobrej woli" (Łk 2,14).
Zenon MODZELEWSKI SAC
Ks. Zenon Modzelewski (1933-1996). Studiował
w Wyższym Seminarium Duchownym Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego
w Ołtarzewie (1950-1958, filozofia i teologia), oraz na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim (1958-1963, filozofia i polonistyka).
Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1958. Pełnił urząd Przełożonego
Regionalnego we Francji (1972-1987,1996 dwa miesiące), dyrektora
ośrodka odczytowego Centre du Dialogue (1980-1996) i redaktora
wydawnictwa Editions du Dialogue Paryżu (1980-1996). Był redaktorem
kolekcji "Znaki czasu" (56 tomów) i "Świadkowie
XX wieku" (5 tomów). 30 maja minie piąta rocznica jego śmierci.
Powstały w 1965 roku tekst stanowił drugą część relacji z pielgrzymki
do Ziemie Świętej. "Ziemię dzieciństwa i młodości" opisał
ksiądz Sadzik, zaś "Ziemię urodzin i śmierci Jezusa",
ksiądz Modzelewski ("Nasza Rodzina" 6 /249/ 1965, s.
10-12). Uzupełnienie obu relacji stanowił tekst Eugenii Szabelskiej.

|

Na zdjęciu:
Żołnierz jordański
(lata sześćdziesiąte
XX wieku)
Fot. Archiwum "NR"

Na zdjęciu:
Ulica Ben Jehudy
w Jerozolimie
(lata sześćdziesiąte
XX wieku)
Fot. Archiwum "NR"
|