Opustoszały tron Boga

Powaga sytuacji polega na tym, że tradycyjny, czasowo-przestrzenny schemat ludzkiej wyobraźni doznał gwałtownego wstrząsu. Wyobraźnia człowieka została zachwiana. A może chwila, w której człowiek stanął bezradny wobec nieodpartej konieczności wyobraźniowego uporządkowania świata i niemożliwości umieszczenia go w kategoriach czasowo-przestrzennych oznacza koniec czasów nowożytnych. Wszystkie ważne wydarzenia danej epoki występują wspólnie, we wzajemnym powiązaniu. Zachwianie wyobraźni musiało wpłynąć negatywnie na dotychczasowy układ religijny. Czytam wyznanie Miłosza: "Straciłem... możliwość podziału na to co "w górze" i na to co "w dole". Wykreślając linię pionową nad sobą, nie dosięgnę granicy, na której kończy się świat i zaczynają się sfery nieba, owijające się dokoła tronu Boga. Żadna woda nie pozwoli mi też drążyć warstw geologicznych tak głęboko, żeby tam natrafić na pieczary piekieł. Wrąca nieskończoność otacza mnie zewsząd i wymyka się władzom mego umysłu." Religia doznała więc rozpadu hierarchicznej przestrzeni i "kiedy (wierzący) składają ręce i podnoszą oczy ku górze, nie ma już góry". Oznacza to dla człowieka utratę powszechnego miejsca odniesienia - miejsca, które napinało jego wyobraźnię i nadawało sensowność jego życiu. Świat ustrukturowany, przejrzysty, zbudowany jak kościelna wieża, runął bezpowrotnie. Jaki jest ratunek dla człowieka w rozchwianiu i chaosie wyobraźni, z opustoszałym tronem Boga?
Nie należy jednak zapominać, że tron Boga pustoszał w świadomości zbiorowej od długiego czasu i przez inną chorobę. Równie prawdziwe jest stwierdzenie, że zachwianie wyobraźni wpłynęło na utratę miejsca odniesienia, jak i że pustka miejsca wstrząsnęła przestrzenną wyobraźnią. Jest to problem transcendencji. Z chwilą, kiedy wypowiedziano zdanie o "niepotrzebnej hipotezie", stało się jasne, że jedynym absolutem dostępnym dla człowieka jest on sam. Z religii musiała ulotnić się jej substancja. W świadomości zbiorowej pozostała forma religijna działająca na zasadzie automatyzmu pojęć, których nie odnosi się do żadnej treści.
Miłosz poświęca wiele uwagi tej formie religijnej. "Wszędzie Bóg, jak produkt codziennej higieny i lek, Bóg z dolarowych monet, In God we trust, Bóg narodowy, gwarant ustalonego porządku..." Każda krytyczna refleksja musi wzbudzić nieufność do takiego Boga. "Otwieram radio w wozie i znów nie mogę połączyć z żadnym człowiekiem jako istotą rozumną bełkotu kazań, zaklęć, nawoływań sąsiadujących z jazzem i muzyką konkretną".

Józef SADZIK SAC

Prezentowany tekst zachował się w rękopisie. Nie posiada żadnego tytułu, daty ani adnotacji. Pochodzi z prywatnego archiwum księdza Sadzika.

8-2-5.jpg (55219 Byte)


Na zdjęciu:

"Drzwi"

(Chemery, 2000)


Fot. Michael Wittbrot

© Recogito, Rafaliga