Prymas Tysiąclecia ( 1)

Bronił zawsze: wolności i solidaryzmu narodowego

Wokół wielkich postaci dochodzi czasem do sporu i odmiennie formułowanych ocen. Nie budzą emocji tylko przeciętni i banalni. Historycy i biografowie zgodni są co do tego, że Stefan Wyszyński mianowany arcybiskupem Warszawy i Prymasem Polski w 1948 roku natychmiast stanął wobec ogromnych wyzwań i potrafił im sprostać. Politykiem został wbrew swojej woli. Kościelna funkcja Prymasa Polski w okresie stalinowskim wymagała określonego programu duszpasterskiego, ale i różnych decyzji politycznych. Pamiętać trzeba, że był z wykształcenia socjologiem, znawcą katolickiej nauki społecznej i autorem szeregu prac na ten temat, między innymi wydanej przed wojną w 1937 roku pracy "Katolicki program walki z komunizmem". Taktyka, jaką musiał obrać nowy zwierzchnik Kościoła polskiego, obliczona była na przetrwanie okresu brutalnych, administracyjnych prześladowań. Tak interpretować trzeba podpisane w 1950 roku "Porozumienie" między rządzonym przez komunistów państwem a Kościołem. Wielkość duchowa Stefana kardynała Wyszyńskiego wynikała z głębokiego zaufania do Prawdy i z jego wrażliwości na potrzebę realizacji zasady solidaryzmu narodowego. Gdy bezprawie godziło nie tylko w Kościół, lecz i w całe społeczeństwo i jego różne warstwy, zdecydował się bronić jednocześnie Kościoła i narodu, i wszystkich jego warstw społecznych, o czym zapominają czasem niektórzy współcześni biskupi polscy.

Codzienną dewizą jego życia stała się obrona wolności, podejmowanie jakże trudnego dialogu z wrogami Kościoła dla możliwości pełnienia misji ewangelizacyjnej Kościoła oraz prowadzenie rozmów mediacyjnych, dla dobra wspólnego wszystkich Polaków, zniewalanych przez totalitarny system. Prymas Tysiąclecia, jak później nazwał Go papież Wojtyła, podejmował różne trudne decyzje, zawsze w przekonaniu, że Kościół i Polacy muszą zyskać na czasie, by przygotować się do przyszłej, zasadniczej konfrontacji z totalitarnym systemem komunistycznym. Wolność, prawda i uczciwy dialog to podstawowe wartości, które go codziennie inspirowały. W ciągu całego życia wyrażał kard. Stefan Wyszyński bardzo żywe, optymistyczne przeświadczenie, że te wartości wcześniej czy później muszą zwyciężać.

Pewną inspiracją, by napisać o Prymasie Tysiąclecia był dla mnie artykuł Jana Nowaka-Jeziorańskiego, zamieszczony w londyńskim czasopiśmie "Tydzień Polski", zatytułowany: "Kościoł w latach PRL" (nr 24/1999). Autor przekonywał jak doniosła była rola Kościoła i jego przywódców w okresie powojennym i że bez ich udziału wypadki w naszej ojczyźnie mogłyby potoczyć się innym, być może tragicznym torem. Pozostanie niezaprzeczalnym faktem, iż Kościół kilka razy w okresie PRL-u przyczynił się do tego, że naród polski uniknąl krwawej łaźni. Tak było w październiku 1956 i w 198O roku. Ale również i w grudniu 1981, dzięki Prymasowi Glempowi. Prawdopodobnie inaczej potoczyłyby się losy naszego kraju, gdyby 13 grudnia w warszawskiej świątyni inną wygłosił on homilię i nie wezwał dramatycznie do heroicznego spokoju, "aby nie zginęło żadne dziecko Narodu Polskiego" i wznowienia dialogu, by przezwyciężyć stan wojenny. Była to bardzo sensowna kontynuacja linii kardynała Wyszyńskiego, który po krwawych doświadczeniach wojennych stał do końca swoich dni konsekwentnie na stanowisku, że Polacy powinni i już potrafią zmieniać rzeczywistość społeczną drogą pokojową, bez krwawej walki.

Gdy Polska utraciła swą suwerenność

Czas służby kard. Stefana Wyszyńskiego przypadł niewątpliwie na okres niezwykle trudny, bo utraty całkowitej przez naród suwerenności. Miał on świadomość, iż przestały funkcjonować świeckie autorytety polityczne z powodu totalitarnego terroru. Sprawujący rządy komunistyczni politycy byli wyraźnie uzależnieni od dyrektyw sowieckich, a w swym oportunizmie niezwykle rzadko uwzględniali rzeczywiste dobro swego narodu. Prymas Wyszyński w swej charyzmie społecznej miał głębokie poczucie obowiązku wypełnienia tej historycznej próżni. O istotnym aspekcie służby narodowi przypominał wielu politycznym interlokutorom, stając się w wyniku zaistniałej, obiektywnej sytuacji - faktycznym obrońcą swojego narodu, jego rzecznikiem i swoistym mężem stanu, a nawet Ojcem narodu - jak to wielu katolików odczuwało. Kardynał Wyszyński stał się dla większości Polaków jasnym drogowskazem, jakim wartościom naród, chcący zachować swą tożsamość, nie może się sprzeniewierzać. Dziś w Polsce panuje intuicyjna zgodność, że papież Wojtyła i kardynał Wyszyński to dwaj najwybitniejsi Polacy po II wojnie światowej. Natomiast w okresie międzywojennym za największego jedni rodacy uważali Piłsudskiego, a inni Dmowskiego.

Najokrutniejsza dekada

Widać to ewidentnie, gdy historycy tego okresu pochylają się nad najtrudniejszym okresem posługiwania narodowi (lata 1948-1956) i na tym okresie czasowym zatrzymać się trzeba najdłużej, bo ujawnia on dramatycznie i wyraziście pełną wielkość Prymasa Tysiąclecia. Oczywiście owocowała ona i służyła narodowi również i później, do końca jego dni. Ta dekada ujawniła jednak niezwykle plastycznie heroiczne credo jego życiowych zasad, weryfikowane przez szczególne wyzwania, którym musiał sprostać.

Odmiennie niż jego poprzednik kard. August Hlond, który unikał negocjacji z rządem - Prymas Wyszyński natychmiast próbował sprostać dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska po Jałcie. Obejmując urząd biskupa Warszawy i Gniezna wiedział już o dramatycznej sytuacji katolików w innych krajach rządzonych przez komunistów. Tam przystąpiono wcześniej do rozprawy z Kościołem, brutalnie go prześladując. Postanowił więc szybko przeciwdziałać wielorakim zagrożeniom, podejmując zdecydowaną akcję ratunkową na własną rękę. Watykan był daleko i w pełni izolowany od tej części Europy. Nie można więc było liczyć na jego pomoc. A ponadto Polska już nie miała żadnych stosunków dyplomatycznych, bo komuniści jednostronnie zerwali konkordat w 1945 roku. W ogóle nie można było liczyć na żadne wsparcie skądkolwiek. Zachodni politycy oddali nas w Teheranie i Jałcie w jurysdykcję Stalina. Kościół polski musiał więc liczyć tylko na siebie i radzić sobie sam. Episkopat uwzględniał realną sytuację i aranżował politykę rozważnego układania stosunków z komunistycznymi władzami. Postawiono na roztropną obronę. Wyszyński podejmował więc spiesznie rozmowy z rządzącymi i dążył do ustalenia jakiegoś znośnego modus vivendi. Zapadła decyzja, by włączyć do tej akcji znaną w życiu społecznym zasadę heroicznego dialogu i rozsądnego kompromisu. Ksiądz Prymas, odmiennie niż jego poprzednik, nie odkładał kontaktów na później i jak gdyby starał się uchwycić byka za rogi. Zdobywał się na wielogodzinne, bardzo trudne rozmowy w trosce o naród i Kościół - z przywódcami komunistycznymi różnej rangi i autoramentu. Rozmawiał między innymi z Bierutem, Cyrankiewiczem, Gomułką i Gierkiem. Dzięki tej jego heroicznej postawie polski Kościół przetrwał wiele prób konfrontacji z totalitarnym państwem. On wiedział, że wdając się w politykę nie zawsze znajdzie sytuacje, by móc rozwiązywać szybko wszystkie najważniejsze problemy. Czasem trzeba poprzestać - w ramach realiów - jedynie na sprawach możliwych do osiągnięcia. Z pryncypialnych i strategicznych nie rezygnując, ale odkładając je na lepsze czasy.

Prymas Tysiąclecia był na pewno jednym z pierwszych polskich mężów stanu, który dostrzegł i uwierzył dalekowzrocznie w perspektywiczną szansę powolnej ewolucji systemu komunistycznego w Polsce. Na ten proces heroicznie stawiał i udawało mu się uzyskiwać pozytywne wyniki, nawet mimo uwięzienia go w 1953 roku. Po uwolnieniu po 3 latach potrafił przewalczyć urazy i zachował afirmację dla niezbędnego środka regulującego stosunek Kościoła do świata - jakim jest dialog. Miał wolę przekonywania i zarażania tymi swymi trudnymi poglądami - na temat potrzeby negocjacji, zarówno polskich biskupów, jak i hierarchów watykańskich. Dlatego chyba trudna linia działania kardynała Wyszyńskiego nie spotkała się z jawną dezaprobatą papieży, wbrew temu, co pisał znany watykanista, Hansjakob Stehle w różnych publikacjach. Nie ma w tej kwestii żadnych oficjalnych enuncjacji ani dokumentów, czy bezpośrednich wypowiedzi papieży, a niemiecki dziennikarz posłużył się pogłoskami i plotkami. Zresztą jest on z założenia niezwykle krytycznie nastawiony do wszelkich zabiegów kościelnej dyplomacji, czemu dał wyraz w książce "Tajna dyplomacja Watykanu", wydanej również i w Polsce w 1993 roku. W pracy tej potępia z jednej strony brak postawy kompromisu ze strony Piusa XII, ale i z drugiej, późniejsze zabiegi arcybiskupa Agostino Casarolego w latach sześćdziesiątych, polegające na trudnym poszukiwaniu rozwiązań dla polepszenia sytuacji Kościoła w krajach komunistycznych, poprzez podejmowanie negocjacji i dialogu, choć także i nieodzownych kompromisów.

Pisząc o Prymasie Tysiąclecia nie sposób nie przedstawić, choćby skrótowo, pewnej analizy sytuacji w stosunkach Polska - Watykan po 1945 roku. Trzeba ją widzieć także na tle dramatów Kościoła występujących w innych krajach rządzonych przez komunistów. Konfrontacja taka ujawnia wyraźną różnicę w postawach kościelnych hierarchów. Prymas Wyszyński wiedząc, jakie ofiary poniósł i jak wiele wycierpiał naród polski podczas wojny, nie chciał narażać polskich katolików na dalszą gehennę. Miał wyostrzoną świadomość niekorzystnych dla narodu nowych powojennych realiów. Dostrzegał geopolityczną sytuację Ojczyzny, w jakiej znalazła się po wojnie w wyniku porzucenia nas przez zachodnich sojuszników. Odwoływał się więc do realizmu i biologicznej ochrony narodu. Rzetelni historycy analizujący sytuację Kościoła katolickiego w tej części Europy dostrzegają wyraźnie występujące dwie orientacje: jedna wysuwała na czoło bezkompromisową zasadę: żadnej ustępliwości i żadnego dialogu z rządzącymi. Zwolennicy tej postawy argumentowali, iż nie wolno katolikom wchodzić w dialog, bo rządzący komuniści traktują Kościół jedynie w kategoriach taktycznych. Celem ich wszelkich zabiegów jest ograniczanie Kościoła i odcięcie lokalnych wspólnot od Watykanu, a w perspektywie niszczenie poprzez administracyjny terror, a także ateistyczną indoktrynację. W Watykanie tuż po wojnie Pius XII nie wierzył w skuteczność dialogu. Stąd zwyciężająca tam orientacja "budowania Kościoła katakumb", jak nazywał tę postawę Hansjakob Stehle, twierdząc, że tylko takich postaw oczekiwano w watykańskiej Centrali Kościoła powszechnego.

Optymistyczniej ten problem widział Prymas Wyszyński

Oczywiście nie zakładał kolorowych okularów. I on zdawał sobie sprawę że komuniści pragnęliby zniszczyć Kościół i że mają do dyspozycji różne środki terroru i przemocy administracyjnej, ale dostrzegał również, że rządzący w Polsce są w pewnym sensie bezradni wobec głęboko zakorzenionego w narodzie patriotyzmu i religijności, a także silnej woli oporu polskiego społeczeństwa. Stąd dla dobra Kościoła i narodu uruchamiał różnorodne próby heroicznych negocjacji. Chociaż jednocześnie zdawał sobie doskonale sprawę, że dyktowana realizmem politycznym jego taktyka nie jest wolna również od pewnych niebezpieczeństw. Starał się zawsze realizować racjonalne postawy. Był nieustępliwy w sprawach istotnych, ale godził się czasem na uzasadnione kompromisy. Ujawniał przekonanie, że proces będzie historycznie długi. Jednak w ogólnym bilansie ufał w pozytywny dla społeczeństwa i Kościoła proces. Polski Episkopat wierzył w powolną ewolucję komunizmu, ale i w moc zwycięstwa Matki Bożej, Królowej Polski, co się ostatecznie sprawdziło.

Prymas Wyszyński niewątpliwie był obdarzony ogromnym wyczuciem politycznym. Był wielkim mężem stanu. Wiedział, kiedy może wykorzystać swój czas. Umiał obserwować przemiany społeczne, a jako socjolog i świetny znawca narodu polskiego nie popełniał błędów, jakie teraz czasem popełniają polscy politycy nie uwzględniający położenia i nastrojów społeczeństwa. Pilnie obserwował też niezadowolenia społeczne i z nimi się liczył. Dostrzegał nawet, że pewne posunięcia społeczne rządzących były zgodne z katolicką nauką społeczną, nawet wbrew ich intencjom. Ksiądz Prymas roztropnie ochronił własną wspólnotę, wytrącając komunistom rożne przewrotne argumenty przeciw ludziom wierzącym.

W jednym z przemówień Ksiądz Prymas potwierdził, że Watykan nie zamierzał krępować polskiego Episkopatu i zostawił mu pełną swobodę w tak trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół w Polsce. Ksiądz Prymas miał dobre informacje i znane mu były losy kard. Mindszenty'ego, który nie próbował podejmować dialogu z rządzącymi komunistami. Wykorzystano to brutalnie i Kościół węgierski poddany został niezwykle okrutnemu prześladowaniu. W ciągu jednej nocy w kwietniu 1950 roku aresztowano około 1000 zakonników i zakonnic, a także wielu księży diecezjalnych. Zlikwidowano wszystkie klasztory. Skonfiskowano niemal całą własność kościelną. Ograniczono zaledwie do kilku szkół nauczanie religii. Okrutne prześladowania dotknęły katolików i w innych krajach: wszędzie, gdzie władzę przejęli komuniści. W Czechosłowacji arcybiskup Beran aresztowany już w 1949 roku został skazany na 14 lat więzienia. Tam też uwięziono niemal wszystkich biskupów i tysiące księży i zakonników. Zlikwidowano również zakony. W Jugosławii arcybiskup Stepinac - beatyfikowany ostatnio przez Jana Pawła II - jeszcze wcześniej, bo w 1946 roku był aresztowany i skazany na dożywotnie więzienie. Kard. Mindszenty'ego, Prymasa Węgier skazano na więzienie po krótkim wyreżyserowanym procesie, opartym na wydumanych oskarżeniach o zdradę stanu, choć właściwym powodem było bezpośrednie zaangażowanie się w życie polityczne i jego nieugięta postawa w zakresie negocjacji.

Roztropna taktyka polskiego Prymasa

Prezentując syntetycznie sylwetkę kard. Stefana Wyszyńskiego w cennej książce "Ludzie i opcje" znany historyk Andrzej Micewski napisał, że Księdzu Prymasowi udało się przekonać papieża Piusa XII o słuszności decyzji zawarcia z komunistycznym rządem w 1950 roku porozumienia. Przypominał również, że ten "sam Wyszyński ogłosił 8 maja 1953 roku słynne "non possumus" w ostrym memoriale biskupów do Bieruta o bezprawiach wyrządzanych Kościołowi. Prymas wiedział, że ten memoriał spowoduje jego aresztowanie, ale wcześniejszym porozumieniem uzyskał trzy lata, których nie miał kardynał Mindszenty na Węgrzech, aresztowany za swoją nieprzejednaną linię". Micewski akcentuje również, "że z okresu stalinizmu i całej ery komunizmu Kościół polski wyszedł dużo lepiej niż węgierski."

Była to niewątpliwa zasługa Prymasa Tysiąclecia. Trzeba w tym kontekście przypomnieć za historykami, że papież Pacelli stawiał po wojnie na wyraźną konfrontację i nie wyobrażał sobie możliwości negocjacji z komunistami, którzy właśnie dochodzili do władzy na ogromnym obszarze Europy oddanej im przez Roosevelta i Churchilla układami w Teheranie i Jałcie. Natomiast Prymas Wyszyński mając pewną swobodę działania wybrał własną strategię i niezwykle odważnie przeciwstawił się innej koncepcji, mimo że, jak wszyscy ludzie polskiego Kościoła z tamtych czasów, był w swoich poglądach antykomunistyczny i antyhitlerowski. Tylko dzięki swej roztropnej taktyce opóźniał proces niszczenia ludzi i instytucji Kościoła w naszym kraju. Będąc człowiekiem o wysokim stopniu świadomości społecznej oraz mężem stanu, któremu Bóg powierzył sprawy Polaków, odmiennie niż kardynał Mindszenty - który wyraźnie realizował wizję konfrontacyjną - zawsze opowiadał się za negocjacjami, dialogiem i uważał, że w tych trudnych warunkach osiągnie - możliwe optimum. Ale potrafił szantażować arbitralnie rządzących w kraju komunistów, odwołując się zawsze do żywych pokładów patriotyzmu i tożsamości narodowej Polaków, ukształtowanych w ciągu dziejów. Jak odnotowują historycy w jednym ze spotkań z przedstawicielami laikatu Prymas Tysiąclecia w tamtym okresie przypominał, że woli, by księża duszpasterzowali, niż... siedzieli w więzieniach. Oczywiście, był świadom, że realizując dalekowzroczną politykę dla dobra narodu musi czasem odkładać na dalsze lata uzasadnione dezyderaty i potrzeby Kościoła. Zawsze jednak ratował substancję narodową i polską tożsamość chrześcijańską. Już w pierwszym okresie zatroszczył się o powołanie stałej "Komisji Mieszanej", która miała umożliwiać Kościołowi i władzom negocjacje i ewentualnie rozwiązywanie bolesnych dla Kościoła konfliktów. Warto wspomnieć, że ta idea instrumentu dla dialogu - "Komisji Mieszanej", nazywana później "Komisją Wspólną" przetrwała aż do naszych czasów - Polski suwerennej, choć komuniści arbitralnie zawieszali jej istnienie na długie okresy, gdy stawała im się nazbyt niewygodna.

Architekt trudnego modus vivendi

Kard. Stefan Wyszyński przybywając w 1957 roku do Rzymu w rozmowach z papieżem Piusem XII, bardzo odważnie bronił swojej linii postępowania. Wiadomo też, iż kardynał Wyszyński zarzucał między innymi kardynałowi Tardiniemu, ówczesnemu watykańskiemu dostojnikowi z Sekretariatu Stanu, iż niesłusznie oskarża się polskich biskupów o to, że stali się " zbyt ugodowi" w stosunku do rządzących komunistów. Ostentacyjnie też zabrał ze sobą na audiencję do Piusa XII - biskupa Choromańskiego i biskupa Klepacza, którzy po uwięzieniu Prymasa utrzymywali stałe kontakty z rządem w imieniu Kościoła polskiego.

Prymas Tysiąclecia był niewątpliwie architektem niezwykle trudnego modus vivendi z rządzącymi komunistami.. Był zawsze pryncypialnym rozmówcą i w sprawach istotnych nigdy rządowi komunistycznemu nie ustępował, co doprowadziło do uwięzienia na 3 lata. Dopiero nowo wybrany po październikowym przełomie sekretarz PZPR Władysław Gomułka w 1956 roku uwzględniając ogromny autorytet Wyszyńskiego, który był mu też potrzebny, by zapanować nad nastrojami społecznymi Polaków zaapelował, by wrócił do Warszawy na urząd Prymasa. To oni obaj wspólnie zapanowali nad sytuacją w kraju, unikając wybuchu społecznego i powstania przeciw komunizmowi, co nastąpiło na Węgrzech. Zachodnie rozgłośnie odegrały tam negatywną rolę nie prezentując rozsądnych racji za podejmowaniem negocjacji na temat pokojowego reformowania totalitarnych rządów, by nie dopuścić do rozlewu krwi Węgrów i brutalnej interwencji wojsk sowieckich z woli Chruszczowa. (zginęło wówczas w krwawych walkach ponad 20 tysięcy osób). Odmiennie czynił to w polskiej rozgłośni Nowak-Jeziorański, spotykając się z komunistą Światło, który uciekł z Polski, wykorzystując jego relacje o kulisach rządów PZPR, ale również dyskretnie spotykał się w Rzymie z Wyszyńskim i umiał korelować z nim, określoną taktykę w stosunku do rządzących Polską komunistów. Bardzo rozsądnie wspierał poprzez Wolną Europę różnorakie zabiegi i linię działania Kościoła w kraju i wśród emigrantów, wiedząc że Prymas Wyszyński jest zwierzchnikiem polonijnych duszpasterzy, dzięki zgodzie Watykanu. Jak już zostało podkreślone w Polsce uniknięto co najmniej dwa razy (rok 1956 i 1981) rozlewu krwi dzięki racjonalnej koncepcji zwierzchników polskiego Kościoła: kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Józefa Glempa.

Jerzy GRUCA

Jerzy Gruca. Urodził się w 1931 roku w Warszawie. Dziennikarz i publicysta. Studiował polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Studia teologiczne ukończył w 1966 roku. Wieloletni radaktor "Kierunków" i miesięcznika "Życie i Myśl". W latach 1982-1986 pracował w Rzymie. Odbył wiele podróży, między innymi do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Filipin, Japonii, Chin i krająw Dalekiego Wschodu. Mieszka w Oslo. Działalność społeczna kard. Stefana Wyszyńskiego została szczegółowo zaprezentowana w eseju Jerzego Grucy pt. "Bronił zawsze wolności dialogu i pojednania" zawartym w książce "Co Kościół i Polska zawdzięczają Prymasowi Tysiąclecia?" Wydawnictwo "Adam" Warszawa 2000.

8-5-2a.jpg (42055 Byte)


8-5-2b.jpg (47673 Byte)


Na zdjęciach:

Obchody Tysiąclecia
Chrztu Polski
z udziałem
kard. Stefana
Wyszyńskiego

(Gniezno, 1966)


Fot. XXX

© Recogito, Rafaliga