Notatnik pielgrzyma
PIELGRZYMKA do Ziemi Świętej wymaga uprzedniego przygotowania
i to dwojakiego: intelektualnego przez zdobycie wiadomości historycznych,
geograficznych i archeologicznych o tym kraju, po którym wieki
najstarszej historii świata przechadzały się nie pozostawiając
czasami żadnych śladów; przygotowania duchownego wymagającego
oderwania się, odkrycia i jego drobnych spraw, pogrążenia się
w świecie nadrzeczywistym, który winien stać się jedynym naprawdę
istniejącym.
Trudno określić, ilu z sześćdziesięciu ośmiu uczestników szesnastej
pielgrzymki uniwersyteckiej Paryża miało to przygotowanie. A jeśli
nawet go nie miało, to wysoki poziom duchowy kierowników pielgrzymki
sprawił, że cel został osiągnięty.
W tego rodzaju klimacie duchowym odbyła się ta jedyna może dla
większości uczestników pielgrzymka do Ziemi, po której Chrystus
chodził tak, jak myśmy po niej chodzi. I nas spotykały podobne
sprawy ludzkie jak i Jego i my byliśmy otoczeni takim samym tłumem
jak On kiedyś. Nie było za Jego czasów samolotu, który nas zawiózł
na lotnisko koło Tel-Awiwu.
Był ciemny wieczór, bo noc zapada szybko w tym kraju. Za kilka
dni miała być Niedziela Palmowa. Na tarasach lotniska witał nas
tłum żydowski. Tłum dzisiejszego Izraela jest oczywiście inny
niż rzesze, które kiedyś witały Chrystusa. Jest inny również w
porównaniu z tłumem arabskim Jordanii. Arabowie bardziej przypominają
tych, którzy przed wiekami zacierali tutaj ślady krzyża zastępując
go półksiężycem. Ta różnica świata arabskiego w porównaniu z młodym
Izraelem jest uderzająca. Żydzi są ludźmi naszej epoki, Arabowie,
otuleni w zwoje materiałów, wysiadują na ulicach koło domów-klubów.
Widzi się ich często modlących się w pokłonach i wpatrzonych w
wieczność. Pozostając w Izraelu widzi się cały wysiłek tego młodego
państwa dążącego do rozwoju. Nie ulega wątpliwości, że jego niepodległość
ogłoszona 14 maja 1948 roku stworzy typ nowego obywatela, którym
już nie będzie dawniejszy Żyd, który tu przyjechał z różnych krajów,
przeważnie Europy Środkowej i Polski. Młodzi, którzy się tu urodzili,
już zdążyli nabrać pewności siebie, męstwa wojennego, nauczyli
się rzemiosła, uprawy roli i wszystkiego, co może dać własne,
niepodlegle państwo. Jest to już rasa ludzi twardych, prostych
w rozumowaniu, zdrowych fizycznie i dalekich od swoistej finezji
ojców.
- Oni są inni - mówi Żyd z Wilna, właściciel hotelu, w którym
mieszkamy w Tyberiadzie. Używając języka polskiego podkreśla z
rozczuleniem bliskość współżycia z Polakami. Z Polski wyjechał
w 1932 roku, a mimo to tkwi w atmosferze starego Wilna.
Pierwszy punkt oparcia w Ziemi Świętej mieliśmy w Tyberiadzie.
Było to kiedyś miasto pogańskie, zdeprawowane pod względem obyczajów.
Obecnie elegancka miejscowość kuracyjna słynąca z gorących źródeł.
Chrystus omijał to miasto i nigdy tam nie był, chociaż często
przechodził w pobliżu.
JEZIORO Genezaret, zwane Kinnerth od hebrajskiego słowa "kinnor"
oznaczającego instrument muzyczny w kształcie liry otoczone jest
pagórkami. Wzgórza wysokie na 600 metrów o zboczach łagodnych,
spływających do jeziora, posiadają nieziemską słodycz wyrazu.
Cały krajobraz Galilei, kraju dzieciństwa, młodości i nauczania
Chrystusa jest pełen jasności, łagodności i spokoju. Pielgrzyma
ogarnia uczucie, że ziemia, po której chodził Zbawiciel, będzie
zawsze taka sama. Uświęcona Jego pobytem nigdy nie straci swojej
jasności. Oświecające ją światło, a w kraju tym jest ono specjalnie
silne, nie posiada charakteru zwykłego. Jest to jasność nieziemska.
Zachwycone oczy pielgrzyma widzą tu już początek raju. Wszystko
się ucisza w skołatanym sercu człowieka na widok tej jasności
i łagodności.
Wszędzie kwitły maki o niezwykłej czerwieni, pełno tu złotych
i niebieskich kwiatów polnych, trawa pachniała świeżością: ptaki
śpiewały też mocniej niż na zwykłej ziemi. Patrzyliśmy na siebie
i rozumieliśmy, że tylko takie miejsce było właściwe dla Chrystusa
Pana. Za Jego czasów było tu mnóstwo ogrodów, drzew pomarańczowych,
wiele osiedli ludzkich. Dziś są kibuce o wielkiej kulturze rolnej,
zabudowane nowymi, betonowymi, szybko zrobionymi domkami.
Już w Galilei nastąpiło całkowite oderwanie się od życia i od
jego spraw. Wzięliśmy do ręki Ewangelię i przechadzaliśmy się
po niej jak po ogrodzie. Wszystko się stało jasne i zrozumiale.
Patrząc na Jezioro Genezaret widziało się wszystkie sceny, z którymi
było ono związane. Stopy Chrystusa chodziły po nim. Nad jego brzegiem
Chrystus rozmnożył chleb. Tu nauczał z łodzi. W pobliskiej Kanie
zmienił wodę w wino. Tu uzdrowił głuchoniemego, trędowatego. Wreszcie
po zmartwychwstaniu ukazał się swoim uczniom.
Zaczęliśmy pielgrzymkę od Nazaretu, miasta wyglądającego dziś
chyba tak samo, jak za czasów Jezusa. Wąskie uliczki pełne tumultu,
jaki daje handel uliczny ludności mahometańskiej. Oglądamy grotę,
w której Jezus mieszkał z rodzicami w ciągu trzydziestu lat swojego
ukrytego życia. Na tym miejscu buduje się okazała bazylika. Tam
też odbyła się pierwsza Msza święta pielgrzymów w ziemi Jezusa.
W miasteczku o ślicznym, przypominającym florencki, krajobrazie
podziwiamy wdzięk kobiet idących do studni, zwanej studnią Matki
Boskiej. Przypomina ona łuk mostu rzymskiego. Kobiety arabskie
wychodzą zwykle po wodę rano o godzinie piątej. Jest to przechadzka
codzienna, pozwalająca pokazać stroje. Podziwiamy grację rak trzymających
na głowie naczyń z wodą. Biały woal i wiotkość otulonej w szaty
postaci ślicznie pasują do tutejszego krajobrazu.
Nazaret jest biedny, biały i znowu nasuwa się myśl, że przecież
innym nie mógł być. Wzrusza i rozczula.
Architektonicznie śliczny kościół na górze Tabor. Prostota i
harmonia linii. Piękne freski współczesne, ale w rysunku przypominają
włoskich prerafaelitstów. Ptaki na tej górze śpiewały nieziemsko,
widok i krajobraz były takie, że rozumie się słowa Piotra, który
chciał tam zbudować trzy przybytki. Zwykłe przemienienie się Chrystusa
bywa umieszczane na tej górze.
Niedziela Palmowa, Wielki Tydzień i Wielkanoc zastają nas w Jerozolimie,
mieście męki śmierci Chrystusa. Odkrywamy ją uroczyście w Niedzielę
Palmową. Miasto jest białe i położone na wzgórzach.
Znane są opisy Grobu Pańskiego i świątyni wraz z Kalwarią. Znane
są również wszystkie inne miejsca święte znajdujące się w tym
mieście. Nie można i nie sposób opisać ich w krótkich wspomnieniach
pielgrzyma. Trzeba tam być, żeby stwierdzić na miejscu czar Ziemi
świętej.
Z Palestyny wraca się z przekonaniem, że Chrystus stał się nam
bardziej bliski.
Eugenia SZABELSKA
Eugenia Szabelska urodziła i wychowała
się na Wileńszczyźnie. W 1940 roku przedostała się do Francji.
Nad Sekwaną pozostała aż do śmierci. Czas okupacji spędziła w
Grenoble. Po wojnie zamieszkała w Paryżu i przez wiele lat pracowała
tutaj jako adwokat. W "Naszej Rodzinie" prowadziła przez
pewien czas kącik porad prawnych. W roku 1965 uczestniczyła w
pallotyńskiej pielgrzymce do Ziemi Świętej. Jej relacja ("Nasza
Rodzina" 6 /249/ 1965, s. 13-14) stanowiła uzupełnienie do
tekstów księży Józefa Sadzika i Zenona Modzelewskiego. Jest ona
przybliżeniem do epoki, w której nowe państwo izraelskie wciąż
się kształtowało.
|

Na zdjęciu:
Jedna z ulic
Nazaretu
(lata sześćdziesiąte
XX wieku)
Fot. Archiwum
"Naszej Rodziny"
|