|
K. Józef Tischner w lutym 1986 roku,
występując w ramach paryskich Wieczorów Patriotycznych, jedną
ze swoich konferencji poświęcił charakterowi narodowemu. Swoje
wystąpienie zatytułował "Oni i my". Polski fenomenolog
podjął problem narodowej tożsamości i narodowych stereotypów,
typowych dla Francuzów, Niemców i Polaków.
Charakter narodowy
Charakter narodowy jest czymś w rodzaju talentu, z jakim naród
odpowiada czy reaguje na rozmaite sytuacje próby, w jakie historia
wtrąca dany naród. Naród wtrącony w sytuację próby musi reagować
jako całość, nie jako jednostka. Naród wtrącony w trudną zimową
noc reaguje jako całość, naród postawiony jest cały w stan wojny,
reaguje jako całość. Wtedy ukazuje swój charakter. Można powiedzieć,
że im więcej takich sytuacji, w których naród musi reagować jako
całość - tym wyraźniejsza staje się świadomość narodowego charakteru,
a także łatwiej temu narodowi osiągnąć świadomość tożsamości narodowej.
To prawda, że świadomość narodowej tożsamości najczęściej dojrzewa
w jakimś konflikcie, czy to konflikcie narodu z innym narodem,
czy w konflikcie z przyrodą, ze sceną jego dramatu, czy może nawet
w konflikcie narodu z Bogiem.
Otóż mam tutaj przed sobą dwie próby opisu charakteru narodowego:
najpierw charakteru Francuzów, a potem charakteru Niemców. Opis
pierwszy pochodzi spod pióra znanego austriackiego historyka kultury
Egona Friedla, jego dzieło pochodzi z okresu międzywojennego.
Drugi opis pochodzi spod pióra filozofa Fryderyka Nietzschego.
Pierwszy autor, Egon Friedel, zwraca uwagę na okres wielkiej
rewolucji, kiedy to jego zdaniem doszedł do głosu i utrwalił się,
głównie dzięki literaturze, pewien stereotyp, pewien model reagowania
całego narodu na propozycje historii, które ku niemu idą. Drugi
mówi o niemieckim sposobie myślenia, sposobie myślenia, którego
wyrazem jest filozofia.
Otóż jeden i drugi pisarz usiłuje pod rozmaitymi, różnymi zjawiskami
narodowego charakteru znaleźć jakieś jądro istotne, jakieś jądro
zasadnicze. Najpierw Friedel cytuje Goethego, a potem rozwija
własny komentarz. "Naród francuski - powiada Goethe - jest
narodem skrajności". I teraz już komentarz Friedla: "Nigdzie
nie znajduje umiaru. Jest jedynym narodem w świecie, w którego
historii natrafiamy na rzeź Nocy Świętego Bartłomieja i na święto
rozumu; swawolę Ludwika XIV i rozpasanie sankiulotów. Dwie skrajności,
pomiędzy którymi miota się tam i nazad francuska dusza: pedanteria
i błazeństwo.
Obydwie też znajdują zakorzenienie w jednej i tej samej właściwości
podstawowej. Gdyby trzeba było wyrazić francuską istotę w zwięzłej
formule, można by powiedzieć: polega ona na bijącym w oczy braku
poczucia rzeczywistości. Pedanteria i błazeństwo nie są żadnymi
przeciwieństwami, lecz różnymi stopniami tego samego stosunku
do rzeczywistości. Pedant jest rodzajem obłaskawionego błazna;
a błazen rodzajem zdziczałego pedanta.
Wspólna dla jednego i drugiego jest jednostronna i stąd fałszywa
perspektywa życia. Zajmują oni jedynie, ze tak powiem, przeciwne
sobie miejsca na skali termometru. Pedant znajduje się po stronie
zamarzania, a błazen po stronie wrzenia. Próbowano raz poddać
francuski charakter narodowy, w jego najbardziej istotnych przejawach,
wolnej od przesądów obserwacji; i odkryto, że znamieniem przeciętnym
Francuza jest pedanteria, która w najwyższych wytworach ducha
narodowego wznosi się aż do podziwu godnego opanowania formy.
Francuzi stworzyli sobie język, który jest znakomicie przystosowany
do mówienia i pisania. Jest to język, w którym nie można wyrażać
się źle. Ma się tylko ten jeden wybór: albo pisać pięknie i poprawnie
po francusku, albo zupełnie niezrozumiale, śmiesznie i absurdalnie,
a więc zupełnie nie po francusku. Powołali do istnienia tragedię
klasyczną, w której jest niemożliwością tworzyć poezję w sposób
niejasny, nieprzejrzysty, zawiły.
Posiadają filozoficzną terminologię, w której nie można myśleć
nielogicznie i ciemno. Wynaleźli scentralizowaną aż do najmniejszych
szczegółów biurokrację, bez której nie byłaby do pomyślenia rewolucja
z jej wszystkimi stadiami. Bowiem tylko ten system stwarzał możliwość,
że każdy, kto miał w rękach główną dźwignię maszyny, był absolutnym
władcą całej Francji. Tak, ze kraj liczący dwadzieścia pięć milionów
mieszkańców był najpierw w rękach bezczynnej i niezdolnej do rządzenia
arystokratycznej oligarchii, następnie w garści z głupich doktrynerów
prawa, zaraz potem roty rozhisteryzowanych bandytów, następnie
kliki złodziejskich bankierów, a w końcu opanowała go wola i mózg
genialnego konkwistadora. Także w okresie szczytowym za Ludwika
XVI, gdy byli nie tylko politycznym, lecz również duchowym mocarstwem
Europy, stworzyli jedynie pedantyczne dzieła w monumentalnym stylu,
zaokrąglone poematy dworskie, dworskie malarstwo, dworskie filozofie.
Metodyka, pragmatyka, matematyka, system, reguła clarté, były
to zawsze główne siły Francuzów, w przeciwieństwie do Niemców,
których istotą jest to, których żywiołem jest to, co się kłębi,
przegina, wygina, zwija. Ale to również jest podstawą ich stałej
zdolności do rozwoju i regeneracji. Niemiec nigdy nie jest gotowy
i na tym polega jego wielkość. Co stanie się, gdy pedanteria na
skutek jakiejś okoliczności nagle zderzy się z rzeczywistością
i będzie musiała rozprawić się z nią praktycznie: czy zechce skorygować
swój odwrócony obraz świata, swe fałszywe uczucia, swe skrzywione
pojęcia i pozbawione perspektywy obrazy, stosując je do rzeczywistości?
Nie. Postawiona przed wyborem będzie raczej zadawać gwałt rzeczywistości.
Nie powie sobie: miałam zły termometr, lecz spróbuje zmienić stan
temperatury. Doszedłszy do tego punktu, wytrącony ze swej równowagi
pedant przerodzi się w niebezpiecznego błazna".
W tym opisie ukazana jest mniej więcej taka sytuacja: organizm
narodu przechodzi przez sytuację próby. Jak reaguje na te próby?
Albo się im poddaje, albo stara się te sytuacje przełamać. Otóż
wedle Friedla w narodowym charakterze Francuzów leży to, by ignorować
istnienie przeszkód. A więc ich świat miałby być światem przykrojonym
do ich pragnień. Stąd nieustanny konflikt z rzeczywistością, konflikt,
który rodzi wedle cytowanego historyka dwie skrajne postawy: postawę
pedanta i postawę błazna. Oczywiście są to postawy skrajne, które
w życiu nigdy się nie urzeczywistniają, ale w życiu urzeczywistniają
się postawy pośrednie. Powstaje pytanie: czy można tę diagnozę
i ten opis jakoś naukowo zweryfikować? Z pewnością nie można tego
zweryfikować metodami statystyki. Nie znaczy to jednak, aby ten
opis trochę ironiczny, trochę satyryczny, był pozbawiony wszelkiej
wartości. Można wskazać bardzo wiele postaci z ówczesnej historii
Francji, które zawdzięczały swój sukces, a potem swoją klęskę
kompletnej ślepocie na otaczający ich świat. Oczywiście, ten sukces
i ta klęska był nie tylko ich osobistym sukcesem i ich osobistą
klęską, ale sukcesem i klęskę narodu, który musiał mieć coś z
tej ślepoty, czy cos z tej skrzywionej wrażliwości, że się dał
kierować takim, a nie innym przywódcom. Dlatego, mimo wszystkich
braków przytoczonego opisu, jest w nim ziarno prawdy, iż coś takiego,
jak charakter narodowy rzeczywiście istnieje.
Posłuchajmy dla odmiany, co Fryderyk Nietzsche mówił o Niemcach.
Nietzsche był filozofem, interesował go, więc przede wszystkim
sposób myślenia: niemiecki sposób myślenia. Obserwował ten sposób
nie tylko na poziomie filozofii, ale również w sferach kulturalnych
ówczesnych Niemiec. "Dusza niemiecka - pisze - jest przede
wszystkim różnorodna; z różnych poczęła źródeł, raczej poskładana
i nawarstwiona niż istotnie zbudowana. Jest to następstwem jej
powodzenia. Niemiec, co śmiałby utrzymywać, dwie dusze kryje ach
w piersi mej, rozminąłby się fatalnie z prawdą, a raczej pozostałby
o wiele dusz za prawdą. Niemiec wlecze swą duszę, wlecze za sobą
wszystko, czego dozna w życiu, trawi swe doświadczenia licho,
nie kończy z nimi nigdy. Głębokość niemiecka nieraz bywa ciężkim,
opieszałym trawieniem, a jak wszyscy nałogowo chorzy, jak wszyscy
dysceptycy lubią wygody, tak i Niemiec lubi otwartość i zacność.
To tak wygodnie być otwartym i zacnym. Jest to snadź najniebezpieczniejsze
i najfortunniejsze przebranie, w jakim celuje Niemiec: ta ufność,
ta uprzedzająca gotowość, to rozkrywanie kart znamionujące prawość
niemiecką. Jest to właściwa mu mefistofeliczna chytrość, z którą
daleko zajść jeszcze może. Niemiec opuści ręce, spojrzy swymi
dobrymi, błękitnymi, czczymi, niemieckimi oczyma, a zagranica
widzi zaraz jego szlafrok.
Chciałem powiedzieć, niechaj głębokość niemiecka będzie sobie,
czym chce, toć między nami wolno zadrwić z niej po cichu. Rzecz
mimo to chwalebna, ii chcemy zachować nadal jej pozory i nieskazitelność,
ze chlubnego, zakorzenionego uznania dla głębokości naszej nie
chcemy oddać za cenę tężyzny pruskiej, konceptów i tumanów berlińskich.
Świadczy to dobrze o roztropności jakiegoś ludu, gdy wyrobi sobie
opinię, ze chce mieć opinię głębokiego, nieporadnego, dobrodusznego,
prawego, nieroztropnego. Świadczyłoby to nawet o głębokości jego
na ostatek. Dbajmy o chwałę własnego imienia, nie darmo zwiemy
się Täuschevolk - zwodnym ludem, to jest poza dobrem i złem".
Nietzsche skupia uwagę na podstawowym problemie niemieckiego
charakteru, problemie tożsamości: gdzie i w jaki sposób może on
odnaleźć własną tożsamość. Pytanie bierze się ze świadomości rozdarcia,
bo dusza niemiecka jest duszą rozdartą.
Trzeba tu na marginesie powiedzieć, ze te sądy Nietzschego o
rozdarciu są polemiką ze słynnym tekstem Fichtego pod tytułem
"Wykłady do narodu niemieckiego", w którym to tekście
Fichte dawał w swoim czasie filozoficzną wykładnię tego, co niemieckie.
Otóż wedle Fichtego zasadą tego, co niemieckie, źródłem narodowego
poczucia Niemców jest dążenie do twórczej wolności. Fichte sądził
zatem, że naród niemiecki jest osadzony na jednym jednolitym fundamencie,
na dążeniu do twórczej wolności. A ponieważ wedle Fichtego to
samo jest zasadą filozofii, zatem zasada filozofowania i zasada
niemieckości byłyby tym samym. Naród niemiecki byłby więc narodem
nie tylko twórczej wolności, ale zarazem ze swej istoty narodem
filozoficznym, innymi słowy ktokolwiek filozofuje, filozofuje
po niemiecku. Nietzsche jest raczej innego zdania. Sądzi on, że
dusza niemiecka jest nieuleczalnie rozdarta i ciągle usiłuje szukać
racji swej tożsamości. Nie może znaleźć racji tożsamości w sobie,
więc szuka poza sobą. Jest wiedziona wolą mocy w owym szukaniu
tożsamości. A wtedy, wiedziona taką wolą mocy, dusza niemiecka
znajduje rację tożsamości w tych mocach, które rządzą historii,
w tych mocach, którym trzeba się poddać, ażeby zapanować nad innymi
mocami.
Jeśli francuski sposób życia polega na tym, żeby błądzić pomiędzy
pedanterią a błazeństwem, to wedle Nietzschego niemiecki sposób
bycia polega na tym, by błądzić między panowaniem a poddaniem.
Naród niemiecki wedle Nietzschego jest narodem, który szukając
własnej tożsamości, szuka pana, któremu należałoby się poddać.
Mówiąc trochę prościej, wedle Nietzschego jest to naród, który
szuka, komu by się móc oddać w niewolę.
W Polsce natrafiamy na liczne opisy polskiego charakteru narodowego.
Opisy takie spotykamy w wieku XIX i XX. Znane są dobrze słowa
Norwida: "Polak, to ostatni na świecie obywatel". Znane
są słowa Gałczyńskiego: "Polak to wariat". To się zaczyna
trochę inaczej: "Bo ja jestem Polak, a Polak to wariat, a
wariat to lepszy gość".
Czesław Miłosz pisał: "Polacy stamtąd to jest z etnicznego
centrum, mieli opinię płytkich, niepoważnych, a przy tym oszustów.
Cnotę określano jako odwrotność ich słomianego ognia, czyli jako
upór i wytrwałość. Miłosz wskazuje tutaj na różnice charakterystyczne
w ocenie Polaków, panujące na Litwie. Cnoty litewskie - wytrwałość,
upór, stanowczość - przeciwstawiano słomianemu ogniowi Polaków
zamieszkujących centrum Polski. Kiedyś znany psychiatra krakowski,
profesor Brzezicki uzupełniał typologię charakterów Kretschmera.
Kretschmer wyróżnił dwa typy charakterów: schizotymika i cyklotymika,
a profesor Brzezicki dodał do tego skirtotymika - od skirtao -
tańczę, cieszę się, podskakuję, jako charakterystyczny typ polskiej
postawy wobec życia, postawy, która się cechuje przede wszystkim
symboliką słomianego ognia. Polak zamienia często życie w histeryczny
teatr, teatr, w którym gra rozmaite role dla innych. Antoni Kępiński,
zwłaszcza w swoich "Psychopatiach", pomieścił cenne
uwagi na temat narodowego charakteru Polaków.
Uzupełnił on symbolikę słomianego ognia symbolem Jakuba Szeli.
Polska składa się nie tylko ze "słomianych ogniów",
ale także z rozmaitych Jakubów Szelich, którzy czekają okazji,
aby wyładowawszy swoje kompleksy, wyładowawszy świadomość ucisku,
srodze zemścić się na tych, którzy ich poniżają. Oczywiście, można
by długo i dużo snuć na ten temat Myślę, że ostatnie lata, ostatnie
także miesiące wciąż dorzucają tutaj bardzo wiele nowych charakterystyk.
Wydaje mi się jednak również, ze obok Jakuba Szeli, obok "słomianego
ognia" istnieje w Polsce inny rodzaj charakteru narodowego,
którego symbolami są polscy myśliciele, polscy ludzie religii
ostatnich lat, choćby kardynał Stefan Wyszyński, choćby Jan Paweł
II, ksiądz Jerzy Popiełuszko, a również Lech Wałęsa. Lech Wałęsa
ma uznanie w Polsce nie tylko za to, co robi, ale przede wszystkim
za to, kim jest, jaki jest. Jakby jego charakter indywidualny
ukazywał się w nowym świetle jakiegoś mniej lub więcej ogólnego
charakteru narodowego, ogólnej wartości.
Czym charakteryzują się te i tym podobne opisy charakteru narodowego?
Przede wszystkim tym, ze zakładają, iż charakterem jest opór albo,
jeszcze lepiej powiedziawszy, sposób reagowania narodu na próby,
jakie przed narodem stawia historia. I natrafiamy tu na nowy moment
znaczeniowy pojęcia charakter narodowy: mieć charakter znaczy
stawić się czoła dziejowej próbie. Narody mają swój charakter,
który jest czymś więcej niż zwykłą magmą historii, on jest czymś
więcej niż folklorem. Narody mają swoją duszę. To stawianie czoła
próbom może mieć rozmaite formy. Zawsze jednak jedno się powtarza:
świadomość próby, historia próbuje, próbuje każdego i wszystkich
razem. I kiedy mamy tę świadomość, że jesteśmy próbowani, krystalizuje
się w nas jakby nasz wspólny charakter. Odpowiedź na próbę może
być gorsza lub lepsza. Oto błazen historii, oto zimny pedant,
oto jakiś zbieg, oto jakiś krzykliwy histeryk, oto podstępny kmiotek.
Ale gdzie jest świadomość próby, jest także świadomość, że od
próby można uciec, można się wycofać albo można na próbę odpowiedzieć
niewłaściwie, jakby okrężnie, inaczej, i stąd świadomość charakteru
narodowego. Wiadomo, czego można oczekiwać od narodów, które są
narodami z charakterem: próba, w którą się je wtrąca, nie pozostanie
bez odpowiedzi.
Czym zatem jest narodowy charakter? Jest czymś więcej niż usposobieniem,
nastrojem, temperamentem. Jest gotowością do podjęcia próby. Charakter
narodowy jest jak instynkt życia. Nie czuje się go na co dzień,
ale w godzinie, w której się go czuje, chce się go mieć. Od tej
chęci zaczynają się narody. Narody żyją i trwają tak długo, jak
długo chcą mieć charakter. A giną wtedy, gdy wolą go nie mieć.
Józef TISCHNER
Ks. prof. Józef Tischner (1931-2000),
fenomenolog, profesor Papieskiej Akademii Teologicznej i Uniwersytetu
Jagiellońskiego w Krakowie, w latach osiemdziesiątych prezes wiedeńskiego
Instytutu Nauk o Człowieku, autor m.in. "Świata ludzkiej
nadziei", "Etyki Solidarności" i "Myślenia
według wartości". W sumie opublikował dziewięć książek na
temat etyki, teologii i historii. Był kapelanem "Solidarności"
i współtwórcą tzw. filozofii spotkania. Wielokrotnie występował
w paryskim Centrum Dialogu, głosił konferencje czy też prowadził
rekolekcje w pallotyńskim Duszpasterstwie Akademickim.
|

Na zdjęciu:
Xxxx Yyyy
(xxxxx)
Fot. XXX
|