Coś z Ewangelii...
Modlitwa stała się dla mnie rzeczywistością dnia codziennego.
Zrosłem się z modlitwą, a właściwie należałoby powiedzieć, że
ona bardziej zrosła się ze mną poprzez lata praktyki i starania
się, aby zrozumieć coś z Ewangelii. To właśnie w Ewangelii odnajduję
powody, by się modlić. Może dlatego tak rozstrzygające dla mnie
było czytanie Ewangelii. Tam w obrazach i przypowieściach starałem
się poznać i odczytać postać tego, do którego swoją modlitwę kieruję.
Mam przeczucie, że Jezus jest zupełnie inny w porównaniu z tym,
jak my go sobie wyobrażamy lub też jak często jest on przedstawiany.
Jest on tym, który tak strasznie jest nam bliski, a zarazem niewymiernie
odległy.
Bóg, który - jak uczy islam - jest dla nas zakryty, ale zobowiązujący
nas do odkrycia, do poszukiwania. Jest bardzo ciekawa interpretacja
jednego z pytań, które uczniowie zadali Mahometowi. Ile imion
ma Allah? - zapytał jeden z nich. Mahomet, po chwili milczenia,
odpowiedział - Allah ma 100 imion, ale my znamy tylko 99 spośród
wszystkich. Setne pozostaje dla nas zakryte, co wskazywałoby na
niepoznawalność Boga.
Ale nie jest to jedyna możliwa interpretacja. Albowiem inna wykładnia
mówi o wysięku poszukiwania setnego imienia Boga, podkreśla trud
znalezienia "naszego" imienia dla Boga, czyli niejako
mówiąc językiem religijnym, stworzenia osobistej relacji z Bogiem.
I taka też, staram się, jest moja modlitwa. Jest nawiązywaniem
kontaktu z Bogiem, przy czym zdaję sobie sprawę, ze On jest tym,
który inicjuje moje poszukiwanie.
Czyż Bóg nie jest bowiem tym, który do nas niestrudzenie wychodzi
jako pierwszy?
Ważne jest przy fakcie modlitwy pytanie o mój wizerunek Boga.
I nie chodzi tutaj o wyobrażenie dotyczące jak on myśli, jak czuje
czy może jak wygląda. Albowiem być może nigdy nie będzie nam dane
zobaczyć go wprost w takim sensie jak widzimy tutaj. Wierzę, że
będzie inaczej, choć nie wiem jak. Nie mniej jednak poprzez moją
modlitwę, choć bardziej uprawomocnione byłoby mówienie, poprzez
fakt, że staram się starać, przekonałem się o pedagogice odkrywania
nam rzeczy dla nas ukrytych. Owe odkrywanie dokonuje się powoli,
stopniowo, abyśmy nie zostali nagle pozbawieni naszego spostrzegania,
widzenia i co za tym idzie rozumienia. Jest to objawianie nam
rzeczy dla nas zakrytych. Czyż zresztą nie taki jest Bóg Biblii,
która jest zapisem Jego obecności w naszej historii. Choć tutaj
znowu kusi mnie napisanie naszej obecności w Jego historii. Albowiem
On być przed czasem. On jest wieczny, kiedy my tylko czasowi,
przejściowi, czasami tak bardzo śmieszni z marzeniami o nieśmiertelności,
poczesnym miejscu w historii, która mając swój początek nieuchronnie
będzie też miała koniec. Modlitwa dlatego jest tak mocno dla mnie
związana z poznawaniem Boga. Czyż rozumienie nie ma swojego początku
w poznawaniu i odkrywaniu rzeczy takimi jakie one (nie) są? Dlatego
tak bardzo ważna staje się postawa wyjściowa, która nie zadawala
się przyjętymi odpowiedziami. I nie chodzi tutaj o odrzucanie
jakichkolwiek autorytetów, lecz o proces uwewnętrznienia (interioryzacji)
istotnej dla mnie rzeczywistości.
Dzięki temu jest szansa, ze Bóg stanie się bliższy, że może dla
nas nawet stanie się osobę, czyli kimś z kim się w naszym życiu
liczymy, na kogo oczekujemy, z kim się kłócimy i szukamy porozumienia.
Poprzez te wymiary Bóg staje się częścią naszego życia, a co za
tym idzie naszych decyzji, pomimo faktu, że te mogłyby czasami
bardziej przypominać zbiór przeciwieństw i wykluczających się
elementów, niż składać się na harmonijny obraz sensu (życia) i
poszczególnych etapów naszego odnajdowania się samego siebie.
Ale czyż i Bóg nie jest swoistym coincidentia oppositorum. Czyż
i on nie potrzebował czasu, aby objawię prawdę o samym sobie,
ukazać, że jest nie tylko władcę i panem, ale tez rodzicem, partnerem,
przyjacielem, bratem.
Może też należałoby pojęć w naszym poszukiwaniu Boga śladem współczesnej
astrofizyki, jak opisuje to w swoich esejach amerykański jezuita
George V. Coyne - szef watykańskiego centrum astronomicznego.
Współczesna nauka uczy nas, że wyobrażenie o wszechmocy i przewidywalności
Boga, które szczególnie zajmowały scholastycznych teologów jest
inne niż pokazuje to na przykład kosmologiczne rozumienie uniwersum,
który ma swój początek w Bogu. Albowiem uniwersum jest nieustannie
w procesie powstawania, pomimo (a może dzięki) fizycznych praw
ograniczających ów rozwój. Wówczas też Bóg nie będzie się nam
objawiać jako dyktator, który wszystko zaplanował od początku
do końca.
Być może Bóg nie zna końca wszystkiego dokładnie? Być może zna
tylko cel, choć droga realizacji nie jest określona i rozplanowana
od a do z.
W to miejsce bardziej z pomocą w naszym poszukiwaniu nade wszystko
przychodzi Biblia, która napiętnowana jest niejako myślę o Bogu
jako rodzicu, oblubieńcu, ojcu, towarzyszu czy też troskliwej
matce. Żaden z obrazów nie jest dominujący. Bardziej owe przeróżne
obrazy ukazuję pełnię oblicza naszego Boga, zaś nas ustawiają
w perspektywie dziecka, ucznia czy też poszukującego. Dzięki takiej
perspektywie życie nabiera (innego) sensu. Może właśnie przez
to tak bardzo dobitne staje się theiosis św. Ireneusza z Lyonu
- biskupa i męczennika z trzeciego wieku chrześcijaństwa - Bóg
stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogu podobny. Czyż
do tego nie zmierza modlitwa?
Norbert MAREK
Norbert Marek. Urodził się w 1975 roku
w Iławie. Studiuje teologię. Mieszka w Vallendar w Niemczech.
|

Na zdjęciu:
Drzewa
(Rugia, 2001)
Fot. Marek Wittbrot
|