|
|
EDYTORIAL
Nie ma chyba dorosłej
osoby, która obojętnie przyjęłaby wiadomości o terrorystycznych
zamachach dokonanych 11 września w Stanach Zjednoczonych. Cały
niemal świat oniemiał z wrażenia i przerażenia. W dużej mierze
dlatego, że tragedia – dzięki współczesnym mediom – rozegrała
się na oczach mieszkańców całego globu, dotknęła państwo
uznawane za największą potęgę militarną i gospodarczą.
W świecie, niestety, jest jeszcze wiele „niemych” tragedii, równie
wstrząsających jak wydarzenia w Nowym Jorku i Waszyngtonie.
Wystarczy chociażby zajrzeć do statystyk i uświadomić sobie, ile
osób codziennie umiera z głodu.
Każdy ma prawo się bronić się przed agresorem, jak i
przeciwdziałać zbrodni, ale zemsta czy zastosowanie zasady zbiorowej
odpowiedzialności nigdy nie było skutecznym remedium na wyplenienie
terroru. Żadna bomba ani żaden kolejny zamach nie rozwiąże problemów,
które zwykło się określać mianem „największego wyzwania XXI
wieku”.
„Dzisiaj byłem świadkiem w U-Bahn, [tj. w kolejce podziemnej], jak
jakiś 50-letni mężczyzna strofował 2/2,5-letnie południowoamerykańskie
dziecko, które siedziało z butami na siedzeniu. Niemiec na samym
początku syknął: «Scheiβe, wir sind in Deutschland» [«Cholera,
jesteśmy w Niemczech»] i kilka chwil później dodał: «Scheiβe
Ausländer» [«Zasrany obcokrajowiec»]. Sytuacja spowodowana
zamachem w Nowym Jorku?” – pytał mój przyjaciel z Bonn.
Cokolwiek by nie powiedzieć, szukając przyczyn takiego zachowania,
wiadomo, że droga do prawdziwego pokoju jest długa i niełatwa.
Niszczenie zawsze jest łatwiejsze niż budowanie. Nienawiść rodzi
nienawiść. Filozofia niszczenia i nienawiści prowadzi do
rozprzestrzeniania się zarazy nieufności i wrogości. Nawet, jeżeli
niekiedy bywa uzasadnione użycie siły i odparcie czy nawet zapobieżenie
agresji, siłą nie rozwiąże się tych problemów, które są źródłem
rażących nierówności, nędzy czy niesprawiedliwości. Tak jak nie
wystarczy usunięcie skutków choroby, tak też nie wystarczy
„rozprawienie się z winnymi za zamachy na World Trade Center
i Pentagon”. Arcybiskup Paryża, Jean-Marie Lustiger, przestrzegał
po zamachach, że jeśli nie odmienią się nasze serca, czeka nas
straszliwa przyszłość. Albowiem walka z przemocą nie powinna
zaczynać się od... kolejnych bomb czy „środków zewnętrznego
przymusu”, lecz od głębokiej refleksji, zmiany nastawienia jednych
w stosunku do drugich, troski rodziców o własne dzieci, szacunku młodszych
dla starszych, powszechnej niezgody nie wszelkie odmiany przemocy –
przemocy często skrywanej i zmierzającej do niczym nie ograniczonego
zysku.
Marek WITTBROT
redaktor
|
|

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot
|
|
|
|