|
EDYTORIAL
Już u proroka Ezechiela znajdujemy wyjaśnienie prawdy o Bożym
panowaniu: „Oto ja sam będę szukał moich owiec i będę miał
o nie pieczę”. Zaś św. Paweł w liście do Koryntian wyjaśnia,
że zostanie pokonana śmierć i Bóg będzie „wszystkim we
wszystkim”, „pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i
Moc”.
Przez długi czas opacznie interpretowano panowanie Boga. Doprowadziło
to do przymierza ołtarza z tronem, nawracania mieczem, mylenia władzy
duchowej ze świecką, do takich zjawisk jak cezaropapizm, gallikanizm
czy józefinizm. Z jednej strony, papież uzurpował sobie prawo do
sprawowania władzy świeckiej, z drugiej – z czym mieliśmy do
czynienia we Francji po ogłoszeniu 1673 roku przez króla Ludwika XIV
edyktu regalia spiritualia – król rozciągał swoją władzę
również na sprawy kościelne. „Cesarskie” mieszało się
z „boskim” a tron „kościelny” w niczym nie różnił
się od tronu „monarszego”.
Do dzisiaj właściwie mamy do czynienia z tego typu problemami, choć
cała eklezjologia i prawo powróciły do ducha Ewangelii. Próby
naruszania autonomii kościelnej, autonomii w sprawach wiary, zdarzają
się wcale nierzadko, ale też nie uwolniliśmy się całkowicie od myślenia
w stylu Syllabusa. „Problem władzy w Kościele pozostał. [...]
Wciąż wiele w Kościele hierarchicznego autokratyzmu” –
twierdzi jeden z najbardziej znanych polskich teologów. „A
gdzie jest duszpasterstwo dla szukających, zagubionych, rozżalonych,
rozczarowanych czy nawet odepchniętych” – pyta ks. Wacław
Hryniewicz.
Często brak nam wiary w moc Boga, stajemy bezradni wobec jego
tajemnicy, próbujemy własne przekonania czy myślenie przenieść na
rzeczywistość, która – rzec by można – dość luźny
ma związek z Bożą ekonomią zbawienia. Bóg zaś nie jest
„narcystycznym władcą skupionym na swojej własnej jaźni”,
lecz – mówiąc językiem współczesnym – skupia się na
naszym losie, czuje się solidarny z najmniejszymi – z głodnymi,
nagimi, bezdomnymi, chorymi czy opuszczonymi, wkracza – jak pisał
kiedyś Hans urs von Balthasar – „w największą ludzką nędzę,
najbardziej wstydliwe ludzkie sytuacje”, jest solidarny z człowiekiem
i „na płaszczyźnie bytu” i „w płaszczyźnie
moralnej”, nie odpycha najsłabszych, lecz przygarnia, jego
sprawiedliwość mało ma wspólnego z tą sprawiedliwością, jaką
znamy ze świeckich paragrafów czy praktyk.
Przyzwyczailiśmy się do mieszania porządku boskiego z ludzkim. Pan
Bóg jednak patrzy inaczej i nie sądzi ani nie myśli według naszych
kryteriów i zasad. Potrzebujemy nieustannego powrotu do źródeł, do
Ewangelii, by – powiedzmy – nie uprawiać teologii
supermarketu ani nie opierać się na tylko zewnętrznych, często mylących
przesłankach, lecz na wewnętrznym doświadczeniu wiary, na samym
Jezusie, którego nazywamy naszym Panem i Nauczycielem.
Marek WITTBROT
redaktor
|