

|
EDYTORIAL
Jest tylko jedna taka noc, jeden dzień w roku. Niemal instynktownie
myślimy w tym czasie o najbliższych - tych, z którymi łączą nas
nie tyle określone więzy, co po prostu uczucia, pragnienia, niekiedy
przeżycia, a najczęściej potrzeba bliskości, głębi, dzielenia się
swoją nadzieją, swoim istnieniem.
Gdy - choćby w wyobraźni - stajemy przed Grotą Narodzenia, gdy zbliżamy
się do Nowonarodzonego, gdy uświadamiamy sobie, że Maryja i Józef,
jak i świadkowie zdarzeń w Betlejem, nie są jedynie biernymi
widzami, lecz uczestnikami jednego z najważniejszych wydarzeń w
dziejach ludzkości, łatwiej chyba jesteśmy w stanie zrozumieć, iż
prawdy najtrudniejsze bywają zadziwiająco zwyczajne, o wiele
prostsze niż wielu się wydawało - i nadal wydaje.
Bóg, gdyby chciał, mógł ukazać się i przemówić do nas na tysiąc
różnych sposobów. Wybrał jednak najprostszy, na pewno dla wielu
zaskakujący, dla wielu wciąż trudny do zaakceptowania. Św. Paweł
pisał w Liście do Tytusa, że "ukazała się dobroć i miłość
Zbawiciela", właśnie poprzez wcielenie i narodzenie z
Niewiasty, wreszcie poprzez ofiarę i narodziny dla Nieba. Nasze
usprawiedliwienie albo - inaczej mówiąc - zbawienie zaczyna się od
Bożej Dzieciny i dokonuje poprzez miłosierdzie. Pawłowe "z miłosierdzia
zbawił" - to tyle, co okazał łaskę, przyszedł z pomocą, uniżył
się, stał się pokornym sługą, ukochał, uleczył i przywrócił
stworzeniu nie ludzką, lecz boską godność.
Gdy, we współczesnym świecie, tak wiele słyszymy o potędze, o
pierwszeństwie, o walce, o sukcesie, który jest zarezerwowany dla
silnych i bogatych, a często nieuczciwych, przebiegłych i bezwzględnych,
Jezus mówi nam o innym panowaniu, innej mocy, innym pierwszeństwie.
"Na początku było Słowo" i Bóg, który
"wielokrotnie przemawiał do człowieka na różne sposoby",
sprawił, że "Słowo stało się Ciałem", zaś "tym,
którzy je przyjęli", dało, wciąż daje moc, daje jasność,
daje możliwość przemiany, zrozumienia, iż każdy z nas ma się na
nowo narodzić, stać się światłem, gdy wokół ciemność;
prostym, gdy wokół tyle zafałszowania; silnym, gdy wokół tyle
ludzkiej słabości, przemocy i poniżenia; prawym, gdy tyle wokół
niesprawiedliwości, chytrości czy przebiegłości.
Często możemy usłyszeć o skandalu Bożych narodzin, o wstrząsającym
dla wielu wydarzeniu, bo oto miał się ukazać Bóg wielki, Bóg
najpotężniejszy ze wszystkich a wciąż rodzi się w grocie czy w
stajni, w opuszczeniu czy zapomnieniu, wciąż okazuje się słaby,
lekceważony i biedny. Mylą się jednak Ci, którzy wybierają innego
Boga, którzy chcą, żeby był podobny nam i działał poprzez nasze
układy, zależności, względy, uprzedzenia czy stereotypy. "Słowo
stało się Ciałem", Bóg stał się Człowiekiem, ale nie po
to, żebyśmy myśleli i działali na sposób ludzki, lecz - moglibyśmy
powiedzieć - żebyśmy praktykowali Boże Miłosierdzie, prawdziwe miłosierdzie,
byśmy zrozumieli, czym ono jest, czym powinno być i czym zawsze będzie!
Tę jedyną, niepowtarzalną noc, Noc Narodzin, mamy już za sobą.
Rozpoczął się 2004 rok. Wypada zatem sobie (i innym) życzyć, żebyśmy
umieli zawsze - nie tylko sporadycznie! - wybierać prawdziwego Boga,
żebyśmy przez tygodnie i miesiące, jakie są przed nami, nie
tracili "z oczu" objawiającego się nam Jezusa.
Dziękując za różne sugestie - na przykład, żeby dział
"Poszukiwania" przenieść do naszego
"Obserwatorium" - zapraszamy na nasze strony www. i zarazem
zachęcamy gorąco do ich współtworzenia.
Marek WITTBROT
redaktor
|

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot
recogito@firemail.de
|