|
EDYTORIAL
Dobrze, gdy przestrzeń wypełnia człowieka. Dobrze, gdy człowiek
potrafi się Nią zachłysnąć nieodwracalnie. To warunek, by życie
okazało się początkiem prawdy. To potrzeba spełnienia oczekiwań,
to błaganie o czas, by Przestrzeń nie objawiła się jako pół-sen,
a ludzie zawsze mogli otrzymać szansę przeobrażenia, na przykład
we wspomnienie. Dotykajmy i dostrzegajmy na granicy woli, dopiero później
podążajmy w nienazwane.
Gdy znakomity dyrygent Sergiu Celibidache podczas jednej z prób
ostrzega wiolonczele przed zbytnią wiolonczelowością i nakazuje im
poszukiwanie w barwie swych instrumentów – kolorystyki
kontrabasowej, czy to nie uczta dla tych, co spragnieni nieuchwytnego?
Gdy zarzuca altówkom nadmiar uczuciowości, czy nie dotyka owej
granicy, na szali stawiając serce i rozum?
Gdy zawsze będziemy mieć w sobie pragnienie dostrzegania i
dotykania, potrzebę słyszalności i wiarę w to, co nieodwracalne
– może się uda. Może się uda – jak pisał Reiner Maria Rilke
– „jeszcze i zachwycenie jak rzecz wypowiedzieć”, może się
uda odnaleźć tych, co zbłądzili, może się uda nie zasnąć.
Podobno musi istnieć – jak sądził austriacki poeta – „jakiś
nadmiar ciszy we Wszechświecie”, podobno – jak twierdził Arnold
Schönberg – „obowiązującą muzyką w niebie jest Bach, a gdy
Aniołowie mają wolne, to grają Mozarta”. Nie pozwólmy uwieść
się najmniejszej nawet myśli, że jest inaczej.
Aleksander PIECHACZEK
dyrygent
|

Na zdjęciu:
Aleksander Piechaczek
Fot. Michael Wittbrot
recogito@lycos.de
|