|
EDYTORIAL
Naiwna, przeciwstawiana wiedzy i przez to irracjonalna, praktyczna
albo inaczej moralna, historyczna (zwykle utożsamiana z religijną),
wreszcie wiara filozoficzna. Kiedy Augustyn wyznaje, że pragnie poznać
jedynie Boga i duszę, kiedy później Kartezjusz powtarza te same słowa
na początku swych "Medytacji o pierwszej filozofii", czy
brzmią one jak oświadczenie nieświadomego swych ograniczeń
intelektu, czy raczej jak żarliwe „nic więcej” wiary
szukającej rozumu? Mimo zapewnień Anzelma i Tomasza istnienie Boga
chwieje się na szczycie piramidy dowodów równie niepewnie jak nieśmiertelność
duszy, lecz tylko – powie Kant – pod niewiernym
spojrzeniem intelektu. W królestwie rozumu praktycznego są one
bowiem jedynymi stałymi punktami: warunkami najwyższego, mającego
się w świecie urzeczywistnić dobra.
Kiedy Nietzsche obwieszczał krytyczne uwagi dotyczące dziewiętnastowiecznej
kultury, piętnował między innymi coraz bardziej powszechny brak doświadczenia
w kwestiach bliskich życiu, towarzyszącą temu pozorną elokwencję,
głoszenie poglądów zapożyczonych z… gazet, prawd popieranych
jedynie literackimi przykładami a wypowiadanych jako prawdy życiowe.
Doskonale wiedział, że są to symptomy obumierania chylącej się ku
upadkowi epoki, w której miejsce prawdziwie witalnej kultury zajmuje
uczoność, a to, co najpopularniejsze wypiera to, co najważniejsze.
Dyscyplina staje się znakiem rozpoznawczym schyłkowej epoki, a
poszukiwanie dobrego samopoczucia – jedynym usprawiedliwieniem
życia stadnego, skrępowanego towarzyską ogładą, w którym każde
„ja” powinno brzmieć jak „my” wypowiedziane w
powszechnie akceptowanym tonie. Nie są to zapewne żale nowe, choć
powtarzane raz po raz przenikają rześkim chłodem oceny, która nie
traci swej aktualności.
W "Rozważaniach nie na czasie" Fryderyk Nietzsche dostarcza
przykładu krytyki kultury – jak byśmy dziś powiedzieli
– masowej, w której również wiara (podobnie jak sztuka) staje
się towarem sprzedawanym po tak przystępnej cenie, że stać na nią
każdego. Starą, nazbyt trudną wiarę (zgodnie z tytułem
krytykowanej książki Dawida Straussa) zastąpi nowa wiara –
mieszanka pseudonaukowego żargonu i najbardziej płytkich sloganów
upowszechnianych siłą zdroworozsądkowej przystępności. Wiara w
postęp ludzkiej wiedzy – co za osobliwe nadużycie słowa
– pozwoli na optymizm, na który nie odważył się ani Augustyn
i Kartezjusz, ani Lessing i Kant, ani tym bardziej Nietzsche i
Kierkegaard.
Kultura – zgodnie z intencją Nietzschego – jako jedność
artystycznego stylu, nie jest kultywowaniem przeszłości, jak ją
rozumie filister, a rozumie ją źle. Mieć klasyków, to zdecydowanie
za mało, aby być kulturalnym. Nie wystarczy odwiedzić muzeum, by
– jak błędnie przypuszczamy zwłaszcza w sezonie turystycznym
– zadośćuczynić kulturalnemu wykształceniu. W kulturze można
uczestniczyć tylko tworząc kulturę – to jedna z konkluzji,
jaka nasuwa się podczas lektury "Rozważań". Tak, jak nie
jest kulturą kolekcjonowanie śladów, choćby najwspanialszej przeszłości,
tak też nie jest wiarą słownikowe wierzenie w istnienie najwznioślejszej
istoty. Wiedza i uczoność ani nie są znamionami kultury, ani tym
bardziej nie zastąpią sobą prawdziwych przedmiotów wiary. Wiara
– podobnie jak kultura – nie jest towarem, ale czynem, który
prawdy nie czerpie z najwspanialszej historii, jest żarliwością, z
którą odważamy się na jedynie własne życie. Nie jest ani
zadowolonym z siebie przeświadczeniem, ani usprawiedliwiającym go
uporem; jest raczej niepewnością własnych racji – wiedzieli o
tym i Kant, i Kierkegaard, przeczytamy o tym nawet u Sartre’a.
Wiara nie jest więc znakiem słabości (intelektualnej czy
emocjonalnej, to rzecz obojętna), ale poświadczeniem siły zdolnej do
wykroczenia poza granice nakreślone morderczą pracą uczciwego w
swym wyjaśnianiu rozumu. Podobno każdy, gdy granice te zejdzie
wszerz i wzdłuż, w niezadowoleniu z osiągniętych wyników –
siłą absurdu, jak pisze Kierkegaard – nadal wypatruje
nieoczekiwanego. Wiara nie będzie lekkim powierzeniem swego losu
Innemu (choćby innemu człowiekowi), nie będzie słabością, niemęskim
zniewieścieniem – oko przenikliwego obserwatora dostrzeże w
nim niezwykle rzadko spotykane męstwo, takie, które podpiera
Abrahama w drodze do ziemi Moria.
Tomasz KUPŚ
filozof
|
|