|
|
EDYTORIAL
Kiedy pojawił się
problem, co dalej z pallotyńskim, powstałym nad Sekwaną we wrześniu
1944 roku czasopismem, kiedy przestało się ono ukazywać w
tradycyjnej, papierowej formie, zapadła decyzja o kontynuacji działalności
– lecz już w innej, wirtualnej formie i pod nową nazwą. I tak
w roku 2000 pojawiło się „Recogito”.
"„Recogito”
znaczy tyle, co przypominać sobie, myśleć znowu o czymś. Przez całe
życie, począwszy od pierwszych szkolnych lat, poznajemy, uczymy się,
próbujemy zrozumieć, a zatem i oświecić się światłem wiedzy,
ale też tradycji i mądrości, próbujemy przybliżyć się do
różnorakich prawd i tajemnic" – pisaliśmy u początku
nowej drogi. Mieliśmy nadzieję, że uda się nam połączyć minione
z obecnym, tradycję – jaka wytworzyła się przez 55 lat
istnienia najpierw „Głosu Misjonarza”, a następnie
„Naszej Rodziny” – z wyzwaniami i nadziejami nowego
czasu. Uznaliśmy, że nie należy przekreślać tego, co było ważnym
elementem pallotyńskiej działalności we Francji. Albowiem kultura
„zawsze jest kontynuacją, wartością dodaną”, a
jednocześnie „do dokonań poprzedników dodajemy własne, choćby
skromne owoce własnej pracy, swoich zmagań i poszukiwań”. Słowem,
wiele trzeba czasu, żeby wytworzyć określoną tradycję, a zarazem
niezbędna jest wytrwała praca, cierpliwa uprawa, dalsza pielęgnacja,
żeby sprostać nowym wyzwaniom.
Przez siedem lat
swojego istnienia – mimo braku jakichkolwiek finansowych środków,
mimo różnych obaw, mimo kłopotów, a niekiedy i zwątpień –
„Recogito” nie tylko przetrwało różnorakie nawałnice,
lecz zyskało wiernych współpracowników, a także nieobojętnych i
licznych odbiorców.
Obecny, czterdziesty
ósmy numer jest najprawdopodobniej ostatnim, powstałym – rzec
by należało – między Sekwaną a Wezerą. Dotychczas, jeśli
chodzi o stronę merytoryczną, decyzje zapadały w Paryżu, zaś obróbka
techniczna była dokonywana w Bremie. Od czterdziestego dziewiątego
numeru zapewne to ulegnie zmianie. Jednak mimo kolejnego, trudnego
progu jest nadzieja, że czasopismo, które – jak to u początków
bywa – rodziło się w bólach, a przez siedem lat swojej obecności
w internetowej przestrzeni przeżywało niejedną burzę, będzie mogło
nie tylko dalej istnieć, lecz i rozwijać się. Mówię to nie tylko
w imieniu własnym, lecz całego środowiska, w imieniu osób, którym
„Recogito” z pewnością zawdzięcza znacznie więcej niż
mojej osobie... Przeto dziękując za minione, z
nadzieją patrzę w przyszłość, bowiem – jak mam prawo
przypuszczać – już wkrótce poszerzy się nasza przestrzeń...
Marek Wittbrot
Rzym, 22
września 2007 roku
Via di Propaganda
Od redakcji:
Z przyczyn od nas niezależnych musieliśmy opóźnić wydanie
poprzedniego, a zatem i obecnego numeru naszego pisma a zarazem - mamy
nadzieję - czasowo przekształcić go z dwumiesięcznika w
kwartalnik.
|
|

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot
|
|
|
|